Wpisy archiwalne w kategorii

blisko domu

Dystans całkowity:21957.89 km (w terenie 45.88 km; 0.21%)
Czas w ruchu:1075:05
Średnia prędkość:20.21 km/h
Maksymalna prędkość:60.34 km/h
Suma podjazdów:174446 m
Liczba aktywności:318
Średnio na aktywność:69.05 km i 3h 25m
Więcej statystyk
Dystans53.06 km Czas02:28 Vśrednia21.51 km/h Podjazdy340 m
SprzętMerida Drakar
Po trzykroć postoje
Kategoria blisko domu

Tym razem zima mnie nie zaskoczyła. Pojechałem na Drakarze. Drakkary były największymi z łodzi Wikingów, okrętami z prawdziwego zdarzenia. Mój Drakar przebił się więc z łatwością przez śniegi i lody nadpogoriańskie. Potem było już z gorzej: 40 minut czekania na trzech przejazdach kolejowych (Gołonóg i 2 x Maczki!). Jazda w piątek po południu do Jaworzna to katorga. Wystarczy. 

Samotny mors nad Pogorią

Trasa: Chorzów - Grodziec - Pogoria III - Gołonóg - Jaworzno
Dystans24.13 km Czas01:17 Vśrednia18.80 km/h Podjazdy206 m
SprzętMerida Drakar
Biblioteka Śląska + Park Śląski
Kategoria blisko domu

Drakar po liftingu, postanowiłem więc skoczyć do Biblioteki Śląskiej. W drodze powrotnej zrobiłem peregrynację po parku. Warunki zaskakująco ciężkie, pod świeżym śniegiem warstwa lodu - zamarznięte, zdeptane błoto śniegowe. W zamian bezludnie, niska temp. odczuwalna. 

Zimowa Łania w lockdownie


Dystans78.73 km Czas03:35 Vśrednia21.97 km/h Podjazdy583 m
Temp.7.0 °C SprzętFocus Arriba 4.0
Płaskowyż Twardowicki 1/2021
Kategoria trening, blisko domu

Dzień był chmurny, ale tym razem nie padało. W dodatku woda spłynęła z dróg, stopniały śniegowe złogi na poboczach. Skusiłem się więc na wizytę w Ujejscach, Podwarpiu, Przeczycach i Sączowie. Dotarłem nawet pod kopiec w Sadowiem Drugim i na Dziewiczą Górę. Droga rowerowa Sączów-Pomłynie była zasyfiona, pełna śnieżnej brei, wody i żwiru, więc jechałem zwykłą (a bydełko na mnie 2 razy trąbiło, choć droga pusta). W drodze powrotnej (od Sączowa) zmagania z przeciwnym wiatrem z południa.

Kulawy bażant w Strzemieszycach

Przeczyce w zimowej, odwilżowej scenerii

Widok z Sadowia Drugiego na Mierzęcice

Trasa:
Dystans24.34 km Czas01:19 Vśrednia18.49 km/h Podjazdy202 m
SprzętMerida Drakar
Biblioteka Śląska + Park Śląski
Kategoria blisko domu

Konieczny wypad do biblioteki. Wyszło trochę słońca, powrót przez park, gdzie na północ od ZOO warstwa śniegu (tzw. ślad). 

Dystans54.21 km Teren7.00 km Czas03:07 Vśrednia17.39 km/h Podjazdy435 m
SprzętMerida Drakar
Kijowa Góra + Rogoźnik
Kategoria blisko domu

Temperatura nie rozpieszczała, ale do wyboru był tylko obciachowy wypad w góry. Wybrałem więc coś trudniejszego - bezdroża Zagłębiowskich Gór Wyspowych (Góra św. Doroty, Parcina, Kijowa). 
W miejscach zacienionych ziemia była zmrożona, pokryta śladem śniegu. W miejscach nasłonecznionych dominowała niestety błotnista maź. Było słonecznie, przy źródle u stóp Kijowej spory tłumek amatorów tutejszej wody. W drodze powrotnej zweryfikowałem stan prac na 913-tce: bez zmian. Dalej w Strzyżowicach szuter z błotem i światła. To była dobra trasa na Drakara, na innym rowerze byłaby nieprzejezdna.

Widok na Boboszyn i Słonkę

Błotniste pułapki Kijowej Góry. W cieniu zmrożona i śnieżna nawierzchnia, w słońcu błoto, a nawet piach.

Nad Wielonką

Trasa:
Chorzów - Grodziec - Kijowa - Strzyżowice - Rogoźnik - Chorzów
Dystans61.75 km Czas02:57 Vśrednia20.93 km/h VMAX48.87 km/h Podjazdy491 m
Jaworzno - WG - Chorzów
Kategoria blisko domu

Gdy wyruszyłem zdziwił mnie widok dużej liczby spacerowiczów na Velostradzie. Na Wzgórzu Gołonoskim było niemal całkiem bezludnie i dopiero nieprzebrane tłumy dzieci, rodziców i dziadków nad Pogorią Trzecią uświadomiły mi, że trwają ferie zimowe. Po tym odkryciu zamiast jechać przez Park Zielona pomknąłem na Czwórkę i przez Marianki, Łagiszę i Grodziec czmychnąłem do domu. W Michałkowicach wyszło słońce skusiłem się więc jeszcze na rundkę maciejkowicką i omijając Park Śląski zameldowałem się w domu.  


Widok ze Wzgórza Gołonoskiego na pochmurne Zagłębie. 

Trasa: Jaworzno - WG - Pogorie - Chorzów
Dystans53.00 km Czas02:45 Vśrednia19.27 km/h Podjazdy350 m
Ten ostatni raz w latach 10.
Kategoria blisko domu
Sama trasa ciężka: potężna wilgotność, mikra widoczność (miejscami 10 metrów), 2 postoje na przejazdach, łącznie pół godziny w plecy i zmarznięte palce u stóp (puszczali po 2 składy ,w obu przypadkach, na bezczela, nie otwierając pomiędzy szlabanów). Olbrzymi ruch na drogach, zakończenie godne tego roku. 
Symboliczny jest fakt, że padł mi licznik (wilgoć!) i odczyt jest szacowany...

[Grodziec]

Dla mnie lata dziesiąte zaczęły się równie źle jak skończyły: na początku lipca 2011 doznałem poważnej kontuzji (rana szyta) stawu skokowego i straciłem całe lato. W roku 2020 straciłem nie tylko piękny kwiecień (z dniami wolnymi!), ale też plany na wiosnę i lato. Historia zatoczyła więc klasyczne koło.

 Słaby był też dla mnie w latach 10. rok 2013, naznaczony kupnem mieszkania i tego konsekwencjami (remont) oraz kolejny rok z kontuzją, czyli 2017, gdy po zimnej wiośnie nadeszło zimne i mokre lato na północy Polski (gdzie akurat rowerowałem), zwieńczone nagłą poprawą pogody i moją bolesną kontuzją stopy... Straciłem całą drugą połowę lata, a bawiłem się wtedy w "zalicz gminę na rowerze". Poza trzema nieparzystymi latami (2011-2013-2017) była to jednak dekada bogata i udana. W 2014 nastąpiła seria 7 lat tłustych, zakończona dopiero przeciwnościami roku 2020. Jechałem już w tym 2020 roku na oparach, czułem sakwiarskie wypalenie, tym bardziej że koronawirus skasował moje skandynawskie plany. Miałem zakończyć dekadę z przytupem, musiałem zaś ratować sezon "rajdami przygodowymi", czyli wypadami jedno lub dwudniowymi. Zamiast ostatniej poważnej wielodniowej trasy rok zdominowały rajdy ratunkowe i ratunkowa trasa wielodniowa po Korona-Francji. Tym sposobem uratowałem ten nieszczęsny rok 2020. Udało mi się to, choć w kwietniu chciałem rzucić rower na poważnie.

 Zaliczyłem w 2020 r. rekordową liczbę wypadów długodystansowych, ale nie wynikało to z planów, to był skutek uboczny ograniczeń. Musiałem wymyślić sezon na nowo i po najgorszym od dekady kwietniu nastąpił lepszy maj i znakomity czerwiec. Przyciśnięcie dopiero w czerwcu sprawiło, że optymalną formę uzyskałem dopiero na początku sierpnia, ale wolne od ograniczeń lato wykorzystałem niemal na maksimum możliwości. Pascal pisał, że często nie doceniamy korzyści płynących z klęsk. Ja je doceniam - to była niepowtarzalna wiosna (wpierw uwięzienie przy cudnej pogodzie w kwietniu, następnie od końca kwietnia rajdy w dni powszednie, możliwe dzięki covidowej organizacji pracy) i jedyne takie lato, zdominowane przez krótkie wypady, bo wyprawę potraktowałem jako formę treningu, nie przygotowywałem się do niej w żaden sposób (zaliczyłem tylko jeden wypad z namiotem, w dodatku po smętnych nizinach dookoła Radomia).

[Młode śmieszki bały się latać w takiej mgle i wolały plażować nad Pogorią]

Te kończące się 7 lat tłustych zwieńczyłem 10 wyprawami wielodniowymi w 17 krajach. Ustanowiłem swoje rekordy w rocznym dystansie (2018) i rocznym przewyższeniu (2019). W 7 lat przejechałem 114 tys. km, w większości z pełnym bagażem i niemal wyłącznie na trekkingu (przynajmniej z jedną sakwą u boku). Zdobyłem w cyklotreku prawie 100 gór, od pozbawionych szlaków beskidzkich gór drugiego planu aż po alpejskie i pirenejskie trzytysięczniki. Oglądałem wschody i zachody słońca, polowałem z aparatem na koziorożce i bociany czarne. Parkowałem rower w korytach potoków, spałem na studzienkach ściekowych, piłem deszczówkę i zwiedzałem szpitale we Francji i w Toruniu. Zaliczyłem wszystkie polskie gminy, trzykrotnie objechałem Polskę dookoła i przejechałem górami z Portugalii do Polski. W Estonii brali mnie za Rosjanina, we Włoszech za Niemca, w Czechach za Słowaka i tylko w Austrii za swojaka.

Czas na przerwę, zbyt intensywna jazda na rowerze powoduje zaniedbania w innych dziedzinach. Rok 2021 nie zapowiada się zbyt optymistycznie, nie mam wobec niego żadnych oczekiwań, planuję zmiany i siłą rzeczy czasu na rower będę miał znacznie mniej niż dotąd.
Czas na sezon przejściowy. 
Dystans67.75 km Czas03:37 Vśrednia18.73 km/h VMAX57.08 km/h Podjazdy593 m
Płaskowyż Twardowicki (16/2020)
Kategoria blisko domu

Ostatni raz na Płaskowyżu w latach 10. XXI wieku. Tym razem nad Rogoźnikiem pustawo, na Równej Górze dużo błota, ale też pusto. Wiatr zimny i silny - na północ, pojechałem więc do Toporowic. Ostatni podjazd na Dziewiczą już ciężki, efekt 2 miesięcy bez regularnego jeżdżenia. W zasadzie ledwo dojechałem do domu  - przewyższenie dające mocno w kość, jak na okoliczności grudniowe. 

Równa Góra

Ostatni raz w 2020 r. nad Rogo

Krystaliczne powietrze, bez śladów smogu

Wiatr poprawiał dotlenienie

Nowość na Dziewiczej - słupek Camino (wreszcie można postawić rower, gracias!)

Trasa: Chorzów - Rogoźnik - Strzyżowice - Równa Góra - Wał Brzękowice - Toporowice - Najdziszów - Myszkowice - Dziewicza Góra - Sączów - Chorzów
Dystans41.19 km Czas02:11 Vśrednia18.87 km/h Podjazdy291 m
Dookoła Rogoźnika
Kategoria blisko domu

Dla dobrego samopoczucia, w tempie na tyle wolnym by nie zrobić krzywdy wymęczonym po świętach jelitom...
Niska temp. odczuwalna, nie przedłużałem więc wycieczki. 

Rogoźnik

W stronę Pomłynia
Dystans51.83 km Czas02:38 Vśrednia19.68 km/h Podjazdy328 m
Jaworzno - Chorzów
Kategoria blisko domu

Wilgotno, mgliście, lepko, zimno, szaro, grudniowo. Na samą myśl o powrocie rowerem brała mnie litość (litowałem się nad sobą rzecz jasna). Celowo uwieczniłem ten sam motyw, czyli wiadukt na Laskach, co dzień wcześniej. Różnica jest widoczna aż nadto. Usprawiedliwia mnie tylko brak ruchu, to ona skłonił mnie to tej desperackiej peregrynacji. 

Wiadukt na Laskach - widok na S-1

W drodze na Gołonóg (motyw wtórny z soboty)

Uroki Łagiszy (Jazowe)

Trasa: jak zwykle