Dystans68.00 km
SprzętOlpran Spirit
Dystans55.00 km
SprzętOlpran Spirit
Dystans43.00 km
SprzętOlpran Spirit
Dystans63.00 km
SprzętOlpran Spirit
Dystans73.00 km
SprzętOlpran Spirit
Miasteczko Śląskie
Życiówka roku 1998. Efekt głodu rowerowego po ostatnich koloniach w życiu. Dotarłem do Chechła, drewniaka w Miasteczku; droga powrotna wiodła przez Bibielę i Ossy. Ciągnęło mnie w latach 1998-1999 po małych miastach. Pierwsze na liście było Miasteczko. Następne punkty realizowałem konsekwentnie: Siewierz, Koziegłowy, Woźniki, Sławków, Działoszyce, Skalbmierz... Równolegle kolekcjonowałem wzgórza (od Doroty i Równej Góry po Górę św. Wawrzyńca itp).
Życiówka roku 1998. Efekt głodu rowerowego po ostatnich koloniach w życiu. Dotarłem do Chechła, drewniaka w Miasteczku; droga powrotna wiodła przez Bibielę i Ossy. Ciągnęło mnie w latach 1998-1999 po małych miastach. Pierwsze na liście było Miasteczko. Następne punkty realizowałem konsekwentnie: Siewierz, Koziegłowy, Woźniki, Sławków, Działoszyce, Skalbmierz... Równolegle kolekcjonowałem wzgórza (od Doroty i Równej Góry po Górę św. Wawrzyńca itp).
Dystans51.00 km
SprzętOlpran Spirit
Twardowice - Łubianki
To była jedna z oryginalniejszych wycieczek "okresu romantycznego", bo odbyta na podstawie map WiG-owskich z 1933 roku! Po raz pierwszy dotarłem wtedy do doliny Jaworznika oraz stanąłem na najwyższym punkcie Płaskowyżu. Wracałem przez Siemonię i Bobrowniki.
To była jedna z oryginalniejszych wycieczek "okresu romantycznego", bo odbyta na podstawie map WiG-owskich z 1933 roku! Po raz pierwszy dotarłem wtedy do doliny Jaworznika oraz stanąłem na najwyższym punkcie Płaskowyżu. Wracałem przez Siemonię i Bobrowniki.
Dystans67.00 km
SprzętOlpran Spirit
Dystans60.00 km
SprzętOlpran Spirit
Góra Siewierska
To był pierwszy raz na Płaskowyżu Twardowickim, pierwszy raz w Górze Siewierskiej i na Równej Górze. Odwiedziłem też wtedy Brzękowice-Wał a wracałem przez pola na Rogoźnik. Zachwyciły mnie te szutrowe drogi, tarniny oraz całkowicie zaskakująca obserwacja gąsiorków (Lanius collurio) niedaleko nadajnika lotniczego w Górze Siewierskiej. Dotarłem tu dzięki "Atlasowi GOP-u", ale rok później, z rozleglejszymi mapami, bywałem tu już regularnie.
To był pierwszy raz na Płaskowyżu Twardowickim, pierwszy raz w Górze Siewierskiej i na Równej Górze. Odwiedziłem też wtedy Brzękowice-Wał a wracałem przez pola na Rogoźnik. Zachwyciły mnie te szutrowe drogi, tarniny oraz całkowicie zaskakująca obserwacja gąsiorków (Lanius collurio) niedaleko nadajnika lotniczego w Górze Siewierskiej. Dotarłem tu dzięki "Atlasowi GOP-u", ale rok później, z rozleglejszymi mapami, bywałem tu już regularnie.
Dystans53.00 km
SprzętFocus Arriba 4.0
Wyprawa Kijowska
Pod taką nazwą zanotowałem w dzienniku rowerowym tę wycieczkę. Chodziło o Kije, nie o Kijów rzecz jasna. Jak zwykle najambitniejszą trasę zostawiłem na koniec. Z perspektywy czasu uznaję to za bardzo mądre; nie dość że miałem już wtedy wyrobioną dyspozycję to jeszcze największe ryzyko zostawiałem na koniec. Całkiem mądre.
Trasa biegła przez Galów, Chrabków, Chwałowice, i Stawiany. Droga powrotna zaś przez Hajdaszek, Czechów, Włochy, Szczypiec, Brzeście i Pińczów. Straszna plątanina, ale celem było przede wszystkim poszerzenie kolekcji odwiedzonych miejscowości. Przy okazji ustanowiłem nowy rekord na Ukrainie. Na Olpranie robiłem już wtedy regularnie trasy rzędu 60-70 km, ale to był inny poziom trudności, znacznie niższy.
Największą atrakcją trasy był przystanek na krańcu wsi Włochy z wielkim napisem "Słoneczna Italia wita". W Brześciu zaintrygował mnie na lata napis "Kwaśniewski, ty Żydzie, do Izraela!"... Obu napisów już dawno nie ma, ale tego we Włochach strasznie żal, bo był cudowny :(
To był ostatni wypad w czasie tego o wiele za krótkiego pobytu na wsi. Następnego dnia padał deszcz, a w niedzielę wyjeżdżaliśmy do domu. Dla mnie najważniejsza była obietnica, że za rok przyjadę na dłużej!
Pod taką nazwą zanotowałem w dzienniku rowerowym tę wycieczkę. Chodziło o Kije, nie o Kijów rzecz jasna. Jak zwykle najambitniejszą trasę zostawiłem na koniec. Z perspektywy czasu uznaję to za bardzo mądre; nie dość że miałem już wtedy wyrobioną dyspozycję to jeszcze największe ryzyko zostawiałem na koniec. Całkiem mądre.
Trasa biegła przez Galów, Chrabków, Chwałowice, i Stawiany. Droga powrotna zaś przez Hajdaszek, Czechów, Włochy, Szczypiec, Brzeście i Pińczów. Straszna plątanina, ale celem było przede wszystkim poszerzenie kolekcji odwiedzonych miejscowości. Przy okazji ustanowiłem nowy rekord na Ukrainie. Na Olpranie robiłem już wtedy regularnie trasy rzędu 60-70 km, ale to był inny poziom trudności, znacznie niższy.
Największą atrakcją trasy był przystanek na krańcu wsi Włochy z wielkim napisem "Słoneczna Italia wita". W Brześciu zaintrygował mnie na lata napis "Kwaśniewski, ty Żydzie, do Izraela!"... Obu napisów już dawno nie ma, ale tego we Włochach strasznie żal, bo był cudowny :(
To był ostatni wypad w czasie tego o wiele za krótkiego pobytu na wsi. Następnego dnia padał deszcz, a w niedzielę wyjeżdżaliśmy do domu. Dla mnie najważniejsza była obietnica, że za rok przyjadę na dłużej!
Dystans16.00 km
SprzętUkraina
Mikułowice
Drugi wypad jednego dnia. To była już najprawdziwsza "cykloza" :)
Drugi wypad jednego dnia. To była już najprawdziwsza "cykloza" :)











