Dystans69.91 km Czas03:27 Vśrednia20.26 km/h VMAX51.98 km/h Podjazdy734 m
SprzętMerida Drakar
Płaskowyż Twardowicki 4/2021 + GSD
Kategoria trening

Na GSD nawet na góralu było ciężko: śniegi i błota, w dodatku odkryłem że karta do aparatu została w laptopie. Wszędzie dalej królowały kałuże oraz dowcipnisie na kolarkach. To chyba amatorzy mocnych wrażeń, lubiący ten dreszczyk emocji pt. "czy w tej kałuży jest ukryta dziura która złamie mi ramę czy nie - sprawdzę".

Mnie też ciągnęło do wyzwań dlatego zdobyłem Dziewiczą Górę, a podjazd na nią o tej porze (na góralu i średnim blacie) to prawdziwa dziewicza droga krzyżowa. Prawdziwa męka czołgisty (jechałem wszak na czołgu). Okazałem jednak mężność i sapiąc wjechałem. Wcześniej - w Mieszkowicach - po raz pierwszy słyszałem na płaskowyżu szpaki i skowronki. Tumult kłócących się mazurków nie zrobił już na mnie wrażenia. 


Trasa:
Chorzów - Rogoźnik - Strzyżowice - Wał - Góra Siewierska - Twardowice - Myszkowice - Dziewicza - Sączów - Chorzów
Dystans85.10 km Czas04:22 Vśrednia19.49 km/h VMAX46.34 km/h Podjazdy813 m
SprzętMerida Drakar
Płaskowyż Twardowicki 3/2021
Kategoria blisko domu
"Ulice są porozrywane, pokryte wrzodem i brzydkimi ranami" - napisałby Joseph Roth. Tak wyglądał pejzaż pozimia na Płaskowyżu. Towarzyszyła mi w wielu miejscach rozległa toń kałuż oraz - raz po raz - płaskoziemcy w krótkich spodenkach. To ci sami, którzy będą domagać się leczenia i biadać na komplikacje po artroskopii kolan.

Z dziwnych egzemplarzy gatunku ludzkiego mój największy entuzjazm wzbudziła pani Słonina (Mrożek napisałby "Tłusta kobieta"), która w temp. odczuwalnej 6 stopni postanowiła ubrać kuse spodenki i emanować fałdami tłuszczu. Cel osiągnęła - był to najbardziej zapadający w pamięć widok na tej przejażdżce. Zaintrygowało mnie, że nie rzuciły się na nią wygłodniałe sikorki... Działo się w Sączowie, czyli niemal na camino, może to była "psota św. Jakuba"? Może wiosenne przewidzenie? Chwytam się tej nadziei, bo możliwość, że mi się nie wydawało jest zbyt przytłaczająca. O tempora, o mores!

Na przełęczy "Węgrodzkiej"

Sadowie II

Topniejąca dziewiczość Dziewiczej Góry

Trasa: Chorzów - Rogoźnik - Strzyżowice - Wał - Góra Siewierska - Twardowice - Myszkowice - Dziewicza - Sączów - Chorzów


Dystans154.43 km Czas08:05 Vśrednia19.10 km/h VMAX48.38 km/h Podjazdy1088 m
SprzętMerida Drakar
Zimowy Płaskowyż Głubczycki
Kategoria >100 km

Pomysł miałem ambitny: pierwszy raz odwiedzić na rowerze Płaskowyż Głubczycki zimą. To miał być trzeci zimowy rajd przygodowy (po rajdzie śnieżnym i rajdzie mroźnym): obliczony na wrażenia krajoznawcze, na doznanie czegoś nowego. Udało się aż nadto!
W Raciborzu dopadła mnie przechłodzona mgła i nie odpuszczała aż do Kietrza. Szybko oszadziło mi ubranie, nawet sznurówki. Oszadziło też drzewa i krzewy. Miejscami pojawiła się gołoledź - całe szczęście, że jechałem na czołgu. W Pietrowicach temperatura spadła do -5,6 i cieszyłem się siarczyście, że wziąłem najcieplejsze buty. Słusznie wietrzyłem podstęp, spodziewałem się że zanim wyjadę na bezchmurny płaskowyż będę musiał przecierpieć "uroki" doliny Odry. Tak dokładnie było. 

Plusem ataku zimy była niezwykła atmosfera przy drewniaku w Skowronowie. Potem nastąpiło przedzieranie się przez śniegi i zamarznięte błota tzw. szlaku rowerowego Gródczanki-Kietrz. Dolina Troi pokazała pazurki. W Kietrzu miałem już jednak niczym niezmącone słońce, które towarzyszyło dalszym moim peregrynacjom płaskowyżu. Do takich wiosek jak Rozumice, Wysoka i Boboluszki dotarłem po raz pierwszy. W Zubrzycach zobaczyłem i usłyszałem pierwsze w tym roku szpaki i skowronki. Po wizycie w Głubczycach (które bez liści na drzewach są jeszcze bardziej przygnębiające) dotarłem też wreszcie do Grobnik. Tamże powitał mnie dobiegający z najbliższego podwórka tekst o wyskrobywaniu dzieci łyżką do opon (Słoń), ale  ostatecznie pobyt we wsi nie dostarczył mi takich wrażeń jakie zapamiętałem kiedyś z Katalogu Zabytków Sztuki. Znalazłem tylko kilka starych domów i nie były szczególnie ładne... 

Brak zieleni sprzyjał lokalizowaniu oryginalnych zabudowań. Ogólnie w pd-zach. części płaskowyżu krajobraz był ładny, przeplatany polami śniegu, oziminy i skibami zaoranej ziemi. Od Wronina pojawili się nasi i podwójne nazwy miejscowości. Zapas czasu wykorzystałem na zimowe eksploracje w Sławikowie i Łubowicach. Rajd zacząłem pod pomnikiem Eichendorffa w Raciborzu i finiszowałem u jego grobu w Łubowicach. Ostatki widności zmarnowałem na wizytę w raciborskim Kauflandzie. W drodze powrotnej (pociągiem) musiałem nawet zmieniać składy (tory zasypane węglem), ale ostatecznie szczęśliwie dotarłem na dworzec w Kato i przez Załęże dojechałem do domu. Wycieczka była bardzo ciekawa krajoznawczo i ambitna kondycyjnie (typowo wyżynna, na ciężkim rowerze i w ciężkich warunkach). Co ciekawe dotoczyłem się bez problemów do mety, jedynie następnego dnia miałem sztywne nóżki ;)

Pod względem atrakcyjności krajoznawczej i różnorodności wyzwań była to najciekawsza moja zimowa trasa rowerowa w życiu. Po raz pierwszy nie czekałem na przylot szpaków tylko wyruszyłem im naprzeciw. 

Z Pietrowic Wielkich na Gródczanki

Miejscami jeszcze śnieżne zaspy

Pejzaż był zdominowany przez zieleń, brąz i biel. 

GALERIA

Trasa:

Dystans18.08 km Czas01:13 Vśrednia14.86 km/h Podjazdy148 m
SprzętMerida Drakar
Biblioteka Śląska
Kategoria praca

Chyba najtrudniejszy przejazd do biblioteki w życiu. Zaspy, muldy i mroźno. Zbliżenie się do średniej 15 km/h wymagało nieludzkiej siły. Czas przejazdu dwukrotnie dłuższy niż normalnie (bo wliczyć trzeba postoje przedzawałowe - tak, taka średnia może zabić, wszystko zależy od warunków). 
Dystans86.35 km Czas04:54 Vśrednia17.62 km/h Podjazdy644 m
SprzętMerida Drakar
Lasy Lublinieckie
Kategoria blisko domu

Tak się złożyło, że Walentynki miałem w wigilię walentynkową, w związku z czym 14 lutego mogłem oglądać bezchmurne zimowe niebo z siodełka roweru. Mróz był przyzwoity a śniegu sporo. W Lasach wielu spacerowiczów, na wioskach cisza i spokój. Dzięki słońcu i lekkiemu mrozowi jechało się przyjemnie, śnieg nie lepił się do roweru a nawierzchnie były stabilnie twarde.

To były Walentynki rowerowe, zasłużone, bo Drakara darzę miłością czystą. Czołg idealnie sprawdza się na mrozie i śniegu. Daje mnóstwo frajdy, nawet jego koszmarna waga nie jest w stanie zakłócić tej radości z toczenia się wprost w zimowy pejzaż. 

Brzeziny Śląskie

Lasy Lublinieckie

Ożarowice wyglądały jak wioska gdzieś na wschodzie...

Skusiłem się nawet na typowo zimowy wjazd na Dziewiczą Górę, Nawierzchnia była w 100% biała. To było białe szaleństwo.

Trasa:
Dystans12.15 km Czas00:37 Vśrednia19.70 km/h Podjazdy 91 m
Praca
Kategoria praca
Dystans12.21 km Czas00:37 Vśrednia19.80 km/h Podjazdy 92 m
SprzętMerida Drakar
Praca
Kategoria praca
Dystans10.44 km Czas00:36 Vśrednia17.40 km/h Podjazdy 71 m
Przystanek Alaska

5 cm śniegu spowodowało klęskę śniegową w Chorzowie i Świonach. Matki podejmowały rozpaczliwe próby przebijania się przez zaspy z wózkami, nawet na ważniejszych drogach zalegały zwały śniegu i błota. Jedynie na ul. Poloka w Świonach porządnie odśnieżony... chodnik.
Dystans124.77 km Czas06:37 Vśrednia18.86 km/h VMAX47.91 km/h Podjazdy909 m
Temp.-4.0 °C SprzętFocus Arriba 4.0
Rajd mroźny, czyli zimowy Próg Woźnicki
Kategoria >100 km

Ten rajdzik obmyśliłem jako uzupełnienie rajdu śnieżnego. Śniegu bowiem było tyle co kot napłakał (ślad), ale mróz był siarczysty. Na termometrze minus 4, ale odczuwalna minus kilkanaście. Ponieważ było niemal bezwietrznie, ubrałem najcieplejszy zestaw (w rozumieniu ochrony dla stóp, rąk i głowy) i ruszyłem w bój. Na początek i na rozgrzewkę wjechałem na Dorotkę by odkryć efekty ukończonego remontu kościoła. Następnie zachwycałem się pustkami nad Pogorią i przy zamku w Siewierzu. Jechało mi się na tyle dobrze, że z Brudzowic pojechałem na Winowno, postanowiłem bowiem dotrzeć do źródeł Małej Panwi, które rok temu były jedynie pustym łożyskiem. 

Zanim osiągnąłem najwyższy punkt Progu Woźnickiego w Markowicach, w samym Winownie, nieopodal krajowej jedynki zoczyłem panią lżejszych obyczajów wyczekującą w mini na tym mrozie. Zmroziło mnie mocno, bo w Podwarpiu zrobiłem sobie 10 minut postoju i dłuższy spowodowałby już początki odmrożeń - a byłem przecież solidnie ubrany (trzy warstwy na nogach). Do Markowic pojechałem przez zamarznięte pola i to był dobry, choć dostarczający licznych wstrząsów (skiby zmrożonego błota), pomysł. Część eksploracyjna upływała właśnie pod znakiem nierówności zmrożonych traktorówek, wykazała też obfitość wód w obszarze źródliskowym Panwi - dokładnie na odwrót niż rok temu. 

Napotkałem całe mrowie zwierząt: od lisów, saren i myszołów po czaple białe i siwe. Drugi postój zrobiłem w Markowicach. Bez gorącej herbaty z termosów byłoby ciężko. Na Progu wzmógł się bowiem wiatr. Najcięższe warunki przejazdowe panowały w Lasach Lublinieckich. Między Brudzowicami a Winownem było to pole lodowe przykryte cienką warstewką śniegu. Miałem szczęście że wybrałem się góralu. Nieprzyjemnie i lodowo (wyślizgane przez samochody) było też między Cynkowem a Strąkowem. 

Udało mi się dotrzeć do domu bez odmrożeń. Dokonałem też zimowego wjazdu na najwyższy punkt Progu Woźnickiego. Odmienne warunki pogodowe potrafią odmienić nawet dobrze znane miejsca. Praktycznie nie spotykałem ludzi, wsie były jak wymarłe. Tę absencję ludzkości wykorzystywały dzikie zwierzęta, które obserwowałem licznie i z dużą satysfakcją, bo urozmaicały mi te zimowe pustkowia. 

Droga na Markowice. Raz lód, raz koleiny z lodem pokrytym śniegiem lub grudy zmrożonej ziemi. 

Bardzo zimowo na Górze Doroty. 

Mroźna pustka nad Pogorią Czwartą.

Pusto przy zamku.

Dziewki - kapliczka

W drodze na Winowno. Bardzo trudno, lodowo i śniegowo, liczne tory koleinowe. 

Trianguł w najwyższym punkcie z Progu (Markowice).

Bardzo mała Mała Panew pod Krusinem :)

Cynkowski drewniak w zimowej szacie

Trasa:

Dystans62.41 km Czas02:49 Vśrednia22.16 km/h Podjazdy478 m
Temp.8.2 °C SprzętFocus Arriba 4.0
Płaskowyż Twardowicki 2/2021
Kategoria blisko domu

Zaskoczyła mnie pogoda. Na plus. Oznaczało to błyskaiwczny wypadzik na płaskowyż. Po drodze, w Dąbrówce i Wojkowicach sporo wody i kałuż na drogach. W Rogoźniku całe jeziora, na alejkach śnieg i lód. Wybrałem więc przełęcz Węgrodzką i jazdę na Strzyżowice - Brzękowice Wał. U stóp kuesty triasowej leżało jeszcze sporo śniegu, tak samo wszędzie gdzie były drzewa lub północne stoki. Przejazd przez Brzękowice-Wał był wspaniały - o tej porze widać przez drzewa pół Wyżyny Katowickiej i Kotlinę Psarską, w tle Jurę. 

Na czerwonym Kamieniu wytropiłem niespodziankę i nie lada sensację. Coś tam grzebali późną jesienią, stało jakieś rusztowanie i oto na początku lutego zastałem gotową wieżę widokową. Rzuciłem się by skorzystać, ale wkoło była ogrodzona płotkami. otwarcie pewnie na wiosnę. Nie mogę się doczekać - widok na Górę Zborów i większość Jury gwarantowany. Platforma widokowa przekracza wysokość 400 m n.p.m. Przy dobrej widoczności szykują się panoramy na większość województwa. Znakomity pomysł!

Lata temu podziwiałem panoramy z pobliskiego przekaźnika, wtedy płot był dziurawy i nie było strażnika... Warto poczekać!


Goląsza Biska przy 8 stopniach na plusie ;)

Wał - widok na zarośla głogowe i Wzgórza Trzebiesławskie

Góra Siewierska. To będzie hit. Są już alejki i ławki, większość placu zabaw. Pozostaje czekać na inaugurację wieży widokowej.

Trasa: Chorzów - Rogoźnik - Strzyżowice - Psary - Brzękowice-Wał - Garbacz - Twardowice - Siemonia - Chorzów