Dystans63.00 km
SprzętUkraina
Działoszyce

Pierwszy rajd do Działoszyc. Fascynowały mnie wtedy małe miasta a Działoszyce były 3. najmniejszym miastem Polski

Wola Chroberska po żniwach
             
20 lat to tak mało dla historii i tak wiele dla człowieka...
Dystans59.00 km
SprzętUkraina
Chmielnik

Historyczny pierwszy raz w Chmielniku. Fascynował mnie, bo nie dotarliśmy tam w ramach rodzinnych wycieczek. Do pałacu w Śladkowie dotarłem zeszłej jesieni po 20 latach i wyglądał dokładnie identycznie. Ta sama ruina, aż dziw że ten dach ciągle się nie zawalił...

Dystans61.00 km
SprzętUkraina
Skorocice - Radzanów - Szczaworyż

W ten dzień panował straszny upał, ja zaś wziąłem do butelki kompot i w Radzanowie musiałem kupować wodę mineralną bo kompocik kompletnie zgerował. Najciekawszym fragmentem trasy była eksploracja grodziska w Szczaworyżu (Kapturowie). Miałem duże nadzieje po Stradowie, ale obiekt okazał się dużo mniej efektowny. 


        
Dystans28.00 km
SprzętUkraina
Góry Pińczowskie
Dystans50.00 km
SprzętUkraina
Janina - Widuchowa


Widuchowa 20 lat temu...

Klasycyzm w Janinie
Dystans57.00 km
SprzętUkraina
Wiślica - Szczytniki

 Po raz drugi na "Ukrainie" w Wiślicy. Przy okazji dotarłem do dwóch nowych wsi w kolekcji: Szczerbakowa i Szczytnik


Dystans38.00 km
SprzętUkraina
Chroberz-Zagorzyce-Młodzawy

Dystans22.00 km
SprzętUkraina
Krzyżanowice - Gacki

Jeden z wielu nadnidziańskich "cyklotreków" gipsowych. Poza rezerwatem włóczyłem się też w poszukiwaniu lnu włochatego po gipsowych górkach między Gackami a Wolą Zagojską.
Dystans56.00 km
SprzętUkraina
Gacki - Tur - Imielno

To był mój pierwszy wypad na Płaskowyż Jędrzejowski. W pierwszą stronę przez Pińczów, powrót przez Mierzwin, Tur, Młodzawy i Gacki. 

Widok znad Mierzawy na Góry Pińczowskie

Gacki - kamieniołom
Dystans46.00 km
W Stradowie po raz pierwszy

Wyprawa krajoznawcza na "Ukrainie" do Stradowa była klasycznym efektem nierozstawania się z przewodnikiem "Ponidzie". Rok wcześniej dotarłem do Złotej (miał być spichlerz) i osady Korce oraz pod Młodzawy. Wtedy bałem się morderczych trudów Garbu Wodzisławskiego. Mój rower zapewniał katorgę na podjazdach i zazwyczaj kończyło się pchaniem. Dopiero w roku 1999 odważyłem się na tym dziadostwie przekroczyć Garb i zaatakować fascynujący mnie już od dwóch lat Stradów. Jest to zrozumiałe: miałem najwięcej kilometrów w nogach do tej pory. Po raz pierwszy przyjechałem na Ponidzie w pełni przygotowany rowerowo. Miałem już wszystko (od 1998 roku mapę Busko-Zdrój i okolice w skali 1:100 000) poza dobrym rowerem. 

W Stradowie zachwyciło mnie wszystko: położenie wsi, drewniany kościół, potok Stradomka, cisza i spokój. Najbardziej zachwyciło mnie jednak grodzisko. Nie było tam wtedy nic. Poza krzyżem. Ani śladu szlaku czy tablicy informacyjnej. Żadnych kierunkowskazów, droga jedynie polna pod furmankę. Porzuciłem złoma u podnóża grodziska i eksplorowałem, eksplorowałem. Przeszedłem całość wałami, wspinałem się na zbocza lessowych głębocznic, łaziłem po okolicznych polach. To był prawdziwy piknik sam na sam z historią i pejzażem. Miałem Stradów na wyłączność. Niemal dosłownie: obiekt nie pojawiał się wtedy w żadnych publikacjach turystycznych. Leszek Cmoch był pierwszy i chwała mu za to! 

Ta wycieczka dała mi jeszcze większego kopa. Poczułem tę dumę ze znalezienia się w wąskim gronie świadomych turystów. W gronie odkrywców i koneserów. Stradów stał się moim sanktuarium wtajemniczenia turystycznego. Stał się czymś takim jak Ogrodzieniec dla Aleksandra Janowskiego, założyciela PTK. Janowski w chwili odkrycia Ogrodzieńca miał jednak 19-lat, ja byłem młodszy.  

Grodzisko w Stradowie 28 lipca 1999 roku (data w prawym dolnym rogu, działał jeszcze datownik)