Wpisy archiwalne w kategorii

>200 km

Dystans całkowity:27113.32 km (w terenie 2.91 km; 0.01%)
Czas w ruchu:1217:28
Średnia prędkość:20.84 km/h
Maksymalna prędkość:73.01 km/h
Suma podjazdów:151366 m
Liczba aktywności:119
Średnio na aktywność:227.84 km i 10h 58m
Więcej statystyk
Dystans202.56 km Czas10:30 Vśrednia19.29 km/h VMAX43.43 km/h Podjazdy628 m
Tour de Mazovia, dzień 5: Raz na wozie, raz pod wozem

Ciągłe zmiany nastrojów. Początek dnia był piekny - bo na Kurpiach. Od Kolna pogorszenie nawierzchni i męczące słońce (lampa). Pod koniec świetna wiadomość, że 3 nastepne noclegi spędzę w Broku (Dom Weselny). W związku z tym końcówka sprinterska, po drodze jeszcze kebab w Jedwabnem. Gdy wydawało się, że był to jednak bardzo udany dzień, już w pokoju hotelowym odkryłem... zostawienie okularów na Kurpiach...

Rano odkryłem, że spałem tuż obok granicy rezerwatu

Jak tu nie zakochać się w Kurpiach?

Łyse

Kolno

Stawiski

Znowu Jadwabne

Bagno Wizna

Zambrów

Andrzejewo, gotyk mazowiecki

Zaręby Kościelne

Brok, rynek

trasa:
Dystans233.05 km Czas11:33 Vśrednia20.18 km/h VMAX38.44 km/h Podjazdy564 m
Tour de Mazovia, dzień 2: Boże Ciało w sercu Mazowsza

Nad ranem powitał mnie rytuał strojenia ołtarzy na Boże Ciało. Tak jakby brak zaufania dla rodaków (można było te kwiaty doniczkowe np. dzień wcześniej poustawiać, tylko co gdyby zmieniły w nocy lokalizację...). Z ciekawszych anegdot: rozbawił mnie kot skradający się w celu upolowania bażancicy (dwukrotnie większej od niego). Upał dał mi się ze znaki, nie zjadłem też obiadu, ale obmyłem się na stacji BP w Ciechanowie. Do snu składałem się w jakiejś starej żwirowni, w towarzystwie komarów.

Początek czerwca jest tylko raz w roku (formalnie to jeszcze był maj, wiem)

Łanięta - chyba najładniejsza dzwonnica w Polsce :)

Gostynin, ratusz

Luszyn, pałac

Kiernozia - rynek

Sanniki - pałac odwalony na tip-top, państwowy...

Błędy w wyborze dróg są zawsze bolesne...

Słubice, pałac

Iłów tuż po wyjściu procesji

bez komentarza

Jabłonna, pałac

Legionowo, rynek

Ciechanów

Lekowo

Grudusk

trasa (brakuje odcinka Legionowo-Ciechanów przejechanego KM, oraz dalszej trasy, aż pod gminę Krzynowłoga zrobionej na rowerze):
Dystans205.64 km Czas09:19 Vśrednia22.07 km/h VMAX38.89 km/h Podjazdy572 m
Tour de Mazovia, dzień 1: Nieszczęścia chodzą parami

Nie ma to jak dobry początek: po 6 km pękła dętka. Przy zmianie cały się obsmarowałem. W Boleszczynie pękłem okulary przeciwsłoneczne. Obiad w bistro "Wabik" w Uniejowie. W samym Uniejowie pięknie odnowiony rynek. Dobre drogi, nawet nasłabsze odcinki akceptowalne.


Jasionna, dwór

Błaszki, rynek

Dobra

Uniejów, rynek

Dąbie, ratusz

Besiekiery - bardzo urocze ruinki zamku, idealnie zachowana fosa

Mazew, ładny klasycyzm

Kutno, rynek

Głogowiec - bardzo ładny ceglak z XV w. 

trasa:
Dystans210.68 km Czas09:59 Vśrednia21.10 km/h VMAX50.28 km/h Podjazdy1114 m
Lubelski wiraż

Dzień który o dziwo skończył się luksusowym noclegiem. Z dużym żalem rozstawałem się z Grabowcem i idyllą tych pofalowanych  mozaik pól i lasów. Pierwszym celem był Lublin, drugim zbliżenie się do Tarnobrzega i dalsza jazda nocą przez Nową Dębę. Tymczasem moja M. załatwiła mi nocleg za 30 zł w Modliborzycach i uratowała mnie przed chłodem i ciemnością. Trasa uległa wtedy zmianie. Do Lublina drogi i moje tempo były średnie. Z Lublina do Modliborzyc było już dużo lepiej. O 22 zameldowałem się w pensjonacie "Pod lipkami". Trafienie tam było sporym wyzwaniem, ale po ciepłym prysznicu mogłem pospać sobie w wygodnym łóżku. Tak zakończył się kolejny udany dzień mojej wyprawki w Lubelskie. 

Ostatni dzień w raju (gmina Grabowiec)

Świdniki, d. cerkiew

Przystępny dwór w Udryczach z ładnym parkiem, aż chciało się zostać...

Stary Zamość

Żółkiewka

Sobieska Wola

Droga nr 835 w gminie Jabłonna. Remont i frezowane nawierzchnie towarzyszyły mi długo. 

Lublin, rynek - punkt zwrotny trasy

Zbiornik Zemborzycki - rekreacyjne centrum Lublina

"Pałac oligarchy" w Zakrzówku

mapka:
Dystans241.61 km Czas11:23 Vśrednia21.22 km/h VMAX48.88 km/h Podjazdy1240 m
Łęczna

To był dzień na lekko. Całe szczęście, bo nawierzchnia na drodze Grabowiec-Uchanie była koszmarna (dziury lub stary klinkier). Dalej było już lepiej, choć czym dalej od Grabowca tym mniej garbów i fałdów, słowem: krajobraz schodził na psy. Wszędy kwitnące robinie i rzepak. Pogoda cudowna (słońce, 25 stopni w cieniu, niemal bezchmurne niebo). Od okolic Łęcznej jechałem już sportowym tempem, pomagał brak bagażu. Końcówka w Skierbieszowskim Parku Krajobrazowym znowu magiczna: piękne pejzaże i zabudowa (dużo drewnianych chałup). Wróciłem już po zmierzchu do Grabowca. 

Gmina Grabowiec - kraina cudowności

Buśno, gm. Białopole

Najstarsza piramida w Polsce - Krynica, Góra Ariańska

Siedliszcze

Łęczna. Te wieżowce mnie zaskoczyły (były wyższe nawet niż te na zdjęciu) w mieście zaledwie 19-tysięcznym...

Krzesimów

Minkowice, zabytkowy dworzec

Krasnystaw, rynek

Stryjów (gm. Izbica), pejzaż Skierbieszowskiego PK

mapka:
Dystans259.32 km Czas11:53 Vśrednia21.82 km/h VMAX58.55 km/h Podjazdy987 m
Grody Czerwieńskie

Ciężka walka z czasem, nawierzchniami, bagażem i ryzykiem opadów. Od okolic Józefowa fatalne drogi. Jak na ironię mnóstwo rozmówców po drodze, niektórzy nachalni. Nad ranem długo warstwa chmur nie dopuszczała słońca, później już bardzo ciepło (28 stopni w cieniu). Z bagażem i bocznym wiatrem nie było lekko by przejechać do zmierzchu taki dystans, ale dałem radę. W gminie Trzeszczany (wieś Bogucice) dorwała mnie ulewa. W zasadzie skraj ulewy. Końcówka więc z emocjami. 
W schronisku (PTSM Grabowiec) ładnie i tanio - przeciwieństwo PTSM Matecznik w Przemyślu. 

Ze Szwejkiem w Przemyślu. Start przed 5...

Leszno (gm. Medyka), cerkiew

Stary Dzików, cerkiew

Krasnobród, kościół podominikański

Pejzaż, gmina Tarnawatka

Ruiny pałacu Szeptyckich w Łaszczowie

Tyszowce

Czermno - gród Czerwień

Werbkowice, pałac

Ulewa tuż przed Grabowcem

mapka:
Dystans282.48 km Czas13:41 Vśrednia20.64 km/h VMAX40.68 km/h Podjazdy1065 m
Dookoła Łodzi
Kategoria >200 km

Wrażenia.
Brakowało mi trochę tego objazdu Łodzi: wpadło 14 nowych gmin, dotąd zawsze nie pod drodze... Bujna przyroda rzucała się w oczy: zobaczyłem pierwszego gąsiorka (lanius collurio) w tym roku! Była też pliszka żółta na tle rzepaku (aż żal, że tele nie wziałem). We wsi Jeziorko cudowny ogród przydomowy złożony niemal wyłącznie z różaneczników i azalii. Ponadto kwitnące maki i jarzębiny! Najśmieszniejsze nazwy na trasie: Ignacew Rozlazły, Tumidaj i Żelgoszcz...
Zdenerwował mnie remont (9 km!) na trasie Chruslin - Brzozów (droga 703). Całkowicie zdarta nawierzchnia,w Bielawach wybrałem w końcu objazd, trzeba było szybciej, ale nie widziałem na mapniku tego Brzozowa. W Ozorkowie kebabowałem tuż przy rynku, próbowałem zaklepać noclegi w SSM-ie w Zd. Woli, ale rzecz jasna wszystko zajęte (liczni rodacy finiszowali 9 dni wolnego). Tym samym skazałem się na nocny odcinek, bez entuzjazmu. Zakończyłem o przedświcie (3:53) na stacji w Krzepicach. Po drodze, w rzeczonym Tumidaju wizytowałem nawet zajazd-restaurację, ale kryształowe fotele mnie zniechęciły i nie pytałem nawet o cenę... Noc była zimna, ale byłem przygotowany na wariant pesymistyczny. Średnia słaba - 80 km pod wiatr (do Urzecza w gm. Zduny), potem 9 km horroru nawierzchniowego spowodowało, że po 100 km avs było poniżej 20 km... 

Koluszki

Jeżów

Pustki śródziemia

Droga nr 703 za Bielawami, tu się wycofałem na objazd...

Po raz trzeci w środku Polski

Ozorków, rynek

Budzynek, mały, sympatyczny drewniak o kapitalnie zadbanej murawie

Poddębice

Zadzim

Sieradz, rynek

Czarnożyły

Wieluń, ul. Kaliska

Jaworzno, gm. Rudniki

mapka:
Dystans227.48 km Czas09:36 Vśrednia23.70 km/h VMAX57.73 km/h Podjazdy688 m
Wypad w Podkarpackie: Ropczyce
Kategoria >200 km, wypad na 2 dni

Rano do Katowic i w pociąg do Charsznicy. Tamże stado rowerzystów, kilka fajnych rozmów. Po wysiadce trafiłem w bajkowy świat ferii barw Wyżyny Miechowskiej. Zieleń pól poprzeplatana białymi smugami drzew owocowych i upstrzona żółtymi dodatkami. Jechało się dobrze, bo z wiatrem. Pierwsza wizyta w mieście Wiślicy bez szału, zmieniła się jedynie tabliczka na UG i tablica z planem "miasta i gminy Wiślica". Na rynku leżał sobie "miejski menel". Byłem mocno niewyspany. Odcinek Nowy Korczyn - Rataje - Połaniec był zaś tak uspypiający, że musiałem zrobić piknik (za wsią Słupiec) pod wierzbą. Przy okazji odkryłem, że pokrzywy są już całkiem okazałe...

Okolice Charsznicy

Miechów

W drodze do Działoszyc

Wiślica

Połaniec - przerwa obiadowa

Czermin

Ropczyce-Witkowice

mapa:
Dystans206.14 km Czas09:23 Vśrednia21.97 km/h VMAX40.40 km/h Podjazdy596 m
Parówkowa dwusetka
Kategoria trening, >200 km

Tradycyjnie plan nie został zrealizowany.
Rano było zimno i wilgotno, choć nie padało. Za Ujazdem posłuszeństwa odmówiła mi manetka lewej przerzutki (przedniej). Może to i dobrze, bo do tego momentu jechałem na dużym blacie a tak przynajmniej oszczędzałem kolana :)
Widoczność była dramatyczna - przejeżdżałem przy Górze św. Anny i jej nie widziałem (ledwo zarys). Widziałem za to pierwszą pliszkę i festiwal sprzątania chodników przed Krapkowicami.
Panowie domu jak jeden mąż wygonieni zostali górnośląskim zwyczajem przed płoty, by pedantycznie oczyszczać otoczenie zagrody z piasku przy pomocy potężnych mioteł. Ordnung must sein! Przy niewielkim ruchu i poprawiającej się aurze dotarłem tym samym do Oppeln. 

Gdy przejechałem starówkę, na drodze 454 (kierunek Namslau) czekały mnie nie lada wyzwania. Jakaś nowa obwodnica, zakaz dla rowerów. Na szczęście miałem dokładny stadtplan i nie dałem wyprowadzić się w (O)pole. Było jednak dziwnie: rondka na środku nigdzie, absurdalne nakazy jazdy dla rowerzystów po ścieżkach wiodących do nikąd... Trafiłem nawet na podziemną śluzę dla rowerów...
Uświadomiłem sobie tym samym jak dawno nie jechałem na Czarnowanz. Gdy droga nr 454 wróciła w swoje stare, zerodowane koryto, zaczęły się ciągnące się wzdłuż niej pseudościeżki i megaścieżki rowerowe. Pseudościeżki miały 1,5 metra szerokości i były - na starej śląskiej ziemi! - wykonane z rdzennie polskiego betbruku. Co jakiś czas objawiały się jednak - zazwyczaj z zaskoczenia - doskonałe jakościowo i szerokie ścieżki asfaltowe.
W tej scenerii dotarłem do Alt Schalkowitz (Str. Siołkowic) i zdołałem tamże znaleźć opuszczone gospodarstwo, co uratowało mnie przed ze*raniem się na środku wsi. Parówki urodzinowe z 18 i 19 marca dały o sobie znać dopiero 22 marca (czw), teraz nastąpił epizod II. Na szczęście zdążyłem. Miałem też Laremid. 
Za Poppelau (19,7% Niemców, 2,5% Ślązków, czyli autochtonów łącznie 22,2%) zabudowa zrobiła się bardziej zróżnicowana. Obok typowo brzydkich polskich "pałacyków" i pustakowców pojawiały się okazałe i zrujnowane domy poniemieckie. Tak było m.in. w Stobrawie, Kościerzycach i Bystrzycy.
Jeszcze przed zachodem zameldowałem się w Oławie. Uzupełniłem zapasy w Biedronce i mając jeszcze 1,5 h do pociągu ruszyłem przez Kottwitz do Sambowitz.
Już w pociągu zastała mnie radosna wieść: rower w przewozach regio kosztuje w tym roku10 zł! Brawo wy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
---
Album: google+
---
Dystans216.04 km Czas10:51 Vśrednia19.91 km/h VMAX49.29 km/h Podjazdy1203 m
Dzień 15: Dzień fatalnych dróg


Most na Wiśle, do Kwidzynia. Na horyzoncie Gniew.

Wiadomo gdzie

Sztum

Prabuty

Kanał Elbląski

Pasłęk

Młynary

Trasa: