Dystans176.10 km Czas08:03 Vśrednia21.88 km/h VMAX58.65 km/h Podjazdy1473 m
SprzętFocus Arriba 4.0
W dolinę Dłubni
Nad ranem okazało się, że po najdłuższym w tym roku wypadzie (Anaberg) wcale nie jestem zmęczony, a nogi mam jak noworodek. Postanowiłem więc wydłużyć planowaną "małą" setkę i odwiedzić bliską mi dolinę Dłubni (moja pierwsza samodzielna wycieczka rowerowa z wykorzystaniem pociągu). Pogoda była zacna, po raz pierwszy jechałem w krótkich spodenkach. Trudniej zrobiło się w drodze powrotnej z Sieciechowic (na Olkusz) - było mocno pod wiatr. Od Olkusza zmieniłem trochę kierunek jazdy i wiatr odpuścił.
Wrażenia:
W Kolbarku o mało nie wylądowałem na poczęstunku wielkosobotnim
W Wysocicach, wreszcie, po 17 latach (sic!) od pierwszej wizyty trafiłem wreszcie na otwarty kościół, dostępny do zwiedzania (znaczy, bez trwającej mszy)

Pogoria III

Cieślin, nad Tarnawką

Gołaczewy

Wysocice: oryginalna gotycka ambona i stiukowy, rokokowy ołtarz

Rabsztyn

Olsztyn, rynek
Trasa:
Wrażenia:
W Kolbarku o mało nie wylądowałem na poczęstunku wielkosobotnim
W Wysocicach, wreszcie, po 17 latach (sic!) od pierwszej wizyty trafiłem wreszcie na otwarty kościół, dostępny do zwiedzania (znaczy, bez trwającej mszy)

Pogoria III

Cieślin, nad Tarnawką

Gołaczewy

Wysocice: oryginalna gotycka ambona i stiukowy, rokokowy ołtarz

Rabsztyn

Olsztyn, rynek
Trasa:
Dystans241.92 km Czas11:23 Vśrednia21.25 km/h VMAX46.83 km/h Podjazdy1031 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Góra św. Anny
Do wybrania miałem w pracy dzień wolny, noc miała być zimna, ale księżyc w pełni. Wyrok był oczywisty: długa trasa, bez noclegu, rozpoczęta ok. 8:30 rano, zakończona po 22. Początek trasy dobrym tempem, z wiatrem. Od podnóży Annabergu zmagania z wiatrem. Odcinek na płn-wschód bardzo trudny z racji silnego, momentami frustrującego wiatru z płn-wschodu. Dookoła wiosna w rozkwicie: kwitnący miejscami rzepak, liczne już miejscami dymówki i pierwszy zaobserwowany trznadel.
Drogi rano ruchliwe (Ruda Śl), w południe pustawe, po południu w sumie też. Wiatr odpuścił dopiero w okolicach Krupskiego Młyna. Wtedy zacząłem odrabiać straty czasowe i wyjątkowo średnia po zmierzchu rosła zamiast spadać... Duże lokalne różnice temp.: w Żyglinie i Dobieszowicach lodowato, W Świerklańcu cieplej, w samym Chorzowie wręcz za ciepło...
Wypad pouczający, że wiatru o tej porze nie warto lekceważyć...

Chudów

Rudy

Alt Cosel

Widok na Annaberg

Leśnica

Droga na Ankę

Sanktuarium
Śladem ginącej kolei

Krupski Mlyn

Brusiek

Noc w parku
Trasa:
Do wybrania miałem w pracy dzień wolny, noc miała być zimna, ale księżyc w pełni. Wyrok był oczywisty: długa trasa, bez noclegu, rozpoczęta ok. 8:30 rano, zakończona po 22. Początek trasy dobrym tempem, z wiatrem. Od podnóży Annabergu zmagania z wiatrem. Odcinek na płn-wschód bardzo trudny z racji silnego, momentami frustrującego wiatru z płn-wschodu. Dookoła wiosna w rozkwicie: kwitnący miejscami rzepak, liczne już miejscami dymówki i pierwszy zaobserwowany trznadel.
Drogi rano ruchliwe (Ruda Śl), w południe pustawe, po południu w sumie też. Wiatr odpuścił dopiero w okolicach Krupskiego Młyna. Wtedy zacząłem odrabiać straty czasowe i wyjątkowo średnia po zmierzchu rosła zamiast spadać... Duże lokalne różnice temp.: w Żyglinie i Dobieszowicach lodowato, W Świerklańcu cieplej, w samym Chorzowie wręcz za ciepło...
Wypad pouczający, że wiatru o tej porze nie warto lekceważyć...

Chudów

Rudy

Alt Cosel

Widok na Annaberg

Leśnica

Droga na Ankę

Sanktuarium
Śladem ginącej kolei
Krupski Mlyn

Brusiek

Noc w parku
Trasa:
Dystans144.63 km Czas06:44 Vśrednia21.48 km/h VMAX43.83 km/h Podjazdy887 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Saxicola rubicola, czyli dookoła Gliwic
Ekspolozja wiosny w rejonie Gliwic była oszołamiająca. Prawdziwym rarytasem było zaobserwowanie i sfotografowanie z roweru bardzo nielicznego gatunku lęgowego w Polsce, czyli kląskawki! Po raz pierwszy, tej wiosny, ujrzałem jaskółki, pliszki, szczygły. Oczy cieszyły kwitnące czeremchy, fiołki, migdałki, nawet nieśmiało rozkwitający rzepak... Druga część trasy - na wschód - pod silny, momentami porywisty, wiatr.

W Rudzie Śląskiej

Rachowice

Kląskawka pod Toszkiem

Toszek

Segiet
Trasa:
Ekspolozja wiosny w rejonie Gliwic była oszołamiająca. Prawdziwym rarytasem było zaobserwowanie i sfotografowanie z roweru bardzo nielicznego gatunku lęgowego w Polsce, czyli kląskawki! Po raz pierwszy, tej wiosny, ujrzałem jaskółki, pliszki, szczygły. Oczy cieszyły kwitnące czeremchy, fiołki, migdałki, nawet nieśmiało rozkwitający rzepak... Druga część trasy - na wschód - pod silny, momentami porywisty, wiatr.

W Rudzie Śląskiej

Rachowice

Kląskawka pod Toszkiem

Toszek

Segiet
Trasa:
Dystans12.37 km Czas00:36 Vśrednia20.62 km/h Podjazdy 91 m
SprzętMerida Drakar
Dystans108.83 km Czas05:15 Vśrednia20.73 km/h VMAX49.33 km/h Podjazdy878 m
Temp.14.0 °C SprzętFocus Arriba 4.0
Płaskowyż Twardowicki i dookoła tegoż peregrynacje (7)
Piękna pogoda, dwukrotnie napotkane kuropatwy, kilka podjazdów i dwa płaskie odcinki na dociśnięcie - czego chcieć więcej? Słabszego wiatru... Ponieważ wszystkiego mieć nie można, cieszyły mnie nawet wciąż niezdecydowane tarniny (kwitnące, ale jeszcze nieśmiało i wyłącznie na południowych stokach). Udało się na trekingu płynnie podjechać ścianę płaczu na Dorotce (15% na 100 m) oraz przebrnąć przez ten cudowny naturalny rollercoaster na królewskiej drodze mtb. Nie jest to trasa na treking, ale chciałem pomierzyć nachylenia. Na Drakarze jest znacznie milej po tych wertepach, ale licznik jest wiarygodniejszy na Focusie...
W sumie bardzo udany wypad. Mało ludzi, jak to w tygodniu, nawet nad Pogoriami.

W tarninowym wężowisku przepłoszyłem kuropatwy, było cudnie

Kwitnący majdan Olimpu

Ptasia wyspa na "Czwórce"

Przeczyce

Przedwieczorny widoczek z Równej Góry (kwitnęły pięciorniki i tarniny, bo wystawa zbocza jest pd). Drogę przecięły mi strwożone kuropatwy - dwa razy jednego dnia, tak blisko konurbacji - takie rzeczy tylko w zagłębiowskim "Tybecie" :)
Trasa:
W sumie bardzo udany wypad. Mało ludzi, jak to w tygodniu, nawet nad Pogoriami.

W tarninowym wężowisku przepłoszyłem kuropatwy, było cudnie

Kwitnący majdan Olimpu

Ptasia wyspa na "Czwórce"

Przeczyce

Przedwieczorny widoczek z Równej Góry (kwitnęły pięciorniki i tarniny, bo wystawa zbocza jest pd). Drogę przecięły mi strwożone kuropatwy - dwa razy jednego dnia, tak blisko konurbacji - takie rzeczy tylko w zagłębiowskim "Tybecie" :)
Trasa:
Dystans38.03 km Czas02:11 Vśrednia17.42 km/h Podjazdy287 m
SprzętMerida Drakar Uczestnicy
Parkowy rekord i inne
Z racji problemów ze zwrotem roweru Kajteroz (nie pierwszyzna!) zrobiliśmy podwójną dawkę trasy. Dotarliśmy po Siemianowice i zlustrowali wszystkie stacje w okolicy (cała przyjemność kosztowała M. 3 złote). To mój rekord, by nabić taki dystans wyłącznie w okolicach parku...
Z racji problemów ze zwrotem roweru Kajteroz (nie pierwszyzna!) zrobiliśmy podwójną dawkę trasy. Dotarliśmy po Siemianowice i zlustrowali wszystkie stacje w okolicy (cała przyjemność kosztowała M. 3 złote). To mój rekord, by nabić taki dystans wyłącznie w okolicach parku...
Dystans171.84 km Czas08:19 Vśrednia20.66 km/h VMAX52.58 km/h Podjazdy1595 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Północna Jura, czyli dotknięcie pustki

Stare Miasto, Częstochowa

Mstów, stodoły

Olsztyn, uśpiony zamek

Zroszone piaski Pustyni Siedleckiej

Pustki Złotego Potoku

Widok na Wielką Górę (z nazwy)

Nieplanowana wizyta w Kromołowie

Droga na Giebło

Giebło

Pogoria IV

Na Olimpie - widok na Skrzynówek
Trasa:
O poranku ziąb i wilgoć, chmury, przenikliwy wiatr - czyli zgodnie z prognozą. Słońce pojawiło w okolicach godz. 11. Wiatr był momentami bardzo dokuczliwy, szczególnie gdy z bocznego zamieniał się w przeciwny (ufundowałem sobie ciężki odcinek Kromołów - Siamoszyce myląc drogę w Skarżycach). Pomimo kwitnących forsycji, mirabelek i czereśni, śliwy tarniny pozostawały jeszcze w stanie gotowości (wielkie pąki, rozbiją się w większości do wtorku).
Warunki do jazdy były ranem ciężkie - wszystkie ubrania miałem mokre od potu, jednocześnie było mi zimno. Długo jechałem w zimowej czapce i rękawiczkach. Wszystkie atrakcje turystyczne po drodze emanowały ciszą. Niedziela handlowa i pochmurny, zimny poranek zniechęciły rodaków do jurajskiej turystyki. Ta cisza i pustka w Olsztynie, rez. Parkowe, Złotym Potoku, Mirowie - to było zastanawiające, bo już miesiąc temu były niedzielę tłumy na Jurze. Skłaniam się zatem do przekonania, że niedziele bez handlu mają olbrzymi wpływ na popularyzację turystyki, zarazem znacznie ją utrudniając w wersji kwalifikacyjnej (utrudniając aprowizację). Poza dyskontami (Biedronka, Dino) wszystkie sklepy były zamknięte - to też daje do myślenia.
Podjazdów wręcz poszukiwałem na trasie, poza Mokrusem (i kopułą Dorotki) nie przekraczały one 10%, zazwyczaj oscylując wokół 6-8%. Trasa miała bardzo interwałowy charakter (jedynym fragmentem płaskim był liczący 35 km odcinek Ogrodzieniec - Łagisza). W Ogrodzieńcu też spokojnie i mało ludzi, nad Pogorią ludzi więcej, ale bez tłumów.
Podjazdów wręcz poszukiwałem na trasie, poza Mokrusem (i kopułą Dorotki) nie przekraczały one 10%, zazwyczaj oscylując wokół 6-8%. Trasa miała bardzo interwałowy charakter (jedynym fragmentem płaskim był liczący 35 km odcinek Ogrodzieniec - Łagisza). W Ogrodzieńcu też spokojnie i mało ludzi, nad Pogorią ludzi więcej, ale bez tłumów.

Stare Miasto, Częstochowa

Mstów, stodoły

Olsztyn, uśpiony zamek

Zroszone piaski Pustyni Siedleckiej

Pustki Złotego Potoku

Widok na Wielką Górę (z nazwy)

Nieplanowana wizyta w Kromołowie

Droga na Giebło

Giebło

Pogoria IV

Na Olimpie - widok na Skrzynówek
Trasa:
Dystans12.11 km Czas00:37 Vśrednia19.64 km/h Podjazdy 91 m
SprzętKross Raven Meadow
Dystans14.31 km Czas00:42 Vśrednia20.44 km/h Podjazdy101 m
SprzętKross Raven Meadow
Dystans12.34 km Czas00:38 Vśrednia19.48 km/h Podjazdy 91 m
SprzętMerida Drakar











