Dystans215.53 km Czas11:27 Vśrednia18.82 km/h VMAX62.30 km/h Podjazdy2884 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dookoła Beskidu Żywieckiego
Na początku był bagaż, duży był bagaż i pozbyć się go chciałem. Zanim to zrobiłem, na Ochodzitą z nim wjechałem. Potem znalazłem - już przed Zwardoniem - niezłe miejsce na depozyt. Tamże zostawiłem większość bagaży i ruszyłem na Słowację. Gdy ruszałem rano na trasę, w drodze na Kubalonkę, dzięki wczesnej godzinie (~ 5:30) pierwszy raz w życiu widziałem żywą kunę leśną. Kilkakrotnie wyglądała zza barierek, cóż za ciekawskie zwierzątko...
Niestety nad głównym grzbietem Beskidu Kisucko-Orawsko-Żywieckiego już koło południa zalegały groźne chmury. Burza z prysznicem dorwała mnie ostatecznie w Zawoi, dzięki czemu zjadłem smaczny obiad i straciłem prawie półtorej godziny...
Najgorsze było wybranie przeprawy przez Klekociny. Na samej przełęczy dorwał mnie po raz kolejny deszcz i sprawił, że zgłupiałem i wybrałem złą drogę zjazdową. Gdy się zorientowałem, było za późno: nie chciałem wracać w zacinającym deszczu pod górkę...
Biedronkowałem w Jeleśni, z racji opóźnienia nie zamknąłem pętli i w WG wsiadłem do pociągu na Zwardoń i stamtąd dojechałem do depozytu. Przez całą trasę męczyła mnie alergia, brak tylnego hamulca i ryzyko burzy...

Ranem na Ochodzitej była kiepska widoczność, pusto, ale już ciepło

Oszczadnica

Szokująca rozmnożyli się na drodze "transorawskiej" motocykliści, zakłócając mi kontemplowanie natury

Magurka Namiestowska od strony polskiej granicy. Gonią chmury...

Babia od strony Jabłonki

Na Krowiarkach nabyłem oscypki :)

Podjazd na Klekociny

Bolesny zjazd do Koszarawy

Widok na kotlinę z przeł U Poloka
Na początku był bagaż, duży był bagaż i pozbyć się go chciałem. Zanim to zrobiłem, na Ochodzitą z nim wjechałem. Potem znalazłem - już przed Zwardoniem - niezłe miejsce na depozyt. Tamże zostawiłem większość bagaży i ruszyłem na Słowację. Gdy ruszałem rano na trasę, w drodze na Kubalonkę, dzięki wczesnej godzinie (~ 5:30) pierwszy raz w życiu widziałem żywą kunę leśną. Kilkakrotnie wyglądała zza barierek, cóż za ciekawskie zwierzątko...
Niestety nad głównym grzbietem Beskidu Kisucko-Orawsko-Żywieckiego już koło południa zalegały groźne chmury. Burza z prysznicem dorwała mnie ostatecznie w Zawoi, dzięki czemu zjadłem smaczny obiad i straciłem prawie półtorej godziny...
Najgorsze było wybranie przeprawy przez Klekociny. Na samej przełęczy dorwał mnie po raz kolejny deszcz i sprawił, że zgłupiałem i wybrałem złą drogę zjazdową. Gdy się zorientowałem, było za późno: nie chciałem wracać w zacinającym deszczu pod górkę...
Biedronkowałem w Jeleśni, z racji opóźnienia nie zamknąłem pętli i w WG wsiadłem do pociągu na Zwardoń i stamtąd dojechałem do depozytu. Przez całą trasę męczyła mnie alergia, brak tylnego hamulca i ryzyko burzy...

Ranem na Ochodzitej była kiepska widoczność, pusto, ale już ciepło

Oszczadnica

Szokująca rozmnożyli się na drodze "transorawskiej" motocykliści, zakłócając mi kontemplowanie natury

Magurka Namiestowska od strony polskiej granicy. Gonią chmury...

Babia od strony Jabłonki

Na Krowiarkach nabyłem oscypki :)

Podjazd na Klekociny

Bolesny zjazd do Koszarawy

Widok na kotlinę z przeł U Poloka
Dystans123.85 km Czas05:49 Vśrednia21.29 km/h VMAX47.09 km/h Podjazdy922 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Po pracy, z buta, do Głębiec
Tego pamiętnego piątku padło 100 tysięcy kilometrów na bikestats :)
Pierwotnie miałem wyjechać prosto z pracy od razu z pełnym bagażem. Gigantyczne perypetie związane z głupotą Twomarku i poczuciem humoru firmy Mavic spowodowały, że męczyłem się z nowymi kołami aż do północy (w czw). Tym bardziej, że do wymiany i skrócenia był też łańcuch i mocowanie lampki (którego oczywiście okazałem się nie mieć...).
Po powrocie z pracy, zrobieniu sobie kolarskiego obiadu i dokończeniu pakowania, wyruszyłem... w największych korkach. Gdy w Suszcu zrobiło się wreszcie spokojniej odkryłem, że pośpiech wywołał nieporządane skutki: poza brakiem tylnego hamulca (świetny pomysł na góry) odezwała się niedbale założona dętka, która wybrzuszyła oponę na tyle znacząco, że czułem ciągłe tąpnięcia...
Przy tym wszystkim tempo nie było najgorsze. Szczęście też się do mnie uśmiechnęło, bo znalazłem niezłą miejscówkę u podnóży Kubalonki. Choć pierwotnie planowałem nocować bezczelnie na murawach Ochodzitej, z racji godziny wyjazdu nie miałem szans dotrzeć do celu w resztkach jasności dnia. Po ciemku nie chciałem zaś tego czynić, bo nie miałem porządnego mocowania lampki (efekt klęski cz. I).
Zakończyło się to wszystko oczywiście klęską: w nocy nieustannie kichałem, okazało się że "coś" mnie silnie uczula. Spałem bardzo źle, bo zatykało mi nos ropą (zatoki tradycyjnie zareagowały na alergię)...

Bujaków

Nad morzem goczałkowickim

U Kossaków w Górkach

W drodze na Ustroń

Wisła
Pierwotnie miałem wyjechać prosto z pracy od razu z pełnym bagażem. Gigantyczne perypetie związane z głupotą Twomarku i poczuciem humoru firmy Mavic spowodowały, że męczyłem się z nowymi kołami aż do północy (w czw). Tym bardziej, że do wymiany i skrócenia był też łańcuch i mocowanie lampki (którego oczywiście okazałem się nie mieć...).
Po powrocie z pracy, zrobieniu sobie kolarskiego obiadu i dokończeniu pakowania, wyruszyłem... w największych korkach. Gdy w Suszcu zrobiło się wreszcie spokojniej odkryłem, że pośpiech wywołał nieporządane skutki: poza brakiem tylnego hamulca (świetny pomysł na góry) odezwała się niedbale założona dętka, która wybrzuszyła oponę na tyle znacząco, że czułem ciągłe tąpnięcia...
Przy tym wszystkim tempo nie było najgorsze. Szczęście też się do mnie uśmiechnęło, bo znalazłem niezłą miejscówkę u podnóży Kubalonki. Choć pierwotnie planowałem nocować bezczelnie na murawach Ochodzitej, z racji godziny wyjazdu nie miałem szans dotrzeć do celu w resztkach jasności dnia. Po ciemku nie chciałem zaś tego czynić, bo nie miałem porządnego mocowania lampki (efekt klęski cz. I).
Zakończyło się to wszystko oczywiście klęską: w nocy nieustannie kichałem, okazało się że "coś" mnie silnie uczula. Spałem bardzo źle, bo zatykało mi nos ropą (zatoki tradycyjnie zareagowały na alergię)...

Bujaków

Nad morzem goczałkowickim

U Kossaków w Górkach

W drodze na Ustroń

Wisła
Dystans15.22 km Czas00:42 Vśrednia21.74 km/h Podjazdy105 m
SprzętMerida Drakar
Dystans28.94 km Czas01:20 Vśrednia21.71 km/h Podjazdy218 m
SprzętKross Raven Meadow
Praca + Park Śląski
2 rundki po parku, eksploracje ornitologiczne, a na koniec sklepy

Kapturki prawie gotowe do startu w dorosłość :)

Najnowszy Szwedzik, jeszcze ciepły...
2 rundki po parku, eksploracje ornitologiczne, a na koniec sklepy

Kapturki prawie gotowe do startu w dorosłość :)

Najnowszy Szwedzik, jeszcze ciepły...
Dystans23.23 km Czas01:05 Vśrednia21.44 km/h Podjazdy155 m
SprzętKross Raven Meadow
Praca + inne
Praca + kantor + Cwajka + bankomat + sklepy
Praca + kantor + Cwajka + bankomat + sklepy
Dystans12.19 km Czas00:35 Vśrednia20.90 km/h Podjazdy 91 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans80.87 km Czas03:35 Vśrednia22.57 km/h VMAX53.22 km/h Podjazdy607 m
SprzętMerida Drakar
Klęska, cz. II: Jaworzno - Sławków - Chorzów
Druga odsłona niedzielnej klęski. Nie mogąc liczyć na szczególne wsparcie w mieście na J., musiałem wracać niemal cały czas pod słońce (na zachód), bez czapki. Na odcinku Sławków-DG ciężkie chmury i duże ryzyko tragedii (w postaci gwałtownej burzy z piorunami). Na tym odcinku miałem jednak wielką radość zapoznać się z bliska, z małymi krzyżóweczkami. Mamusia ich, na mój widok dała susa na strome zbocze, następnie w krzaki. Tymczasem mniejszy z maluszków nie dał rady wspiąć się na skarpę... Trzeba było mu pomóc. Choćby dla równowagi, bo przed tym zdarzeniem zdążyłem pójść na wybory, a tam sentymentów dla kaczek nie było...

Kaczuszka krzyżóweczka

Zadziwił spory strach mamy-krzyżówki, utrzymywałem spory dystans (fotka na dużym zoomie), a ona porzuciła młode i spieprzyła w krzaki.

Okradzionów
Trasa:
Druga odsłona niedzielnej klęski. Nie mogąc liczyć na szczególne wsparcie w mieście na J., musiałem wracać niemal cały czas pod słońce (na zachód), bez czapki. Na odcinku Sławków-DG ciężkie chmury i duże ryzyko tragedii (w postaci gwałtownej burzy z piorunami). Na tym odcinku miałem jednak wielką radość zapoznać się z bliska, z małymi krzyżóweczkami. Mamusia ich, na mój widok dała susa na strome zbocze, następnie w krzaki. Tymczasem mniejszy z maluszków nie dał rady wspiąć się na skarpę... Trzeba było mu pomóc. Choćby dla równowagi, bo przed tym zdarzeniem zdążyłem pójść na wybory, a tam sentymentów dla kaczek nie było...

Kaczuszka krzyżóweczka

Zadziwił spory strach mamy-krzyżówki, utrzymywałem spory dystans (fotka na dużym zoomie), a ona porzuciła młode i spieprzyła w krzaki.

Okradzionów
Trasa:
Dystans89.91 km Czas03:55 Vśrednia22.96 km/h VMAX44.49 km/h Podjazdy565 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Klęska, cz. I: Blachownia
Miała być pętla dookoła Częstochowy. Skończyło się za Blachownią. Sam sprokurowałem to nieszczęście jeżdżąc przez dwa tygodnie na spęanej obręczy, ale prowizorki są najtrwalsze... Liczyłem, że wytrzyma. Mój błąd. Tak czy owak, nastąpiła tradycyjna kumulacja nieszczęść. W zeszłą sobotę złapałem kleszcza, w ostanią sobotę spaliło mnie słońce, a w niedzielę straciłem koło. Na domiar złego, już w pociągu, straciłem też bezcenne mocowanie lampki (urwane). Jedyne sympatyczne wspomnienie: pierwsze, słuszane na polach pod Woźnikami, przepiórki.

Rogoźnik

Ożarowice

Woźniki

Lasy w okolicy Blachowni

Nieoczekiwana wizyta na dworcu w Cz-wie...
Trasa:
Miała być pętla dookoła Częstochowy. Skończyło się za Blachownią. Sam sprokurowałem to nieszczęście jeżdżąc przez dwa tygodnie na spęanej obręczy, ale prowizorki są najtrwalsze... Liczyłem, że wytrzyma. Mój błąd. Tak czy owak, nastąpiła tradycyjna kumulacja nieszczęść. W zeszłą sobotę złapałem kleszcza, w ostanią sobotę spaliło mnie słońce, a w niedzielę straciłem koło. Na domiar złego, już w pociągu, straciłem też bezcenne mocowanie lampki (urwane). Jedyne sympatyczne wspomnienie: pierwsze, słuszane na polach pod Woźnikami, przepiórki.

Rogoźnik

Ożarowice

Woźniki

Lasy w okolicy Blachowni

Nieoczekiwana wizyta na dworcu w Cz-wie...
Trasa:
Dystans113.54 km Czas04:19 Vśrednia26.30 km/h VMAX49.96 km/h Podjazdy761 m
SprzętHaibike Tour SL
Szosowa setka
Tradycyjnie późna inauguracja sezonu szosowego. Dlaczego? Bo szosa demoralizuje. Jeździ się na niej o wiele lżej niż na trekkingu i przeskok powrotny z szosy na rower wyprawowy jest za dużym szokiem. Drugi powód to niemożność zabrania większego bagażu, co zmniejsza wygodę podróży, choć zwiększa tempo. Brak bagaży przyczynił się też do motywu przewodniego: spalenia słońcem.

Kopiec Powstańców, Piekary

Płaskowyż Twardowicki

Pogoria IV

GSD na szosowo
Trasa:
Tradycyjnie późna inauguracja sezonu szosowego. Dlaczego? Bo szosa demoralizuje. Jeździ się na niej o wiele lżej niż na trekkingu i przeskok powrotny z szosy na rower wyprawowy jest za dużym szokiem. Drugi powód to niemożność zabrania większego bagażu, co zmniejsza wygodę podróży, choć zwiększa tempo. Brak bagaży przyczynił się też do motywu przewodniego: spalenia słońcem.

Kopiec Powstańców, Piekary

Płaskowyż Twardowicki

Pogoria IV

GSD na szosowo
Trasa:
Dystans17.82 km Czas00:50 Vśrednia21.38 km/h Podjazdy119 m
SprzętKross Raven Meadow
Praca + inne
Inne typu: bankomat, serwis, stomatolog (wszystko rowerem rzecz jasna)
Inne typu: bankomat, serwis, stomatolog (wszystko rowerem rzecz jasna)











