Dystans62.56 km Czas02:58 Vśrednia21.09 km/h Podjazdy487 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Zapiski więzienne 3
Kilka kolejnych korona-niespodzianek: ponownie wojskowe śmigłowce na Pogorią Trzecią, dwa radiowozy wyjeżdżające z Lasu Grodzieckiego (~!). Zaskakujące mnie kwitnieniem klony, kwitnące tarniny na Dorotce (do której bałem się zbliżyć) i problemy żołądkowe od Plebiscytowej w Siemianowicach. Tak wyglądała moja trasa powrotna z uwięzienia w Jaworznie, przez pracę, do domu. Po raz pierwszy od 13 lat nie byłem w kwietniu na Górze Doroty, najpierw nie było wolno, a później miałem już inne priorytety...

Zerknąłem na Park Zielona, gdzie obowiązywał "całkowity zakaz wstępu"...

Wiosna w tej fazie mnie zaskoczyła i załamała. Jak każdego kto musi oglądać wiosnę zza krat...

Festiwal kwitnącej tarniny na stokach GSD :(
Trasa: Jaworzno - Strzemieszyce - Łęknice - Grodziec - Wojkowice - Bobrowniki - Dąbrówka Wielka - Wełnowiec - Chorzów
Kilka kolejnych korona-niespodzianek: ponownie wojskowe śmigłowce na Pogorią Trzecią, dwa radiowozy wyjeżdżające z Lasu Grodzieckiego (~!). Zaskakujące mnie kwitnieniem klony, kwitnące tarniny na Dorotce (do której bałem się zbliżyć) i problemy żołądkowe od Plebiscytowej w Siemianowicach. Tak wyglądała moja trasa powrotna z uwięzienia w Jaworznie, przez pracę, do domu. Po raz pierwszy od 13 lat nie byłem w kwietniu na Górze Doroty, najpierw nie było wolno, a później miałem już inne priorytety...

Zerknąłem na Park Zielona, gdzie obowiązywał "całkowity zakaz wstępu"...

Wiosna w tej fazie mnie zaskoczyła i załamała. Jak każdego kto musi oglądać wiosnę zza krat...

Festiwal kwitnącej tarniny na stokach GSD :(
Trasa: Jaworzno - Strzemieszyce - Łęknice - Grodziec - Wojkowice - Bobrowniki - Dąbrówka Wielka - Wełnowiec - Chorzów
Dystans115.23 km Czas05:13 Vśrednia22.09 km/h Podjazdy723 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Zapiski więzienne 2
By móc gdziekolwiek legalnie jechać musiałem jechać do pracy, choć nie musiałem do niej jechać. Na Velostradzie szalały patrole Straży Miejskiej, nawet nie wiedziałem, że jest coś takiego w Jaworznie... Bardziej ode mnie zainteresowali ją dwaj zbrodniarze, którzy szli chodnikiem, w odpowiednim odstępie, ale nie wyglądali na 18-latków...
Gdy ponownie meandrowałem po Łęknicach postanowiłem zerknąć co tam nad Pogorią III - wszędzie przy wjazdach były zapory i znaki zakazu jazdy rowerem. W górze wojskowe śmigłowce... No cóż, koncentrowałem się na pustych drogach Łęknic, Łagiszy, Grodźca. Jechałem wpierw do centrum Chorzowa, dopiero potem z Chorzowa do pracy, no i z pracy znów do Jaworzna. To najdziwniejsza setka jaką zrobiłem w życiu. Jedyną przerwę zrobiłem w drodze powrotnej - na nieużytkach w Grodźcu - towarzyszyły mi radosne ćwierknięcia mazurków, kopciuszków i trznadli. Jadąc przez Szałasowiznę natknąłem się wreszcie na pierwsze w roku bociany, które ponownie zasiedliły tutejsze gniazdo. Na całej trasie spotkałem 2 biegaczy i żadnego kolarza...
Była oczywiście piękna pogoda, jak w całym koronakwietniu.




Trasa:
Mapka
By móc gdziekolwiek legalnie jechać musiałem jechać do pracy, choć nie musiałem do niej jechać. Na Velostradzie szalały patrole Straży Miejskiej, nawet nie wiedziałem, że jest coś takiego w Jaworznie... Bardziej ode mnie zainteresowali ją dwaj zbrodniarze, którzy szli chodnikiem, w odpowiednim odstępie, ale nie wyglądali na 18-latków...
Gdy ponownie meandrowałem po Łęknicach postanowiłem zerknąć co tam nad Pogorią III - wszędzie przy wjazdach były zapory i znaki zakazu jazdy rowerem. W górze wojskowe śmigłowce... No cóż, koncentrowałem się na pustych drogach Łęknic, Łagiszy, Grodźca. Jechałem wpierw do centrum Chorzowa, dopiero potem z Chorzowa do pracy, no i z pracy znów do Jaworzna. To najdziwniejsza setka jaką zrobiłem w życiu. Jedyną przerwę zrobiłem w drodze powrotnej - na nieużytkach w Grodźcu - towarzyszyły mi radosne ćwierknięcia mazurków, kopciuszków i trznadli. Jadąc przez Szałasowiznę natknąłem się wreszcie na pierwsze w roku bociany, które ponownie zasiedliły tutejsze gniazdo. Na całej trasie spotkałem 2 biegaczy i żadnego kolarza...
Była oczywiście piękna pogoda, jak w całym koronakwietniu.




Trasa:
Mapka
Dystans60.22 km Czas02:39 Vśrednia22.72 km/h VMAX46.00 km/h Podjazdy478 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Zapiski więzienne 1
Trasa do pracy i dalej, do Jaworzna. W cieniu bezprawia podziwiałem żółte tablice przez wejściami do WPKiW z "całkowitym zakazem wstępu". Tym samym jechałem do pracy idiotyczną trasą przez Bytków. Natknąłem się na 2 radiowozy i parę krawężników patrolujących okolice parku. Spotkałem dwóch biegaczy i jednego kolarza.

W drodze na Bytków

Zaułki Łęknic
Trasa: Chorzów - Bytków - Wełnowiec - Przełajka - Grodziec - Łagisza - Łęknice - Strzemieszyce - Maczki - Jaworzno
Trasa do pracy i dalej, do Jaworzna. W cieniu bezprawia podziwiałem żółte tablice przez wejściami do WPKiW z "całkowitym zakazem wstępu". Tym samym jechałem do pracy idiotyczną trasą przez Bytków. Natknąłem się na 2 radiowozy i parę krawężników patrolujących okolice parku. Spotkałem dwóch biegaczy i jednego kolarza.

W drodze na Bytków

Zaułki Łęknic
Trasa: Chorzów - Bytków - Wełnowiec - Przełajka - Grodziec - Łagisza - Łęknice - Strzemieszyce - Maczki - Jaworzno
Dystans206.67 km Czas09:45 Vśrednia21.20 km/h VMAX45.46 km/h Podjazdy1262 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Grocholub, czyli pożegnanie z wiosennymi planami
W powietrzu wyczuwało się atmosferę schyłku. Fin de siècle!
Na krajowych drogach (94 i 40) towarzyszyła mi zaskakująca cisza oraz kwitnące mirabelki i forsycje. Spotkałem sporo radiowozów, ale starałem się wyglądać na kogoś kto jedzie po bułki, dzielni "strusze prafa" nie dostali zaś jeszcze wytycznych by ścigać wszystkich rowerzystów...
To był tez pierwszy raz od dawna, że na malowniczej drodze nr 40 widziałem coś więcej niż mgłę i mijające mnie samochody...
Przed Łąkami Kozielskimi, na rozgrzanej już miedzy, u stóp bombardującej mnie przejrzałymi kotkami iwy rozsiadłem się do śniadania. Dochodziły tu radosne ćwierknięcia wróbli i szczebiot szpaków. Przebiegały sarenki i wiecznie zdziwione bażanty.
Potem była znowu proza jazdy: obrzydliwe trakty pieszo-rowerowe w gminie Zdzieszowice. Przejazd przez Krapkowice... gdy już szykowałem się do powrotu na łono natury, tuż nad Osobłogą usłyszałem odgłos strzału. Nie dobiegał ze Smoleńska, tylko z roweru... Strzeliła linka przedniej przerzutki. Cudownie! Niemal dokładnie w połowie trasy, w sobotnie południe... Poszukałem przeto kawałka gałęzi i z tym kijaszkiem wbitym pod prowadnicę łańcucha jechałem odtąd wyłącznie na środkowym blacie. Skończyło się rumakowanie!
Jeszcze mi się nie zdarzyło by jedno pechowe wydarzenie nie przyciągnęło kolejnego. Intuicja mnie nie zawiodła, za Koźlem rozbolał mnie straszliwie brzuch i chwile potem byłem już w parterze. Biegunka zaatakowała jeszcze cztery razy, rekordu wiec nie pobiłem, ale od Koźla do domu widziałem drogę oczyma potrzebującego, tj. wyszukującego potencjalnych, ustronnych miejsc nadających się do defekacji. W najgorszych momentach zwalniałem niemal do zera z bólu, rozglądając się rozpaczliwie za jakakolwiek osłoną od strony drogi...
Zanim moja trasa zamieniła się w walkę z fizjologią i uczuleniem na nie wiem jakie pokarmy (i nie dowiem się szybko - koronawirus!), przeżywałem ostatnie miłe chwile - najpierw chillout płytówki do Brożca, potem radość, że zawitałem w miejsce gdzie jeszcze nie byłem. Cudne było też drugie i ostanie miejsce rozkosznej konsumpcji, czyli kapliczka ku czci ofiar Wielkiej Wojny między Dobieszowicami i Pokrzywnicą. Posadowiona była na widokowym wzgórzu, otoczona akacjami. Było cudownie - niestety po raz ostatni na tej trasie...
By zakończyć właściwie, czyli boleśnie, ostatni raz złapało mnie w Chudowie. Tym razem nie zdążyłem, kręciło się tu wielu miłośników wieczorno-nocnych spacerów, jak zwykłe rozpanoszyło się także zastoisko chłodu... O tym już nie napiszę, wystarczy.

Na Rokitnicę!

Zawada

Droga nr 40, czyli wyjątkowo bez smrodu z rur wydechowych i mgły

Forsycja zdzieszowicka

Byłżech na rajzie u swoich :)

Stara lubaszka u stóp Krapkowic

Planty krapkowickie

Solidna niemiecka robota, czyli płyty, a przy drodze dowody, że nie było tu Hołowczyca...

Rokokowe wnętrze kościoła w Brożcu

Grocholubskie poczucie humoru

Ostatni raz w raju, prawie w rodzinnych stronach pradziadka. Königin des Himmels, bitte für uns!

Alt Cosel

Na wybetonowanym rynku w Koźlu, sporo się tu zmieniło...

Powrót przez Odrę na prawy brzeg

Rudy

Pilchowice - matecznik Szczepana Twardocha
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/32223254
Galeria: Grocholub
W powietrzu wyczuwało się atmosferę schyłku. Fin de siècle!
Na krajowych drogach (94 i 40) towarzyszyła mi zaskakująca cisza oraz kwitnące mirabelki i forsycje. Spotkałem sporo radiowozów, ale starałem się wyglądać na kogoś kto jedzie po bułki, dzielni "strusze prafa" nie dostali zaś jeszcze wytycznych by ścigać wszystkich rowerzystów...
To był tez pierwszy raz od dawna, że na malowniczej drodze nr 40 widziałem coś więcej niż mgłę i mijające mnie samochody...
Przed Łąkami Kozielskimi, na rozgrzanej już miedzy, u stóp bombardującej mnie przejrzałymi kotkami iwy rozsiadłem się do śniadania. Dochodziły tu radosne ćwierknięcia wróbli i szczebiot szpaków. Przebiegały sarenki i wiecznie zdziwione bażanty.
Potem była znowu proza jazdy: obrzydliwe trakty pieszo-rowerowe w gminie Zdzieszowice. Przejazd przez Krapkowice... gdy już szykowałem się do powrotu na łono natury, tuż nad Osobłogą usłyszałem odgłos strzału. Nie dobiegał ze Smoleńska, tylko z roweru... Strzeliła linka przedniej przerzutki. Cudownie! Niemal dokładnie w połowie trasy, w sobotnie południe... Poszukałem przeto kawałka gałęzi i z tym kijaszkiem wbitym pod prowadnicę łańcucha jechałem odtąd wyłącznie na środkowym blacie. Skończyło się rumakowanie!
Jeszcze mi się nie zdarzyło by jedno pechowe wydarzenie nie przyciągnęło kolejnego. Intuicja mnie nie zawiodła, za Koźlem rozbolał mnie straszliwie brzuch i chwile potem byłem już w parterze. Biegunka zaatakowała jeszcze cztery razy, rekordu wiec nie pobiłem, ale od Koźla do domu widziałem drogę oczyma potrzebującego, tj. wyszukującego potencjalnych, ustronnych miejsc nadających się do defekacji. W najgorszych momentach zwalniałem niemal do zera z bólu, rozglądając się rozpaczliwie za jakakolwiek osłoną od strony drogi...
Zanim moja trasa zamieniła się w walkę z fizjologią i uczuleniem na nie wiem jakie pokarmy (i nie dowiem się szybko - koronawirus!), przeżywałem ostatnie miłe chwile - najpierw chillout płytówki do Brożca, potem radość, że zawitałem w miejsce gdzie jeszcze nie byłem. Cudne było też drugie i ostanie miejsce rozkosznej konsumpcji, czyli kapliczka ku czci ofiar Wielkiej Wojny między Dobieszowicami i Pokrzywnicą. Posadowiona była na widokowym wzgórzu, otoczona akacjami. Było cudownie - niestety po raz ostatni na tej trasie...
By zakończyć właściwie, czyli boleśnie, ostatni raz złapało mnie w Chudowie. Tym razem nie zdążyłem, kręciło się tu wielu miłośników wieczorno-nocnych spacerów, jak zwykłe rozpanoszyło się także zastoisko chłodu... O tym już nie napiszę, wystarczy.

Na Rokitnicę!

Zawada

Droga nr 40, czyli wyjątkowo bez smrodu z rur wydechowych i mgły

Forsycja zdzieszowicka

Byłżech na rajzie u swoich :)

Stara lubaszka u stóp Krapkowic

Planty krapkowickie

Solidna niemiecka robota, czyli płyty, a przy drodze dowody, że nie było tu Hołowczyca...

Rokokowe wnętrze kościoła w Brożcu

Grocholubskie poczucie humoru

Ostatni raz w raju, prawie w rodzinnych stronach pradziadka. Königin des Himmels, bitte für uns!

Alt Cosel

Na wybetonowanym rynku w Koźlu, sporo się tu zmieniło...

Powrót przez Odrę na prawy brzeg

Rudy

Pilchowice - matecznik Szczepana Twardocha
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/32223254
Galeria: Grocholub
Dystans107.23 km Czas04:49 Vśrednia22.26 km/h Podjazdy706 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Brudzowice
Przez całą trasę towarzyszyło mi nudne, bezchmurne niebo, niepokalane żadną, najmniejsza nawet chmurką. Blachosmrody biły rekordy przekraczania dozwolonej prędkości na drogach. Jechali tradycyjnie szybko, ale bezpiecznie. Tak bezpiecznie, że aż żal było przydrożnych drzew...
Za Brudzowicami zrobiłem sobie popas w sosnowym lesie (przy Surmie). Jeszcze można było korzystać z pól i lasów bez rygoru zostania przestępcą. Zapach igliwia na rozgrzanej słońcem ściółce był obłędny. Zasiedziałem się srogo, ale cóż byłaby warta trasa przez Brudzowice bez leśnej sjesty?
Głównym wstrząsem wycieczki był dogłębny remont drogi Gołuchowice - Kuźnica Sulikowska. Wykopy na półtora metra, pełno maszyn i robotników. Skreśliłem tym samym Siewierz z listy wiosennych celów wypadowych, bo tirówki nr 78 nie lubię. A łączenie krajówki z leśnymi duktami uważam za bezcelowe...

Puuusto nad Kuźnicą W.

Odsłanianie, zabezpieczanie i rekonstrukcja XVI-wiecznych bastei artyleryjskich szła pełną parą. Jakże się tu wszystko zmieniło od mojej pierwszej rowerowej wizyty, 21 lat temu... Można było wtedy, dwie dekady temu, swobodnie eksplorować ruiny, co oczywiście czyniłem...
Sam pomysł na zabezpieczenie sypiących się resztek fortyfikacji muszę jednak pochwalić, wystarczy porównać ze stanem umocnień w Pilicy...

Dziewki, klon przydrożny

Wschodni kraniec Brudzowic - jest tu kilka ostańców historii

Jedno z moich ulubionych wzgórz - Łazy, górujące nad Brudzowicami. Porastający grzywę wzgórza las pełen jest warpii, a kulminacja uczczona została trójnogim triangułem :)
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/32085636
Przez całą trasę towarzyszyło mi nudne, bezchmurne niebo, niepokalane żadną, najmniejsza nawet chmurką. Blachosmrody biły rekordy przekraczania dozwolonej prędkości na drogach. Jechali tradycyjnie szybko, ale bezpiecznie. Tak bezpiecznie, że aż żal było przydrożnych drzew...
Za Brudzowicami zrobiłem sobie popas w sosnowym lesie (przy Surmie). Jeszcze można było korzystać z pól i lasów bez rygoru zostania przestępcą. Zapach igliwia na rozgrzanej słońcem ściółce był obłędny. Zasiedziałem się srogo, ale cóż byłaby warta trasa przez Brudzowice bez leśnej sjesty?
Głównym wstrząsem wycieczki był dogłębny remont drogi Gołuchowice - Kuźnica Sulikowska. Wykopy na półtora metra, pełno maszyn i robotników. Skreśliłem tym samym Siewierz z listy wiosennych celów wypadowych, bo tirówki nr 78 nie lubię. A łączenie krajówki z leśnymi duktami uważam za bezcelowe...

Puuusto nad Kuźnicą W.

Odsłanianie, zabezpieczanie i rekonstrukcja XVI-wiecznych bastei artyleryjskich szła pełną parą. Jakże się tu wszystko zmieniło od mojej pierwszej rowerowej wizyty, 21 lat temu... Można było wtedy, dwie dekady temu, swobodnie eksplorować ruiny, co oczywiście czyniłem...
Sam pomysł na zabezpieczenie sypiących się resztek fortyfikacji muszę jednak pochwalić, wystarczy porównać ze stanem umocnień w Pilicy...

Dziewki, klon przydrożny

Wschodni kraniec Brudzowic - jest tu kilka ostańców historii

Jedno z moich ulubionych wzgórz - Łazy, górujące nad Brudzowicami. Porastający grzywę wzgórza las pełen jest warpii, a kulminacja uczczona została trójnogim triangułem :)
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/32085636
Dystans35.87 km Czas01:43 Vśrednia20.90 km/h Podjazdy209 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Praca + inne
Powrót przez Siemianowice - Przełajkę i Wojkowice
Powrót przez Siemianowice - Przełajkę i Wojkowice
Dystans69.17 km Czas03:16 Vśrednia21.17 km/h Podjazdy615 m
SprzętMerida Drakar
GSD (8/2020) + Płaskowyż Twardowicki (6/2020)
Było zimno, ale słonecznie. Od kolejnego dnia miały wejść restrykcje, więc pomimo silnego, lodowatego wiatru wybrałem się pożegnać ze starym światem. Wszędzie witały mnie pustki: na Dorotce, na Równej Górze (ani śladu paralotniarza! - przy tak dobrym wietrze), nad Rogoźnikiem. Ludzie wymarli, a świat zdawał się nic na tym nie stracić...

GSD: suchodrzew niesmiało rozwijał listki

Majdan Olimpu w typowo marcowej scenerii

Bezchmurnie, z lekkim smogiem, czyli widoki z Równej Góry

Widok na Hutę Katowice
Trasa: Chorzów - GSD - Podzwonek - Równa Góra - Łubianki Sączów - Rogoźnik - Chorzów
Było zimno, ale słonecznie. Od kolejnego dnia miały wejść restrykcje, więc pomimo silnego, lodowatego wiatru wybrałem się pożegnać ze starym światem. Wszędzie witały mnie pustki: na Dorotce, na Równej Górze (ani śladu paralotniarza! - przy tak dobrym wietrze), nad Rogoźnikiem. Ludzie wymarli, a świat zdawał się nic na tym nie stracić...

GSD: suchodrzew niesmiało rozwijał listki

Majdan Olimpu w typowo marcowej scenerii

Bezchmurnie, z lekkim smogiem, czyli widoki z Równej Góry

Widok na Hutę Katowice
Trasa: Chorzów - GSD - Podzwonek - Równa Góra - Łubianki Sączów - Rogoźnik - Chorzów
Dystans19.37 km Czas00:58 Vśrednia20.04 km/h Podjazdy129 m
SprzętMerida Drakar
Sklepy i inne
Dyskonty + apteka + rowerowy + pętelka po parku. W parku spokojnie, w sklepach (Lidl) baaardzo długa obsługa, ale też dyscyplina lub wręcz nowe zasady (pukanie w szybę i zamknięte drzwi otwierane przez obsługę w sklepie rowerowym)
Dyskonty + apteka + rowerowy + pętelka po parku. W parku spokojnie, w sklepach (Lidl) baaardzo długa obsługa, ale też dyscyplina lub wręcz nowe zasady (pukanie w szybę i zamknięte drzwi otwierane przez obsługę w sklepie rowerowym)
Dystans133.14 km Czas06:29 Vśrednia20.54 km/h Podjazdy786 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Pożegnanie z ciążową oponą
Dalsze trwanie cudownej pogody mobilizowało do korzystania z niespodziewanego wolnego. Wybrałem się zatem do Pyskowic, Brynka i Kalet. Przejazd przez Szombierki sprawiał przykre wrażenie. Uświadomiłem sobie, że dawno w nich nie byłem (3 lata!). Przejazd przez Bobrek przypominał eksploracje ruin jakiejś potężnej wymarłej cywilizacji. Wspaniałość architektoniczna zabudowy kontrastowała przy tej słonecznej pogodzie z jej zabrudzeniem. Szpaki szalały na polach pod Księżym Lasem. Pola tu także wyssane z wilgoci. Od Brynka naszły chmury i dalsza trasa już bardziej treningowa, choć uda dawały o sobie znać.
Tytuł wycieczki od świerklanieckiej niespodzianki. Po raz drugi w przeciągu trzech dni złapałem gumę, tuż przed parkiem (szczęście w nieszczęściu). Od tej pory opony Schwalbe Marathon nazywam ciążowymi, bo wytrzymują 9 miesięcy. Przejechane 12 tys. km i 9 miesięcy użytkowania, tyle wytrzymała maratonka zakupiona pod koniec czerwca. Prawda, że połowa z tego przejechana z dużym bagażem i 3/4 w górach, ale to i tak jest żenujące, bo oponę zdarłem do wkładki. We wkładce też są już liczne spękania. To koniec.

Kamieniec

Księży Las

Brynek

Świerklaniec
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/32163659
Dalsze trwanie cudownej pogody mobilizowało do korzystania z niespodziewanego wolnego. Wybrałem się zatem do Pyskowic, Brynka i Kalet. Przejazd przez Szombierki sprawiał przykre wrażenie. Uświadomiłem sobie, że dawno w nich nie byłem (3 lata!). Przejazd przez Bobrek przypominał eksploracje ruin jakiejś potężnej wymarłej cywilizacji. Wspaniałość architektoniczna zabudowy kontrastowała przy tej słonecznej pogodzie z jej zabrudzeniem. Szpaki szalały na polach pod Księżym Lasem. Pola tu także wyssane z wilgoci. Od Brynka naszły chmury i dalsza trasa już bardziej treningowa, choć uda dawały o sobie znać.
Tytuł wycieczki od świerklanieckiej niespodzianki. Po raz drugi w przeciągu trzech dni złapałem gumę, tuż przed parkiem (szczęście w nieszczęściu). Od tej pory opony Schwalbe Marathon nazywam ciążowymi, bo wytrzymują 9 miesięcy. Przejechane 12 tys. km i 9 miesięcy użytkowania, tyle wytrzymała maratonka zakupiona pod koniec czerwca. Prawda, że połowa z tego przejechana z dużym bagażem i 3/4 w górach, ale to i tak jest żenujące, bo oponę zdarłem do wkładki. We wkładce też są już liczne spękania. To koniec.

Kamieniec

Księży Las

Brynek

Świerklaniec
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/32163659
Dystans107.30 km Czas05:03 Vśrednia21.25 km/h Podjazdy722 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Przeczyce - Siewierz - Zendek
Nad Rogoźnikiem rozśpiewane rudziki i drozdy śpiewaki oraz tłumy spacerowiczów... Co jakiś czas mijali mnie rowerzyści w krótkich spodenkach. W słońcu autentycznie było ciepło. Przy drodze kwitnące podbiały i ziarnopłony.
W drodze powrotnej, w Chorzowie Starym, spotkałem watahę miłośników trunków zbierających się w kręgu koronawirusowego wtajemniczenia. Trasa miała być spokojnym rozprostowaniem kości po wtorkowym wycisku, ale o dziwo jechało mi się lekko i całkiem "na świeżo". Zmęczenie przyszło dopiero kolejnego dnia.

Rogoźnik I

Góra Siewierska

Zendek
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/32163614
Nad Rogoźnikiem rozśpiewane rudziki i drozdy śpiewaki oraz tłumy spacerowiczów... Co jakiś czas mijali mnie rowerzyści w krótkich spodenkach. W słońcu autentycznie było ciepło. Przy drodze kwitnące podbiały i ziarnopłony.
W drodze powrotnej, w Chorzowie Starym, spotkałem watahę miłośników trunków zbierających się w kręgu koronawirusowego wtajemniczenia. Trasa miała być spokojnym rozprostowaniem kości po wtorkowym wycisku, ale o dziwo jechało mi się lekko i całkiem "na świeżo". Zmęczenie przyszło dopiero kolejnego dnia.

Rogoźnik I

Góra Siewierska

Zendek
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/32163614











