Wpisy archiwalne w kategorii
Cyklotrek
Dystans całkowity: | 9635.10 km (w terenie 15.90 km; 0.17%) |
Czas w ruchu: | 444:15 |
Średnia prędkość: | 18.76 km/h |
Maksymalna prędkość: | 69.55 km/h |
Suma podjazdów: | 102473 m |
Liczba aktywności: | 87 |
Średnio na aktywność: | 110.75 km i 5h 55m |
Więcej statystyk |
Dystans43.18 km Czas02:18 Vśrednia18.77 km/h Podjazdy360 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Mstowski przełom Warty
Poranek w rowerowym raju. Bez liści widać w pełni bogactwo tutejszej rzeźby, kolejne warstwy garbów i garbików, które tak drażnią jak człowiek się spieszy na rowerze i tak cieszą jak buduje formę wiosną ;) Pierwszy podjazd na Przeprośną zaliczony przy okazji.

W drodze na Jaskrów

Nad samiuśką Wartą w Wancerzowie

Wał grodziska Gąszczyk - wspinałem się tu znad Warty.

Strome stoki nad Wartą
Trasa: Krasice - Adamów - Latosówka - Mstów - Jaskrów - Częstochowa - Przeprośna Górka - Krasice
Poranek w rowerowym raju. Bez liści widać w pełni bogactwo tutejszej rzeźby, kolejne warstwy garbów i garbików, które tak drażnią jak człowiek się spieszy na rowerze i tak cieszą jak buduje formę wiosną ;) Pierwszy podjazd na Przeprośną zaliczony przy okazji.

W drodze na Jaskrów

Nad samiuśką Wartą w Wancerzowie

Wał grodziska Gąszczyk - wspinałem się tu znad Warty.

Strome stoki nad Wartą
Trasa: Krasice - Adamów - Latosówka - Mstów - Jaskrów - Częstochowa - Przeprośna Górka - Krasice
Dystans59.73 km Czas03:22 Vśrednia17.74 km/h Podjazdy554 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Do Krasic przez Wzgórza Ludwinowskie
Beżowość, przygaszone pastelowe barwy i przyjemne ciepło - to podstawowe wspomnienia z tego pierwszego, prawdziwie wiosennego piątku. Eksplorowałem Wzgórza Trzebniowskie i Ludwinowskie. Nieoczekiwanie niektóre dolinki były lessowymi wąwozami. Wszędzie panowała bezludność i niezmącona cisza (nie licząc eksplozji głosów ptactwa). Piątkowe popołudnie na Jurze ma zawszę tę samą magię. Nikogo tu nie ma!

W kierunku Brzezin

W drodze do Trzebniowa

Na skraju wąwozu rosło sporo starych drzew, jak ten stuletni grab.

Wąwóz "Brzeziński"

Ludwinów pośród wzgórz i lasów
Trasa:
Chorzów - Katowice - pociąg - Myszków - Żarki - Trzebniów - Ludwinów - Brzeziny - Gorzków - Złoty Potok - Piasek - Krasice
Beżowość, przygaszone pastelowe barwy i przyjemne ciepło - to podstawowe wspomnienia z tego pierwszego, prawdziwie wiosennego piątku. Eksplorowałem Wzgórza Trzebniowskie i Ludwinowskie. Nieoczekiwanie niektóre dolinki były lessowymi wąwozami. Wszędzie panowała bezludność i niezmącona cisza (nie licząc eksplozji głosów ptactwa). Piątkowe popołudnie na Jurze ma zawszę tę samą magię. Nikogo tu nie ma!

W kierunku Brzezin

W drodze do Trzebniowa

Na skraju wąwozu rosło sporo starych drzew, jak ten stuletni grab.

Wąwóz "Brzeziński"

Ludwinów pośród wzgórz i lasów
Trasa:
Chorzów - Katowice - pociąg - Myszków - Żarki - Trzebniów - Ludwinów - Brzeziny - Gorzków - Złoty Potok - Piasek - Krasice
Dystans108.41 km Czas05:06 Vśrednia21.26 km/h Podjazdy963 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Z Krasic
Powrót "zygzakiem" prze Mstów, Olsztyn, Biskupice, Zrębice, Suliszowice. Ponadto trochę cyklotreku w okolicach Olsztyna. Władowałem się w jakiś rajd lokalny i kilka razy spotykałem chłopaków z OSP zabezpieczających imprezę. W Zrębicach musiałem z tego powodu zmienić trasę. Ciepło i słonecznie.
Z rzeczy trudnych do zapomnienia: widok ładnej, młodej dziewczyny bez ręki na rowerze.

Olsztyn od kuchni

Zawada

Mstów

Widok na zamek w Olsztynie

Biskupice

Zaborze

Żarki

W drodze na Sączów
Powrót "zygzakiem" prze Mstów, Olsztyn, Biskupice, Zrębice, Suliszowice. Ponadto trochę cyklotreku w okolicach Olsztyna. Władowałem się w jakiś rajd lokalny i kilka razy spotykałem chłopaków z OSP zabezpieczających imprezę. W Zrębicach musiałem z tego powodu zmienić trasę. Ciepło i słonecznie.
Z rzeczy trudnych do zapomnienia: widok ładnej, młodej dziewczyny bez ręki na rowerze.

Olsztyn od kuchni

Zawada

Mstów

Widok na zamek w Olsztynie

Biskupice

Zaborze

Żarki

W drodze na Sączów
Dystans176.55 km Czas09:09 Vśrednia19.30 km/h VMAX60.41 km/h Podjazdy2085 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Wielki Grochowiec
Bardzo rześki poranek przypominał, że sierpień chyli się ku końcowi. Ruszyłem jednak na ostatnią poważniejszą trasę w roku, bo dni coraz krótsze a koniec wolnego zbliżał się wielkimi krokami. Nie było zbyt ciepło nawet po południu i cały czas pałętały się po niebie jakieś chmury. Po długiej przerwie byłem w Morsku i na Grochowcu. Eksplorowałem też trochę nowych zakamarków Ryczowa. Wracałem dłuższą trasą: przez Zrębice, Biskupice, Olsztyn i Mstów.

Czym się różni polski kierowca dostawczaka od Rosji? Tylko skalą (patologii)

Magnat kresowy Pabianic z informacją dla ludu przyjezdnego

Kocichatka w Siedlcu

Pola gryczane w drodze do Jaroszowa/Zawady

Żarki

Morsko

DDR na opłotkach Zawiercia

Bzów

Ogrodzieniec

Ryczów - eksploracje

Ryczów

Grochowiec

Widoczek z Grochowca

Złożeniec

Giebło

Trzebniów

Czatachowa

Zrębice - cmentarz na stoku

Olsztyn - zabytkowa karczma
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49119058
Bardzo rześki poranek przypominał, że sierpień chyli się ku końcowi. Ruszyłem jednak na ostatnią poważniejszą trasę w roku, bo dni coraz krótsze a koniec wolnego zbliżał się wielkimi krokami. Nie było zbyt ciepło nawet po południu i cały czas pałętały się po niebie jakieś chmury. Po długiej przerwie byłem w Morsku i na Grochowcu. Eksplorowałem też trochę nowych zakamarków Ryczowa. Wracałem dłuższą trasą: przez Zrębice, Biskupice, Olsztyn i Mstów.

Czym się różni polski kierowca dostawczaka od Rosji? Tylko skalą (patologii)

Magnat kresowy Pabianic z informacją dla ludu przyjezdnego

Kocichatka w Siedlcu

Pola gryczane w drodze do Jaroszowa/Zawady

Żarki

Morsko

DDR na opłotkach Zawiercia

Bzów

Ogrodzieniec

Ryczów - eksploracje

Ryczów

Grochowiec

Widoczek z Grochowca

Złożeniec

Giebło

Trzebniów

Czatachowa

Zrębice - cmentarz na stoku

Olsztyn - zabytkowa karczma
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49119058
Dystans156.60 km Czas07:41 Vśrednia20.38 km/h Podjazdy786 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Kozłowa i Krzemycza, czyli wypad w Góry Przedborskie
Wakacyjny pobyt na działce należy urozmaicać wycieczkami po okolicy, tym bardziej jeśli odkryjemy na Google Maps nową wieżę widokową! Takiemu magnesowi oprzeć się nie byłem w stanie. Musiałem to sprawdzić.
W drodze natrafiłem oczywiście na pielgrzymki: Kobyłka, Szczecin (???) i Wołomin. Zrobiło się trochę dziwnie, trochę groźnie. Wszystko działo się w nadzwyczaj spokojnym zazwyczaj Dąbku, który zamienił się w centrum pielgrzymkowej cepelii. Na szczęście potem było już idyllicznie. Zmierzałem w końcu w moją ulubioną cześć Gór Świętokrzyskich, czyli w Pasmo Przedborskie. Pogoda był idealna: bezchmurne niebo, niezbyt ciepło, jedynie wiatr momentami dawał się we znaki.
Najważniejsze, ze osiągnąłem cele symboliczne: zdobyłem po raz pierwszy górę Kozłową i po raz drugi Krzemyczą, ale tym razem zyskując bonus w postaci widoku z wieży.
Na koniec trasy, z powrotem w Dąbku, rozmowa z rowerowymi pielgrzymami z Lublińca.

Widok z wieży widokowej na górze Krzemyczej

Rzeczkowice - trzeba przyznać, że pielgrzymka zostawiła tu wzorowy porządek

Cudków-Klaryny

Wólka - po raz pierwszy przejechałem całą wieś aż do końca

W drodze na Oblasy

W pobliżu Pękowca - żyzne polskie gleby

Młyn w Pękowcu

Oblasy

Maluszyn

Czarna Włoszczowska w Ciemiętnikach

Kościół w Januszewicach

Wieś Nowiny zagubiona wśród pól i lasów

Okolice Starej Wsi w Górach Przedborskich

Cyklotrek na Kozłowej. Niestety bez szans na widoki.

Wieża na Krzemyczej. Ładna. Podjazd od łagodniejszej strony i tak okazał się niemożliwy na trekkingu.

Widok na Bukową Górę i Górę Chełmo (ostatni plan)

Nad Pilicą

Okolice Borzykowej i Cudkowa. Polak na zagrodzie równy wojewodzie. Obowiązkowo trawniczek w formie biologicznej pustyni, przystrzyżony na 1 cm.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/48068480
Wakacyjny pobyt na działce należy urozmaicać wycieczkami po okolicy, tym bardziej jeśli odkryjemy na Google Maps nową wieżę widokową! Takiemu magnesowi oprzeć się nie byłem w stanie. Musiałem to sprawdzić.
W drodze natrafiłem oczywiście na pielgrzymki: Kobyłka, Szczecin (???) i Wołomin. Zrobiło się trochę dziwnie, trochę groźnie. Wszystko działo się w nadzwyczaj spokojnym zazwyczaj Dąbku, który zamienił się w centrum pielgrzymkowej cepelii. Na szczęście potem było już idyllicznie. Zmierzałem w końcu w moją ulubioną cześć Gór Świętokrzyskich, czyli w Pasmo Przedborskie. Pogoda był idealna: bezchmurne niebo, niezbyt ciepło, jedynie wiatr momentami dawał się we znaki.
Najważniejsze, ze osiągnąłem cele symboliczne: zdobyłem po raz pierwszy górę Kozłową i po raz drugi Krzemyczą, ale tym razem zyskując bonus w postaci widoku z wieży.
Na koniec trasy, z powrotem w Dąbku, rozmowa z rowerowymi pielgrzymami z Lublińca.

Widok z wieży widokowej na górze Krzemyczej

Rzeczkowice - trzeba przyznać, że pielgrzymka zostawiła tu wzorowy porządek

Cudków-Klaryny

Wólka - po raz pierwszy przejechałem całą wieś aż do końca

W drodze na Oblasy

W pobliżu Pękowca - żyzne polskie gleby

Młyn w Pękowcu

Oblasy

Maluszyn

Czarna Włoszczowska w Ciemiętnikach

Kościół w Januszewicach

Wieś Nowiny zagubiona wśród pól i lasów

Okolice Starej Wsi w Górach Przedborskich

Cyklotrek na Kozłowej. Niestety bez szans na widoki.

Wieża na Krzemyczej. Ładna. Podjazd od łagodniejszej strony i tak okazał się niemożliwy na trekkingu.

Widok na Bukową Górę i Górę Chełmo (ostatni plan)

Nad Pilicą

Okolice Borzykowej i Cudkowa. Polak na zagrodzie równy wojewodzie. Obowiązkowo trawniczek w formie biologicznej pustyni, przystrzyżony na 1 cm.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/48068480
Dystans113.76 km Czas06:49 Vśrednia16.69 km/h Podjazdy2610 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Rumunia 2024, dzień 13: Droga transfogaraska
Natężenie emocji (czytaj: patologii) sięgnęło tego dnia zenitu. Dość napisać, że ułożyłem nawet dowcip o Rumunie:
Co robi Rumun gdy spada w przepaść?
Otwiera okno w autku, by zdążyć jeszcze wyrzucić butelkę (to ostatnia w życiu szansa na zaśmiecenie lasu)
Wyruszyłem wcześnie rano (5:08!) z jakimś głupim alpejskim przeświadczeniem, że zyskam dzięki temu pustą drogę. Nic z tych rzeczy, ciszą i samotnością na drodze nacieszyłem się jakieś niecałe... 10 minut. Co chwilę przy drodze widzę śmietniki, zazwyczaj stoją 20 metrów od drogi, są puste. Wszystkie śmieci, wraz z tonami ekskrementów, zalegają w lesie otaczającym drogę. Gdziekolwiek jest choćby mała zatoczka, tam las jest dosłownie zasrany a głównym składnikiem runa jest papier toaletowy. Tyle razy jechałem przez Alpy i nigdy nie wiedziałem czegoś takiego...
Po drodze od rana suną miejscowi (w sensie Rumuni) i obcokrajowcy. Styl jazdy miejscowych jest wiadomy, natomiast "obieżyświaty" obowiązkowo wiozą na dachach kufry, opony i różne obciachowe napisy o "expedition". Są tacy ekstremalni, żądni przygód, och, chyba chcę nimi zostać jak dorosnę. Póki co, wszystkie potrzebne rzeczy wiozę o własnych siłach. Zaczynam zresztą wyróżniać wśród użytkowników drogi fogaraskiej poczciwych zjebiksów lokalnych i niezwykle liczną tu kategorię zjebów kuferkowych. Chyba tylko osy (przez ten upał) są bardziej rozdrażnione ode mnie.
Gdy docieram na wielkie parkingi przed tunelem jestem jedynym, który rusza dalej w górę. Rower zostawiam za wielką wantą. Widać, najmniej się zmęczyłem. Grań okazuje się bardzo wymagająca: jest sypko, krawędzie bardzo ostre, co chwilę góra-dół, no i palące słoneczko, choć na tej wysokości przynajmniej nie ma morderczego upału. Z grani dostrzegam zresztą groźne burzowe chmury i decyduje się na odwrót ze szczytu Laitel (2390). Decyzja jest słuszna, bo chwilę po tym jak dotarłem do roweru zacznie kropić, a na zjeździe spotka mnie prawdziwa wysokogórska ulewa. Na zjeździe poza tym że jest mokro, zaskakują fatalne, mocno erodowane nawierzchnie. Licznie występują dziury, szczeliny i buły. Generalnie przełęcz, gdyby była w Alpach, nie znalazłaby się nawet w pierwszej dziesiątce najatrakcyjniejszych krajobrazowo.
Zupełnie inaczej rzecz ma się z emocjami. Najpierw obserwowałem z bliska samochód który zakleszczył się w barierkach trasy transfogaraskiej. O włos i spadłby w przepaść. Chwilę wcześniej mijał mnie z piskiem opon. Okazało się, że ten zjeb drogowy był oczywiście rdzennym Rumunem. Nie wysiadł z autka, dzwonił po pomoc. Natomiast jego partnerka i dwójka dzieci (w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym!) siedziały smętnie na barierkach...
Generalnie moja obecność na drodze nikogo nie interesowała. Do czasu. Od pewnego momentu moja osoba zaczęła wzbudzać ekscytację wśród kierowców. Ci zaś rozbawili mnie dokarmianiem jakiś dużych, ciemnych psów pasterskich. Dopiero gdy kawałek dalej nieomal nie najechałem na niedźwiedzicę z dwoma młodymi, zrozumiałem że to nie były wcale duże psy... Generalnie spotkałem tego dnia 8 niedźwiedzi. Wszystkie musiałem ominąć na drodze, ryzykując życiem. Wszędzie na poboczu walało się jedzenie (chociaż tyle, że sporo jabłek). Dojdzie kiedyś na tym odcinku do wielkiej tragedii. Generalnie nie polecam jechać tej trasy od południa, bo wtedy wszystkie te niedźwiedzie mijamy jadąc pod górkę.
Gdy emocje opadły, pod koniec dnia, postanowiłem jednak rozbić się kolejny raz na dziko. Doszedłem do wniosku, że wszystkie niedźwiedzie z okolicy i tak już poznałem... :) Zresztą ani przez chwilę tak naprawdę nie bałem się o życie. Niedźwiedzie nie atakują stadami, a ja miałem rower, miałem czym się osłonić. Gorzej było gdy spotykałem agresywne grupy psisk pasterskich. Uważam je za dużo poważniejsze zagrożenie. One nie poturbują, tylko rozszarpią grupowo na strzępy. Mając tylko gaz pieprzowy byłem bezbronny wobec ataku całej sfory. Skąd te przemyślenia? Pod koniec dnia towarzyszyło mi znowu ujadanie psów. Rozbiłem się na pastwisku, ponad wsią Cicanesti. Niedźwiedzie i psy mi odpuściły. Zostały tylko wyjątkowo zajadłe komary...

Pozornie jest pusto. To tylko pozory, zakłócane co chwilę przez bandy kuferkowców lub innych zjebów drogowych

Na szczycie czeka wielki parking, jedyny fragment tutejszego pejzażu, który większość "zdobywców" dotknie własną, niezmęczoną stopą

Niby ruch nie jest duży, ale bardzo głośny i agresywny. Nihil novi.

Grań jest trudna, skały ostre, trasa długa i pełna interwałów

Lespezi (2522) i Negoiu (2535) - najpiękniejszy fragment Gór Fogaraskich. Czwarty i drugi co do wysokości spośród szczytów Rumunii.

Zbawienne chmury zaraz sprowadzą mi na głowę potężny prysznic

Ciąg dalszy patologii - bohaterscy kierowcy zza uchylonych szybek dokarmiają niedźwiedzie, które potem slalomem - bez żadnej osłony - mijać muszą rowerzyści.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49308582
Natężenie emocji (czytaj: patologii) sięgnęło tego dnia zenitu. Dość napisać, że ułożyłem nawet dowcip o Rumunie:
Co robi Rumun gdy spada w przepaść?
Otwiera okno w autku, by zdążyć jeszcze wyrzucić butelkę (to ostatnia w życiu szansa na zaśmiecenie lasu)
Wyruszyłem wcześnie rano (5:08!) z jakimś głupim alpejskim przeświadczeniem, że zyskam dzięki temu pustą drogę. Nic z tych rzeczy, ciszą i samotnością na drodze nacieszyłem się jakieś niecałe... 10 minut. Co chwilę przy drodze widzę śmietniki, zazwyczaj stoją 20 metrów od drogi, są puste. Wszystkie śmieci, wraz z tonami ekskrementów, zalegają w lesie otaczającym drogę. Gdziekolwiek jest choćby mała zatoczka, tam las jest dosłownie zasrany a głównym składnikiem runa jest papier toaletowy. Tyle razy jechałem przez Alpy i nigdy nie wiedziałem czegoś takiego...
Po drodze od rana suną miejscowi (w sensie Rumuni) i obcokrajowcy. Styl jazdy miejscowych jest wiadomy, natomiast "obieżyświaty" obowiązkowo wiozą na dachach kufry, opony i różne obciachowe napisy o "expedition". Są tacy ekstremalni, żądni przygód, och, chyba chcę nimi zostać jak dorosnę. Póki co, wszystkie potrzebne rzeczy wiozę o własnych siłach. Zaczynam zresztą wyróżniać wśród użytkowników drogi fogaraskiej poczciwych zjebiksów lokalnych i niezwykle liczną tu kategorię zjebów kuferkowych. Chyba tylko osy (przez ten upał) są bardziej rozdrażnione ode mnie.
Gdy docieram na wielkie parkingi przed tunelem jestem jedynym, który rusza dalej w górę. Rower zostawiam za wielką wantą. Widać, najmniej się zmęczyłem. Grań okazuje się bardzo wymagająca: jest sypko, krawędzie bardzo ostre, co chwilę góra-dół, no i palące słoneczko, choć na tej wysokości przynajmniej nie ma morderczego upału. Z grani dostrzegam zresztą groźne burzowe chmury i decyduje się na odwrót ze szczytu Laitel (2390). Decyzja jest słuszna, bo chwilę po tym jak dotarłem do roweru zacznie kropić, a na zjeździe spotka mnie prawdziwa wysokogórska ulewa. Na zjeździe poza tym że jest mokro, zaskakują fatalne, mocno erodowane nawierzchnie. Licznie występują dziury, szczeliny i buły. Generalnie przełęcz, gdyby była w Alpach, nie znalazłaby się nawet w pierwszej dziesiątce najatrakcyjniejszych krajobrazowo.
Zupełnie inaczej rzecz ma się z emocjami. Najpierw obserwowałem z bliska samochód który zakleszczył się w barierkach trasy transfogaraskiej. O włos i spadłby w przepaść. Chwilę wcześniej mijał mnie z piskiem opon. Okazało się, że ten zjeb drogowy był oczywiście rdzennym Rumunem. Nie wysiadł z autka, dzwonił po pomoc. Natomiast jego partnerka i dwójka dzieci (w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym!) siedziały smętnie na barierkach...
Generalnie moja obecność na drodze nikogo nie interesowała. Do czasu. Od pewnego momentu moja osoba zaczęła wzbudzać ekscytację wśród kierowców. Ci zaś rozbawili mnie dokarmianiem jakiś dużych, ciemnych psów pasterskich. Dopiero gdy kawałek dalej nieomal nie najechałem na niedźwiedzicę z dwoma młodymi, zrozumiałem że to nie były wcale duże psy... Generalnie spotkałem tego dnia 8 niedźwiedzi. Wszystkie musiałem ominąć na drodze, ryzykując życiem. Wszędzie na poboczu walało się jedzenie (chociaż tyle, że sporo jabłek). Dojdzie kiedyś na tym odcinku do wielkiej tragedii. Generalnie nie polecam jechać tej trasy od południa, bo wtedy wszystkie te niedźwiedzie mijamy jadąc pod górkę.
Gdy emocje opadły, pod koniec dnia, postanowiłem jednak rozbić się kolejny raz na dziko. Doszedłem do wniosku, że wszystkie niedźwiedzie z okolicy i tak już poznałem... :) Zresztą ani przez chwilę tak naprawdę nie bałem się o życie. Niedźwiedzie nie atakują stadami, a ja miałem rower, miałem czym się osłonić. Gorzej było gdy spotykałem agresywne grupy psisk pasterskich. Uważam je za dużo poważniejsze zagrożenie. One nie poturbują, tylko rozszarpią grupowo na strzępy. Mając tylko gaz pieprzowy byłem bezbronny wobec ataku całej sfory. Skąd te przemyślenia? Pod koniec dnia towarzyszyło mi znowu ujadanie psów. Rozbiłem się na pastwisku, ponad wsią Cicanesti. Niedźwiedzie i psy mi odpuściły. Zostały tylko wyjątkowo zajadłe komary...

Pozornie jest pusto. To tylko pozory, zakłócane co chwilę przez bandy kuferkowców lub innych zjebów drogowych

Na szczycie czeka wielki parking, jedyny fragment tutejszego pejzażu, który większość "zdobywców" dotknie własną, niezmęczoną stopą

Niby ruch nie jest duży, ale bardzo głośny i agresywny. Nihil novi.

Grań jest trudna, skały ostre, trasa długa i pełna interwałów

Lespezi (2522) i Negoiu (2535) - najpiękniejszy fragment Gór Fogaraskich. Czwarty i drugi co do wysokości spośród szczytów Rumunii.

Zbawienne chmury zaraz sprowadzą mi na głowę potężny prysznic

Ciąg dalszy patologii - bohaterscy kierowcy zza uchylonych szybek dokarmiają niedźwiedzie, które potem slalomem - bez żadnej osłony - mijać muszą rowerzyści.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49308582
Dystans101.56 km Czas05:53 Vśrednia17.26 km/h Podjazdy919 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Umartwianie w Wielki Piątek
Stale centralnie pod silny wiatr o uśrednionej mocy 7 m/s (w porywach 25 m/s). W ramach urozmaicenia kolejna odsłona wiosennych eksploracji jurajskich.

Barwy Mokrzeszy

Jurajski Park Narodowy - eksploracje

Eksploracje na Górze III

Dane z dokładnych map znów nie mają pokrycia z rzeczywistością... Największy ostaniec okazuje się "rozsypańcem"

Rzeźba urozmaicona, ale szata roślinna to młody las bukowy. Powodów do utworzenia PN brak.

Najładniejsza skała w całym grzbiecie, 11-12 metrów wysokości od podstawy. Nazwałem ją Wielką Trzeciarską

Ciekawa i z każdej strony o innym obliczu. Najprostsze wejście I+, powietrzne czyli z dużą ekspozycją, jak to opisują... wymaga obejścia charakterystycznego sierżanta wąską percią.

Przyjemne miejsce rekreacji i zabawy przy SSM w Siedlcu "pustynnym"

Z miłości do Miłości

Słoneczny Cynków i piękna gotycka więźba dachowa

Wojkowice Piaski
Trasa:
Krasice - Lusławice - Złoty Potok - eksploracje - Pabianice - Siedlec - Choroń - Poraj - Gęzyn - Miłość - Koziegłowy - Zendek - Chorzów
Stale centralnie pod silny wiatr o uśrednionej mocy 7 m/s (w porywach 25 m/s). W ramach urozmaicenia kolejna odsłona wiosennych eksploracji jurajskich.

Barwy Mokrzeszy

Jurajski Park Narodowy - eksploracje

Eksploracje na Górze III

Dane z dokładnych map znów nie mają pokrycia z rzeczywistością... Największy ostaniec okazuje się "rozsypańcem"

Rzeźba urozmaicona, ale szata roślinna to młody las bukowy. Powodów do utworzenia PN brak.

Najładniejsza skała w całym grzbiecie, 11-12 metrów wysokości od podstawy. Nazwałem ją Wielką Trzeciarską

Ciekawa i z każdej strony o innym obliczu. Najprostsze wejście I+, powietrzne czyli z dużą ekspozycją, jak to opisują... wymaga obejścia charakterystycznego sierżanta wąską percią.

Przyjemne miejsce rekreacji i zabawy przy SSM w Siedlcu "pustynnym"

Z miłości do Miłości

Słoneczny Cynków i piękna gotycka więźba dachowa

Wojkowice Piaski
Trasa:
Krasice - Lusławice - Złoty Potok - eksploracje - Pabianice - Siedlec - Choroń - Poraj - Gęzyn - Miłość - Koziegłowy - Zendek - Chorzów
Dystans73.23 km Czas03:44 Vśrednia19.62 km/h VMAX56.41 km/h Podjazdy823 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Przez Zdów do gminy Mstów
Pierwszy raz ruszałem ze stacji Zawiercie Borowe Pole i był to błąd - zapomniałem że są tu schody do nieba i żadnej alternatywy... To była kolejna odsłona wiosennych jurajskich eksploracji. Tym razem na warsztat wziąłem Góry Gorzkowskie i ich południowe stoki ze szczególnym uwzględnieniem Dołu Michałka. Włóczęga miała rzecz jasna swoje słabe i mocne, pełne uniesień, strony. Wcześniej był jeszcze pierwszy bocian, widziany w Zdowie i pierwsze czajki w Wygwizdowie.

Borowe Pole pachnące wiosną

Pierwszy bocian w 2024 r.

"Źródło spod skały" - wybijające faktycznie wprost spod skały, obfite wywierzysko

Ogorzelnik

Z Postaszowic do Mzurowa

Eksploracja w Górach Gorzkowskich

Dół Michałka

jw.

Prawie jak u Davida Caspara Friedricha :)

Widok z Gór Gorzkowskich na Wzgórza Ludwinowskie
Pierwszy raz ruszałem ze stacji Zawiercie Borowe Pole i był to błąd - zapomniałem że są tu schody do nieba i żadnej alternatywy... To była kolejna odsłona wiosennych jurajskich eksploracji. Tym razem na warsztat wziąłem Góry Gorzkowskie i ich południowe stoki ze szczególnym uwzględnieniem Dołu Michałka. Włóczęga miała rzecz jasna swoje słabe i mocne, pełne uniesień, strony. Wcześniej był jeszcze pierwszy bocian, widziany w Zdowie i pierwsze czajki w Wygwizdowie.

Borowe Pole pachnące wiosną

Pierwszy bocian w 2024 r.

"Źródło spod skały" - wybijające faktycznie wprost spod skały, obfite wywierzysko

Ogorzelnik

Z Postaszowic do Mzurowa

Eksploracja w Górach Gorzkowskich

Dół Michałka

jw.

Prawie jak u Davida Caspara Friedricha :)

Widok z Gór Gorzkowskich na Wzgórza Ludwinowskie
Dystans59.01 km Czas03:15 Vśrednia18.16 km/h Podjazdy642 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Jurajskie eksploracje
Dzień pisany marcowym słońcem. Eksploracje na Jeleniej Górze, na Koziarskiej Górze i piękna trasa na Księżym Łanie. Przy okazji odkryłem dwa nowe odcinki asfaltowe: w Małusach i Mstowie.

Koziarskie Skały

Skalne labirynty Koziarskiej Góry

Koziarskie Skały momentami są całkiem spore (7-8 metrów)

Bywają też całkiem urodziwe, jak ten ostaniec

Małusy Małe
Dzień pisany marcowym słońcem. Eksploracje na Jeleniej Górze, na Koziarskiej Górze i piękna trasa na Księżym Łanie. Przy okazji odkryłem dwa nowe odcinki asfaltowe: w Małusach i Mstowie.

Koziarskie Skały

Skalne labirynty Koziarskiej Góry

Koziarskie Skały momentami są całkiem spore (7-8 metrów)

Bywają też całkiem urodziwe, jak ten ostaniec

Małusy Małe
Dystans52.51 km Czas02:51 Vśrednia18.42 km/h Podjazdy516 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Do Krasic
Wycieczka eksploracyjna po wczesnowiosennej Jurze. Wpierw w Żarkach-Letnisku i Wysokiej Lelowskiej, następnie w okolicach Czatachowy i Siedlca (Pustynnego). Wyżyna Częstochowska w marcu to eksploracyjny plac zabaw.

Próba przejazdu z Żarek-Letniska do Wysokiej Lelowskiej

Uroczyska skalne

Znane Dolnośląskiego Towarzystwu Turystycznemu... a na mapach ani mru, mru...

W uroczyskach przyszłego Jurajskiego PN

Aleja Klonowa w Złotym Potoku
Wycieczka eksploracyjna po wczesnowiosennej Jurze. Wpierw w Żarkach-Letnisku i Wysokiej Lelowskiej, następnie w okolicach Czatachowy i Siedlca (Pustynnego). Wyżyna Częstochowska w marcu to eksploracyjny plac zabaw.

Próba przejazdu z Żarek-Letniska do Wysokiej Lelowskiej

Uroczyska skalne

Znane Dolnośląskiego Towarzystwu Turystycznemu... a na mapach ani mru, mru...

W uroczyskach przyszłego Jurajskiego PN

Aleja Klonowa w Złotym Potoku