Dystans73.04 km Czas04:10 Vśrednia17.53 km/h VMAX39.50 km/h Podjazdy588 m
SprzętMerida Drakar
Rajd Oświęcimski SKT "Suchartur"
Rajd szkolny. Sporo zabawnych historii i brak awarii. W Oświęcimiu skropił nas deszcz.

Droga Bojszowy - Jedlina

Zamek w Oświęcimiu
Rajd szkolny. Sporo zabawnych historii i brak awarii. W Oświęcimiu skropił nas deszcz.

Droga Bojszowy - Jedlina

Zamek w Oświęcimiu
Dystans12.11 km Czas00:38 Vśrednia19.12 km/h Podjazdy 90 m
SprzętKross Raven Meadow
Dystans171.53 km Czas08:14 Vśrednia20.83 km/h VMAX55.08 km/h Podjazdy1026 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Pętla wschodniogopowska
Dzięki temu, że zdążyłem na pociąg ze Żmigrodu, nie musiałem zażywać wątpliwej przyjemności jazdy nocą przy 4 st. Postanowiłem wykorzystać fakt normalnej nocy, wtsać rano i ruszyć na dłuższą pętelkę, ale tym razem na spokojnie. Do Tychów bardzo spokojnie. W Oświęcimiu nieźle się namordowałem szukając bezpiecznej trasy na rynek dla rajdu SKT (miał być 10.04). potem rozbawił mnie przystanek "Jaworzno Jeleń Dąb Leśniczówka" (mógł przecież być i taki: Jaworzno Jeleń Dąb Sarna - dla równowagi), w samym Jeleniu dzieci co rzeczonego Jelenia (statuę) obsiadły... W Jaworznie przerwa obiadowa (łącznie 2 h) i dalej - w towarzystwie - nad Pogorię. Tu obserwacja rybitw, perkozów, zasłyszane pierwsze pierwiosnki. Po drodze sporo podbiałów. Wiosna pełną gębą! Wczesniej jeszcze na odcinku Maczki-Ostrowy zerwany pas asfaltu,jechaliśmy przez Cieśle.
Z Pogorii już sprint do Przeczyc i dookoła lotniska w Pyrzowicach.

Oświęcim, rynek

Jaworzno, rynek

Wzgórze Gołonoskie, sanktuarium

Pogoria IV
Przy lotnisku
Dzięki temu, że zdążyłem na pociąg ze Żmigrodu, nie musiałem zażywać wątpliwej przyjemności jazdy nocą przy 4 st. Postanowiłem wykorzystać fakt normalnej nocy, wtsać rano i ruszyć na dłuższą pętelkę, ale tym razem na spokojnie. Do Tychów bardzo spokojnie. W Oświęcimiu nieźle się namordowałem szukając bezpiecznej trasy na rynek dla rajdu SKT (miał być 10.04). potem rozbawił mnie przystanek "Jaworzno Jeleń Dąb Leśniczówka" (mógł przecież być i taki: Jaworzno Jeleń Dąb Sarna - dla równowagi), w samym Jeleniu dzieci co rzeczonego Jelenia (statuę) obsiadły... W Jaworznie przerwa obiadowa (łącznie 2 h) i dalej - w towarzystwie - nad Pogorię. Tu obserwacja rybitw, perkozów, zasłyszane pierwsze pierwiosnki. Po drodze sporo podbiałów. Wiosna pełną gębą! Wczesniej jeszcze na odcinku Maczki-Ostrowy zerwany pas asfaltu,jechaliśmy przez Cieśle.
Z Pogorii już sprint do Przeczyc i dookoła lotniska w Pyrzowicach.

Oświęcim, rynek

Jaworzno, rynek

Wzgórze Gołonoskie, sanktuarium

Pogoria IV
Przy lotnisku
Dystans189.92 km Czas08:09 Vśrednia23.30 km/h VMAX45.05 km/h Podjazdy496 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Wielkopolskie ostatki
Byłem bardzo niewyspany, w tygodniu siedziałem po nocach. Werdykt był jeden: wykorzystać wiatr na zachód i zdążyć na pociąg z Rawicza do domu. Celem były brakujące gminy w Wielkopolskiem. W pośpiechu zapakowałem serki, ale łyżeczki już nie... Przy poprawianiu bidonu (rower podwieszony) oblałem siebie, buty i sakwę jogurtem który miałem w drugiej ręce... Kierownik pociągu policzył mi jednak taniej za rower.
Za wszelką cenę chciałem trafić na rynek w Grabowie i trochę nerwów to kosztowało; z kolei w Antoninie zastałem remont elewacji pałacu. Po drodze dwa razy miałem s.aczkę (a jakże, gdy liczyło się tempo). Pomimo tego (straciłem na dwóch posiedzeniach 45 minut) do Rawicza dotarłem z 1h 20' przed odjazdem pociągu ...i całe szczęście bo okazało się że jednak także pociąg o 17:00 jedzie w formie autobusu, przeobrażając się w pociąg dopiero w Żmigrodzie. Dowiedziałem się tego dopiero przy kasie o godz. 16:15 (chciałem jeszcze wrócić na spokojnie na starówkę), pociąg ze Żmigrodu ruszal o 17:28. Najlepsze jest to, że zdążyłem. W biciu rekordów średniej pomagło mi na całej trasie typowo "wielkopolskie" przewyższenie :)
W pociągu powrotnym relacji Wrocław-Racibórz znowu sajgon. Ludzie w okolicach Wrocławia masowo podrożują pociągami. Ewenement na skalę ogólnopolską. Oczywiście jest to efekt skasowania zbiorkomu autobusowego i niewielkiej liczby pociągów. Nie da się jednak zaprzeczyć że na linii Brzeg-Wrocław-Legnica niezależnie od dnia i godziny w pociągach panuje groteskowe przeludnienie. Całe szczęście, że już się tu nie wybieram...

Wieluń Dąbrowa

Droga do Galewic (z Sokolnik), z ręki

Grabów n. Prosną - rynek "wyklęty"

Mikstat, rynek-parking

Sulmierzyce, rynek...

Jutrosin, ratusz i rynek

Rawicz, rynek rzecz jasna :)
Byłem bardzo niewyspany, w tygodniu siedziałem po nocach. Werdykt był jeden: wykorzystać wiatr na zachód i zdążyć na pociąg z Rawicza do domu. Celem były brakujące gminy w Wielkopolskiem. W pośpiechu zapakowałem serki, ale łyżeczki już nie... Przy poprawianiu bidonu (rower podwieszony) oblałem siebie, buty i sakwę jogurtem który miałem w drugiej ręce... Kierownik pociągu policzył mi jednak taniej za rower.
Za wszelką cenę chciałem trafić na rynek w Grabowie i trochę nerwów to kosztowało; z kolei w Antoninie zastałem remont elewacji pałacu. Po drodze dwa razy miałem s.aczkę (a jakże, gdy liczyło się tempo). Pomimo tego (straciłem na dwóch posiedzeniach 45 minut) do Rawicza dotarłem z 1h 20' przed odjazdem pociągu ...i całe szczęście bo okazało się że jednak także pociąg o 17:00 jedzie w formie autobusu, przeobrażając się w pociąg dopiero w Żmigrodzie. Dowiedziałem się tego dopiero przy kasie o godz. 16:15 (chciałem jeszcze wrócić na spokojnie na starówkę), pociąg ze Żmigrodu ruszal o 17:28. Najlepsze jest to, że zdążyłem. W biciu rekordów średniej pomagło mi na całej trasie typowo "wielkopolskie" przewyższenie :)
W pociągu powrotnym relacji Wrocław-Racibórz znowu sajgon. Ludzie w okolicach Wrocławia masowo podrożują pociągami. Ewenement na skalę ogólnopolską. Oczywiście jest to efekt skasowania zbiorkomu autobusowego i niewielkiej liczby pociągów. Nie da się jednak zaprzeczyć że na linii Brzeg-Wrocław-Legnica niezależnie od dnia i godziny w pociągach panuje groteskowe przeludnienie. Całe szczęście, że już się tu nie wybieram...

Wieluń Dąbrowa

Droga do Galewic (z Sokolnik), z ręki

Grabów n. Prosną - rynek "wyklęty"

Mikstat, rynek-parking

Sulmierzyce, rynek...

Jutrosin, ratusz i rynek

Rawicz, rynek rzecz jasna :)
Dystans13.96 km Czas00:40 Vśrednia20.94 km/h Podjazdy120 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Praca + inne
Do serwisu - po nowe siodełko
Do serwisu - po nowe siodełko
Dystans14.41 km Czas00:41 Vśrednia21.09 km/h Podjazdy118 m
SprzętKross Raven Meadow
Dystans107.76 km Czas05:23 Vśrednia20.02 km/h VMAX45.91 km/h Podjazdy651 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Szlak pięciu zbiorników
Najpierw celem była Pogoria. Potem Przeczyce. Wszędzie szaro i pochmurno, choć bardzo ciepło. Z godnych zapisania wrażeń wyłącznie te faunistyczne: chmary szpaków i zające goniące się u opłotków Michałkowic (jeden przebiegł mi tuż przed rowerem a drugi gach ledwo zdołał wyhamować, bo musiałbym pewnie klepać koło). Słyszalne skowronki a nawet rudziki. W Dolinie Górnika wycinka. Ogólnie sporo rowerzystów, szczególnie nad Pogorią.

Góra św. Doroty

"Głaz ornitologa" nad Pogorią IV

Przeczyce

Zendek

Rogoźnik
Najpierw celem była Pogoria. Potem Przeczyce. Wszędzie szaro i pochmurno, choć bardzo ciepło. Z godnych zapisania wrażeń wyłącznie te faunistyczne: chmary szpaków i zające goniące się u opłotków Michałkowic (jeden przebiegł mi tuż przed rowerem a drugi gach ledwo zdołał wyhamować, bo musiałbym pewnie klepać koło). Słyszalne skowronki a nawet rudziki. W Dolinie Górnika wycinka. Ogólnie sporo rowerzystów, szczególnie nad Pogorią.

Góra św. Doroty

"Głaz ornitologa" nad Pogorią IV

Przeczyce

Zendek

Rogoźnik
Dystans136.70 km Czas06:28 Vśrednia21.14 km/h VMAX63.03 km/h Podjazdy1063 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Pilica
Powrót z Jaworzna do domu przez Pilicę, Smoleń i Ogrodzieniec. Wyjechałem dopiero przed 11., było pochmurno, ale ciepło. Od 14. pojawiło się słońce i zrobiło się bardzo wiosennie. W Kwaśniowie odnalazłem wieżę "rycerską" z XVI w. Niestety właściciel był "na posterunku" więc zdjęć nie robiłem - zresztą nie było za bardzo czego. Tuż obok obiektu zaparkowane były jakieś furgonetki.
Na zjeździe ze Złożeńca dzięki nowemu asfaltowi i jednocześnie całkowicie pustej drodze (pierwszy raz taka zbieżność mi się trafiła!) ustanowiłem tegoroczny rekord szybkości na przywoitym poziomie 63 km/h. Na wąskiej drodze do Smolenia (w zasadzie przy tej drodze) wycinka.
W Smoleniu autentyczny cyrk - pani z budki biletowo-parkingowej wybiegała informować turystów, że wstęp w okolice zamku jest płatny... Pomyśleć, że w latach 90. to było magiczne miejsce :( W 2002 r. gdy byłem tu z kolegą pierwszy raz na rowerze była tu cisza i spokój. Jeszcze w 2011 organizowałem tu rajd rowerowy z ogniskiem i kiełbaskami. Było, minęło...
W Pilicy sennie, odwiedziłem kościół i pałac. Dalej jechałem tradycyjnie przez Wolę Kocikową i asfaltem do Ogrodzieńca. Tu poczułem siłę wiatru. Od Pilicy jechałem z silnym wiatrem w twarz i na wierzchowinie potrafił ten huragan dać popalić...
W samym Ogrodziencu spokojniej niż w Smoleniu. Nieliczni turyści narzekali, że budy psują kraobraz. Rodzi się chyba jakaś świadomość! Budy zresztą zamknięte ( z kilkoma wyjątkami). Armagedon nastąpi tu w maju...
Końcówka trasy bez przygód, ale przykra. Pod silny wiatr, z upierdliwym ruchem samochodów na drodze nr 796. Skusiłem się jeszcze na wjazd na Dorotkę. Snuły się tamże jakieś grupy nastolatków wyglądające na odcięte od smartfonów, znaczy osowiałe i smutne. Widoczność znakomita: zarys gór. Dopiero stąd - przez Przełajkę - obrałem kierunek na chatę.

Szaro przy drodze na Bukowno
Powrót z Jaworzna do domu przez Pilicę, Smoleń i Ogrodzieniec. Wyjechałem dopiero przed 11., było pochmurno, ale ciepło. Od 14. pojawiło się słońce i zrobiło się bardzo wiosennie. W Kwaśniowie odnalazłem wieżę "rycerską" z XVI w. Niestety właściciel był "na posterunku" więc zdjęć nie robiłem - zresztą nie było za bardzo czego. Tuż obok obiektu zaparkowane były jakieś furgonetki.
Na zjeździe ze Złożeńca dzięki nowemu asfaltowi i jednocześnie całkowicie pustej drodze (pierwszy raz taka zbieżność mi się trafiła!) ustanowiłem tegoroczny rekord szybkości na przywoitym poziomie 63 km/h. Na wąskiej drodze do Smolenia (w zasadzie przy tej drodze) wycinka.
W Smoleniu autentyczny cyrk - pani z budki biletowo-parkingowej wybiegała informować turystów, że wstęp w okolice zamku jest płatny... Pomyśleć, że w latach 90. to było magiczne miejsce :( W 2002 r. gdy byłem tu z kolegą pierwszy raz na rowerze była tu cisza i spokój. Jeszcze w 2011 organizowałem tu rajd rowerowy z ogniskiem i kiełbaskami. Było, minęło...
W Pilicy sennie, odwiedziłem kościół i pałac. Dalej jechałem tradycyjnie przez Wolę Kocikową i asfaltem do Ogrodzieńca. Tu poczułem siłę wiatru. Od Pilicy jechałem z silnym wiatrem w twarz i na wierzchowinie potrafił ten huragan dać popalić...
W samym Ogrodziencu spokojniej niż w Smoleniu. Nieliczni turyści narzekali, że budy psują kraobraz. Rodzi się chyba jakaś świadomość! Budy zresztą zamknięte ( z kilkoma wyjątkami). Armagedon nastąpi tu w maju...
Końcówka trasy bez przygód, ale przykra. Pod silny wiatr, z upierdliwym ruchem samochodów na drodze nr 796. Skusiłem się jeszcze na wjazd na Dorotkę. Snuły się tamże jakieś grupy nastolatków wyglądające na odcięte od smartfonów, znaczy osowiałe i smutne. Widoczność znakomita: zarys gór. Dopiero stąd - przez Przełajkę - obrałem kierunek na chatę.

Szaro przy drodze na Bukowno
Dystans86.34 km Czas03:56 Vśrednia21.95 km/h VMAX54.99 km/h Podjazdy608 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Sławków
Rano miało być nieprzyjemnie zimno; wyruszyłem dopiero po 12. Do Sławkowa generalnie z wiatrem. O jego sile przekonałem się po nawrocie. Jedyny postój w Sławkowie - plener fotograficzny. Dodatkowo przy terminalu (przed Cieślami) pociąg towarowy zablokował drogę i musiałem go omijać przez las i przenosząc rower przez torowisko. Biedne puszkiny miały ciężko (konieczna pętelka ~ 20 km by z tego miejsca dojechać inną trasą do oddalonych o 300 metrów Cieśli...)

Pogoria IV

Sławków, rynek

Opisana historia z Cieśli
Rano miało być nieprzyjemnie zimno; wyruszyłem dopiero po 12. Do Sławkowa generalnie z wiatrem. O jego sile przekonałem się po nawrocie. Jedyny postój w Sławkowie - plener fotograficzny. Dodatkowo przy terminalu (przed Cieślami) pociąg towarowy zablokował drogę i musiałem go omijać przez las i przenosząc rower przez torowisko. Biedne puszkiny miały ciężko (konieczna pętelka ~ 20 km by z tego miejsca dojechać inną trasą do oddalonych o 300 metrów Cieśli...)

Pogoria IV

Sławków, rynek

Opisana historia z Cieśli
Dystans126.64 km Czas06:14 Vśrednia20.32 km/h VMAX38.91 km/h Podjazdy364 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Triduum dolnośląskie: Wielka Sobota
Dzień powrotu na powrót (sic!) był szpetny. Wiało nie tam gdzie powinno, choć tym razem dużo słabiej. Co gorsza było pochmurno, wilgotno i po południu pewny był opad. Jechałem dosc szybko, bo wyjechałem późno a chciałem dotrzec do Brzegu i dopiero tam wsiąśc w pociąg. Nadrobiłem sporo km przez nieprzejezdny odcinek z Imbramowic do Mietkowa. Zbiornik Mietkowski okrążałem baardzo dużym łukiem przez Gościsław i Kostomłoty... Deszcz po raz pierwszy postraszył mnie w Kątach, ulewa dorwała mnie ostatecznie na 12 km przed Brzegiem i bezczelnie ustąpiła w samym Brzegu. Na dworcu okazała się nie działać żadna kasa - niepotrzebnie tak się spieszyłem ze zwiedzaniem miasta.
Na "+"
To, że zdołałem zrealizować plan
Wraz z Kątami Wrocławskimi poznałem ostatnią brakującą gminę w Dolnośląskiem
Na "-"
Cała reszta, ze szczególnym uwzględnieniem pogody i Kraskowa (zabity dechami)

Okolice Wierzbnej - wracając też tu przejeżdżałem...

Krobielowice, pałac

Brzeg, ul. Długa po deszczu
Dzień powrotu na powrót (sic!) był szpetny. Wiało nie tam gdzie powinno, choć tym razem dużo słabiej. Co gorsza było pochmurno, wilgotno i po południu pewny był opad. Jechałem dosc szybko, bo wyjechałem późno a chciałem dotrzec do Brzegu i dopiero tam wsiąśc w pociąg. Nadrobiłem sporo km przez nieprzejezdny odcinek z Imbramowic do Mietkowa. Zbiornik Mietkowski okrążałem baardzo dużym łukiem przez Gościsław i Kostomłoty... Deszcz po raz pierwszy postraszył mnie w Kątach, ulewa dorwała mnie ostatecznie na 12 km przed Brzegiem i bezczelnie ustąpiła w samym Brzegu. Na dworcu okazała się nie działać żadna kasa - niepotrzebnie tak się spieszyłem ze zwiedzaniem miasta.
Na "+"
To, że zdołałem zrealizować plan
Wraz z Kątami Wrocławskimi poznałem ostatnią brakującą gminę w Dolnośląskiem
Na "-"
Cała reszta, ze szczególnym uwzględnieniem pogody i Kraskowa (zabity dechami)

Okolice Wierzbnej - wracając też tu przejeżdżałem...

Krobielowice, pałac

Brzeg, ul. Długa po deszczu















