Wpisy archiwalne w kategorii
Tour de Bohemia 2023-2024
Dystans całkowity: | 2457.17 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 155:55 |
Średnia prędkość: | 15.76 km/h |
Maksymalna prędkość: | 65.94 km/h |
Suma podjazdów: | 26778 m |
Liczba aktywności: | 20 |
Średnio na aktywność: | 122.86 km i 7h 47m |
Więcej statystyk |
Dystans129.19 km Czas07:13 Vśrednia17.90 km/h Podjazdy782 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Środkowe Czechy, dzień 8: Z Jesioników do Opola
Po trzech dniach walki z wiatrem budzę się wreszcie w ciszy. Okazuje się że ciemnościach wybrałem całkiem niezłe miejsce na nocleg. Mijam po drodze ostatnich Czechów z plecaczkami na rowerach (raczej sakw już nie odkryją...) i zjeżdżam do doliny Branny. Przez niską przełęcz w Ramzowej przebijam się do miasta Jesionik i dalej do Polski. Po drodze, nad Białą Głuchołaską widzę bociana czarnego, z odległości 2-3 metrów - jak w Beskidzie Niskim. W Głuchołazach zastaję Armagedon samochodowy, niekończący się korek, remont mostu (za poł roku zmiecie go powódź) i ogólnie Circus Maximus.
Pierwotnie miałem zakończyć w Głuchołazach i wracać stąd pociągiem. Atmosfera chaosu skłania mnie jednak do dalszej jazdy, tym bardziej że jest znów ciepło i bezwietrznie. Tym sposobem - przez Białą i Prószków - docieram do historycznej stolicy Górnego Śląska, Opola. Klamra tym samym została zamknięta - od stolicy Czech do stolicy Górnego Śląska. W pociągu spotykam nawet programistę z Katowic i okazuje się że mamy wspólnego znajomego...
Razem 918,84 km (114,85 km dziennie), 10328 m przewyższenia, w tym aż 3 dni powyżej 1500 metrów różnicy wzniesień. To mnie najbardziej zaskoczyło, choć w sumie nie powinno, bo Czechy tylko na kiepskiej mapie przeglądowej wyglądają jak niewinny płaskowyż ;)

Ostatni nocleg. W Jesionikach na łące, bo nie było dla mnie miejsca w gospodzie. Znaczy, miejsce było, ale woli zabrakło.

Trudno tego nie docenić, nawet nie będąc czechofilem. Poziom czytelnictwa i liczne wiejskie wypożyczalnie książek na świeżym powietrzu - to wzór dla świata.

W drodze do Brannej

Głuchołazy rozkopane, zmasakrowane i zakorkowane (a będzie gorzej...)

To się nazywa "Sudety mieć za plecami"

Biała

Prószków

Kładka pieszo-rowerowa w Opolu. Mniej sławna od tej warszawskiej, ale za to przejezdna na rowerze...
Trasa: Pekarov (nocleg na łące, na 770,3 km) - Branna - Jesenik - Głuchołazy - Prudnik - Biała - Prószków - Opole
https://ridewithgps.com/routes/49145075
Po trzech dniach walki z wiatrem budzę się wreszcie w ciszy. Okazuje się że ciemnościach wybrałem całkiem niezłe miejsce na nocleg. Mijam po drodze ostatnich Czechów z plecaczkami na rowerach (raczej sakw już nie odkryją...) i zjeżdżam do doliny Branny. Przez niską przełęcz w Ramzowej przebijam się do miasta Jesionik i dalej do Polski. Po drodze, nad Białą Głuchołaską widzę bociana czarnego, z odległości 2-3 metrów - jak w Beskidzie Niskim. W Głuchołazach zastaję Armagedon samochodowy, niekończący się korek, remont mostu (za poł roku zmiecie go powódź) i ogólnie Circus Maximus.
Pierwotnie miałem zakończyć w Głuchołazach i wracać stąd pociągiem. Atmosfera chaosu skłania mnie jednak do dalszej jazdy, tym bardziej że jest znów ciepło i bezwietrznie. Tym sposobem - przez Białą i Prószków - docieram do historycznej stolicy Górnego Śląska, Opola. Klamra tym samym została zamknięta - od stolicy Czech do stolicy Górnego Śląska. W pociągu spotykam nawet programistę z Katowic i okazuje się że mamy wspólnego znajomego...
Razem 918,84 km (114,85 km dziennie), 10328 m przewyższenia, w tym aż 3 dni powyżej 1500 metrów różnicy wzniesień. To mnie najbardziej zaskoczyło, choć w sumie nie powinno, bo Czechy tylko na kiepskiej mapie przeglądowej wyglądają jak niewinny płaskowyż ;)

Ostatni nocleg. W Jesionikach na łące, bo nie było dla mnie miejsca w gospodzie. Znaczy, miejsce było, ale woli zabrakło.

Trudno tego nie docenić, nawet nie będąc czechofilem. Poziom czytelnictwa i liczne wiejskie wypożyczalnie książek na świeżym powietrzu - to wzór dla świata.

W drodze do Brannej

Głuchołazy rozkopane, zmasakrowane i zakorkowane (a będzie gorzej...)

To się nazywa "Sudety mieć za plecami"

Biała

Prószków

Kładka pieszo-rowerowa w Opolu. Mniej sławna od tej warszawskiej, ale za to przejezdna na rowerze...
Trasa: Pekarov (nocleg na łące, na 770,3 km) - Branna - Jesenik - Głuchołazy - Prudnik - Biała - Prószków - Opole
https://ridewithgps.com/routes/49145075
Dystans144.87 km Czas09:00 Vśrednia16.10 km/h Podjazdy1442 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Środkowe Czechy, dzień 7: Na Morawach
Nad ranem dość ciepło, bo 9 stopni i całkiem przemoczony tropik namiotu. W ciągu dnia trzykrotnie złapie mnie deszcz (i tyle samo razy biegunka). Wypadało przemęczyć się przez trzeci z rzędu dzień przeciwności. Tym bardziej że długo towarzyszyły mi jeszcze "wysoczyńskie" przełomy na drogach. Są jednak zmiany, wjechałem bezsprzecznie na Morawy - biją dzwony!
Dzieci idą do szkoły, mijam ich sporo. Podobnie jak i mnie mijają na drodze różne wehikuły, najczęściej mikro-dostawczaki lub mikro-ciężaróweczki marki Robur, no i nieśmiertelne faworitki. Ich widok poprawia mi humor. Bo lepiej jak mijają cię małe auta niż monstrualne, napompowane powietrzem SUV-y. Zaskakująco często widzę też drewniane płoty i... kubki na tych płotach. Rozpogadza się z czasem i pod koniec dnia robi się ładnie. Nie dostaję jednak noclegu w Wielkich Łosinach. Kamping nieczynny, a w pensjonacie odmawiają mi wprost tej przyjemności. Kończy się szukaniem noclegu w ciemności, gdzieś na grzbiecie Jesioników.

Rzepak morawski. W drodze do Trebovy.

Moravska Trebova

Ładny dziedziniec tutejszego zamku. Były też ławeczki w mini-parku.

Ładne pejzaże w dolinie Trebuvki

Bouzov
Trasa: Bohunov (nocleg na łące, na 626,5 km) - Moravska Trebova - Miasteczko Trnawka - Bouzov - Nowe Zamki - Mohelnice - Szumperk - Wielkie Łosiny - Pekarov (nocleg na łące, na 770,3 km)
Trasa na mapie:
https://ridewithgps.com/routes/49145075
Nad ranem dość ciepło, bo 9 stopni i całkiem przemoczony tropik namiotu. W ciągu dnia trzykrotnie złapie mnie deszcz (i tyle samo razy biegunka). Wypadało przemęczyć się przez trzeci z rzędu dzień przeciwności. Tym bardziej że długo towarzyszyły mi jeszcze "wysoczyńskie" przełomy na drogach. Są jednak zmiany, wjechałem bezsprzecznie na Morawy - biją dzwony!
Dzieci idą do szkoły, mijam ich sporo. Podobnie jak i mnie mijają na drodze różne wehikuły, najczęściej mikro-dostawczaki lub mikro-ciężaróweczki marki Robur, no i nieśmiertelne faworitki. Ich widok poprawia mi humor. Bo lepiej jak mijają cię małe auta niż monstrualne, napompowane powietrzem SUV-y. Zaskakująco często widzę też drewniane płoty i... kubki na tych płotach. Rozpogadza się z czasem i pod koniec dnia robi się ładnie. Nie dostaję jednak noclegu w Wielkich Łosinach. Kamping nieczynny, a w pensjonacie odmawiają mi wprost tej przyjemności. Kończy się szukaniem noclegu w ciemności, gdzieś na grzbiecie Jesioników.

Rzepak morawski. W drodze do Trebovy.

Moravska Trebova

Ładny dziedziniec tutejszego zamku. Były też ławeczki w mini-parku.

Ładne pejzaże w dolinie Trebuvki

Bouzov
Trasa: Bohunov (nocleg na łące, na 626,5 km) - Moravska Trebova - Miasteczko Trnawka - Bouzov - Nowe Zamki - Mohelnice - Szumperk - Wielkie Łosiny - Pekarov (nocleg na łące, na 770,3 km)
Trasa na mapie:
https://ridewithgps.com/routes/49145075
Dystans112.66 km Czas07:23 Vśrednia15.26 km/h Podjazdy1521 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Środkowe Czechy, dzień 6: Wysoczyna, beznadziei kraina
Było zimno, chmurno i wietrznie. W dodatku jechałem cały czas pod silny wiatr. W dodatku nawierzchnie szybko zrobiły się koszmarne a przełomy na asfaltach były momentami szokujące. Padł mi nawet na chwilę licznik, chyba nie dzierżył też kumulacji. Ta nastąpiła w mieście Zdziar nad Sazawą, to była bolesna puenta miłych dotąd nadsazawskich wspomnień. Kolejne czeskie miasto - czarna dziura. Wszędzie brzydkie bloczki, na rynku też... Cała okolica brzydka. W dodatku dalej wiało, chmurzyło i ziębiło.
Pomyśleć, że postanowiłem jechać w tym kierunku skuszony świetną droga rowerową poprowadzoną po linii zlikwidowanej wąskotorówki. Miłe były też złego początki, bo miasto Hawliczków Bród dysponowało całkiem ładnym rynkiem. Oczywiście po jakimś czasie ddr zanikła, ale ja pozostałem w Wysoczynie, w samym centrum beznadziei. Ładniej zrobiło się dopiero za miasteczkiem Jimramov, po 50 km na wietrznym pustkowiu pełnym fatalnych dróg (zastanawiałem się czy to była jakaś bardziej wzgórzysta Łotwa?). Naprawdę ładnie było dopiero - nomen omen - w dolinie Kretynki. Chmury jednak nie odpuściły aż do wieczora. Ten ciężki dzień zwieńczył piękny nocleg na magicznej łące obok rozszabrowanego domku letniskowego. Szabrownicy są wszędzie... :(

Do Hawliczków Brodu jechało się całkiem przyjemnie

W mieście był spodziewany ładny rynek, ale chmury gdy z niego wyjeżdżałem zrobiły się gradowe i zaczęło mocno wiać

W nagrodę miałem wspaniały ddr po dawnej wąskotorówce w kierunku miasteczka Przybysław

Krajobraz Wysoczyny rzadko przyciągał uwagę. Było chmurno, wietrznie i zimno. Tak dobre asfalty były niezwykłą rzadkością

Jimramov - austriacko

Ładna dolina Kretynki
Trasa:
Start na 515,7 km - Hawliczków Bród - Przybysław - Sazawa - Żdar nad Sazawą - Nowe Miasto na Morawach - Jimramov - Bystre - Svojanov - Bohunov (nocleg na łące, przy starym domku letniskowym na 626,5 km)
Na mapie:
https://ridewithgps.com/routes/49145075
Było zimno, chmurno i wietrznie. W dodatku jechałem cały czas pod silny wiatr. W dodatku nawierzchnie szybko zrobiły się koszmarne a przełomy na asfaltach były momentami szokujące. Padł mi nawet na chwilę licznik, chyba nie dzierżył też kumulacji. Ta nastąpiła w mieście Zdziar nad Sazawą, to była bolesna puenta miłych dotąd nadsazawskich wspomnień. Kolejne czeskie miasto - czarna dziura. Wszędzie brzydkie bloczki, na rynku też... Cała okolica brzydka. W dodatku dalej wiało, chmurzyło i ziębiło.
Pomyśleć, że postanowiłem jechać w tym kierunku skuszony świetną droga rowerową poprowadzoną po linii zlikwidowanej wąskotorówki. Miłe były też złego początki, bo miasto Hawliczków Bród dysponowało całkiem ładnym rynkiem. Oczywiście po jakimś czasie ddr zanikła, ale ja pozostałem w Wysoczynie, w samym centrum beznadziei. Ładniej zrobiło się dopiero za miasteczkiem Jimramov, po 50 km na wietrznym pustkowiu pełnym fatalnych dróg (zastanawiałem się czy to była jakaś bardziej wzgórzysta Łotwa?). Naprawdę ładnie było dopiero - nomen omen - w dolinie Kretynki. Chmury jednak nie odpuściły aż do wieczora. Ten ciężki dzień zwieńczył piękny nocleg na magicznej łące obok rozszabrowanego domku letniskowego. Szabrownicy są wszędzie... :(

Do Hawliczków Brodu jechało się całkiem przyjemnie

W mieście był spodziewany ładny rynek, ale chmury gdy z niego wyjeżdżałem zrobiły się gradowe i zaczęło mocno wiać

W nagrodę miałem wspaniały ddr po dawnej wąskotorówce w kierunku miasteczka Przybysław

Krajobraz Wysoczyny rzadko przyciągał uwagę. Było chmurno, wietrznie i zimno. Tak dobre asfalty były niezwykłą rzadkością

Jimramov - austriacko

Ładna dolina Kretynki
Trasa:
Start na 515,7 km - Hawliczków Bród - Przybysław - Sazawa - Żdar nad Sazawą - Nowe Miasto na Morawach - Jimramov - Bystre - Svojanov - Bohunov (nocleg na łące, przy starym domku letniskowym na 626,5 km)
Na mapie:
https://ridewithgps.com/routes/49145075
Dystans96.25 km Czas07:52 Vśrednia12.24 km/h Podjazdy1660 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Środkowe Czechy, dzień 5: Ekscytująca dolina Sazawy
Do zeszłej nocy jakoś nie niepokoiły mnie te zamknięte kampy. Naiwnie uznałem, że na Święto Pracy otworzą, miało być ładnie, no i majówka. Ta naiwność skończyła się zalegalizowanym pobytem na nieczynnym kampie przy nieczynnym hotelu i nieczynnej restauracji Ostende... Czynna była tylko budka z... piwem rzecz jasna. Nad ranem zebrałem się więc dość szybko i ruszyłem dalej wzdłuż Sazawy. Nie napiszę, że doliną, bo trasa była iście interwałowa i przeskakiwała boleśnie raz po raz na drugą stronę rzeki.
Generalnie jednak jazda wzdłuż Sazawy - choć wymagająca interwałowo - była tego warta. Ciekawe widoki, liczne pokaźne zamki i malutkie, ale pełne wdzięku osady domków letniskowych.. Towarzyszyła mi cisza, wędkarze i przemykające koty. Doskwierały jednak słabe asfalty i ciągła jazda pod porywisty, coraz bardziej huraganowy wiatr. Po raz pierwszy zobaczyłem też Czechów z sakwami, na gravelach rzecz jasna. Czecha na trekkingu z sakwami jeszcze w życiu nie widziałem...
Na koniec tego bardzo wymagającego etapu czekało mnie zetknięcie z Jarosławem Haszkiem. Wisienką na torcie był potężny zamek w Lipnicach nad Sazawą oraz domek gdzie zapił się na śmierć Jarosław Haszek. Znany awanturnik i bolszewik, uwielbiany w Polsce, jak wszystko co czeskie.

Chocerady w dolinie Sazawy. W tle zamek.

Czeskie osadki letniskowe są cudowne - bo są niewielkie i ulokowane zawsze na wschodnich stokach (szacun).

Sazava - klasztor w remoncie

Nad rzeką Sazawą miejscami było jak nad Berounką

Czeski Szternberk - imponujący zamek

Kacov - zamek

Zrucz nad Sazawą - zamek

Lipnice nad Sazawą - cel godny trudnego, ale bardzo ciekawego etapu podróży po czeskim śródziemiu

Najpiękniejszy, bo najbardziej autentyczny zamek dnia.
Trasa: Chocerady - Sazava - Czeski Szternberk - Zrucz nad Sazawą - Vlastejovice - Ledecz nad Sazawą - Lipnice nad Sazawą - nocleg na 515,7 km
Trasa na mapie:
https://ridewithgps.com/routes/49145075
Do zeszłej nocy jakoś nie niepokoiły mnie te zamknięte kampy. Naiwnie uznałem, że na Święto Pracy otworzą, miało być ładnie, no i majówka. Ta naiwność skończyła się zalegalizowanym pobytem na nieczynnym kampie przy nieczynnym hotelu i nieczynnej restauracji Ostende... Czynna była tylko budka z... piwem rzecz jasna. Nad ranem zebrałem się więc dość szybko i ruszyłem dalej wzdłuż Sazawy. Nie napiszę, że doliną, bo trasa była iście interwałowa i przeskakiwała boleśnie raz po raz na drugą stronę rzeki.
Generalnie jednak jazda wzdłuż Sazawy - choć wymagająca interwałowo - była tego warta. Ciekawe widoki, liczne pokaźne zamki i malutkie, ale pełne wdzięku osady domków letniskowych.. Towarzyszyła mi cisza, wędkarze i przemykające koty. Doskwierały jednak słabe asfalty i ciągła jazda pod porywisty, coraz bardziej huraganowy wiatr. Po raz pierwszy zobaczyłem też Czechów z sakwami, na gravelach rzecz jasna. Czecha na trekkingu z sakwami jeszcze w życiu nie widziałem...
Na koniec tego bardzo wymagającego etapu czekało mnie zetknięcie z Jarosławem Haszkiem. Wisienką na torcie był potężny zamek w Lipnicach nad Sazawą oraz domek gdzie zapił się na śmierć Jarosław Haszek. Znany awanturnik i bolszewik, uwielbiany w Polsce, jak wszystko co czeskie.

Chocerady w dolinie Sazawy. W tle zamek.

Czeskie osadki letniskowe są cudowne - bo są niewielkie i ulokowane zawsze na wschodnich stokach (szacun).

Sazava - klasztor w remoncie

Nad rzeką Sazawą miejscami było jak nad Berounką

Czeski Szternberk - imponujący zamek

Kacov - zamek

Zrucz nad Sazawą - zamek

Lipnice nad Sazawą - cel godny trudnego, ale bardzo ciekawego etapu podróży po czeskim śródziemiu

Najpiękniejszy, bo najbardziej autentyczny zamek dnia.
Trasa: Chocerady - Sazava - Czeski Szternberk - Zrucz nad Sazawą - Vlastejovice - Ledecz nad Sazawą - Lipnice nad Sazawą - nocleg na 515,7 km
Trasa na mapie:
https://ridewithgps.com/routes/49145075
Dystans118.61 km Czas07:31 Vśrednia15.78 km/h Podjazdy1331 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Środkowe Czechy, dzień 4: Pejzaże husycko-niemieckie
W nocy mocno wiało, ale miejsce biwakowe wybrałem komfortowe więc poza odgłosem wiatru nic mi nie dolegało. Od rana widziałem wszędzie pełno drozdów, wróbli i jaskółek. Zewsząd dobiegał śpiew pierwiosnków. Po wsiach można było natknąć się na watry, grille wszelakie i gaiki. Nie zabrakło też dziwnych wehikułów oraz przyczepek. Tabor zrobił na mniejsze wrażenie niż liczyłem, daleko mu do Krumlowa, ale ogólnie jechało się dość przyjemnie, nie licząc silnego przeciwnego wiatru... Celem była siedziba sławnego arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, tego, którego widowiskowa śmierć stała się przyczyną Wielkiej Wojny.
Była to więc wycieczka od husytów do Habsburgów, kawał dziejów Czech! Zakończyła się jednak fiaskiem poszukiwań porządnego noclegu i wylądowałem na zamkniętym kempingu nad Sazawą. Zemścił się brak doświadczenia w wyjazdach wielodniowych/majówkowych...

W drodze na Tabor

Tabor zza rzeki

Starówka

W husyckim Taborze

Borotin - zamek husycki

Między Taborem a Voticami

Zabudowa wiosek w okolicach Bistric

Typowe dla Czech piękne aleje drzew owocowych

Zamek Konopiszte - siedziba arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga
Trasa:
Czernyszowice (306,1 km) - Tabor - Borotin - Votice - Bystrice - Konopiszte - Beneszów - Chocerady (nieczynny kemping/hotel Ostende) na 424,2 km
Trasa:
W nocy mocno wiało, ale miejsce biwakowe wybrałem komfortowe więc poza odgłosem wiatru nic mi nie dolegało. Od rana widziałem wszędzie pełno drozdów, wróbli i jaskółek. Zewsząd dobiegał śpiew pierwiosnków. Po wsiach można było natknąć się na watry, grille wszelakie i gaiki. Nie zabrakło też dziwnych wehikułów oraz przyczepek. Tabor zrobił na mniejsze wrażenie niż liczyłem, daleko mu do Krumlowa, ale ogólnie jechało się dość przyjemnie, nie licząc silnego przeciwnego wiatru... Celem była siedziba sławnego arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, tego, którego widowiskowa śmierć stała się przyczyną Wielkiej Wojny.
Była to więc wycieczka od husytów do Habsburgów, kawał dziejów Czech! Zakończyła się jednak fiaskiem poszukiwań porządnego noclegu i wylądowałem na zamkniętym kempingu nad Sazawą. Zemścił się brak doświadczenia w wyjazdach wielodniowych/majówkowych...

W drodze na Tabor

Tabor zza rzeki

Starówka

W husyckim Taborze

Borotin - zamek husycki

Między Taborem a Voticami

Zabudowa wiosek w okolicach Bistric

Typowe dla Czech piękne aleje drzew owocowych

Zamek Konopiszte - siedziba arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga
Trasa:
Czernyszowice (306,1 km) - Tabor - Borotin - Votice - Bystrice - Konopiszte - Beneszów - Chocerady (nieczynny kemping/hotel Ostende) na 424,2 km
Trasa:
Dystans123.67 km Czas07:51 Vśrednia15.75 km/h Podjazdy1438 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Środkowe Czechy, dzień 3: Piękno czeskiego śródziemia
O poranku przywitał mnie urozmaicony krajobraz środkowych Czech. Pobudka była późna, a na noclegu wyjątkowo ciepło i przyjemnie. Przyjemny był też pierwszy etap dzienny - do Błatnej. Potem miałem w planie wariant wschodni, czyli spore odbicie na wschód do pięknie położonego nad Wełtawą zamku Zvikov i interwałową trasę wzdłuż rzeki Otavy do Piska. Emocje pojawiły się przy realizacji tego planu w dwóch miejscach: na dojeździe do zamku Zvikov (nieustanne znaki ostrzegające o remoncie drogi - jedynej drogi do celu) i na przeprawie przez rzekę Otawę. Mostek na mapie okazał się kładką dla pieszych ze schodami... Udało mi się jakość - w częściach - przenieść rower, ale ciśnienie podskoczyło mi znacznie.
Pisek z kolei okazał się dużo mniej ciekawy niż na zdjęciach, czy z satelity, ale oferował nagrody pocieszenia: kraniki z wodą i wspaniałe Pisecke Hory ze źródełkami i pustymi drogami asfaltowymi. Naoglądałem się rzecz jasna w ciągu dnia różnych czeskich wynalazków na drogach, trójkołowców czy hulajnóg z siodełkami (w Polszcze też nielegalne). Ostatnie nieplanowane emocje towarzyszyły mi przy pokonywaniu mostu nad rzeką Lużnice w pobliżu miasta Bechynie. Most był kolejowo-drogowy, ale bez wydzielonej części dla kolei. Pociąg sobie jechał jak tramwaj, normalnie po jezdni a cały most dudnił złowieszczo...

Pejzaż powitalny - widok z namiotu

Widok na namiot ;)

Po niemiecku

Pastiky - mikrowioska z ładnym kościołem

Miasto Błatna

Hrad Zvikov

Nadwełtawskie letniska...

Pisek

Kapitalnie położone miasto Bechynie

I jego położenie na urwiskach nad rzeką
Trasa: skraj lasu na 183,8 km - Błatna - Mirotice - Zvikov - Pisek - Tyn nad Wełtawą - Bechynie - Czernyszowice las (306,1 km)
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49145075
O poranku przywitał mnie urozmaicony krajobraz środkowych Czech. Pobudka była późna, a na noclegu wyjątkowo ciepło i przyjemnie. Przyjemny był też pierwszy etap dzienny - do Błatnej. Potem miałem w planie wariant wschodni, czyli spore odbicie na wschód do pięknie położonego nad Wełtawą zamku Zvikov i interwałową trasę wzdłuż rzeki Otavy do Piska. Emocje pojawiły się przy realizacji tego planu w dwóch miejscach: na dojeździe do zamku Zvikov (nieustanne znaki ostrzegające o remoncie drogi - jedynej drogi do celu) i na przeprawie przez rzekę Otawę. Mostek na mapie okazał się kładką dla pieszych ze schodami... Udało mi się jakość - w częściach - przenieść rower, ale ciśnienie podskoczyło mi znacznie.
Pisek z kolei okazał się dużo mniej ciekawy niż na zdjęciach, czy z satelity, ale oferował nagrody pocieszenia: kraniki z wodą i wspaniałe Pisecke Hory ze źródełkami i pustymi drogami asfaltowymi. Naoglądałem się rzecz jasna w ciągu dnia różnych czeskich wynalazków na drogach, trójkołowców czy hulajnóg z siodełkami (w Polszcze też nielegalne). Ostatnie nieplanowane emocje towarzyszyły mi przy pokonywaniu mostu nad rzeką Lużnice w pobliżu miasta Bechynie. Most był kolejowo-drogowy, ale bez wydzielonej części dla kolei. Pociąg sobie jechał jak tramwaj, normalnie po jezdni a cały most dudnił złowieszczo...

Pejzaż powitalny - widok z namiotu

Widok na namiot ;)

Po niemiecku

Pastiky - mikrowioska z ładnym kościołem

Miasto Błatna

Hrad Zvikov

Nadwełtawskie letniska...

Pisek

Kapitalnie położone miasto Bechynie

I jego położenie na urwiskach nad rzeką
Trasa: skraj lasu na 183,8 km - Błatna - Mirotice - Zvikov - Pisek - Tyn nad Wełtawą - Bechynie - Czernyszowice las (306,1 km)
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49145075
Dystans116.47 km Czas07:43 Vśrednia15.09 km/h Podjazdy1631 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Środkowe Czechy, dzień 2: Poranek w krainie marzeń
Wstałem o 5 rano i nie jadłem awokado. Będę milionerem. Do wstania zmusiła mnie temperatura 3,2 stopnia nad ranem. Spałem specjalnie na wzgórzach otaczających dolinę rzeki, na dnie doliny był przymrozek. Gdy zjechałem w dolinę Berounki zrobiło się jednak słonecznie. Zimno i pięknie. Czekały mnie 2 godziny zachwytu w pięknym przełomie rzeki znanym jako Křivoklátsko. To zadziwiające jak blisko jest stąd do Pragi i jak bardzo się tego nie odczuwa. Křivoklátsko to prawdziwy mikrokosmos. Bajkowa oaza.
Podziwiałem kolejnych Czechów jeżdżących hulajnogami elektrycznymi na drogach publicznych między wioskami (u nas zabronione). Był dziadek z wnuczkami - on na hulajnodze, one siłowo na rowerach pod górkę. Byli też - a jakże - wędkarze, wiozący cały sprzęt na hulajnogach. I nikomu to nie przeszkadzało. Opuszczałem dolinę tej magicznej rzeki z wielkim żalem. Czekała mnie wspinaczka na płaskowyż, jeszcze kilka zamków i nieciekawa przeszkoda - Przybram. Miasto okazało się czarną dziurą, bramą piekieł. Nie pasowało wizualnie do dotychczasowych wrażeń z majowych Czech - było tu brzydko, smutno i biednie. Niemal poradziecko.
Dopiero gdy minąłem Przybram krajobraz zaczął znowu ładnieć. Odwiedziłem pałacyk Antoniego Dworzaka w Wysokiej oraz pokaźny zamek w Breznicach. Znalazłem też dobre miejsce biwakowe pod Drahenicami.

Křivoklátsko

Křivoklát - zamek

Bajkowe majowe scenerie w przełomie Berounki

Wciąż było zimno, ale pejzaże rozgrzewały

Stara zabudowa w dolinie Berounki. Nezabudicki młyn - najbliższe sercu miejsce dla Oty Pavla.

Hrad Żebrak

Pejzaż "uświęcony" przed Breznicami. Było tak uroczo, że rozmyślałem o noclegu...

Ostatecznie jednak dotarłem do Breznic i rozbiłem się dopiero dobrych kilka km na południe od miasta.
Trasa:
Las (69 km) - Krzywoklat - Nezabudice - Żebrak - Przybram - Wysoka - Brzeznice - Drahenice - skraj lasu przy drodze, na 183,8 km
https://ridewithgps.com/routes/49145075
Wstałem o 5 rano i nie jadłem awokado. Będę milionerem. Do wstania zmusiła mnie temperatura 3,2 stopnia nad ranem. Spałem specjalnie na wzgórzach otaczających dolinę rzeki, na dnie doliny był przymrozek. Gdy zjechałem w dolinę Berounki zrobiło się jednak słonecznie. Zimno i pięknie. Czekały mnie 2 godziny zachwytu w pięknym przełomie rzeki znanym jako Křivoklátsko. To zadziwiające jak blisko jest stąd do Pragi i jak bardzo się tego nie odczuwa. Křivoklátsko to prawdziwy mikrokosmos. Bajkowa oaza.
Podziwiałem kolejnych Czechów jeżdżących hulajnogami elektrycznymi na drogach publicznych między wioskami (u nas zabronione). Był dziadek z wnuczkami - on na hulajnodze, one siłowo na rowerach pod górkę. Byli też - a jakże - wędkarze, wiozący cały sprzęt na hulajnogach. I nikomu to nie przeszkadzało. Opuszczałem dolinę tej magicznej rzeki z wielkim żalem. Czekała mnie wspinaczka na płaskowyż, jeszcze kilka zamków i nieciekawa przeszkoda - Przybram. Miasto okazało się czarną dziurą, bramą piekieł. Nie pasowało wizualnie do dotychczasowych wrażeń z majowych Czech - było tu brzydko, smutno i biednie. Niemal poradziecko.
Dopiero gdy minąłem Przybram krajobraz zaczął znowu ładnieć. Odwiedziłem pałacyk Antoniego Dworzaka w Wysokiej oraz pokaźny zamek w Breznicach. Znalazłem też dobre miejsce biwakowe pod Drahenicami.

Křivoklátsko

Křivoklát - zamek

Bajkowe majowe scenerie w przełomie Berounki

Wciąż było zimno, ale pejzaże rozgrzewały

Stara zabudowa w dolinie Berounki. Nezabudicki młyn - najbliższe sercu miejsce dla Oty Pavla.

Hrad Żebrak

Pejzaż "uświęcony" przed Breznicami. Było tak uroczo, że rozmyślałem o noclegu...

Ostatecznie jednak dotarłem do Breznic i rozbiłem się dopiero dobrych kilka km na południe od miasta.
Trasa:
Las (69 km) - Krzywoklat - Nezabudice - Żebrak - Przybram - Wysoka - Brzeznice - Drahenice - skraj lasu przy drodze, na 183,8 km
https://ridewithgps.com/routes/49145075
Dystans77.12 km Czas05:07 Vśrednia15.07 km/h Podjazdy523 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Środkowe Czechy, dzień 1: Wzdłuż Berounki
A więc Czechy! Pierwsza poważna rowerowa majówka w życiu (przez ostatnią dekadę uniemozliwiały to obowiązki zawodowe). Na powitanie dziki i nudny tłum turystów w Pradze. Musiałem nieraz prowadzić rower. Cóż, był piękny, prawie majowy, weekend. Większość ludzi postanowiła więc spędzić go sztampowo - w Pradze. Z okien pociągu widziałem morze rzepaku, zapewne od pana Babisza. W każdym razie wybranie czeskiego pociągu zamiast Intercity było bardzo dobrym pomysłem. Zyskałem prawie 2 h.
Gdy tylko opuszczam praską starówkę trafiam do raju. Najpierw wzdłuż Wełtawy a później wzdłuż Berounki jadę w towarzystwie licznych rowerzystów. Ratuję nawet czeskie dziewczę, które nie potrafi otworzyć napoju chłodzącego :) W rycerskim czynie pomaga mi wierny towarzysz - Opinel.
Jest bardzo idyllicznie, pogoda jest wymarzona. Mijam jakieś dziwne boiska na których Czesi grają w golfa... normalnymi piłkami (wtf?). Intrygują mnie guzikowe progi zwalniające na ddr i ta cisza, Czesi bowiem, w przeciwieństwie do Niemców, nie pozdrawiają się wcale na rowerach. Jedzie mi się tak dobrze, że biwakuje dopiero daleko za zamkiem Karlstejn, choć planowałem rozbijać się w jego bliskim sąsiedztwie.

Praha

Nad Wełtawą

Pożegnanie z Wełtawą

Zamek Karlsztajn

Nad spokojną Berounką

Rozkosze doliny Berounki. Czułem się jak Ota Pavel w najpiękniejszych chwilach życia. A byłem bez wędki!
Trasa: Chorzów - Katowice - PKP - Praga - Karlsztejn - Beroun - nocleg w lesie (69 km trasy licząc z Pragi)
https://ridewithgps.com/routes/49145075
A więc Czechy! Pierwsza poważna rowerowa majówka w życiu (przez ostatnią dekadę uniemozliwiały to obowiązki zawodowe). Na powitanie dziki i nudny tłum turystów w Pradze. Musiałem nieraz prowadzić rower. Cóż, był piękny, prawie majowy, weekend. Większość ludzi postanowiła więc spędzić go sztampowo - w Pradze. Z okien pociągu widziałem morze rzepaku, zapewne od pana Babisza. W każdym razie wybranie czeskiego pociągu zamiast Intercity było bardzo dobrym pomysłem. Zyskałem prawie 2 h.
Gdy tylko opuszczam praską starówkę trafiam do raju. Najpierw wzdłuż Wełtawy a później wzdłuż Berounki jadę w towarzystwie licznych rowerzystów. Ratuję nawet czeskie dziewczę, które nie potrafi otworzyć napoju chłodzącego :) W rycerskim czynie pomaga mi wierny towarzysz - Opinel.
Jest bardzo idyllicznie, pogoda jest wymarzona. Mijam jakieś dziwne boiska na których Czesi grają w golfa... normalnymi piłkami (wtf?). Intrygują mnie guzikowe progi zwalniające na ddr i ta cisza, Czesi bowiem, w przeciwieństwie do Niemców, nie pozdrawiają się wcale na rowerach. Jedzie mi się tak dobrze, że biwakuje dopiero daleko za zamkiem Karlstejn, choć planowałem rozbijać się w jego bliskim sąsiedztwie.

Praha

Nad Wełtawą

Pożegnanie z Wełtawą

Zamek Karlsztajn

Nad spokojną Berounką

Rozkosze doliny Berounki. Czułem się jak Ota Pavel w najpiękniejszych chwilach życia. A byłem bez wędki!
Trasa: Chorzów - Katowice - PKP - Praga - Karlsztejn - Beroun - nocleg w lesie (69 km trasy licząc z Pragi)
https://ridewithgps.com/routes/49145075
Dystans96.04 km Czas05:29 Vśrednia17.51 km/h Podjazdy606 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Tour de Bohemia, dzień 12: Slumsy Brna
Rano na niebie zalegają chmury a zamek Pernštejn zamknięty jest na cztery bramy. Moimi celami dnia są opactwo cysterskie w mieście Tišnov, przejazd doliną rzeki Svitava i zwiedzanie Brna. Głównym celem był jednak powrót do Polski. Gdybym nie musiał 14 lipca być w kraju, jechałbym dalej i skończył w Raciborzu lub ponownie w Kłodzku, zamykając pętelkę.
Wrażenia:
- nieodstępny zamek Pernštejn
+ piękny portal w opactwie cysterskim w mieście Tišnov
+ przyjemny przejazd wzdłuż rzeki Svitava
- slumsy na przedmieściach Brna, a i starówka nie zachwyca. Typowy XIX-wiek, co prawda mocno wertykalna zabudowa, ale też sporo nowszych wstawek.
+ koszt całego rajdu (łącznie z pociągiem Brno-Bohumin): 3170 koron, czyli 610 zł.
Galeria rajdu (12 dni, 1538 km)

Galeria 12 etapu:

Pernštejn - podzamcze

Tišnov - Monasterium Cisterciense Porta Coeli

Ddr nad rzeką Svitava

Brno

Chałupki
Trasa: Milasin - Nedvedice - Tisnov - Svata Katerina - wzdłuz rzeki Svitava - Brno - pociąg RegioJet - Bohumin - Olza - pociąg KŚ - Katowice - Chorzów
https://ridewithgps.com/routes/44322727
Rano na niebie zalegają chmury a zamek Pernštejn zamknięty jest na cztery bramy. Moimi celami dnia są opactwo cysterskie w mieście Tišnov, przejazd doliną rzeki Svitava i zwiedzanie Brna. Głównym celem był jednak powrót do Polski. Gdybym nie musiał 14 lipca być w kraju, jechałbym dalej i skończył w Raciborzu lub ponownie w Kłodzku, zamykając pętelkę.
Wrażenia:
- nieodstępny zamek Pernštejn
+ piękny portal w opactwie cysterskim w mieście Tišnov
+ przyjemny przejazd wzdłuż rzeki Svitava
- slumsy na przedmieściach Brna, a i starówka nie zachwyca. Typowy XIX-wiek, co prawda mocno wertykalna zabudowa, ale też sporo nowszych wstawek.
+ koszt całego rajdu (łącznie z pociągiem Brno-Bohumin): 3170 koron, czyli 610 zł.
Galeria rajdu (12 dni, 1538 km)

Galeria 12 etapu:

Pernštejn - podzamcze

Tišnov - Monasterium Cisterciense Porta Coeli

Ddr nad rzeką Svitava

Brno

Chałupki
Trasa: Milasin - Nedvedice - Tisnov - Svata Katerina - wzdłuz rzeki Svitava - Brno - pociąg RegioJet - Bohumin - Olza - pociąg KŚ - Katowice - Chorzów
https://ridewithgps.com/routes/44322727
Dystans117.78 km Czas07:24 Vśrednia15.92 km/h VMAX56.21 km/h Podjazdy1355 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Tour de Bohemia, dzień 11: W stronę Pernštejnu
Rano pada deszcz, to drugi i ostatni taki poranek na tym rajdzie. Pomimo tego po południu wraca zaduch. Doskwierają ataki jusznic, a nawet ślepaków. Przy wsiadaniu na rower ranię się w stopę i w dodatku rozpada się sworzeń lewego pedała. Da się z tym jechać i pedałować, ale nie ma przypadków, są tylko znaki. Czas wracać. Przez cały dzień jechałem na pół gwizdka (by nie złapał mnie wieczór w wąskich dolinkach okolic Nedvedic), tak żeby zbliżyć się do zamku Pernštejn, ale do niego nie dotrzeć. Rozkładam się na plateau łąkowym, ponad drogą do wsi Milasin, niedaleko ładnej dolinki potoku Nedvědička.
Wrażenia:
- Poranny deszcz, który moczy tropik
- Ataki jusznic i ślepaków
- Puszki po piwie w rowach przydrożnych (śmieci jest mało, ale niemal zawsze są to puszki po piwie) i na przystankach...
+ Przyjemny odcinek ddr wzdłuż rzeki Jihlavy: od miasta Jihlava do dużej wsi Kamenice
+ Przyjemne lokalne drogi na północ od miasta Velke Meziříčí

W drodze do Jihlavy

Jihlava/Igława - najładniejsza ulica...

Przyjemna ddr wzdłuż rzeki Jihlava

Drzewo uratowało kierowców przed kolejnym piratem.

Na północ od Velkého Meziříčí znów zrobiło się bardzo przyjemnie

Morawskie klimaty
Trasa:
Strmilov - Jihlava - Kamenice - Velke Meziříčí - Moravec - Milasin (nocleg na łące, nad drogą do wsi)
https://ridewithgps.com/routes/44322727
Rano pada deszcz, to drugi i ostatni taki poranek na tym rajdzie. Pomimo tego po południu wraca zaduch. Doskwierają ataki jusznic, a nawet ślepaków. Przy wsiadaniu na rower ranię się w stopę i w dodatku rozpada się sworzeń lewego pedała. Da się z tym jechać i pedałować, ale nie ma przypadków, są tylko znaki. Czas wracać. Przez cały dzień jechałem na pół gwizdka (by nie złapał mnie wieczór w wąskich dolinkach okolic Nedvedic), tak żeby zbliżyć się do zamku Pernštejn, ale do niego nie dotrzeć. Rozkładam się na plateau łąkowym, ponad drogą do wsi Milasin, niedaleko ładnej dolinki potoku Nedvědička.
Wrażenia:
- Poranny deszcz, który moczy tropik
- Ataki jusznic i ślepaków
- Puszki po piwie w rowach przydrożnych (śmieci jest mało, ale niemal zawsze są to puszki po piwie) i na przystankach...
+ Przyjemny odcinek ddr wzdłuż rzeki Jihlavy: od miasta Jihlava do dużej wsi Kamenice
+ Przyjemne lokalne drogi na północ od miasta Velke Meziříčí

W drodze do Jihlavy

Jihlava/Igława - najładniejsza ulica...

Przyjemna ddr wzdłuż rzeki Jihlava

Drzewo uratowało kierowców przed kolejnym piratem.

Na północ od Velkého Meziříčí znów zrobiło się bardzo przyjemnie

Morawskie klimaty
Trasa:
Strmilov - Jihlava - Kamenice - Velke Meziříčí - Moravec - Milasin (nocleg na łące, nad drogą do wsi)
https://ridewithgps.com/routes/44322727