Dystans165.86 km Czas07:12 Vśrednia23.04 km/h VMAX43.41 km/h Podjazdy510 m
Konin--Szamotuły
Konin-Powidz-Gniezno-Oborniki-Szamotuły



Dystans198.07 km Czas07:53 Vśrednia25.13 km/h VMAX43.87 km/h Podjazdy610 m
Gałkówek-Kutno-Konin
Gałkówek stacja PKP-Kutno-Przedecz-Dąbrowice-Brdów-Ślesin-Konin Gosławice PTSM
Waga roweru 26,5 kg

Moja długa majówka przypadła tym razem w dniach 7-9 maja. Za cel obrałem Wielkopolskę (choć miały być Kujawy), już drugi raz w tym roku. Na tych dwóch się pewnie nie skończy - rok 2016 ogłaszam na wszelki wypadek Rokiem Wielkopolski. W zasadzie to powinien tak zwać się oficjalnie - mamy przecież 1050-lecie chrztu Polski. Chrzest jest datą symbolizującą proces podboju i przemocy (wg Gumplowicza), spiralę okrucieństwa która zakończyła się zmasakrowaniem okolicznych plemion i ustanowieniem hegemoni Polan wśród puszcz okolicznych zwanych dzisiaj Polską.
Wielkopolska to dla mnie kraina intensywnego rolnictwa, nudnego krajobrazu i ceglanych kościołów. Kraina niezbyt spektakularna. Nie ma tu - moim zdaniem - czegoś co mogłoby pozostawić niezatarte wrażenie (zabytku, pejzażu). Jest poprawnie, ale bez szału. Bliższa pejzażowo i zabytkowo - oraz dużo atrakcyjniejsza - jest dla mnie południowa część kraju.
Rajdzik niniejszy utwierdził we mnie te wszystkie straszliwe stereotypy, sorry...


Oto mój bedeker po wrażeniach z pierwszego dnia podróży przez Wielkopolskę:
* Brzeziny (łódzkie) - po raz kolejny jestem tu w weekend i znów ruch jak w mrowisku. Tym razem dotarłem na rynek. Znowu nie nawiedziłem fary - natężenie ruchu samochodowego wygnało mnie w pola.
* Bielawy - gotycki kościół miał otwarte drzwiczki w murze, których nie sposób było otworzyć. Zadziwiające. Poddałem się i pojechałem dalej.
*** Walewice - tym razem (byłem tu już samochodowo) wrażenia mam bardzo pozytywne. Otwarta brama, pachnące bzy i zabudowania pałacowe z bliska dobrze nastroiły mnie przed dalszą trasą
*** Sobota - tutejszy XVI-wieczny kościółek zasłużył na miano najpiękniejszego zabytku dnia (czyli soboty). Piękna gotycka cegła, gotyckie sklepienie i renesansowe nagrobki w prezbiterium. Cacko.
* Orłów - gotycki kościół niezbyt urodziwy i ewidentnie przebudowywany. Duży zawód po Soboci
*** Sobota - tutejszy XVI-wieczny kościółek zasłużył na miano najpiękniejszego zabytku dnia (czyli soboty). Piękna gotycka cegła, gotyckie sklepienie i renesansowe nagrobki w prezbiterium. Cacko.
* Orłów - gotycki kościół niezbyt urodziwy i ewidentnie przebudowywany. Duży zawód po Soboci
* Dąbrowice - ostatnia miejscowość woj. łódzkiego na trasie. O dawnej miejskości świaczy ratusz, poza tym nic tu ciekawego i brak oznaczeń na Przedecz...
** Przedecz - trafiłem na zlot miłośników hałasu (tych za słabych kondycyjnie na rower, ale też lubiących dwa kółka). Zabudowa przeciętna, a w rynku ciekawy ratusz z jatkami, ponadto nieopodal pseudozamek.
- Modzerowo - odnotowuje przejazd przez wieś, bo to województwo kujawsko-pomorskie, po raz pierwszy na rowerze! Niniejszym zdobyłem ostatnie brakujące województwo na rowerze (zabawa w zaliczgmine.pl niewątpliwie poszerza świadomość administracyjną).
** Przedecz - trafiłem na zlot miłośników hałasu (tych za słabych kondycyjnie na rower, ale też lubiących dwa kółka). Zabudowa przeciętna, a w rynku ciekawy ratusz z jatkami, ponadto nieopodal pseudozamek.
- Modzerowo - odnotowuje przejazd przez wieś, bo to województwo kujawsko-pomorskie, po raz pierwszy na rowerze! Niniejszym zdobyłem ostatnie brakujące województwo na rowerze (zabawa w zaliczgmine.pl niewątpliwie poszerza świadomość administracyjną).
** Ślesin - oryginalny zabytek w postaci jedynego w Polsce klasycznego łuku triumfalnego postawionego nieszczęśliwie w 1812 r. na cześć niezwykle popularnego wśród szlachty księcia warszawskiego Fryderyka Augusta z rodu Wettynów (mówiącego dobrze po polsku). Pod łukiem przebiega droga wojewódzka nr 263.
* Licheń - widziałem z okolicznych pól sławny efekt zachodu w witrażach, robi pewne wrażenie, przyznaję. Zdania jednak nie zmieniam: pomnik pychy i symbol pewnego rodzaju kiczu architektonicznego.
Na zakończenie dnia, po 200 km pociągiem i 198 km rowerem dotarłem do schroniska w Koninie. Pobyt wspominam z nostalgią :)



Dystans12.11 km Czas00:35 Vśrednia20.76 km/h Podjazdy 90 m
Praca
Kategoria praca
Dystans36.07 km Czas01:33 Vśrednia23.27 km/h Podjazdy330 m
Park Śląski - trening
Kategoria praca
Dystans19.44 km Czas00:54 Vśrednia21.60 km/h Podjazdy140 m
Praca + Park Śląski
Kategoria praca
Dystans36.93 km Czas01:43 Vśrednia21.51 km/h VMAX44.40 km/h Podjazdy210 m
Jaworzno-Chorzów
Jaworzno-Mysłowice-Zarzecze-Chorzów
Dystans52.67 km Czas02:44 Vśrednia19.27 km/h VMAX50.50 km/h Podjazdy270 m
Chorzów - Jaworzno
Chorzów-Będzin-Pogoria III-Ostrowy Górnicze-Maczki-Jaworzno
Dystans1.87 km Czas00:06 Vśrednia18.70 km/h Podjazdy 20 m
Powrót ze stacji
Dystans313.03 km Czas13:35 Vśrednia23.05 km/h VMAX44.87 km/h Podjazdy985 m
Temp.5.0 °C SprzętKross Raven Meadow
Na Koniec Świata i dużo dalej :)
Kategoria >300 km
Chorzów - PKP - Wieluń - Lututów - Koniec Świata - Opatówek - Chocz - Żerków - Nowe Miasto nad Wartą - Śrem - Krzywiń - Leszno - Wschowa - Głogów - Rudna - PKP - Chorzów

26 nowych gmin, 20 h 55 min. - czas brutto. Z pociągami niemal 30 h. Po 100 km średnia 25.10 km/h, po 205 km (Jerka) średnia 24.62 km/h, czyli nieźle jak na rower ważący 25 kg :) Ciosem dla  średniej było kluczenie po brukach starówki Leszna. Poranny kryzys dopadł mnie na ostatnim etapie - za Głogowem. 
Kilka fotek:



Pałac w Tłokini Kościelnej

Chocz

Żerków

Krzywiń

Osieczna

Leszno

Wschowa - po raz drugi na rowerze

Rudna - jedna z najładniejszych wsi w Polsce 

Szerszy opis wrażeń z bloga "Patriota pejzażu":

Obdzwoniłem 7 schronisk, wszędzie zajęte albo głuchy telefon (co zazwyczaj oznacza to samo). Wielkopolska nie chciała mnie ugościć, przyjechałem zatem nieproszony. Będzie to opowieść o rajdzie przez Wielkopolskę (i nie tylko) dniem i nocą. 
5:50, Chorzów. Wyruszam pociągiem do Wielunia (z przesiadką). Wlecze się niemiłosiernie. O godz. 8:40 jestem na stacji docelowej. Kierunek na Koniec Świata. Po drodze mijam Lututów. Pokaźny kościół niedawno zniszczony przez wichurę jest świadectwem wzrostu roli miasteczka w XIX wieku.

Jadę na północ, gminy Klonowa, Czajków i Kraszewice to historyczna domena królewska podlegająca pod starostwo grabowskie. Gleby tu słabe, dominowało kuźnictwo, smolarstwo i bartnictwo a lud tutejszy potrafił wykazywać się hardością (bunty, poselstwa do króla). Rozbiory sprawiły, że ziemie te odcięto od naturalnego centrum w Grabowie (zabór pruski) przyłączając wraz z Kaliszem do Rosji tworząc tym samym dwie Wielkopolski: pruską, kwitnącą gospodarczo i rosyjską klepiącą biedę. Do odzyskania niepodległości kwitnął tu przygraniczny przemyt.

Koniec Świata to jedno z wielu tutejszych pustkowi czyli leśnych przysiółków, stanowi część wsi Głuszyna. Znalazł się ktoś z wyobraźnią i wyeksponował oryginalność nazwy: jest tu pełnowymiarowa tablica z nazwą miejscowości, pokaźna wiata i miejsce na ognisko, jest nawet kranik z wodą. Na Końcu Świata jest bardzo przyjemnie. Z radością spałaszowałem drugie śniadanie i ruszyłem dalej. Przez Zajączki Bankowe i Takomyśle do Opatówka.
Zrobiło się wzgórzyście i na wskroś wielkopolsko. Pejzaż upstrzony był kominami kotłowni. Wszędzie pełno szklarni. Zabytkowa fabryka sukna w Opatówku była średnio atrakcyjna wizualnie, dużo lepiej wypadł pałac w Tłokini Kościelnej. Takie zaskoczenia lubię najbardziej.

Potem jechałem wzdłuż Prosny do Chocza i zmieniłem wreszcie kierunek na zgodny z wiatrem tzn. na zachód. Żerków jest ładnie położony wśród wzgórz. Oferuje ładny kościół i zadbaną zabudowę. Okolice są o tej porze bardzo malownicze, nawet szkaradne wiatraki mogą się podobać.

Moim celem była jednak cenna gotycka świątynia w Nowym Mieście nad Wartą. Udało się - nawiedziłem wnętrze tuż przed wieczorną mszą. Piękne jest tu gwiaździste sklepienie w całości pokryte renesansowymi polichromiami (odkrytymi w 1959 r).

Potem był ekspresowy etap do Śremu, z przerwą na Biedronkę w Książu Wlkp. Trudno uwierzyć, ale to był pierwszy dyskont tej marki na trasie! Wielkopolska stoi Lewiatanem i Sklepem Polskim, które są wszędzie. W Śremie spotkałem pierwszą ścieżkę rowerową, średniej jakości, pierwszy zakaz jazdy rowerem po jezdni. Potem już bez przeszkód po idealnej szosie do Jerki, gdzie zastał mnie zmierzch na 205 kilometrze rowerowej podróży.
Po tradycyjnej przystankowej "kolacji" i przepakowaniu wyruszyłem dalej wspaniałą gładką szosą do Krzywinia, Osiecznej i Leszna. Byłem już tam, ale nocą to co innego.

Nocne Leszno to osobna historia. Wspaniałe ścieżki rowerowe o nienagannym asfalcie pojawiły jeszcze na długo przed miastem. Ja jednak koniecznie chciałem znów odwiedzić sympatyczną leszczyńską starówkę. Uliczki były ładnie oświetlone, ale na rynku ciemno i jakoś smutno.

Pojeździłem sobie plątaniną uliczek i ulic (nabiłem dodatkowe 8 km na liczniku) by wydostać się na drogę nr 12, która poprowadzić mnie miała do województw lubuskiego i dolnośląskiego. Odwiedziłem więc po raz wtóry Wschową na rowerze i byłem po raz pierwszy w najmniejszym mieście woj. lubuskiego, w Szlichtyngowej. Rynek był ładniutki i oświetlony, nie zatrzymałem się jednak - natężenie pijaństwa było na nim niestety zbyt wysokie.
Tuż przed Głogowem zacząłem nieco przysypiać, ale horror remontowo-rondowy w tym jednym z najbrzydszych polskich miast (95% zniszczeń w czasie wojny) -pełnym rozrzuconych chaotycznie bloczków i odbudowanych pseudozabytków - skutecznie mnie obudził. Trafiłem na megarondo Konstytucji 3 Maja, wszędzie pseudościeżki rowerowe, tu i ówdzie zakazy dla rowerów. Dobrze, że było pusto i ciemno bo gdybym musiał się do tych ograniczeń stosować to nigdy bym z tego ohydnego miasta nie wyjechał. Nigdy więcej Głogowa. Objazd remontów był tak poprowadzony i oznaczony, że do końca nie wiedziałem czy jestem na właściwej trasie. Brrr...

Przedświt zastał mnie w Krzydłowicach. Pojawiły się wzniesienia - Wzgórza Dalkowskie. Do punktu docelowego - Ścinawy - nie zdążyłem. Zapętliłem się za bardzo w Lesznie i Głogowie. Trasa wyszła jednak tej samej długości - 313 km. W Rudnej mój rajd się zakończył. Wieś (prawa miejskie utraciła w 1945 r) ma bardzo ładny rynek i typowo miejską zabudowę. Rudna byłaby jednym z ładniejszych miast w Polsce, gdyby tylko była miastem... Oznaczenia były tu jednak beznadziejne. Ledwo zdążyłem na pociąg. Charakterystyczne, że jedyny rozkład z rozpiską który pociąg odjeżdża z którego peronu był umieszczony na peronie 2, a jedyne dojście wiodło przez przejście podziemne obfitujące w schody o wysokich stopniach. Całe szczęście, że miałem zapas czasowy.

Wycieczka zakończyła się tak jak skończyła - o 5:50 wsiadłem w pociąg powrotny (ponad 5 godzin jazdy, 3 przesiadki).
Święto pracy uczciłem jak umiałem najlepiej. Mam nadzieję, że do Głogowa nigdy się już nie zapędzę!



Dystans14.02 km Czas00:39 Vśrednia21.57 km/h Podjazdy110 m
Praca i inne
Kategoria praca