Dystans31.74 km Czas01:27 Vśrednia21.89 km/h Podjazdy249 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Praca i szkolenie
Dwa razy do pracy plus krótka rundka po parku.
Dwa razy do pracy plus krótka rundka po parku.
Dystans14.16 km Czas00:41 Vśrednia20.72 km/h Podjazdy109 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans12.11 km Czas00:35 Vśrednia20.76 km/h Podjazdy 90 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans151.78 km Czas06:57 Vśrednia21.84 km/h VMAX48.87 km/h Podjazdy1283 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Próg Woźnicki listopadową porą
Złapała mnie w sobotę wieczorem wena pisarska i puściła dopiero po północy. Tym samym wystartowałem z opóźnieniem i mocno zniechęcony, by nie rzec zły (co odbiło się z początku na niezłym tempie). Na drogach panował imponujący bezruch. Na nieboskłonie wprost przeciwnie - przetaczały się hordy chmur o iście złowróżbnym wyglądzie. Na będzińskiej Nerce było tak fantastycznie pusto, że zrobiłem rundkę honorową.
Pomysł na Próg Woźnicki był awaryjny, ale prowizorki bywają udane. Tak bardzo ciągnęło mnie na główny grzbiet garbu, że znowu haniebnie złamałem przepisy przekraczając jedynkę w drodze na Wylągi. Cóż, uwielbiam klimat tutejszej drogi i jej historyczne położenie na krańcach Księstwa Siewierskiego. Od Mzyk rozpoczęły się jednak moje zmagania z halnym. Bywał bardzo upierdliwy, jak on to ma w zwyczaju. W drodze powrotnej zahaczyłem jeszcze o Sadowie i Rogoźnik.

W kilku miejscach magicznie nad Czwórką

W Siewierzu odsłaniają fortyfikacje bastionowe

Droga Mzykowska - jedna z moich ulubionych

Stolica mezoregionu :)

Dokręcanie przewyższenia na Buczynie...
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/31412801
Złapała mnie w sobotę wieczorem wena pisarska i puściła dopiero po północy. Tym samym wystartowałem z opóźnieniem i mocno zniechęcony, by nie rzec zły (co odbiło się z początku na niezłym tempie). Na drogach panował imponujący bezruch. Na nieboskłonie wprost przeciwnie - przetaczały się hordy chmur o iście złowróżbnym wyglądzie. Na będzińskiej Nerce było tak fantastycznie pusto, że zrobiłem rundkę honorową.
Pomysł na Próg Woźnicki był awaryjny, ale prowizorki bywają udane. Tak bardzo ciągnęło mnie na główny grzbiet garbu, że znowu haniebnie złamałem przepisy przekraczając jedynkę w drodze na Wylągi. Cóż, uwielbiam klimat tutejszej drogi i jej historyczne położenie na krańcach Księstwa Siewierskiego. Od Mzyk rozpoczęły się jednak moje zmagania z halnym. Bywał bardzo upierdliwy, jak on to ma w zwyczaju. W drodze powrotnej zahaczyłem jeszcze o Sadowie i Rogoźnik.

W kilku miejscach magicznie nad Czwórką

W Siewierzu odsłaniają fortyfikacje bastionowe

Droga Mzykowska - jedna z moich ulubionych

Stolica mezoregionu :)

Dokręcanie przewyższenia na Buczynie...
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/31412801
Dystans15.51 km Czas00:44 Vśrednia21.15 km/h Podjazdy127 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Park Śląski
Rano temp. w parku -1,7. Po raz pierwszy tej jesieni szron na krzewach, drzewach i lód na kałużach.


Oszreniona Śnieguliczka
Rano temp. w parku -1,7. Po raz pierwszy tej jesieni szron na krzewach, drzewach i lód na kałużach.


Oszreniona Śnieguliczka
Dystans51.81 km Czas02:27 Vśrednia21.15 km/h Podjazdy348 m
SprzętMerida Drakar
Do źródeł Jaworznika
Kolejny dzień z bardzo rześką pogodą. Było jednak słonecznie, a cel bardzo kusił. Najważniejsze było odnalezienie kolejnego wywierzyska na Płaskowyżu. Miejsce jest dobrze znane dzikom, które cenią sobie smaczną wodę prosto z wypływu... Dotarcie do celu było wspaniałą przygodą: musiałem kilka razy pokonywać brody na strumieniu, co w tej temp. wymagało sporej ostrożności i wspomagania na konarach... Przez całą trasę nie zdjąłem zimowych rękawiczek i czapki.

Północna odnoga źródlisk Jaworznika - sama misa źródliskowa zmasakrowana przez dziki

Zachodnia odnoga okazała się być zwykłym wysiękiem, było tu jednak bardziej jesiennie i słonecznie

Na koniec jesienny Rogoźnik, który bardzo późno nabiera kolorów
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/31391247
Kolejny dzień z bardzo rześką pogodą. Było jednak słonecznie, a cel bardzo kusił. Najważniejsze było odnalezienie kolejnego wywierzyska na Płaskowyżu. Miejsce jest dobrze znane dzikom, które cenią sobie smaczną wodę prosto z wypływu... Dotarcie do celu było wspaniałą przygodą: musiałem kilka razy pokonywać brody na strumieniu, co w tej temp. wymagało sporej ostrożności i wspomagania na konarach... Przez całą trasę nie zdjąłem zimowych rękawiczek i czapki.

Północna odnoga źródlisk Jaworznika - sama misa źródliskowa zmasakrowana przez dziki

Zachodnia odnoga okazała się być zwykłym wysiękiem, było tu jednak bardziej jesiennie i słonecznie

Na koniec jesienny Rogoźnik, który bardzo późno nabiera kolorów
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/31391247
Dystans12.11 km Czas00:35 Vśrednia20.76 km/h Podjazdy 90 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Praca
Lodownia, przeskok termiczny jest bardzo duży. W drodze powrotnej deszczyk...
Lodownia, przeskok termiczny jest bardzo duży. W drodze powrotnej deszczyk...
Dystans12.15 km Czas00:36 Vśrednia20.25 km/h Podjazdy 91 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans77.69 km Czas04:41 Vśrednia16.59 km/h VMAX52.30 km/h Podjazdy845 m
SprzętMerida Drakar
Płaskowyż Twardowicki (14/2019)
Niewiarygodnie ciepło było na polach, jak na tę porę roku. Na Olimpie sporo spacerowiczów, co jest dla mnie egzotycznym widokiem - bywam tu niemal wyłącznie w tygodniu. W starych dobrych czasach byłby przejazd przez wielką trójkę, grodziecką trójcę: Kijową, Parcinę i Dorotkę. Niestety Góra Parcina wypadła z tego tria - jest od dwóch lat totalnie niedostępna. W naszym nieszczęśliwym kraju każdy dupek może sobie ogrodzić ziemię 5-metrowej wysokości płotkiem... Chyba kiedyś sforsuję tę samowolę (bo to chyba nie może być legalne?) - jesienny widok na Olimp jest tego warty. Wynagrodziłem sobie stratę buszowaniem po Kijowej Górze oraz morderczych, kamienistych i piachowych gruntówkach Płaskowyżu. Celem były kolory i podjazdy.

Jesienny klimat Dorotki

Na majdanie wreszcie jesień

Cudowny świat Kijowej Góry

Widok na Dąbie z wnętrza płaskowyżu. Tarniny, róże i głogi już bezlistne. Wkrótce nastanie 5 miesięcy szarości i beznadziei
https://ridewithgps.com/routes/31378570
Niewiarygodnie ciepło było na polach, jak na tę porę roku. Na Olimpie sporo spacerowiczów, co jest dla mnie egzotycznym widokiem - bywam tu niemal wyłącznie w tygodniu. W starych dobrych czasach byłby przejazd przez wielką trójkę, grodziecką trójcę: Kijową, Parcinę i Dorotkę. Niestety Góra Parcina wypadła z tego tria - jest od dwóch lat totalnie niedostępna. W naszym nieszczęśliwym kraju każdy dupek może sobie ogrodzić ziemię 5-metrowej wysokości płotkiem... Chyba kiedyś sforsuję tę samowolę (bo to chyba nie może być legalne?) - jesienny widok na Olimp jest tego warty. Wynagrodziłem sobie stratę buszowaniem po Kijowej Górze oraz morderczych, kamienistych i piachowych gruntówkach Płaskowyżu. Celem były kolory i podjazdy.

Jesienny klimat Dorotki

Na majdanie wreszcie jesień

Cudowny świat Kijowej Góry

Widok na Dąbie z wnętrza płaskowyżu. Tarniny, róże i głogi już bezlistne. Wkrótce nastanie 5 miesięcy szarości i beznadziei
https://ridewithgps.com/routes/31378570
Dystans118.14 km Czas06:21 Vśrednia18.60 km/h VMAX57.41 km/h Podjazdy2297 m
Temp.21.0 °C SprzętFocus Arriba 4.0
Beskid Śląski
To była ostania górska setka w tym roku. Za tydzień będzie tu już całkiem bez liści. No i o 17. będzie już ciemno :(
Wypadało zakończyć rdzeń tegorocznego sezonu jakimś mocniejszym akcentem. Wybór padł Beskid Śląski. Zaliczyłem w tym sezonie porządne podjazdowe monografie Beskidów Małego, Żywieckiego i Makowskiego; wypadało uczcić osobnym monograficznym wypadem także Beskid Śląski. Trasa obfitowała w podjazdy: Kubalonka, Jaworzynka, Przeł. Zwardońska, Przeł. Rupienka, Przeł. Koniakowska, Ochodzita, Tyniok (wjazd na sam wierzchołek z Kamesznicy - niezły wycisk), Stecówka, Salmopol.
Na Stecówce wygrałem wyścig z elektrykiem (mogłem mieć zawał, ale prowokował), na Salmopolu z jakimś kiepskim kolarzem. Po raz pierwszy byłem w pustelni (remontowanej aktualnie) pod Siwoniowskim Wierchem i zdobyłem go w cyklotreku. Zjazd z Ochodzitej uświadomił mi jak wiele przeszły w tym roku moje hamulce i poczułem strach...
Najzimniej było na Trójstyku, w gratisie też zerowa widoczność. Potem było już ciepło i widokowo. Resztki kolorów zapewniały brzozy i wierzby iwe. W odwodzie natury pozostają już tylko modrzewie, potem nastąpi mroczne półrocze.

Kubalonka

Wjazd w mgielny horror przed Trójstykiem

W dolinie Rupienki, przed atakiem na Siwoniowski

Nostalgiczna kapliczka, pustelnia ani trochę

Na szczycie Siwoniowskiego - droga graniczna

Kopia ujęcia z wiosny - jest czas smutny, był radosny

W tym miejscu na asfalcie jest napis "UPS..." 20% to nigdy nie wiadomo: dużo czy mało. Mnie przekonał widoczek :)

Zamek pod nieobecność gospodarza

Podjazdowy finał. Szokujące jest to, że po jakichś 2 km zjazdu do Szczyrku zaczyna się nowy, równiutki asfalt! Chyba będzie trzeba się za rok częściej salmopolić
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/31378699
https://ridewithgps.com/routes/31378728
Wypadało zakończyć rdzeń tegorocznego sezonu jakimś mocniejszym akcentem. Wybór padł Beskid Śląski. Zaliczyłem w tym sezonie porządne podjazdowe monografie Beskidów Małego, Żywieckiego i Makowskiego; wypadało uczcić osobnym monograficznym wypadem także Beskid Śląski. Trasa obfitowała w podjazdy: Kubalonka, Jaworzynka, Przeł. Zwardońska, Przeł. Rupienka, Przeł. Koniakowska, Ochodzita, Tyniok (wjazd na sam wierzchołek z Kamesznicy - niezły wycisk), Stecówka, Salmopol.
Na Stecówce wygrałem wyścig z elektrykiem (mogłem mieć zawał, ale prowokował), na Salmopolu z jakimś kiepskim kolarzem. Po raz pierwszy byłem w pustelni (remontowanej aktualnie) pod Siwoniowskim Wierchem i zdobyłem go w cyklotreku. Zjazd z Ochodzitej uświadomił mi jak wiele przeszły w tym roku moje hamulce i poczułem strach...
Najzimniej było na Trójstyku, w gratisie też zerowa widoczność. Potem było już ciepło i widokowo. Resztki kolorów zapewniały brzozy i wierzby iwe. W odwodzie natury pozostają już tylko modrzewie, potem nastąpi mroczne półrocze.

Kubalonka

Wjazd w mgielny horror przed Trójstykiem

W dolinie Rupienki, przed atakiem na Siwoniowski

Nostalgiczna kapliczka, pustelnia ani trochę

Na szczycie Siwoniowskiego - droga graniczna

Kopia ujęcia z wiosny - jest czas smutny, był radosny

W tym miejscu na asfalcie jest napis "UPS..." 20% to nigdy nie wiadomo: dużo czy mało. Mnie przekonał widoczek :)

Zamek pod nieobecność gospodarza

Podjazdowy finał. Szokujące jest to, że po jakichś 2 km zjazdu do Szczyrku zaczyna się nowy, równiutki asfalt! Chyba będzie trzeba się za rok częściej salmopolić
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/31378699
https://ridewithgps.com/routes/31378728











