Dystans57.99 km Czas02:45 Vśrednia21.09 km/h Podjazdy443 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Do Jaworzna
Nieoczekiwane rozkopy i konieczność wydłużenia trasy w samym Jaworznie.

Zimno i wietrznie, i nad Pogorią bezludnie...
Nieoczekiwane rozkopy i konieczność wydłużenia trasy w samym Jaworznie.

Zimno i wietrznie, i nad Pogorią bezludnie...
Dystans92.60 km Czas02:59 Vśrednia31.04 km/h Podjazdy738 m
SprzętTrek Verve 1 Eq
Z Krasic
Chmurny i szybki powrót po gospodarskiej wizycie.

Między Zaborzem a Suliszowicami

W okolicy Strąkowa
Chmurny i szybki powrót po gospodarskiej wizycie.

Między Zaborzem a Suliszowicami

W okolicy Strąkowa
Dystans91.73 km Czas03:05 Vśrednia29.75 km/h Podjazdy735 m
SprzętTrek Verve 1 Eq
Do Krasic
Do Krasic na elektryku. Wypad po miesiącu przerwy.

Nad zalewem Poraj

Masłońskie
Do Krasic na elektryku. Wypad po miesiącu przerwy.

Nad zalewem Poraj

Masłońskie
Dystans17.59 km Czas00:49 Vśrednia21.54 km/h Podjazdy173 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Park Śląski
Po pętelce eksploracje "koszeniowe" zwieńczone ulewą, przeczekaną pod altanami grillowymi.

Po pętelce eksploracje "koszeniowe" zwieńczone ulewą, przeczekaną pod altanami grillowymi.

Dystans17.26 km Czas00:58 Vśrednia17.86 km/h Podjazdy108 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans103.22 km Czas05:27 Vśrednia18.94 km/h Podjazdy422 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Uyvar Eyaleti, dzień 4: Z Turcji do Polski
Pobudka na skraju ścierniska, przy pasie zarośli odgradzających od drogi. Lubię takie poranki, szczególnie jeśli niezbyt zimne i słoneczne. W dzień zapowiadał się jednak tężejący upał przechodzący w ryzyko potężnych burz. Moim celem był więc odwrót do stolicy dawnej tureckiej prowincji Uyvar, czyli do Ersekujvar/Nowych Zamków. Zrobiło się bardzo węgiersko w krajobrazie i termice.
Od Nowych Zamków aż do Katowic przebywałem głównie w pociągach (nie licząc odcinka Zwardoń - Węgierska Górka). Już w Kolejach Śląskich przysłuchiwałem się opowieściom młodych kolejarzy opowiadających o patologiach w swoich poprzednich pracach. Chwalili obecnego pracodawcę za cywlizowane warunki pracy.

Okolice Złotych Morawców

Poranek

Okolice miasta Vrable

Most z czasów rządów tureckich między Nową Wsią nad Żytawą a Wielkimi Chyndicami

Słowacko-węgiersko

Koniec głównej części trasy w Nowych Zamkach.

Żylina

Rycerka
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52814131
https://ridewithgps.com/routes/52814514
Pobudka na skraju ścierniska, przy pasie zarośli odgradzających od drogi. Lubię takie poranki, szczególnie jeśli niezbyt zimne i słoneczne. W dzień zapowiadał się jednak tężejący upał przechodzący w ryzyko potężnych burz. Moim celem był więc odwrót do stolicy dawnej tureckiej prowincji Uyvar, czyli do Ersekujvar/Nowych Zamków. Zrobiło się bardzo węgiersko w krajobrazie i termice.
Od Nowych Zamków aż do Katowic przebywałem głównie w pociągach (nie licząc odcinka Zwardoń - Węgierska Górka). Już w Kolejach Śląskich przysłuchiwałem się opowieściom młodych kolejarzy opowiadających o patologiach w swoich poprzednich pracach. Chwalili obecnego pracodawcę za cywlizowane warunki pracy.

Okolice Złotych Morawców

Poranek

Okolice miasta Vrable

Most z czasów rządów tureckich między Nową Wsią nad Żytawą a Wielkimi Chyndicami

Słowacko-węgiersko

Koniec głównej części trasy w Nowych Zamkach.

Żylina

Rycerka
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52814131
https://ridewithgps.com/routes/52814514
Dystans104.82 km Czas07:22 Vśrednia14.23 km/h VMAX54.75 km/h Podjazdy1889 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Uyvar Eyaleti, dzień 3: Sandżak Bukabak
Cały dzień na obszarze Gór Szczawnickich, wchodzących kiedyś w skład tureckiej prowincji (wilajetu) Uyvar. Trudny i wymagający etap, obfitujący w zachwycające widoki, piękne wioski i ciszę. Wielki wezyr Fazil Ahmed Pasza wiedział co robi podbijając tę piękną krainę. Najpiękniejszy chyba mój dzień spędzony na Słowacji, a było tych dni całkiem dużo. Mnóstwo wrażeń, widoków, emocji i wyzwań.

Wertykalna Bańska Szczawnica. Najciekawsza starówka Słowacji.

Podhorie

Perła gór szczawnickich. Ta najbardziej znana. Choć nie jedyna.

Przyjemne szczawnickie mozaiki łąk i lasów

Na skraju wulkanu Sitno

Wierzchołek Sitna

W drodze na Beluj

Wieś Badan. Zabudowa pamiętająca Wielkie Węgry.

Idylla Gór Szczawnickich

Nieustanne interwały

Jabłonowce. Wieś wyjątkowo malownicza i na uboczu.

Jeśli wrócę jeszcze do Pukańca, to w celu zakupu dżemu morwowego.

Zważywszy na skalę nasadzeń, pomysłodawcą musiał być bej sandżaku Bukabak, czyli turecki zarządca okręgu Pukańca. Jego w pełni zrozumiała miłość do owoców morwy czarnej dała Słowacji największe skupisko tych drzew w środkowej Europie. Wielka akcja nasadzeń musiała nastąpić gdzieś w okolicach 1670-1675 roku, po okrzepnięciu tureckiej władzy w tej okolicy. Po 1680 roku Turcy zaczęli tracić grunt pod nogami, a od bitwy wiedeńskiej nie myśleliby już wcale o inwestowaniu w te obszary. Drzewo to ma więc około 350 lat i nadal obficie owocuje... Takich drzew jest tu kilkadziesiąt, niemal czołgają się ze starości po ziemi.

Kto raz zobaczy i posmakuje oryginał nigdy już nie pomyli morwy czarnej z morwą białą. Intensywny smak kwaskowatych mandarynek, owoce eksplodujące wręcz sokiem. Nie da się tego absolutnie porównać z morwą białą, nawet najsmaczniejszą. To wyższa owocowa liga. Przestało mnie dziwić, że wino morwowe było tak cenione. Kilka owoców zebranych na nasiona sfermentowało mi w reklamówce i zarówno zapach jak i aromat były znakomite. Nie da się ich zrywać, trzeba zjadać wprost z drzewa, wtedy eksplodują w ustach i nie plamią wszystkiego na krwiście-czerwono. Drugą opcją jest wycinanie nożem tuż przy gałązce, ale szypułka jest tak krótka i gruba, że prościej je zjadać wprost z gałązek. Orzeźwiająca pychota!

Nad Hronem w Tlmacach.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52814131
Cały dzień na obszarze Gór Szczawnickich, wchodzących kiedyś w skład tureckiej prowincji (wilajetu) Uyvar. Trudny i wymagający etap, obfitujący w zachwycające widoki, piękne wioski i ciszę. Wielki wezyr Fazil Ahmed Pasza wiedział co robi podbijając tę piękną krainę. Najpiękniejszy chyba mój dzień spędzony na Słowacji, a było tych dni całkiem dużo. Mnóstwo wrażeń, widoków, emocji i wyzwań.

Wertykalna Bańska Szczawnica. Najciekawsza starówka Słowacji.

Podhorie

Perła gór szczawnickich. Ta najbardziej znana. Choć nie jedyna.

Przyjemne szczawnickie mozaiki łąk i lasów

Na skraju wulkanu Sitno

Wierzchołek Sitna

W drodze na Beluj

Wieś Badan. Zabudowa pamiętająca Wielkie Węgry.

Idylla Gór Szczawnickich

Nieustanne interwały

Jabłonowce. Wieś wyjątkowo malownicza i na uboczu.

Jeśli wrócę jeszcze do Pukańca, to w celu zakupu dżemu morwowego.

Zważywszy na skalę nasadzeń, pomysłodawcą musiał być bej sandżaku Bukabak, czyli turecki zarządca okręgu Pukańca. Jego w pełni zrozumiała miłość do owoców morwy czarnej dała Słowacji największe skupisko tych drzew w środkowej Europie. Wielka akcja nasadzeń musiała nastąpić gdzieś w okolicach 1670-1675 roku, po okrzepnięciu tureckiej władzy w tej okolicy. Po 1680 roku Turcy zaczęli tracić grunt pod nogami, a od bitwy wiedeńskiej nie myśleliby już wcale o inwestowaniu w te obszary. Drzewo to ma więc około 350 lat i nadal obficie owocuje... Takich drzew jest tu kilkadziesiąt, niemal czołgają się ze starości po ziemi.

Kto raz zobaczy i posmakuje oryginał nigdy już nie pomyli morwy czarnej z morwą białą. Intensywny smak kwaskowatych mandarynek, owoce eksplodujące wręcz sokiem. Nie da się tego absolutnie porównać z morwą białą, nawet najsmaczniejszą. To wyższa owocowa liga. Przestało mnie dziwić, że wino morwowe było tak cenione. Kilka owoców zebranych na nasiona sfermentowało mi w reklamówce i zarówno zapach jak i aromat były znakomite. Nie da się ich zrywać, trzeba zjadać wprost z drzewa, wtedy eksplodują w ustach i nie plamią wszystkiego na krwiście-czerwono. Drugą opcją jest wycinanie nożem tuż przy gałązce, ale szypułka jest tak krótka i gruba, że prościej je zjadać wprost z gałązek. Orzeźwiająca pychota!

Nad Hronem w Tlmacach.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52814131
Dystans138.24 km Czas09:48 Vśrednia14.11 km/h VMAX51.61 km/h Podjazdy2315 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Uyvar Eyaleti, dzień 2: Środek Europy
Etap zaczął się w Soblówce sprintem na słowacki pociąg ruszający ze Zwardonia. Chciałem bilet na vlak do Vrutek a dostałem od słowackiej kierowniczki bilet na pociąg (idealna wymowa):) Jedyną dłuższą rozmowę miałem z autochtonem w Trnawej Horze. Przeglądałem gdzie jechać, a starszy Słowak takiej okazji nie przepuści do snucia rozmowy o życiu. Pan okazał się być w Krakowie i Wieliczce a w Polsce najbardziej cenić Jana Pawła II. Cóż to było za zaskoczenie... ;)
Generalnie dzień był ciągła jazdą przez góry z kulminacją na Skałce i największa atrakcją w postaci pięknie położonej Kremnicy, będącej jednym z tych mitycznych środków Europy. Największe atrakcje czekały mnie jednak już Górach Szczawnickich. Przeprawa do Mocziaru była trudna nawierzchniowo i przewyższeniowo, ale czułem się jak w środku dziczy. Później, po minięciu tej biednej, ale rdzennie słowackiej wioski, jeszcze długo nie mogłem wydostać się z plątaniny bukowych grzbietów zanim znalazłem dobre miejsce na biwak.

Kremnica

Martin

W drodze na Sklene

Plątanina stokówek i grzbietów w Górach Kremnickich

Skałka

N rynku w Kremnicy

Malowniczo położone Nevolne

W stronę Trnawej Hory

Przez ostępy Gór Szczawnickich

Okolice Mocziaru i ładna, tajemnicza góra Sut' (718 m).
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52813819
https://ridewithgps.com/routes/52814131
Etap zaczął się w Soblówce sprintem na słowacki pociąg ruszający ze Zwardonia. Chciałem bilet na vlak do Vrutek a dostałem od słowackiej kierowniczki bilet na pociąg (idealna wymowa):) Jedyną dłuższą rozmowę miałem z autochtonem w Trnawej Horze. Przeglądałem gdzie jechać, a starszy Słowak takiej okazji nie przepuści do snucia rozmowy o życiu. Pan okazał się być w Krakowie i Wieliczce a w Polsce najbardziej cenić Jana Pawła II. Cóż to było za zaskoczenie... ;)
Generalnie dzień był ciągła jazdą przez góry z kulminacją na Skałce i największa atrakcją w postaci pięknie położonej Kremnicy, będącej jednym z tych mitycznych środków Europy. Największe atrakcje czekały mnie jednak już Górach Szczawnickich. Przeprawa do Mocziaru była trudna nawierzchniowo i przewyższeniowo, ale czułem się jak w środku dziczy. Później, po minięciu tej biednej, ale rdzennie słowackiej wioski, jeszcze długo nie mogłem wydostać się z plątaniny bukowych grzbietów zanim znalazłem dobre miejsce na biwak.

Kremnica

Martin

W drodze na Sklene

Plątanina stokówek i grzbietów w Górach Kremnickich

Skałka

N rynku w Kremnicy

Malowniczo położone Nevolne

W stronę Trnawej Hory

Przez ostępy Gór Szczawnickich

Okolice Mocziaru i ładna, tajemnicza góra Sut' (718 m).
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52813819
https://ridewithgps.com/routes/52814131
Dystans46.20 km Czas02:39 Vśrednia17.43 km/h Podjazdy604 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Uyvar Eyaleti, dzień 1: Beskid Żywiecki
Chmurno i wilgotno, ale kolejny niż genueński odpuszczał. Natrafiłem na sporo zalanych odcinków ddr i dróg. Na noclegu w Soblówce odkryłem, że zapomniałem zatyczek do uszu.
Obiadek zjadłem w kebsie w Węgierskiej Górce. Nazajutrz czekał mnie dzień ciężkiej pracy fizycznej.

Kiczora

DDR wzdłuż Soły

W Nieledwii

Rejon Sól-Kiczora
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52813726
Chmurno i wilgotno, ale kolejny niż genueński odpuszczał. Natrafiłem na sporo zalanych odcinków ddr i dróg. Na noclegu w Soblówce odkryłem, że zapomniałem zatyczek do uszu.
Obiadek zjadłem w kebsie w Węgierskiej Górce. Nazajutrz czekał mnie dzień ciężkiej pracy fizycznej.

Kiczora

DDR wzdłuż Soły

W Nieledwii

Rejon Sól-Kiczora
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52813726
Dystans65.74 km Czas03:50 Vśrednia17.15 km/h Podjazdy587 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzika Słowacja, dzień 9: Ucieczka przed niżem genueńskim
Całą noc pada, pada też nad ranem. Zbieram się więc w deszczu i zmierzam przez Mniszek nad Hnilcem do Gelnicy, czyli lokalnej stolicy. Pod Tesco z drżeniem serca zostawiam rower, kręci się tu tłum romskich dzieci. Wysłuchuję więc bajek, że mają mamę w szpitalu (nemocnicy), daję kilka euro i liczę, że zastanę rower w całości. Dzieci są ładne i w sumie miłe, ale tak upierdliwe, że przypominają mi się od razu wszystkie dziwne przygody z Romami (a miałem ich trochę). Po oddaleniu się na bezpieczną odległość od miasta sprawdzam prognozy pogody na przystanku.
Prognozy są dramatyczne, decyduję więć dotrzeć do Margeczan i wsiąść w pociąg z Koszyc. Miła pani na dworcu (czynne kasy!) zapewnia, że bez problemu znajdę miejsce i jest tak faktycznie. W ekspresowym tempie docieram do Liptowskiego Mikułasza, przesiadam się na pociąg do Skalitego i stamtąd pokonuję ponure, chmurne góry przez Kotelnicę i Nieledwię, zmierzając rowerem na kolejny pociąg, ten z Węgierskiej Górki.
Po drodze, na wysokości Popradu, ukazują mi się z okien pociągu widoki jak z Jądra ciemności. Nad Tatrami wisi czarna powała rozświetlana przez setki błyskawic. Gratuluję sobie decyzji - czasem warto uciec i oszczędzić sobie kolejnych dwóch dni ponurości i deszczu. Nie dotarłem tym samym do Gór Czerchowskich i Lewockich, ale wcale tego nie żałuję.

Ponurość w Mniszku nad Hnilcem

Mniszek nad Hnilcem

Gelnica

Na przełęczy Kotelnica
Trasa:
Mniszek nad Hnilcem - Gelnica - Margeczany - kolej - Skalite - Nieledwia - Wegierska Górka - kolej - Katowice - Chorzów
Całą noc pada, pada też nad ranem. Zbieram się więc w deszczu i zmierzam przez Mniszek nad Hnilcem do Gelnicy, czyli lokalnej stolicy. Pod Tesco z drżeniem serca zostawiam rower, kręci się tu tłum romskich dzieci. Wysłuchuję więc bajek, że mają mamę w szpitalu (nemocnicy), daję kilka euro i liczę, że zastanę rower w całości. Dzieci są ładne i w sumie miłe, ale tak upierdliwe, że przypominają mi się od razu wszystkie dziwne przygody z Romami (a miałem ich trochę). Po oddaleniu się na bezpieczną odległość od miasta sprawdzam prognozy pogody na przystanku.
Prognozy są dramatyczne, decyduję więć dotrzeć do Margeczan i wsiąść w pociąg z Koszyc. Miła pani na dworcu (czynne kasy!) zapewnia, że bez problemu znajdę miejsce i jest tak faktycznie. W ekspresowym tempie docieram do Liptowskiego Mikułasza, przesiadam się na pociąg do Skalitego i stamtąd pokonuję ponure, chmurne góry przez Kotelnicę i Nieledwię, zmierzając rowerem na kolejny pociąg, ten z Węgierskiej Górki.
Po drodze, na wysokości Popradu, ukazują mi się z okien pociągu widoki jak z Jądra ciemności. Nad Tatrami wisi czarna powała rozświetlana przez setki błyskawic. Gratuluję sobie decyzji - czasem warto uciec i oszczędzić sobie kolejnych dwóch dni ponurości i deszczu. Nie dotarłem tym samym do Gór Czerchowskich i Lewockich, ale wcale tego nie żałuję.

Ponurość w Mniszku nad Hnilcem

Mniszek nad Hnilcem

Gelnica

Na przełęczy Kotelnica
Trasa:
Mniszek nad Hnilcem - Gelnica - Margeczany - kolej - Skalite - Nieledwia - Wegierska Górka - kolej - Katowice - Chorzów











