Dystans311.16 km Czas15:47 Vśrednia19.71 km/h VMAX53.15 km/h Podjazdy1871 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzień 3: Z Szydłowca przez Ponidzie do domu
Trasa: Szydłowiec - PKP - Berezów - Łączna - Klonów - Ciekoty - J. Cedzyńskie - Daleszyce - Raków - Bogoria - Staszów - Tuczępy - Szaniec - Bogucice Skałki - Pińczów - Wodzisław - Przełaj - Żarnowiec - Pilica - Ogrodzieniec - Chorzów
Trasa: Szydłowiec - PKP - Berezów - Łączna - Klonów - Ciekoty - J. Cedzyńskie - Daleszyce - Raków - Bogoria - Staszów - Tuczępy - Szaniec - Bogucice Skałki - Pińczów - Wodzisław - Przełaj - Żarnowiec - Pilica - Ogrodzieniec - Chorzów
Cóż to był za dzień. Panicznie zaplanowany, bo noclegów nie udało mi się nigdzie znaleźć a noc miała być zimna, a dzień następny ohydny. Z poczuciem żalu opuszczałem przytulne schronisko w Szydłowcu. Fajnie było wrócić po 8 latach, szeroko rozumiane okolice schroniska są mi już jednak na tyle dobrze znane, że raz następny szybko z pewnością nie nastąpi.
Pomysł na awaryjny odwrót był prosty: przejechać przez Góry Świetokrzyskie na Daleszyce i Bogorię (bo tam nie byłem rowerem) a następnie smakować wiosenne Ponidzie. O dziwo tym razem było ciepło i słonecznie - taka nagroda za dwa dni cierpienia.
Nauczony bolesnym doświadczeniem jechałem stację w Szydłowcu (odległej od schroniska prawie o 6.5 km) z zamiarem podjechania do Berezowa (bo Łączną jeszcze czułem w kościach, a z Zagnańska nie chciało mi się przebijać labiryntem bocznych dróżek). Cudów było z tym sporo, bo nie dość, że przesiadka w Skarżysku to jeszcze dwaj różni przewoźnicy. Sympatyczny pan kierownik z PR nie wystawił mi opłaty za rower, może dlatego, że dopadł mnie tuż przed wysiadką? W każdym razie majowe widoczki Pasm Klonowskiego, Masłowskiego i Ociesęckiego były warte zachodu. Szklany dom w Ciekotach okazał się być brzydkim pawilonem, ale kwitnące wszędzie mniszki łagodziły jakiekolwiek myśli krytyczne.

Pasmo Masłowskie od strony wsi Barcza

Daleszyce

Okolice Ociesęk

Rynek w Rakowie znacznie wyładniał

Nad Łagowianką w miejscowości Mocha

Droga na żadnej z map nie oznaczona jako asfaltowa była przecudowna i w 100% asfaltowa :) Odcinek Raków-Wola Malkowska

Bogoria

Kramnice w Staszowie. Na staszowskim rynku nabyłem hamburgera max - dobry i szybko gotowy (koło minuty)

Szaniec - efekt odświeżenia kamieniarki szokuje tak samo jak za pierwszym razem...


Grochowiska - naprzeciw już tylko jedna pomnikowa sosna, drugą wcięło (tzn. wycieło, niekoniecznie Szyszko)

Bogucice-Skałki: nieopodal Jochimki

Pińczów, kościół reformacki

Mieronice. Zdjęcie z ręki - ISO 6400. Noc była księżycowa (pełnia), ale baaardzo zimna.

Tradycyjna przerwa na rynku w Pilicy

Ogrodzieniec-Podzamcze, kaplica.

Pomnik Idzikowskiego w Dąbrowie Górniczej - Tucznawie. Byłem tu o przedświcie, te chmury pojawiły się znikąd, już jednak w Siemianowicach kapało mi na głowę. Na szczęście tylko postraszyło. Przed 6 byłem w domu. Wyruszyłem z pociągu koło 8 rano.
Pomysł na awaryjny odwrót był prosty: przejechać przez Góry Świetokrzyskie na Daleszyce i Bogorię (bo tam nie byłem rowerem) a następnie smakować wiosenne Ponidzie. O dziwo tym razem było ciepło i słonecznie - taka nagroda za dwa dni cierpienia.
Nauczony bolesnym doświadczeniem jechałem stację w Szydłowcu (odległej od schroniska prawie o 6.5 km) z zamiarem podjechania do Berezowa (bo Łączną jeszcze czułem w kościach, a z Zagnańska nie chciało mi się przebijać labiryntem bocznych dróżek). Cudów było z tym sporo, bo nie dość, że przesiadka w Skarżysku to jeszcze dwaj różni przewoźnicy. Sympatyczny pan kierownik z PR nie wystawił mi opłaty za rower, może dlatego, że dopadł mnie tuż przed wysiadką? W każdym razie majowe widoczki Pasm Klonowskiego, Masłowskiego i Ociesęckiego były warte zachodu. Szklany dom w Ciekotach okazał się być brzydkim pawilonem, ale kwitnące wszędzie mniszki łagodziły jakiekolwiek myśli krytyczne.

Pasmo Masłowskie od strony wsi Barcza

Daleszyce

Okolice Ociesęk

Rynek w Rakowie znacznie wyładniał

Nad Łagowianką w miejscowości Mocha

Droga na żadnej z map nie oznaczona jako asfaltowa była przecudowna i w 100% asfaltowa :) Odcinek Raków-Wola Malkowska

Bogoria

Kramnice w Staszowie. Na staszowskim rynku nabyłem hamburgera max - dobry i szybko gotowy (koło minuty)

Szaniec - efekt odświeżenia kamieniarki szokuje tak samo jak za pierwszym razem...


Grochowiska - naprzeciw już tylko jedna pomnikowa sosna, drugą wcięło (tzn. wycieło, niekoniecznie Szyszko)

Bogucice-Skałki: nieopodal Jochimki

Pińczów, kościół reformacki

Mieronice. Zdjęcie z ręki - ISO 6400. Noc była księżycowa (pełnia), ale baaardzo zimna.

Tradycyjna przerwa na rynku w Pilicy

Ogrodzieniec-Podzamcze, kaplica.

Pomnik Idzikowskiego w Dąbrowie Górniczej - Tucznawie. Byłem tu o przedświcie, te chmury pojawiły się znikąd, już jednak w Siemianowicach kapało mi na głowę. Na szczęście tylko postraszyło. Przed 6 byłem w domu. Wyruszyłem z pociągu koło 8 rano.
Dystans202.76 km Czas09:36 Vśrednia21.12 km/h VMAX47.52 km/h Podjazdy790 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzień 2: Dookoła Radomia
Trasa: Szydłowiec - Wieniawa - Wrzos - Przytyk - Kadłubska Wola - Jedlińsk - Jastrzębia - Radom Rajec - Jedlnia Letnisko - Gózd - Tczów - Kazanów - Odechów - Skaryszew - Kowala-Stępocina - Waliny - Orońsko - Łaziska - Szydłowiec
Wrażenia: cały dzień zimno, od 13 pochmurno, zimny i przenikliwy wiatr. W drugiej części trasy cały czas w twarz. Dwukrotnie deszcz w okolicy Skarszewa. W Lisowie zahaczyłem o babcie - lezącą z rowerem po prawej stronie jezdni - gapiąc się w mapę (nic się nie stało).

Rynek w Szydłowcu jest po budowie obwodnicy i nad ranem totalnie pusty

Wnętrze kościoła w Wieniawie. Miałem okazję zajrzeć nie tylko do kruchty.

Wrzos. Gotycki kościół rozbudowany obrzydliwie i stanowiący już tylko prezbiterium i część nawy

Jedlińsk

Ruiny dworu w Bartodziejach

Nad Radomką

Zdobyte wioskowe dzielnice Radomia...

Tczów

Kazanów

Wnętrze świątyni w Kazanowie

Deszczowy Skaryszew

Gmina Kowala-Stępocina w wydaniu rustykalnym

Orońsko - na zakończenie tego zimnego, wietrznego i od południa pochmurnego dnia :(
Trasa: Szydłowiec - Wieniawa - Wrzos - Przytyk - Kadłubska Wola - Jedlińsk - Jastrzębia - Radom Rajec - Jedlnia Letnisko - Gózd - Tczów - Kazanów - Odechów - Skaryszew - Kowala-Stępocina - Waliny - Orońsko - Łaziska - Szydłowiec
Wrażenia: cały dzień zimno, od 13 pochmurno, zimny i przenikliwy wiatr. W drugiej części trasy cały czas w twarz. Dwukrotnie deszcz w okolicy Skarszewa. W Lisowie zahaczyłem o babcie - lezącą z rowerem po prawej stronie jezdni - gapiąc się w mapę (nic się nie stało).

Rynek w Szydłowcu jest po budowie obwodnicy i nad ranem totalnie pusty

Wnętrze kościoła w Wieniawie. Miałem okazję zajrzeć nie tylko do kruchty.

Wrzos. Gotycki kościół rozbudowany obrzydliwie i stanowiący już tylko prezbiterium i część nawy

Jedlińsk

Ruiny dworu w Bartodziejach

Nad Radomką

Zdobyte wioskowe dzielnice Radomia...

Tczów

Kazanów

Wnętrze świątyni w Kazanowie

Deszczowy Skaryszew

Gmina Kowala-Stępocina w wydaniu rustykalnym

Orońsko - na zakończenie tego zimnego, wietrznego i od południa pochmurnego dnia :(
Dystans155.64 km Czas07:28 Vśrednia20.84 km/h VMAX53.51 km/h Podjazdy1046 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzień 1: Śnieżna majówka pod Ostrowcem
Trasa: Chorzów - PKP - Łączna - Suchedniów - Wąchock - Starachowice - Lubienia - Kurzacze - Ostrowiec Świętokrzyski - Wojciechowice - Daromin - Ptkanów - Szewna - Ostrowiec Św. - PKP - Skarżysko - Kierz Niedźwiedzi - Szydłowiec
Prognoza była kiepska, wychodziło na to, że szanse na słońce są jedynie w okolicach Opatowa. Doczołgałem się zatem pociągiem (z dwiema przesiadkami) do Łącznej i tu czekała mnie niepodzianka: wysokie przejście nadziemne nad torami. Instalavja dysponowała wyłacznie schodami, wszechobecne były znaki o zakazie przekraczania torów. Zaczęło się zatem tragicznie, od wspinaczki z rowerem po schodach.
Zawsze może być gorzej o czym przekonałem się już w Suchedniowie. Przywitał mnie intensywny opad śniegu. Bolesne krupy śnieżne towarzyszyły mi odtąd przez 5 godzin (sic!) z niewielkimi przerwami. Ta forma opadu ma jednak swoje zalety, tj. odbija się od odzieży i nie trzeba zakładać stroju przeciwdeszczowego.
W Wąchocku - gwoli ścisłości - padał deszcz, na szczęście krótko (tzn. przeszedł w śnieg). Mocne bombardowanie krupami ponownie dotknęło mnie w Starachowicach i towarzyszyło do Lubieni. Dalej nastąpił wspaniały, czyli bezopadowy odcinek po jeszcze wspanialszej, pozbawionej ruchu pojazdów drodze do Wólki Modrzejowej. Soczysta zieleń obfitego podszytu tutejszych lasów dawała ciutek optymizmu. Asfalt okazał się ciągnąć dużo dalej niż pokazaywała mapa Gór Świetokrzyskich w skali 1:60 000. Dużo lepszy był mój nowy atlas o skali zaledwie 1:250 000, ale za to aktualnej sieci dróg.
Błotne zabawy w Kurzaczach wynikały z mojej potrzeby oglądnięcia jednej z najciekawszych kaplic gotyckich w Polsce. Ostrowiec okazał się z kolei miastem bardzo schludnym, o licznych asfaltowych ścieżkach rowerowych. Droga przez Ćmielów była bardzo ruchliwa i kończyła się przed Drygulcem potężnymi wykopami i oczekiwaniem w przymusowym korku (nie było szans ominać sygnalizacji). Gdy wjechałem w granice gminy Wojciechowice zaświeciło nareszcie słońce. Przebijało się nieśmiało na całym podopatowskim odcinku. W Małoszycach rozmowna babcia narzekała na brak zainteresowania Gombrowiczem ("nie to co parę lat temu, panie, jak rocznica była..."). No i najważniejsze - przestał padać śnieg! Dworzec w Ostrowcu był przeciwieństwem miasta: brudny i zaniedbany oraz rzecz jasna zamknięty. Ostatni odcinek przez Skarżysko Kościelne był słoneczny i dość ciepły, niczym przeciwieństwo całego dnia.

Suchedniów

Starachowice - na łasce śnieżnego żywiołu

Kurzacze - w środku głuszy. Gotycka kaplica z 1430 roku, z oryginalnym gotyckim okienkiem

A w pobliskim jałowcu sympatyczne odkrycie - postawiłem rower dwa metry od kosiego gniazda.

Ostrowiec Świętokrzyski - dobre asfalty na drodze i ścieżce oraz fatalna pogoda...

Wojciechowice, gotycki kościół

Pejzaż doliny Opatówki

Gotycki kościół obronny w Ptkanowie (niestety wnętrze strawił pożar w 1880 roku)

U wujka Witolda w Małoszycach

Wszechświęte i zarazem wszechmalownicze :)

Odnowiony kościół w Szewnej, wnętrze przybrudzone, czyli w środku bez zmian.

Ostatni zabytek przed Szydłowcem - kościół w Skarżysku Kościelnym
Trasa: Chorzów - PKP - Łączna - Suchedniów - Wąchock - Starachowice - Lubienia - Kurzacze - Ostrowiec Świętokrzyski - Wojciechowice - Daromin - Ptkanów - Szewna - Ostrowiec Św. - PKP - Skarżysko - Kierz Niedźwiedzi - Szydłowiec
Prognoza była kiepska, wychodziło na to, że szanse na słońce są jedynie w okolicach Opatowa. Doczołgałem się zatem pociągiem (z dwiema przesiadkami) do Łącznej i tu czekała mnie niepodzianka: wysokie przejście nadziemne nad torami. Instalavja dysponowała wyłacznie schodami, wszechobecne były znaki o zakazie przekraczania torów. Zaczęło się zatem tragicznie, od wspinaczki z rowerem po schodach.
Zawsze może być gorzej o czym przekonałem się już w Suchedniowie. Przywitał mnie intensywny opad śniegu. Bolesne krupy śnieżne towarzyszyły mi odtąd przez 5 godzin (sic!) z niewielkimi przerwami. Ta forma opadu ma jednak swoje zalety, tj. odbija się od odzieży i nie trzeba zakładać stroju przeciwdeszczowego.
W Wąchocku - gwoli ścisłości - padał deszcz, na szczęście krótko (tzn. przeszedł w śnieg). Mocne bombardowanie krupami ponownie dotknęło mnie w Starachowicach i towarzyszyło do Lubieni. Dalej nastąpił wspaniały, czyli bezopadowy odcinek po jeszcze wspanialszej, pozbawionej ruchu pojazdów drodze do Wólki Modrzejowej. Soczysta zieleń obfitego podszytu tutejszych lasów dawała ciutek optymizmu. Asfalt okazał się ciągnąć dużo dalej niż pokazaywała mapa Gór Świetokrzyskich w skali 1:60 000. Dużo lepszy był mój nowy atlas o skali zaledwie 1:250 000, ale za to aktualnej sieci dróg.
Błotne zabawy w Kurzaczach wynikały z mojej potrzeby oglądnięcia jednej z najciekawszych kaplic gotyckich w Polsce. Ostrowiec okazał się z kolei miastem bardzo schludnym, o licznych asfaltowych ścieżkach rowerowych. Droga przez Ćmielów była bardzo ruchliwa i kończyła się przed Drygulcem potężnymi wykopami i oczekiwaniem w przymusowym korku (nie było szans ominać sygnalizacji). Gdy wjechałem w granice gminy Wojciechowice zaświeciło nareszcie słońce. Przebijało się nieśmiało na całym podopatowskim odcinku. W Małoszycach rozmowna babcia narzekała na brak zainteresowania Gombrowiczem ("nie to co parę lat temu, panie, jak rocznica była..."). No i najważniejsze - przestał padać śnieg! Dworzec w Ostrowcu był przeciwieństwem miasta: brudny i zaniedbany oraz rzecz jasna zamknięty. Ostatni odcinek przez Skarżysko Kościelne był słoneczny i dość ciepły, niczym przeciwieństwo całego dnia.

Suchedniów

Starachowice - na łasce śnieżnego żywiołu

Kurzacze - w środku głuszy. Gotycka kaplica z 1430 roku, z oryginalnym gotyckim okienkiem

A w pobliskim jałowcu sympatyczne odkrycie - postawiłem rower dwa metry od kosiego gniazda.

Ostrowiec Świętokrzyski - dobre asfalty na drodze i ścieżce oraz fatalna pogoda...

Wojciechowice, gotycki kościół

Pejzaż doliny Opatówki

Gotycki kościół obronny w Ptkanowie (niestety wnętrze strawił pożar w 1880 roku)

U wujka Witolda w Małoszycach

Wszechświęte i zarazem wszechmalownicze :)

Odnowiony kościół w Szewnej, wnętrze przybrudzone, czyli w środku bez zmian.

Ostatni zabytek przed Szydłowcem - kościół w Skarżysku Kościelnym
Dystans12.39 km Czas00:36 Vśrednia20.65 km/h Podjazdy 92 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans114.30 km Czas05:01 Vśrednia22.78 km/h VMAX44.83 km/h Podjazdy664 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Strąków
Trasa: Chorzów - Góra św. Doroty - Grodków - B. Łagisza - Pogoria IV - DG Trzebiesławice - Siewierz - Zendek - Strąków - Miasteczko Śląskie Brynica - Świerklaniec - Dobieszowice - Wojkowice - Chorzów
Wrażenia:
Po raz pierwszy w tym roku śpiew wilgi (na Dorotce) i widok jaskółki. Sporo kwitnących mniszków i niezapominajek, przekwitające powoli tarniny i czereśnie. Cały czas chmury na niebie, ale bez deszczu. Sensacyjny brak bólu lewego kolana (po miesiącu). Na Dorotce straszne błoto, aż żałowałem wjazdu "na majdan". Na odcinku Grodków - Łagisza (przed skrzyżowaniem z jedynką) zerwany asfalt. W Siewierzu niebywale głośna msza w kościele farnym; w Zendku odpust; w parku świerklanieckim zadziwiająco spokojnie. Jak widać kilka atrakcji się uzbierało.


Umajone Glinianki (część dzielnicy DG - Trzebiesławic)


Odpust w Zendku

Przypadkowo odkryte gniazdo bogatki (w banerze powitalnym po prawej). Bogatki zdradziło dziwne zachowanie, z ptasznikiem o takim doświadczeniu jak ja nie miały szans :)

Trasa: Chorzów - Góra św. Doroty - Grodków - B. Łagisza - Pogoria IV - DG Trzebiesławice - Siewierz - Zendek - Strąków - Miasteczko Śląskie Brynica - Świerklaniec - Dobieszowice - Wojkowice - Chorzów
Wrażenia:
Po raz pierwszy w tym roku śpiew wilgi (na Dorotce) i widok jaskółki. Sporo kwitnących mniszków i niezapominajek, przekwitające powoli tarniny i czereśnie. Cały czas chmury na niebie, ale bez deszczu. Sensacyjny brak bólu lewego kolana (po miesiącu). Na Dorotce straszne błoto, aż żałowałem wjazdu "na majdan". Na odcinku Grodków - Łagisza (przed skrzyżowaniem z jedynką) zerwany asfalt. W Siewierzu niebywale głośna msza w kościele farnym; w Zendku odpust; w parku świerklanieckim zadziwiająco spokojnie. Jak widać kilka atrakcji się uzbierało.


Umajone Glinianki (część dzielnicy DG - Trzebiesławic)


Odpust w Zendku

Przypadkowo odkryte gniazdo bogatki (w banerze powitalnym po prawej). Bogatki zdradziło dziwne zachowanie, z ptasznikiem o takim doświadczeniu jak ja nie miały szans :)

Dystans22.99 km Czas01:11 Vśrednia19.43 km/h Podjazdy181 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Praca + Park Śląski
dwukrotnie deszcz - rzecz jasna
Dystans12.09 km Czas00:37 Vśrednia19.61 km/h Podjazdy 88 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Praca
w drodze powrotnej deszcz
w drodze powrotnej deszcz
Dystans26.49 km Czas01:16 Vśrednia20.91 km/h Podjazdy195 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Różności
Chorzów - Amelung - Świętochłowice - Chorzów - Chorzów Batory - Chorzów - Świetochłowice - Ch. Maciejkowice - Chorzów
Dystans116.76 km Czas05:52 Vśrednia19.90 km/h VMAX50.07 km/h Podjazdy786 m
SprzętKross Raven Meadow
Szlak 2 wzgórz i 3 zbiorników
Trasą na dwa wzgórza i obok trzech zbiorników: Chorzów - Góra św. Doroty - Sarnów - Równa Góra - Twardowice - Myszkowice - Przeczyce - Zendek - Tąpkowice - Świerklaniec - Rogoźnik - Chorzów

Na Równej Górze - paralotniarze się ulotnili na ambitniejsze majówkowe cele...

Łubianki - kwintesencja piękna Płaskowyżu Twardowickiego

Nad zbiornikiem Kozłowa Góra
Trasą na dwa wzgórza i obok trzech zbiorników: Chorzów - Góra św. Doroty - Sarnów - Równa Góra - Twardowice - Myszkowice - Przeczyce - Zendek - Tąpkowice - Świerklaniec - Rogoźnik - Chorzów

Na Równej Górze - paralotniarze się ulotnili na ambitniejsze majówkowe cele...

Łubianki - kwintesencja piękna Płaskowyżu Twardowickiego

Nad zbiornikiem Kozłowa Góra
Dystans222.00 km Czas10:08 Vśrednia21.91 km/h VMAX57.47 km/h Podjazdy1537 m
SprzętKross Raven Meadow
Pętla środkowojurajska
Trasa: Chorzów - Będzin - Chechło - Kwaśniów - Pilica - Kidów - Szczekociny - Lelów - Żarki - Poraj - Koziegłowy - Cynków - Sączów - Chorzów
Wrażenia
Początek fatalny jak całe majówkowe plany. Mżawka i pełne zachmurzenie, mokre asfalty i kałuże (przemoczyło mi buty). Dopiero od Błędowa się nieco rozpogadza, ale na niebie wciąż straszą deszczowe chmury. Pierwsze przebłyski słońca raczą się ujawnić przed Kwaśniowem. W Pilicy biedronkuję i odwiedzam pałac. W Kidowie oglądam wreszcie wnętrze kościoła (nie warto było). Na Czarnej Górze, w miejscu gdzie asfalt osiąga szczyt garbu, znajduję dwie potrącone zięby (para: samczyk i samiczka). Przed Szczekocinami widzę też czajki i kląskawkę. Taki ptasi raj doliny Policy (wcześniej, jeszcze nad Pogorią słyszałem pierwszy raz w roku słowiki). Na rynku w Szczekocinach wszyscy jedzą lody, ja jem hot-dogi z pilickiej Biedronki...
Pomimo ostrożnej jazdy kolano znowu dokucza, aż do Koziegłów czeka mnie odcinek z wiatrem, jadę więc szybciej. Dopiero od Strąkowa niebo jest czyste. Do domu przyjeżdżam nieco szybciej niż planowałem.

Na początku jest mokro, zimno i mgliście...

W Pilicy jest już dużo lepiej

Na drodze do Szczekocin, przed Siadczą zatrzymuję się by uwiecznić rodzinną tragedię zięb: samica rozwałkowana, samiec poraniony na brzuchu (musiał długo się męczyć). Na tym wzgórku nie widziały i nie słyszały czterokołowego zabójcy...

Szczekociny

Lelów: kościół na nowo otynkowany, jak byłem ostatnio tynk był zdrapany.

Zespół zabytkowych stodół w Żarkach

Cynków

Na koniec rustykalny pejzaż Piekar (Dąbrówka Wielka)
Trasa: Chorzów - Będzin - Chechło - Kwaśniów - Pilica - Kidów - Szczekociny - Lelów - Żarki - Poraj - Koziegłowy - Cynków - Sączów - Chorzów
Wrażenia
Początek fatalny jak całe majówkowe plany. Mżawka i pełne zachmurzenie, mokre asfalty i kałuże (przemoczyło mi buty). Dopiero od Błędowa się nieco rozpogadza, ale na niebie wciąż straszą deszczowe chmury. Pierwsze przebłyski słońca raczą się ujawnić przed Kwaśniowem. W Pilicy biedronkuję i odwiedzam pałac. W Kidowie oglądam wreszcie wnętrze kościoła (nie warto było). Na Czarnej Górze, w miejscu gdzie asfalt osiąga szczyt garbu, znajduję dwie potrącone zięby (para: samczyk i samiczka). Przed Szczekocinami widzę też czajki i kląskawkę. Taki ptasi raj doliny Policy (wcześniej, jeszcze nad Pogorią słyszałem pierwszy raz w roku słowiki). Na rynku w Szczekocinach wszyscy jedzą lody, ja jem hot-dogi z pilickiej Biedronki...
Pomimo ostrożnej jazdy kolano znowu dokucza, aż do Koziegłów czeka mnie odcinek z wiatrem, jadę więc szybciej. Dopiero od Strąkowa niebo jest czyste. Do domu przyjeżdżam nieco szybciej niż planowałem.

Na początku jest mokro, zimno i mgliście...

W Pilicy jest już dużo lepiej

Na drodze do Szczekocin, przed Siadczą zatrzymuję się by uwiecznić rodzinną tragedię zięb: samica rozwałkowana, samiec poraniony na brzuchu (musiał długo się męczyć). Na tym wzgórku nie widziały i nie słyszały czterokołowego zabójcy...

Szczekociny

Lelów: kościół na nowo otynkowany, jak byłem ostatnio tynk był zdrapany.

Zespół zabytkowych stodół w Żarkach

Cynków

Na koniec rustykalny pejzaż Piekar (Dąbrówka Wielka)











