Dystans15.61 km Czas00:46 Vśrednia20.36 km/h Podjazdy120 m
SprzętMerida Drakar
Dystans24.87 km Czas01:13 Vśrednia20.44 km/h Podjazdy185 m
SprzętMerida Drakar
Praca x2
Do pracy na dwie tury
Do pracy na dwie tury
Dystans12.11 km Podjazdy 90 m
SprzętKross Raven Meadow
Dystans108.04 km Czas04:53 Vśrednia22.12 km/h Podjazdy575 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans55.23 km Czas02:44 Vśrednia20.21 km/h Podjazdy466 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans16.11 km Czas00:46 Vśrednia21.01 km/h Podjazdy 90 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans12.11 km Czas00:38 Vśrednia19.12 km/h Podjazdy 90 m
SprzętKross Raven Meadow
Dystans147.93 km Czas06:46 Vśrednia21.86 km/h VMAX44.91 km/h Podjazdy875 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Prawie jak Cieszyn...
Prawie czyni dużą różnicę. Zamiast Cieszyna były Jastrzębie i Strumień; a mógł być wyłącznie szpital :(
Na 14 km trasy (rondo w Halembie) zaliczyłem trzecią glebę w tym roku (poprzednie: Kleczew, WPKiW). Tym razem przylutowałem najmocniej. Scieło mnie tak gwałtownie (lodu totalnie nie było widać, cienka warstewka na czarnej drodze, skropiona deszczem), że nie zdąrzyłem puścić kierownicy. Gdybym nie miał dośc grubych rękawiczek nie byłbym nawet w stanie tego opisać (zdarłoby mi skórę z palców). Poza tym zraniłem się w brodę i lewy bark. Potworny ból w przegubach, w palcach i na skraju dłoni aż pulsował. Do 12. bałem się ściągnąc rękawiczki...
Straty: kurtka odblaskowa za 100 zł (zostały strzępy), okulary Uvex za 80 zł (uchroniły przed przeryciem twarzy w okolicy oczu), mocowanie lampki (bezcenne - nie do zdobycia, trzecie - ostatnie - w 10 dni!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!). Wysypało się wszystko z przedniej torby, aparat jakimś cudem przetrwał grzmotnięcie w asfalt a za mną nie jechał żaden bolid mw w chwili gdy wpadłem w poślizg. Spadł łańcuch, wykręciło kierownicę itp. itd. Zanim doszedłem do siebie i wszystko pozbierałem minęło jakieś 30 minut... Prawy kciuk ma do teraz solidną opuchliznę...
Z tym poziomem bólu w palcach, mogąc jedynie przytrzymywać kierownicę, długo zastanawiałem się co robić. Najpierw porwałem się z Żor na Jastrzębie, potem wycofałem na Pawłowice, by za Golasowicami odbić na Strumień. Wtedy pojawiło się słońce, odzyskałem trochę wiary i zapędziłem się po rynek w Pszczynie. Tamże cyrk, cepelia i odpust były tak odrażające, że w szybkim tempie, przez Suszec i Mikołów, uciekłem do domu. Dopiero tam odkryłem, że nieźle oberwałem też w bark...

W Żorach jeszcze pochmurno...

W drodze na Golasowice (Cieszyn nie dla urodzonych pechowców)

Cudowna cisza i słońce na rynku w Strumieniu

Pszczyna - targowisko próżności, czyli marcówko-majówka

Rynek nr 4 na trasie: Mikołów
Prawie czyni dużą różnicę. Zamiast Cieszyna były Jastrzębie i Strumień; a mógł być wyłącznie szpital :(
Na 14 km trasy (rondo w Halembie) zaliczyłem trzecią glebę w tym roku (poprzednie: Kleczew, WPKiW). Tym razem przylutowałem najmocniej. Scieło mnie tak gwałtownie (lodu totalnie nie było widać, cienka warstewka na czarnej drodze, skropiona deszczem), że nie zdąrzyłem puścić kierownicy. Gdybym nie miał dośc grubych rękawiczek nie byłbym nawet w stanie tego opisać (zdarłoby mi skórę z palców). Poza tym zraniłem się w brodę i lewy bark. Potworny ból w przegubach, w palcach i na skraju dłoni aż pulsował. Do 12. bałem się ściągnąc rękawiczki...
Straty: kurtka odblaskowa za 100 zł (zostały strzępy), okulary Uvex za 80 zł (uchroniły przed przeryciem twarzy w okolicy oczu), mocowanie lampki (bezcenne - nie do zdobycia, trzecie - ostatnie - w 10 dni!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!). Wysypało się wszystko z przedniej torby, aparat jakimś cudem przetrwał grzmotnięcie w asfalt a za mną nie jechał żaden bolid mw w chwili gdy wpadłem w poślizg. Spadł łańcuch, wykręciło kierownicę itp. itd. Zanim doszedłem do siebie i wszystko pozbierałem minęło jakieś 30 minut... Prawy kciuk ma do teraz solidną opuchliznę...
Z tym poziomem bólu w palcach, mogąc jedynie przytrzymywać kierownicę, długo zastanawiałem się co robić. Najpierw porwałem się z Żor na Jastrzębie, potem wycofałem na Pawłowice, by za Golasowicami odbić na Strumień. Wtedy pojawiło się słońce, odzyskałem trochę wiary i zapędziłem się po rynek w Pszczynie. Tamże cyrk, cepelia i odpust były tak odrażające, że w szybkim tempie, przez Suszec i Mikołów, uciekłem do domu. Dopiero tam odkryłem, że nieźle oberwałem też w bark...

W Żorach jeszcze pochmurno...

W drodze na Golasowice (Cieszyn nie dla urodzonych pechowców)

Cudowna cisza i słońce na rynku w Strumieniu

Pszczyna - targowisko próżności, czyli marcówko-majówka

Rynek nr 4 na trasie: Mikołów
Dystans140.20 km Czas06:35 Vśrednia21.30 km/h Podjazdy712 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Brusiek
Wszędy skowronki rozkwiliły - wiosna. Na polach gdzieniegdzie smród się rozchodził, temperatura jednak zacna. Bez przygód; za Bruskiem przeszedłem w tryb oszczędnościowy bo trasa miała być tylko treningiem przed niedzielą. Pętla była na północny-zachód, bo w niedzielę planowałem pętlę na pd-wsch.

Starówka bytomska

Pyskowice, rynek

Toszek, rynek

Brusiek - punkt zwrotny

Świerklaniec, park.
Wszędy skowronki rozkwiliły - wiosna. Na polach gdzieniegdzie smród się rozchodził, temperatura jednak zacna. Bez przygód; za Bruskiem przeszedłem w tryb oszczędnościowy bo trasa miała być tylko treningiem przed niedzielą. Pętla była na północny-zachód, bo w niedzielę planowałem pętlę na pd-wsch.

Starówka bytomska

Pyskowice, rynek

Toszek, rynek

Brusiek - punkt zwrotny

Świerklaniec, park.
Dystans16.55 km Czas00:49 Vśrednia20.27 km/h Podjazdy140 m
SprzętKross Raven Meadow
Chorzów
Praca + miasto
Praca + miasto















