Dystans23.18 km Czas01:14 Vśrednia18.79 km/h Podjazdy202 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans253.35 km Czas12:13 Vśrednia20.74 km/h Podjazdy803 m
Temp.33.9 °C SprzętFocus Arriba 4.0
Dookoła Namysłowa, czyli walka z upałem i spuchniętym kolanem
Okoliczności wymagały ostrożności: temperatura w cieniu miała wynieść pod Namysłowem 34 stopni, w dodatku w środę uszkodziłem kolano w trakcie wsiadania na rower. Nie uratowało mnie nawet poharatanie lewej łydki, by odciążyć prawą nogę. Po 100 km kolano wyraźnie spuchło w dolnej części, ale bolało tylko przy ruchach na bok. Uszkodziłem więc jakieś chrząstki vel więzadła boczne. Z tych względów tempo było rekreacyjne, szczególnie na jakichkolwiek podjazdach. Trasa była jednak stereotypowo nizinna.
Z racji problemów i patrona (wszystkie trasy "dookoła" jeżdżę od 2019 na cześć Magellańczyków) zdecydowałem się na odrobinę szaleństwa. Rachunek był prosty: nie dysponowałem siłą (obciążenie kolana), nie mogłem liczyć na dobre tempo (obciążenie kolana, przy jeździe na cardio z kolei na przeszkodzie stał upał), w dodatku o 21. musiałem być w domu, by obejrzeć mecz Hiszpania-Polska. Chwilę później pakowałem rower i spoglądając na mecz Anglia-Szkocja szykowałem się do startu. W sobotę o godz. 0:30 startowałem już spod dworca w Częstochowie, czyli najbardziej przyjaznego rowerzystom dworca w tej części świata. Odkryłem po drodze nowy zakaz dla rowerów na drodze rangi wojewódzkiej, a w chwili gdy niemal opuszczałem granice Częstochowy minąłem na murze, wybazgrany sprayem, ale dobrze podświetlony światłem latarni napis "Najman King". Trochę poprawił mi się humor. Przed Kamykiem zrobiło się wreszcie trochę chłodniej, czyli temperatura spadła poniżej 21 stopni, bo w mieście było parno. Kuna była tak zajęta konsumpcją rozjechanego jeża, że przez chwilę myślałem że mnie zaatakuje w obronie zdobyczy (co w przypadku kuny leśnej nie byłoby niemożliwe!). Czmychła dokładnie w chwili gdy chciałem wziąć duży łuk by ją ominąć...
W Kłobucku zaczepiał mnie radiowóz, polski standard. Wiadomo, że gość z aparatem na mini-statywie to szpieg Mossadu, dzielni strusze prafa zainteresowali się zatem dywersantem... Ręce opadają. Po raz pierwszy chłodno zrobiło mi się nad Liswartą. Zastoisko chłodu w Bodzanowicach skłoniło mnie do ubrania nogawek i długiej bluzy. To całkowicie wystarczyło. Zresztą zaczynał się już przedświt, czyli najchłodniejszy moment dnia. Temperatura spadła w ekstremalnym momencie do 16,3 stopnia. Przemykały przez drogę koty, sarny i bażanty. Rozgrzał mnie solidnie odcinek Jamy-Bąków, tak hardkorowa panowała na nim nawierzchnia, formalnie asfaltowa... Jeszcze przed Kluczborkiem jechałem już w krótkim rękawie. Przed Wołczynem pozbyłem się nogawek. To był już trzeci raz w Wołczynie w tym roku. Byłem już o każdej porze: ranem, po południu i nocą. Rok 2021 rokiem wołczyńskim. W Domaszowicach opuściłem spokojną jeszcze krajówkę by odbić na Strzelce, Kowalowice i Wojciechów. W tym ostatnim po raz pierwszy zrobiłem przerwę bo skusił mnie cień przykościelnych lip. Na polach zrobiło się już gorąco. Musiałem się spieszyć by poeksplorować zabytki w Krasowicach (szachulcowy kościół), Ziemiełowicach i Łączanach (pałace). Oba pałace okazały się niedostępne. Ziemiełowice przez właściciela, Łączany przez pokrzywy. Pałac ziemiełowicki jest ładny, szkoda, że widziałem tylko fragmencik. Na pocieszenie zostały mi pawie wrzaski.
Z Łączan - zamiast zgodnie z planem zacząć odwrót - skusiłem się na przypuszczenie ataku na namysłowski rynek (nie ma tego na mapie). Atak się powiódł, ale pobyt na rynkowej patelni był krótki i w sumie bezsensowny. Przy odwrocie natknąłem się zresztą na remont krajowej 39. i testowałem jazdę po frezowanym asfalcie. Odtąd aż do opłotków Pokoju trwało piekiełko. Droga pozbawiona drzew, estońskim zwyczajem jezdnię oddzielał od świata głęboki rów. Patelnia rozgrzanego asfaltu była więc zabezpieczona przez cieniem. Ledwo żywy dopadłem do Lewiatana w Zieleńcu. Kilkaset metrów dalej była... Biedronka.
Czując, że upał wysysa ze mnie nawet radość z jazdy typowo rekreacyjnej, postanowiłem nie jechać dalej tą "drogą śmierci" przez Kup na Ozimek. Wybrałem wersję z cieniem, czyli jazdę przez lasy, przez Paryż i Święciny, Zagwiździe i Budkowice. To był strzał w dziesiątkę. Podziwiałem opuszczone domy w Neuwedel i nie wpieniała mnie nawet wciąż rozkopana droga w Alt Budkowitz - powód? - była w cieniu. Jakże inaczej jechało się w cieniu. Do tego momentu miałem wątpliwości czy zdążę na pociąg z Olesna. Wraz z cieniem moje tempo wzrosło budująco, zapomniałem prawie o kolanie i w Oleśnie zameldowałem się na ponad godzinę przed odjazdem pociągu. Nawiedziłem rzecz jasna oleską Biedrę oraz rozkoszowałem się oleskimi fontannami. Na koniec zaś odkryłem rozkosze dworcowego toi-toja. Cóż to był za toi-toi, król toi-toi! Warto było wybrać drogę przez las i wjechać w krainę cienia, zdążyłem dzięki niemu na mecz, a było warto.
A kolano? Opuchlizna nie zeszła, ale dojechałem bez faszerowania Voltarenem i byłem w stanie w Oleśnie normalnie chodzić po schodach, co w środę wydawało się jeszcze długo nieosiągalne. Rower wszystko leczy, tylko trzeba uważać przy wsiadaniu, zsiadaniu i wysiadaniu (z pociągu)...

Nocny Kłobuck

Nocna Przystajń

Pałac w Jamach

"Pomnik polskiego kierowcy" w Ligocie Górnej koło Kluczborka

Kreuzburg w całej okazałości

Wołczyn

Pałac w Strzelcach koło Namysłowa

Tradycyjna zabudowa

Pałac w Ziemiełowicach (niedostępny)

Tradycyjna zabudowa

Wojciechów pod Bierutowem

Krasowice

Skrót do Smarchowic Wielkich

Między Pokojem a Zawiścią można trafić na Paryż...

Blisko finału

Finał w Oleśnie

Nowość na dworcu w Olesnie, czyli zastępczy dworzec & toitoi
Trasa (doliczyć trzeba dojazdy do stacji oraz 7 km z Łączan do Namysłowa - na mapie pozostał zamysł pierwotny, bez wjeżdżania do Namslau):
Okoliczności wymagały ostrożności: temperatura w cieniu miała wynieść pod Namysłowem 34 stopni, w dodatku w środę uszkodziłem kolano w trakcie wsiadania na rower. Nie uratowało mnie nawet poharatanie lewej łydki, by odciążyć prawą nogę. Po 100 km kolano wyraźnie spuchło w dolnej części, ale bolało tylko przy ruchach na bok. Uszkodziłem więc jakieś chrząstki vel więzadła boczne. Z tych względów tempo było rekreacyjne, szczególnie na jakichkolwiek podjazdach. Trasa była jednak stereotypowo nizinna.
Z racji problemów i patrona (wszystkie trasy "dookoła" jeżdżę od 2019 na cześć Magellańczyków) zdecydowałem się na odrobinę szaleństwa. Rachunek był prosty: nie dysponowałem siłą (obciążenie kolana), nie mogłem liczyć na dobre tempo (obciążenie kolana, przy jeździe na cardio z kolei na przeszkodzie stał upał), w dodatku o 21. musiałem być w domu, by obejrzeć mecz Hiszpania-Polska. Chwilę później pakowałem rower i spoglądając na mecz Anglia-Szkocja szykowałem się do startu. W sobotę o godz. 0:30 startowałem już spod dworca w Częstochowie, czyli najbardziej przyjaznego rowerzystom dworca w tej części świata. Odkryłem po drodze nowy zakaz dla rowerów na drodze rangi wojewódzkiej, a w chwili gdy niemal opuszczałem granice Częstochowy minąłem na murze, wybazgrany sprayem, ale dobrze podświetlony światłem latarni napis "Najman King". Trochę poprawił mi się humor. Przed Kamykiem zrobiło się wreszcie trochę chłodniej, czyli temperatura spadła poniżej 21 stopni, bo w mieście było parno. Kuna była tak zajęta konsumpcją rozjechanego jeża, że przez chwilę myślałem że mnie zaatakuje w obronie zdobyczy (co w przypadku kuny leśnej nie byłoby niemożliwe!). Czmychła dokładnie w chwili gdy chciałem wziąć duży łuk by ją ominąć...
W Kłobucku zaczepiał mnie radiowóz, polski standard. Wiadomo, że gość z aparatem na mini-statywie to szpieg Mossadu, dzielni strusze prafa zainteresowali się zatem dywersantem... Ręce opadają. Po raz pierwszy chłodno zrobiło mi się nad Liswartą. Zastoisko chłodu w Bodzanowicach skłoniło mnie do ubrania nogawek i długiej bluzy. To całkowicie wystarczyło. Zresztą zaczynał się już przedświt, czyli najchłodniejszy moment dnia. Temperatura spadła w ekstremalnym momencie do 16,3 stopnia. Przemykały przez drogę koty, sarny i bażanty. Rozgrzał mnie solidnie odcinek Jamy-Bąków, tak hardkorowa panowała na nim nawierzchnia, formalnie asfaltowa... Jeszcze przed Kluczborkiem jechałem już w krótkim rękawie. Przed Wołczynem pozbyłem się nogawek. To był już trzeci raz w Wołczynie w tym roku. Byłem już o każdej porze: ranem, po południu i nocą. Rok 2021 rokiem wołczyńskim. W Domaszowicach opuściłem spokojną jeszcze krajówkę by odbić na Strzelce, Kowalowice i Wojciechów. W tym ostatnim po raz pierwszy zrobiłem przerwę bo skusił mnie cień przykościelnych lip. Na polach zrobiło się już gorąco. Musiałem się spieszyć by poeksplorować zabytki w Krasowicach (szachulcowy kościół), Ziemiełowicach i Łączanach (pałace). Oba pałace okazały się niedostępne. Ziemiełowice przez właściciela, Łączany przez pokrzywy. Pałac ziemiełowicki jest ładny, szkoda, że widziałem tylko fragmencik. Na pocieszenie zostały mi pawie wrzaski.
Z Łączan - zamiast zgodnie z planem zacząć odwrót - skusiłem się na przypuszczenie ataku na namysłowski rynek (nie ma tego na mapie). Atak się powiódł, ale pobyt na rynkowej patelni był krótki i w sumie bezsensowny. Przy odwrocie natknąłem się zresztą na remont krajowej 39. i testowałem jazdę po frezowanym asfalcie. Odtąd aż do opłotków Pokoju trwało piekiełko. Droga pozbawiona drzew, estońskim zwyczajem jezdnię oddzielał od świata głęboki rów. Patelnia rozgrzanego asfaltu była więc zabezpieczona przez cieniem. Ledwo żywy dopadłem do Lewiatana w Zieleńcu. Kilkaset metrów dalej była... Biedronka.
Czując, że upał wysysa ze mnie nawet radość z jazdy typowo rekreacyjnej, postanowiłem nie jechać dalej tą "drogą śmierci" przez Kup na Ozimek. Wybrałem wersję z cieniem, czyli jazdę przez lasy, przez Paryż i Święciny, Zagwiździe i Budkowice. To był strzał w dziesiątkę. Podziwiałem opuszczone domy w Neuwedel i nie wpieniała mnie nawet wciąż rozkopana droga w Alt Budkowitz - powód? - była w cieniu. Jakże inaczej jechało się w cieniu. Do tego momentu miałem wątpliwości czy zdążę na pociąg z Olesna. Wraz z cieniem moje tempo wzrosło budująco, zapomniałem prawie o kolanie i w Oleśnie zameldowałem się na ponad godzinę przed odjazdem pociągu. Nawiedziłem rzecz jasna oleską Biedrę oraz rozkoszowałem się oleskimi fontannami. Na koniec zaś odkryłem rozkosze dworcowego toi-toja. Cóż to był za toi-toi, król toi-toi! Warto było wybrać drogę przez las i wjechać w krainę cienia, zdążyłem dzięki niemu na mecz, a było warto.
A kolano? Opuchlizna nie zeszła, ale dojechałem bez faszerowania Voltarenem i byłem w stanie w Oleśnie normalnie chodzić po schodach, co w środę wydawało się jeszcze długo nieosiągalne. Rower wszystko leczy, tylko trzeba uważać przy wsiadaniu, zsiadaniu i wysiadaniu (z pociągu)...

Nocny Kłobuck

Nocna Przystajń

Pałac w Jamach

"Pomnik polskiego kierowcy" w Ligocie Górnej koło Kluczborka

Kreuzburg w całej okazałości

Wołczyn

Pałac w Strzelcach koło Namysłowa

Tradycyjna zabudowa

Pałac w Ziemiełowicach (niedostępny)

Tradycyjna zabudowa

Wojciechów pod Bierutowem

Krasowice

Skrót do Smarchowic Wielkich

Między Pokojem a Zawiścią można trafić na Paryż...

Blisko finału

Finał w Oleśnie

Nowość na dworcu w Olesnie, czyli zastępczy dworzec & toitoi
Trasa (doliczyć trzeba dojazdy do stacji oraz 7 km z Łączan do Namysłowa - na mapie pozostał zamysł pierwotny, bez wjeżdżania do Namslau):
Dystans12.22 km Czas00:35 Vśrednia20.95 km/h Podjazdy 91 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans76.22 km Czas03:07 Vśrednia24.46 km/h Podjazdy703 m
SprzętHaibike Tour SL
Płaskowyż Twardowicki (21/2021)
Trening na szosie. Zdjęcia jeszcze ze starej komórki, dlatego dramatyczne...

Rogoźnik

Twardowice
Trasa: Chorzów - Rogoźnik - Góra Siewierska- Goląsza Górna - Toporowice - Nowa Wieś - Sączów - Dobieszowice - Chorzów
Trening na szosie. Zdjęcia jeszcze ze starej komórki, dlatego dramatyczne...

Rogoźnik

Twardowice
Trasa: Chorzów - Rogoźnik - Góra Siewierska- Goląsza Górna - Toporowice - Nowa Wieś - Sączów - Dobieszowice - Chorzów
Dystans61.14 km Czas02:24 Vśrednia25.48 km/h Podjazdy507 m
SprzętHaibike Tour SL
Płaskowyż Twardowicki (20/2021)
Wypad na szosie by "rozjechać" nogi po rwanym tempie na rajdzie szkolnym. Odkryłem nową, wreszcie finalną nawierzchnię na drodze 913. Niestety wraz z ostatnią warstwą wzrosło natężenie ruchu. Na jesieni zapewne zrobi się już bardzo nieprzyjemnie i tłoczno.
Po jeździe dzień wcześniej z dwoma sakwami jechało mi się wyjątkowo lekko, nawet nie forsując tempa.

Trasa:
Chorzów - Rogoźnik - Góra Siew. - Myszkowice - Siemonia - Dobieszowice.
Wypad na szosie by "rozjechać" nogi po rwanym tempie na rajdzie szkolnym. Odkryłem nową, wreszcie finalną nawierzchnię na drodze 913. Niestety wraz z ostatnią warstwą wzrosło natężenie ruchu. Na jesieni zapewne zrobi się już bardzo nieprzyjemnie i tłoczno.
Po jeździe dzień wcześniej z dwoma sakwami jechało mi się wyjątkowo lekko, nawet nie forsując tempa.

Trasa:
Chorzów - Rogoźnik - Góra Siew. - Myszkowice - Siemonia - Dobieszowice.
Dystans12.11 km Czas00:36 Vśrednia20.18 km/h Podjazdy 90 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans135.05 km Czas06:30 Vśrednia20.78 km/h Podjazdy604 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Królewski Rajd Rowerowy
Rajd do królewskiego miasta stołecznego Krakowa. "Jechaliśmy długo, bo przez 2 województwa, 3 miasta i 48 miejscowości. Wyruszaliśmy w temperaturze 8 stopni. Większość ludzi jeszcze spała. Gdy wczesnym popołudniem jechaliśmy wałami przeciwpowodziowymi Wisły, temperatura w słońcu osiągnęła 33 stopnie. Większość ludzi była wtedy w pracy (lub w szkole). Gdy wysiadaliśmy z pociągu na dworcu w Katowicach, większość ludzi myślała już o spaniu. My nie byliśmy większością - byliśmy ekipą do zadań specjalnych - Sucharski on tour!
Rajd do królewskiego miasta stołecznego Krakowa. "Jechaliśmy długo, bo przez 2 województwa, 3 miasta i 48 miejscowości. Wyruszaliśmy w temperaturze 8 stopni. Większość ludzi jeszcze spała. Gdy wczesnym popołudniem jechaliśmy wałami przeciwpowodziowymi Wisły, temperatura w słońcu osiągnęła 33 stopnie. Większość ludzi była wtedy w pracy (lub w szkole). Gdy wysiadaliśmy z pociągu na dworcu w Katowicach, większość ludzi myślała już o spaniu. My nie byliśmy większością - byliśmy ekipą do zadań specjalnych - Sucharski on tour!
Wtorek, 15 czerwca 2021 roku.Dla większości ludzi był to dzień jak co dzień. Dla nas była to wielka przygoda, wspomnienia na całe życie i świadomość, że potrafimy to powtórzyć! Byliście wielcy. Wiecie już jak jeździć efektywnie, macie doświadczenie i umiejętności, a większe umiejętności to większe możliwości" - tak pisałem na szkolnym fb.
Specjalne podziękowania dla: pani kierownik pociągu - za przychylność; dla MalutkiejMi za dobrą kondycję i pomoc na trasie; dla pań przed sklepem w Chełmie Śląskim - za podziw dla naszej ekipy.

Sprinterzy na rajdzie - okolice Jeziorzan

Start spod Spodka

W drodze na Czernichów

Finał na rynku
Trasa:
Specjalne podziękowania dla: pani kierownik pociągu - za przychylność; dla MalutkiejMi za dobrą kondycję i pomoc na trasie; dla pań przed sklepem w Chełmie Śląskim - za podziw dla naszej ekipy.

Sprinterzy na rajdzie - okolice Jeziorzan

Start spod Spodka

W drodze na Czernichów

Finał na rynku
Trasa:
Dystans26.12 km Czas01:16 Vśrednia20.62 km/h Podjazdy204 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dystans238.26 km Czas10:09 Vśrednia23.47 km/h Podjazdy1097 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dookoła Kluczborka
Dziwny to był rajd. Porywisty wiatr przeradzający się w huragan, opustoszałe wsie i puste drogi. Gdzieniegdzie po wsiach odpusty i harmider. porwałem się na eksplorację leśnych wsi w rejonie Olesna. Zakładałem, że las złagodzi siłę wiatru. Było jednak trudno, bo początkowo jechałem centralnie pod wiatr. Nie licząc odgłosów wiatru i psów panowała niemiła cisza. W tej dziwnej aurze, w świecie bez ludzi i zwierząt dziwnie eksplorowało mi się niezwykłą świątynię w Tułach. Sprawiała wrażenie przeniesionej z innego wymiaru. Porwaną z XIX wieku, nawet plastikowe konewki nie rzucały się w oczy. Ceglany mikrokosmos, spójność kompozycyjna, bogactwo wzorów i niezwykłe zdobienia strzelistej fasady. Wszystko to uzupełniały detale, widoczne w każdym miejscu, bo to jest cały zespół kościelny otoczony arkadowym ceglanym murem z kapitalną bramą wejściową, z kostnicą i kaplicami. Cudeńko zaprojektowane przez sławnego śląskiego architekta Alexisa Langnera. Chyba najbardziej sugestywne z jego dzieł. Przebija strzelisty kościół w Smogorzowie kompozycją całości. Tuły warte są odwiedzin, nawet w huraganie! Wcześniejsze drewniaki w Lasowicach nie były w stanie wzbudzić nawet cząstki mojego zainteresowania.
W Starych Budkowicach porobiłem bezsensownych pętelek, bo skróty na które liczyłem okazały się być fatalnej jakości. Musiałem się nawet cofać z Dębińca i pytać o drogę miejscowych, którzy mi ja zresztą odradzili. Faktycznie był tam sam szuter i zrezygnowałem, pojechałem okrężnie do Radomierowic, bo bardzo zależało mi tym szachulcu ulokowanym na środku nigdzie. Gdybym go jednak specjalnie nie wyglądał to ominąłbym niechybnie, był tak mało widoczny. Podobał mi się natomiast drewniak w Gierałcicach, choć tu także nie było żywego ducha. Odcinek przez Wołczyn i Skałągi był najpowszedniejszy, bo dość często tu bywam. Pewnych wzruszeń dostarczył mi też pobyt w Rożnowie. Odkąd byłem tu po raz pierwszy dużo się zmieniło. Ledwie poznałem piramidę, teren został oczyszczony, sama piramida zresztą też (szkoda). Minęło jednak 12 lat, to w krajobrazie całkiem sporo. Od Roznowa poczełem wiatr w żaglach, zmieniłem trwale kierunek na zgodny z moim huraganem i zaczęła się jazda! Tempo zrobiło się zawrotne a moja trasa zmieniła się w sportową. DDR Olesno-Gorzów była zarosła wysoką trawą po bokach, jechało się momentami jak w tunelu. Tu o ówdzie zwalone drzewa tarasowały przejazd. Trasę wybrałem oczywiście tak, by wiatr mi sprzyjał, ale jego siła wymiotła ptactwo. Cóż to za przyjemność, tak bez świergotu? Wuefiście w słuchawkach byłoby wszystko jedno, ale nie patriocie pejzażu...
Ten ostatni odcinek, choć pokonywany w znakomitym, ekspresowym tempie nie dostarczył mi niemal żadnych wrażeń. Na trasie nie czekały mnie też żadne nowe atrakcje. Dobre tempo utrzymałem niemal tak długo aż dojechałem pod dom. Najwiekszej frajdy dotarczyły mi na tej trasie Tuły i ten męczący odcinek pod wiatr. Nie po raz pierwszy okazało się, że tempo nie wnosi niczego do mojego życia.

Lasowice Małe

Lasowice Wielkie

Detale ogrodzenia w Tułach

Przecudna fasada jak w Legolandzie

Tuły, dwór

Droga okazała się prowadzić gdzie indziej i musiałem się cofać

Radomierowice

Gierałcice

Wołczyn - często tu bywam...

Brzezinki - zabudowa

Piramida w Rożnowie. Otoczenie mocno się zmieniło.

DDR Gorzów - Olesno było miejscami zarośnięte trawami

i zatarasowane poległymi konarami

Drewniak w Boroszowie

Zabudowa Bodzanowic - ostatniej śląskiej wsi bez wjazdem do woj. śląskiego (czyli poza historyczny Śląsk!)

Bór Zapilski

Starcza

Przed Woźnikami - już znowu na Śląsku

Woźniki Śląskie

Ożarowice
Trasa:
Dziwny to był rajd. Porywisty wiatr przeradzający się w huragan, opustoszałe wsie i puste drogi. Gdzieniegdzie po wsiach odpusty i harmider. porwałem się na eksplorację leśnych wsi w rejonie Olesna. Zakładałem, że las złagodzi siłę wiatru. Było jednak trudno, bo początkowo jechałem centralnie pod wiatr. Nie licząc odgłosów wiatru i psów panowała niemiła cisza. W tej dziwnej aurze, w świecie bez ludzi i zwierząt dziwnie eksplorowało mi się niezwykłą świątynię w Tułach. Sprawiała wrażenie przeniesionej z innego wymiaru. Porwaną z XIX wieku, nawet plastikowe konewki nie rzucały się w oczy. Ceglany mikrokosmos, spójność kompozycyjna, bogactwo wzorów i niezwykłe zdobienia strzelistej fasady. Wszystko to uzupełniały detale, widoczne w każdym miejscu, bo to jest cały zespół kościelny otoczony arkadowym ceglanym murem z kapitalną bramą wejściową, z kostnicą i kaplicami. Cudeńko zaprojektowane przez sławnego śląskiego architekta Alexisa Langnera. Chyba najbardziej sugestywne z jego dzieł. Przebija strzelisty kościół w Smogorzowie kompozycją całości. Tuły warte są odwiedzin, nawet w huraganie! Wcześniejsze drewniaki w Lasowicach nie były w stanie wzbudzić nawet cząstki mojego zainteresowania.
W Starych Budkowicach porobiłem bezsensownych pętelek, bo skróty na które liczyłem okazały się być fatalnej jakości. Musiałem się nawet cofać z Dębińca i pytać o drogę miejscowych, którzy mi ja zresztą odradzili. Faktycznie był tam sam szuter i zrezygnowałem, pojechałem okrężnie do Radomierowic, bo bardzo zależało mi tym szachulcu ulokowanym na środku nigdzie. Gdybym go jednak specjalnie nie wyglądał to ominąłbym niechybnie, był tak mało widoczny. Podobał mi się natomiast drewniak w Gierałcicach, choć tu także nie było żywego ducha. Odcinek przez Wołczyn i Skałągi był najpowszedniejszy, bo dość często tu bywam. Pewnych wzruszeń dostarczył mi też pobyt w Rożnowie. Odkąd byłem tu po raz pierwszy dużo się zmieniło. Ledwie poznałem piramidę, teren został oczyszczony, sama piramida zresztą też (szkoda). Minęło jednak 12 lat, to w krajobrazie całkiem sporo. Od Roznowa poczełem wiatr w żaglach, zmieniłem trwale kierunek na zgodny z moim huraganem i zaczęła się jazda! Tempo zrobiło się zawrotne a moja trasa zmieniła się w sportową. DDR Olesno-Gorzów była zarosła wysoką trawą po bokach, jechało się momentami jak w tunelu. Tu o ówdzie zwalone drzewa tarasowały przejazd. Trasę wybrałem oczywiście tak, by wiatr mi sprzyjał, ale jego siła wymiotła ptactwo. Cóż to za przyjemność, tak bez świergotu? Wuefiście w słuchawkach byłoby wszystko jedno, ale nie patriocie pejzażu...
Ten ostatni odcinek, choć pokonywany w znakomitym, ekspresowym tempie nie dostarczył mi niemal żadnych wrażeń. Na trasie nie czekały mnie też żadne nowe atrakcje. Dobre tempo utrzymałem niemal tak długo aż dojechałem pod dom. Najwiekszej frajdy dotarczyły mi na tej trasie Tuły i ten męczący odcinek pod wiatr. Nie po raz pierwszy okazało się, że tempo nie wnosi niczego do mojego życia.

Lasowice Małe

Lasowice Wielkie

Detale ogrodzenia w Tułach

Przecudna fasada jak w Legolandzie

Tuły, dwór

Droga okazała się prowadzić gdzie indziej i musiałem się cofać

Radomierowice

Gierałcice

Wołczyn - często tu bywam...

Brzezinki - zabudowa

Piramida w Rożnowie. Otoczenie mocno się zmieniło.

DDR Gorzów - Olesno było miejscami zarośnięte trawami

i zatarasowane poległymi konarami

Drewniak w Boroszowie

Zabudowa Bodzanowic - ostatniej śląskiej wsi bez wjazdem do woj. śląskiego (czyli poza historyczny Śląsk!)

Bór Zapilski

Starcza

Przed Woźnikami - już znowu na Śląsku

Woźniki Śląskie

Ożarowice
Trasa:
Dystans36.04 km Czas01:39 Vśrednia21.84 km/h Podjazdy293 m
SprzętFocus Arriba 4.0











