Wpisy archiwalne w kategorii

Dzika Słowacja 2025

Dystans całkowity:856.69 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:57:07
Średnia prędkość:15.00 km/h
Maksymalna prędkość:63.24 km/h
Suma podjazdów:14289 m
Liczba aktywności:9
Średnio na aktywność:95.19 km i 6h 20m
Więcej statystyk
Dystans65.74 km Czas03:50 Vśrednia17.15 km/h Podjazdy587 m
Dzika Słowacja, dzień 9: Ucieczka przed niżem genueńskim

Całą noc pada, pada też nad ranem. Zbieram się więc w deszczu i zmierzam przez Mniszek nad Hnilcem do Gelnicy, czyli lokalnej stolicy. Pod Tesco z drżeniem serca zostawiam rower, kręci się tu tłum romskich dzieci. Wysłuchuję więc bajek, że mają mamę w szpitalu (nemocnicy), daję kilka euro i liczę, że zastanę rower w całości. Dzieci są ładne i w sumie miłe, ale tak upierdliwe, że przypominają mi się od razu wszystkie dziwne przygody z Romami (a miałem ich trochę). Po oddaleniu się na bezpieczną odległość od miasta sprawdzam prognozy pogody na przystanku.

Prognozy są dramatyczne, decyduję więć dotrzeć do Margeczan i wsiąść w pociąg z Koszyc. Miła pani na dworcu (czynne kasy!) zapewnia, że bez problemu znajdę miejsce i jest tak faktycznie. W ekspresowym tempie docieram do Liptowskiego Mikułasza, przesiadam się na pociąg do Skalitego i stamtąd pokonuję ponure, chmurne góry przez Kotelnicę i Nieledwię, zmierzając rowerem na kolejny pociąg, ten z Węgierskiej Górki. 

Po drodze, na wysokości Popradu, ukazują mi się z okien pociągu widoki jak z Jądra ciemności. Nad Tatrami wisi czarna powała rozświetlana przez setki błyskawic. Gratuluję sobie decyzji - czasem warto uciec i oszczędzić sobie kolejnych dwóch dni ponurości i deszczu. Nie dotarłem tym samym do Gór Czerchowskich i Lewockich, ale wcale tego nie żałuję. 

Ponurość w Mniszku nad Hnilcem

Mniszek nad Hnilcem

Gelnica

Na przełęczy Kotelnica

Trasa:
Mniszek nad Hnilcem - Gelnica - Margeczany - kolej - Skalite - Nieledwia - Wegierska Górka - kolej - Katowice - Chorzów

Dystans125.24 km Czas08:38 Vśrednia14.51 km/h VMAX58.42 km/h Podjazdy1984 m
Dzika Słowacja, dzień 8: Kráľova hoľa i dolina Hnilca

Po raz pierwszy po noclegu tropik namiotu nadaje się do wykręcania. To pierwszy zwiastun nadchodzącego niżu. Drugim będzie poziom zachmurzenia i kiepskie warunki pogodowe na grzbiecie Niżnych Tatr. Pomimo tego decyduję się wjechać na wierzchołek Królewskiej Hali. Pierwsze kilometry to znakomita nawierzchnia nowego asfaltu. Jest dobrze aż do Prednej holi, czyli schroniska Chata pod Kráľovou Hoľou. Potem następuje kilometr koszmaru, a po nim nawierzchnia bardziej akceptowalna, choć leciwa. 

Generalnie towarzyszy mi tłum rowerzystów, głównie amatorów wypożyczanych elektryków... Stanowią oni zdecydowaną większość wjeżdżających. Na szczycie wieje i mży, uciekam jak najprędzej. Moja trasa wiedzie dalej przez Telgart do Słowackiego Raju, a raczej jego obrzeżami, wzdłuż Hnilca. Ta rzeczka stanie się zresztą moim przekleństwem, bo słowacki szlak rowerowy będzie wiódł przez pola błota a wycof będzie bezsensowny. Gdy dojadę w końcu do miejscowości Hnilec, zdążę go już znienawidzić. 

Ulga okaże się chwilowa, bo asfaltową nawierzchnie uatrakcyjniać będą apokaliptyczne widoki na romskie osady, z Nalepkowem na czele, prawdziwym centrum romskości. Pojadę więc dalej doliną Hnilca i w miejscu mozliwie najbardziej oddalonym od osad rozbiję namiot na nocleg. Wcześniej zostanę ostrzeżony przez myśliwego z ambony, by nie szwendać się "po bażinach" ;)

Widoki Nalepkowa sprawiły, że nie zrobiłem zakupów. Zostawiłem sobie to zadanie na kolejny dzień. 

Z Płaniny prosto w Niżne Tatry

Helpa

Nowiutki asfalt do schroniska pod Królewską Halą

Niskie chmury nad Króolewską Holą

Bez szans na jakikolwiek widok

Chmarošský viadukt - 18 metrów wysokości

Słowacki raj ze Stratenej

Hnilec widziany z drogi-koszmaru

Cywilizowany fragment trasy rowerowej za Hnilcem

Nalepkovo - na ulicach byli tu wyłącznie Romowie...

Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52992014


Dystans109.71 km Czas07:26 Vśrednia14.76 km/h VMAX54.46 km/h Podjazdy1521 m
Dzika Słowacja, dzień 7: Piękno Murańskiej Płaniny

Zbliżał się kolejny niż genueński, moim celem było więc zbliżenie się do Kralowej Holi, czyli do Niżnych Tatr, zanim pochłonie mnie piekło. Czekał mnie też pierwszy dzień w tej bardziej wschodniej Słowacji i natrafiłem oczywiście na pierwsze romskie osady. Zaliczyłem kilka nieciekawych miast: Detwę, Hrinową, Hnusztę i Tisowiec. Po opuszczeniu tego ostatniego miasteczka ruszyłem w rejony całkiem mi dotąd nieznane, czyli w głąb wapiennego płaskowyżu Murańśkiej Płaniny. 

Szczerze pisząc, uważałem te góry wyłącznie za przeszkodę w dalszej drodze, wybrałem przejazd przez nie z potrzeby przygody, czyli by nie jechać głównymi drogami. Ta motywacja okazła się mieć dodatkowe, bardzo przyjemne konsekwencje. Okazało się bowiem, że góry to bardzo malownicze i idylliczne. Przejazd przez tutejszy park narodowy był całkowicie legalny, bo jechałem trasą rowerową, choć lepszym okresleniem byłby szlak rowerowy. 

Gdy przebrnąłem w końcu przez przełęcz Burda ukazał mi się znakomity asfalt. To bardzo korzystna okoliczność, móc zjeżdzać po świetnej nawierzchni. Mniej korzystne były napływające chmury, które zaczęły się skraplać zaraz po tym jak rozbiłem namiot i w chwili gdy zastanawiałem się czy przyrządzać obiadokolację, burza z ulewą zapędziły mnie pod namiot.

Rozbiłem się w młodniku, dookoła były liczne ślady żerowania niedźwiedzia; nie tylko rozgrzebane pazurami mrowiska, ale też odchody. Stwierdziłem, że dawno poszedł dalej i nie wróci. Miałem rację :)

Murańska Płanina

Hrinova zajmowała nie tylko dolinę ale też okoliczne stoki

Latky

Kokava

Między Hnusztą a Cisowcem

Tisovec

W głębi parku narodowego

Malowniczy pejzaż Płaniny

Murańska Płanina od północy, ze zjazdu z przełęczy Burda

Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52991918
Dystans99.35 km Czas07:13 Vśrednia13.77 km/h VMAX51.58 km/h Podjazdy1916 m
Dzika Słowacja, dzień 6: Największy wulkan Słowacji

Po kolejnym przyjemnym noclegu czekał mnie odcinek transportowy. Musiałem dostać się w masyw Polany. Droga wiodła wzdłuż doliny Hronu. Były po drodze miasta: Żar nad Hronem i Zwoleń (zrobiłem tu zakupy), było też sporo kombinowania z trasą, bo jechałem stale bocznymi drogami, które nieraz wchodziły w paradę drogom głównym. 

Zapach przygody poczułem dopiero po południu, gdy zdołałem znaleźć przyszłe miejsce noclegowe i ruszyłem na lekko, by dotrzeć na wierzchołek Polany. Z buta było tam ponad 20 km, tym bardziej, że odwiedziłem oddalone od głównego wierzchołka punkty widokowe. Regiel górny rośnie tu aż po wierzchołek, by nacieszyć się widokiem trzeba więc dotrzeć na skraj dawnej kaldery wulkanicznej.

Po drodze mijałem opuszczony gmach hotelu górskiego; zrobił on na mnie prawie tak duże wrażenie jak cała ta trasa, na której nie spotkałem żadnego turysty, ale mogłem uratować gołebia poturbowanego przez jastrzębia. 

Ogółem była to najdziksza wycieczka z kategorii "Dzika Słowacja". W całym rozległym masywie nie było chyba żywego człowieka poza mną.

Na skraju kaldery wulkanicznej Polany - widok na Niżne Tatry

Niedaleko Górnej Żdany - punkt startu

W dolinie Hronu

Zvolen - zamek

Piękne chwile na Polanie

Najwyższy punkt masywu

Widok na Fatrę z punktu widokowego

Powrót do depozytu noclegowego

Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52991850


Dystans88.35 km Czas04:48 Vśrednia18.41 km/h VMAX59.23 km/h Podjazdy1869 m
Dzika Słowacja, dzień 5: W masywie Ptacznika

Cały dzień spędziłem w rejonie masywu Ptacznika, który dominuje nad tym regionem Słowacji. I o ile sam masyw jest rozległy i odludny, a jego partie szczytowe ciekawe i widokowe, to podejście było mocno "pierdołowate" (nikłe nachylenie, nie licząc samego wierzchołka). Odludność była wzmocniona fatalnym utrzymaniem szlaku; miejscami całkiem zarósł młodą buczyną, przez która trzeba było brodzić na oślep. Jeszcze się z czymś takim nie spotkałem. Schronisko Partizanska chata okazało się opuszczone, ale drogi dojazdowe do niego były w całkiem niezłym stanie. 

Podjeżdżałem a następnie podchodziłem od strony kolejnej wioski zaginionej w rozległym górskim krajobrazie: od Prochota (Prochoty?). Nagrodą był kapitalny zjazd prosto na miejsce noclegowe, bo za wsią Górna Żdana zostawiłem wszystek swój bagaż. Byłem na tyle wcześnie, że zdołałem jeszcze wziąć polowy prysznic i zjeść obiadokolację. 

W Żarnowicy (miejscu aprowizacji) zaliczyłem ciekawą rozmowę z kloszardem. 

Podchodząc na szczyt Ptacznika

Droga do Żarnowicy

Zamek, a w zasadzie ładny hrad Revište z Podzamcza

Prochot - u kresu zasiedlenia w masywie Ptacznika

Drogi leśne w masywie Ptacznika

Pusto, widokowo i dobre nawierzchnie

Na dachu "tej części świata", czyli na wierzchołku Ptacznika

Ładne, nieco obok samego wierzchołka

Nieczynna Partizanska chata

Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52989677


Dystans101.14 km Czas09:31 Vśrednia10.63 km/h VMAX63.24 km/h Podjazdy1557 m
Dzika Słowacja, dzień 4: Ekstrema Dutej skaly

Kolejny dzień zacząłem w pięknych okolicznościach przyrody. Postanowiłem od razu zaatakować główny cel dnia, jakim była pozbawiona szlaków Duta skala. Wyrazisty masyw, położony na południe od głównego grzbietu Małej Fatry. Góra okazała się poważnym wyzwaniem kondycyjnym i technicznym. Było cały czas stromo i sypko. Kopuła szczytowa zapewniała wzrost poziomu adrenaliny. Musiałem wspinać się po sypkich wapiennych graniach i wyszukiwać możliwych do przejścia trawersów. Wątła ścieżynka prowadziła jedynie do wylotu dużej jaskini z miejscem na ognisko. Wszystko co powyżej wymagało poważnej ekwilibrystyki. Na koniec odkryłem że przejście grzbietem masywu było niemożliwe ze względu na stężenie zagrożeń i zawiłą topografię terenu. 

Gdy wydostałem się w końcu z pułapki Dutej skaly, reszta dnia przebiegała już stereotypowo. Z obowiązkowych Bojnic zmierzałem w stronę miasta Novaky i jak najdalej w kierunku Żarnowicy. Dzień zakończyłem na górskiej łące za Horną Wsią, na przedpolu mojego kolejnego celu - masywu Ptacznika.

Wieś Vricko - wyjątkowo ładnie położona, w bocznej dolinie luczańskiej Małej Fatry

Pobudka wśród gór

Masyw Dutej skaly

Widok z sypkiej grani grzbietowej

Krzyż na głównym wierzchołku

Grzbiet bardziej przypominał grań. Było bardzo sypko i stromo.

Jeszcze jeden widok z kopuły szczytowej

Bojnice z dołu

Zamek Bojnice z góry

Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52988965

Dystans73.29 km Czas04:34 Vśrednia16.05 km/h VMAX60.28 km/h Podjazdy1576 m
Dzika Słowacja, dzień 3: Na dachu Wielkiej Fatry

Po pięknym poranku w pięknych okolicznościach fatrzańskiej przyrody przyszło mi ruszyć w głąb pasma Wielkiej Fatry. Najpierw był rozgardiasz maratonu biegów górskich, który startował u bram Gederskiej doliny, potem był przejazd Dedoszowską doliną i akcja górska w rejonie Ostredoka i Kriżnej - najwyższych punktów Wielkiej Fatry. Cały czas towarzyszyli mi uczestnicy maratonu biegów górskich. Gdy widziałem jak zbiegają po stromych zboczach, bolały mnie kolana. Skutkiem ubocznym było niestety rozchodzone błoto na szlakach. 

Sam główny grzbiet był nudny, jak to wszystkie główne grzbiety w Karpatach. Zdecydowanie więcej emocji zaznałem dzień wcześniej i dzień później, czyli wtedy gdy eksplorowałem góry z dala od głównego grzbietu i utartych szlaków. 

Po zejściu do doliny pojechałem jeszcze do doliny Blatnickiej, ale okazała się znacznie mniej ciekawa. Na nocleg przeprawiłem się w okolice Klasztoru pod Zniewem i gdy przejechałem miejscowość znowu udało mi się znaleźć znakomity dziki biwak, aczkolwiek miejsce miałem już wcześniej upatrzone, z satelity. To byl drugi z rzędu udany dzień w górach, taki bez opadów. 

Powitanie dnia

Gederska dolina aż do końca zapewniała znakomity asfalt i zakaz wjazdu samochodów

Na głównym grzbiecie

Bralna Fatra

Ostredok

Dedoszowska dolina

Blatnica i zabytkowa zabudowa

Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52988843


Dystans79.11 km Czas04:38 Vśrednia17.07 km/h VMAX59.44 km/h Podjazdy1753 m
Dzika Słowacja, dzień 2: Bralna Fatra

Wstaję wypoczęty i zadowolony. Decyzja o noclegu u stóp królewiańskiej Kopy była strzałem w dziesiątkę. Czekał mnie jednak dzień pełen interwałów. Nieustanne garby wysysały mnie nie tyle z sił, co z zapasów i uswiadomiłem sobie, że muszę zawinąc do Turczańskich Teplic, bo w niedzielę niczego nie kupię. Tym sposobem akcję górską zacząłem w dolinie bez nazwy i przynać trzeba - bez turystów i bez wody (wyschły źródła) - pustkowiem leśno-skalnym wspinałem się na szczyt Drienoka. W kopule szczytowej, podbnie jak w dolinie - nie było żywego ducha. Po drodze nie brakowało skałek - Bralna Fatra, to po słowacku Skalna Fatra, czyli najpiękniejszy fragment Wielkiej Fatry, mało znany w Polsce. 

Epizod lidlowy w Teplicach zapamiętałem głównie dzięki ogłoszeniu, że czeka na mnie "chrumkave a voniate" pieczywo. Zejście tajemnicza doliną okazało się byc wzbogacone ciągłymi atakami jusznic. Na koniec dnia udało mi się znaleźć bardzo przyjemną miejscówkę na nocleg. Już w Wielkiej Fatrze, ale jeszcze nie w granicach parku narodowego.

Ruiny zamku Sklabina

Bela-Dulice

Necpaly

Blatnicky hrad

W drodze na Drienok

Skraj Bralnej Fatry

Widok z drogi na Dreinok na skraj Wielkiej Fatry i Małą Fatrę

Blatnicka dolina

Atmosferka w masywie Drienoka

Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52987907


Dystans114.76 km Czas06:29 Vśrednia17.70 km/h Podjazdy1526 m
Dzika Słowacja, dzień 1: Deszczowe ze Słowakami rozmowy

Od rana towarzyszy mi ponurość i beznadzieja. W Ujsole spostrzegam starą oponę traktora. Próbując odcedzić kartofelki trafiam nad samym potokiem napis "Zakaz wysypywania śmieci" przywalony stertą śmieci... Dzieje się to w samych Ujsołach.

Ponurość aury rozjaśniają mi kolejne rozmowy ze Słowakami. W Orawskiej Leśnej, gdy rozmawiam z miejscowym Słowakiem, zatrzymuje się przy nas Czech, pytając o przejezdność przełęczy Hola. Tworzymy więc żywy trójstyk zachodniej Słowiańszczyny. W Zazrivej, gdy chronię się przed ulewą pod okapem przystanku, rozmawiam sobie z kolei z miejscową Słowaczką. Zapamiętam zwrot, że pruszy deszcz, piękne! Gdy po przejechaniu wsi staję na kolejnym przystanku (kolejna ulewa), trafiam na słowackich motocyklistów puszczających sobie radośnie muzykę. 

Zanim zjeżdżam do centrum Zazrvy podejmuję ryzyko wejścia pieszo na Paracz. Próbowałem tego w 2020 roku, powstrzymały mnie wtedy potężne wiatrowały. Tym razem utrudnieniem są pola błota, a kropić zaczyna dopiero gdy schodzę do roweru. Aura sprawia, że nie spotykam nikogo.

Pod koniec dnia chmury zaczynają nabierać rozstępów. Wraz ze zmianą scenerii trafiam na znakomite miejsce noclegowe przy nieczynnej chacie "Tiesniawskiej". Mam pod ręką ujęcie wody i sławojkę. Są też ławy i stoliki, na których jem obiadokolację. Nikt mi nie zakłóca posiłku, myję więc menażkę w czystej wodzie z ujęcia i udaję się na spoczynek. 

Zazriva w trakcie potopu

Glinka

Orawska Leśna

Regiel górny na Paraczu

Na samiuśkim szczycie

Przemierzając Małą Fatrę

Šíp widoczny z doliny

W dolinie rzeki Orawy

Królewiany

Krpeľany -  przy Tiesňavskiej chacie

Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52987419 (+ dojazd na dworzec w Kato)