Wpisy archiwalne w kategorii
>100 km
| Dystans całkowity: | 91786.73 km (w terenie 19.90 km; 0.02%) |
| Czas w ruchu: | 4307:55 |
| Średnia prędkość: | 19.07 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 78.22 km/h |
| Suma podjazdów: | 612630 m |
| Liczba aktywności: | 687 |
| Średnio na aktywność: | 133.61 km i 7h 03m |
| Więcej statystyk | |
Dystans141.88 km Czas07:37 Vśrednia18.63 km/h VMAX47.74 km/h Podjazdy1269 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzień 16: Na Warmii

bardzo warmińsko

Morąg - ratusz


Dobre Miasto

Jeziorany, rynek

Kaplica w Raszągu
Trasa:

bardzo warmińsko

Morąg - ratusz


Dobre Miasto

Jeziorany, rynek

Kaplica w Raszągu
Trasa:
Dystans140.93 km Czas07:12 Vśrednia19.57 km/h VMAX53.24 km/h Podjazdy833 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzień 14: Piękny dzień ładnych miast

Skarszewy - pierwsze ładne miasto

Starogard Gdański - drugie ładne miasto na trasie 14 etapu

Gniew - trzecie ładne miasto na trasie

Rynek w Nowem - czwartym ładnym mieście na trasie.
Trasa:

Skarszewy - pierwsze ładne miasto

Starogard Gdański - drugie ładne miasto na trasie 14 etapu

Gniew - trzecie ładne miasto na trasie

Rynek w Nowem - czwartym ładnym mieście na trasie.
Trasa:
Dystans191.81 km Czas09:17 Vśrednia20.66 km/h VMAX48.99 km/h Podjazdy1487 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzień 13: Coście skurwysyny uczynili z tą krainą

Jezioro Wierzysko tuż przed Kościerzyną, w tle zorza poranna

Jastarnia - chałupa rybacka z XIX w.

Cypel półwyspu - dalej już się nie da...

Puck - rynek

Żukowo - coście skurwysyny uczynili z tą krainą, gdzie w piatkowe popołudnie stada puszek korkują drogi wiosną, latem, zimą - parafrazując Kazika.
Trasa:

Jezioro Wierzysko tuż przed Kościerzyną, w tle zorza poranna

Jastarnia - chałupa rybacka z XIX w.

Cypel półwyspu - dalej już się nie da...

Puck - rynek

Żukowo - coście skurwysyny uczynili z tą krainą, gdzie w piatkowe popołudnie stada puszek korkują drogi wiosną, latem, zimą - parafrazując Kazika.
Trasa:
Dystans144.26 km Czas07:54 Vśrednia18.26 km/h VMAX48.25 km/h Podjazdy760 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzień 11: Objazdy objazdów i potop

Kamień Krajeński potrafi ucieszyć zwartością zabudowy starówki

Człuchów - tzw. zamek

Stąd tytuł etapu... To był sam piach - musiałem objeżdżać objazd

Takimi drogami

Miastko

Kępice - najpiękniejszy fragment
Trasa:

Kamień Krajeński potrafi ucieszyć zwartością zabudowy starówki

Człuchów - tzw. zamek

Stąd tytuł etapu... To był sam piach - musiałem objeżdżać objazd

Takimi drogami

Miastko

Kępice - najpiękniejszy fragment
Trasa:
Dystans182.58 km Czas09:40 Vśrednia18.89 km/h VMAX41.03 km/h Podjazdy875 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzień 9: Bieg po wózkach

Kościół klasztorny "u podnóża" Łobżenicy, w Górce Klasztornej

Ruiny pałacu w Runowie Krajeńskim

Koronowo - rynek

Sępólno Krajeńskie
Trasa:

Kościół klasztorny "u podnóża" Łobżenicy, w Górce Klasztornej

Ruiny pałacu w Runowie Krajeńskim

Koronowo - rynek

Sępólno Krajeńskie
Trasa:
Dystans179.79 km Czas08:52 Vśrednia20.28 km/h VMAX45.39 km/h Podjazdy822 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzień 6: Do Lekowa wróć

Chociwel - tzw. "ładniejszy fragment" dobrze wyrabia opinię nt. tego miasta

W Maszewie nie było gdzie schronić się przed deszczem

Stara aleja bukowa nawet w deszczu jest piękna

Płoty - tzw. nowy zamek
Trasa:

Chociwel - tzw. "ładniejszy fragment" dobrze wyrabia opinię nt. tego miasta

W Maszewie nie było gdzie schronić się przed deszczem

Stara aleja bukowa nawet w deszczu jest piękna

Płoty - tzw. nowy zamek
Trasa:
Dystans183.32 km Czas09:35 Vśrednia19.13 km/h VMAX39.64 km/h Podjazdy665 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzień 4: Zimny prysznic

Lubostroń

Czasem wnętrze przychodzi oglądać z zewnątrz

Moja mapa dała popis: wąski asfaltowy skrót przez las (do Margonina) okazał się istnieć w rzeczywistości i mieć całkiem niezłą nawierzchnię

Szamocin - niestety - miał rynek rozjechany przez drogę

Wałcz
Trasa:

Lubostroń

Czasem wnętrze przychodzi oglądać z zewnątrz

Moja mapa dała popis: wąski asfaltowy skrót przez las (do Margonina) okazał się istnieć w rzeczywistości i mieć całkiem niezłą nawierzchnię

Szamocin - niestety - miał rynek rozjechany przez drogę

Wałcz
Trasa:
Dystans135.10 km Czas06:36 Vśrednia20.47 km/h VMAX45.39 km/h Podjazdy810 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzień 1: Wiatr w oczy

Wymuskany rynek w Polkowicach

Nowe Miasteczko - wspaniale zachowany układ urbanistyczny i w 100% oryginalna zabudowa

W Kożuchowie stara zabudowa przeplata się z bloczkami, ale na zdjęciu można ich uniknąć
Trasa:

Wymuskany rynek w Polkowicach

Nowe Miasteczko - wspaniale zachowany układ urbanistyczny i w 100% oryginalna zabudowa

W Kożuchowie stara zabudowa przeplata się z bloczkami, ale na zdjęciu można ich uniknąć
Trasa:
Dystans187.81 km Czas08:29 Vśrednia22.14 km/h VMAX57.70 km/h Podjazdy1080 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzień świętojański
Zaczęło się w pociągu; w zasadzie zaczęło się na dobre dopiero na stacji w Ostrowcu Św. Potem w ekspresowym tempie przez Ożarów na Annopol. Droga dalej w remoncie na odcinku w okolicach Drygulca. Już na drodze nr 74 sympatyczny zjazd na Maruszów. W Annopolu obieram kierunek na Poniatową. Odcinek do Józefowa znam dobrze, jechałem tu już w 2009 roku. Mija mnie długa kolumna weselników, poza tym cisza i gdzieniegdzie słabsza nawierzchnia. W Opolu Lubelskim nie mogę odwiedzić kościoła albowiem trwa wesele, w Chodlu jest identycznie! Wszyscy żenią się na świętego Jana!
Spokój odnajduję dopiero na sennym rynku w Urzędowie, co to niedawno prawa miejskie odzyskał. Słusznie - zabudowa zwarta, rynek przyzwoity. Za trzecią próbą osiągam wreszcie Kraśnik. Miasto zawsze nie po drodze, lub z fatalną pogodą. Tym razem triumfuję - to ważne, bo chciałem Kraśnik poznać dogłębnie, nawiedzić tutejszą farę. Udaje mi się to połowicznie: oglądam wnętrze, robię po kryjomu kilka zdjęć, bo trwa rzecz jasna nabożeństwo (akurat litania). Nie mam szans na porządne zwiedzanie, ale kościół piękny, częściowo w remoncie.
Mam niezły czas, wręcz rewelacyjny, zważywszy że wyruszyłem po 10. Wielkim łukiem przez Błażek docieram do Zakrzówka, tamże kebab (na wsi!) i kiczowaty pałacozamek lokalnego bonza. W Bychawie nie znajduję niczego ciekawego, ciemny rynek o kiepskiej, parterowej głównie zabudowie przykucnął nieco na uboczu. Nie przyuważam d. synagogi, ale spieszę już na nocleg. Gdy zmierzcha rozbijam się na niużytku, nieopodal Troszczyna (Tarnawka I). Nie widzę stąd drogi 842, mam za to wgląd w dolinę rzeczki Pór. Niestety jest gliniasto i oszczekuje mnie długo jakaś niegościnna sarna :) Jestem jednak zadowolony, bo znaleźć na Lubelszczyźnie nieużytek to wielka sztuka!
Powyżej mapka trasy, poniżej kilka zdjęć.

Pałac w Kluczkowicach - zadbana siedziba mrowia instytucyi wszelakich

Bogate w atrakcje wnętrze kościoła w Kraśniku

Widok z Łęczycy w stronę Bychawy
Zaczęło się w pociągu; w zasadzie zaczęło się na dobre dopiero na stacji w Ostrowcu Św. Potem w ekspresowym tempie przez Ożarów na Annopol. Droga dalej w remoncie na odcinku w okolicach Drygulca. Już na drodze nr 74 sympatyczny zjazd na Maruszów. W Annopolu obieram kierunek na Poniatową. Odcinek do Józefowa znam dobrze, jechałem tu już w 2009 roku. Mija mnie długa kolumna weselników, poza tym cisza i gdzieniegdzie słabsza nawierzchnia. W Opolu Lubelskim nie mogę odwiedzić kościoła albowiem trwa wesele, w Chodlu jest identycznie! Wszyscy żenią się na świętego Jana!
Spokój odnajduję dopiero na sennym rynku w Urzędowie, co to niedawno prawa miejskie odzyskał. Słusznie - zabudowa zwarta, rynek przyzwoity. Za trzecią próbą osiągam wreszcie Kraśnik. Miasto zawsze nie po drodze, lub z fatalną pogodą. Tym razem triumfuję - to ważne, bo chciałem Kraśnik poznać dogłębnie, nawiedzić tutejszą farę. Udaje mi się to połowicznie: oglądam wnętrze, robię po kryjomu kilka zdjęć, bo trwa rzecz jasna nabożeństwo (akurat litania). Nie mam szans na porządne zwiedzanie, ale kościół piękny, częściowo w remoncie.
Mam niezły czas, wręcz rewelacyjny, zważywszy że wyruszyłem po 10. Wielkim łukiem przez Błażek docieram do Zakrzówka, tamże kebab (na wsi!) i kiczowaty pałacozamek lokalnego bonza. W Bychawie nie znajduję niczego ciekawego, ciemny rynek o kiepskiej, parterowej głównie zabudowie przykucnął nieco na uboczu. Nie przyuważam d. synagogi, ale spieszę już na nocleg. Gdy zmierzcha rozbijam się na niużytku, nieopodal Troszczyna (Tarnawka I). Nie widzę stąd drogi 842, mam za to wgląd w dolinę rzeczki Pór. Niestety jest gliniasto i oszczekuje mnie długo jakaś niegościnna sarna :) Jestem jednak zadowolony, bo znaleźć na Lubelszczyźnie nieużytek to wielka sztuka!
Powyżej mapka trasy, poniżej kilka zdjęć.

Pałac w Kluczkowicach - zadbana siedziba mrowia instytucyi wszelakich

Bogate w atrakcje wnętrze kościoła w Kraśniku

Widok z Łęczycy w stronę Bychawy
Dystans125.44 km Czas06:00 Vśrednia20.91 km/h VMAX51.34 km/h Podjazdy812 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Pół dnia w Lubelskiem
Wstałem dość późno, znaczy namiot zwinąłem tuż po godzinie 5. Wiedziałem, że czeka mnie ucieczka przed potężnym frontem deszczowym. Długo rozmyślałem na rozległym rynku w Kocku nad dalszą trasą i zmieniłem plany. Zamiast Łęcznej, kierunek Kraśnik. Kolejnym miejscem kontemplacji był uroczy ryneczek w Łysobykach (dziś nazwa Jeziorzany), postanowiłem jak najszybciej dostać się do Nałęczowa i przede wszystkim Wojciechowa, w którym nigdy nie byłem. W Nałęczowie zaczęło padać, a było jeszcze przed 12! Wieża araiańska w Wojciechowie mocno mnie zawiodła, ale w jej cieniu rozsiadły się nowiutkie toi-toje, z których skorzystałem (było nawet mydło!). Chwilę potem zadecydowałem, że nie pociąga mnie perspektywa 7-godzinnego urwania chmury z piorunami (prognowanego od 15), podobnie jak wizja wilgotnej, bardzo wietrznej soboty z temp. maksymalną na poziomie 12-13 stopni. Słowem, zdecydowałem uciekać do stacji kolejowej Niedrzwica. Gdy podjąłem decyzję miałem cały bagaż ze sobą, przeciwny wiatr 4 m/s (podmuchy 10 m/s), 58 minut czasu i 18 km nieznanej mi drogi przed sobą. Byłem 16 minut przed czasem! Pomimo remontu na odcinku Bełżyce-Niedrzwica. Denerwowały mnie na tym odcinku wolne samochody :)
9 nowych gmin

Pałac w Kocku

Pejzaż okolic Wąwolnicy

Wieża ariańska w Wojciechowie
---
Prawdziwe atrakcje czekały mnie już w pociągu. Najpierw miłe zaskoczenie: szynobus Lublin-Rzeszów miał bardzo dużo miejsca na rowery: więcej niż 3-krotnie dłuższe elfy na trasie Gliwice - Cz-wa... Potem kolejne miłe zaskoczenie: bardzo wygodny skład (*jakaś Pesa?) na linii Rzeszów - Kraków, tylko konduktorzy jacyś centusiowaci. Najgorzej było w Srakowie (nie mogłem się powstrzymać), zapomniano poinformować w internetowym rozkładzie (są od tego piktogramy autobusu zazwyczaj), że pociąg jedzie na Mydlniki a potem - niespodzianka! - trzeba przesiąść się do autobusu by dojechać aże do Krzeszowic. Dalej znów pociągiem. Taka drobnostka o której zapomniano wspomnieć grupie 5 osób z Orzesza (w tym dwie siostry zakonne!) gdy kupowały bilet w kasie na krakowskim dworcu. Ręce opadają. Kierowca okazał się na szczęście dobrym człowiekiem i nasze 6 rowerów upakowaliśmy w luku autobusu. Nie do wiary!
Kolejne doświadczenie i końcowy morał: rower wepchnięty na chama w całości (razem z sakwami i torbą przednią, bo czasu nie było) do luku bagażowego, przywalony kilkoma innymi rowerami nie odniósł żadnych obrażeń. Tyle w temacie jakim to grozi uszkodzeniem przewożenie rowru w całości autobusem, jakie to niemożliwe, jaka to hekatomba itd. itp.
Trasa - oczywiście bez powrotu ze stacji K-ce do domu - tutaj:
9 nowych gmin

Pałac w Kocku

Pejzaż okolic Wąwolnicy

Wieża ariańska w Wojciechowie
---
Prawdziwe atrakcje czekały mnie już w pociągu. Najpierw miłe zaskoczenie: szynobus Lublin-Rzeszów miał bardzo dużo miejsca na rowery: więcej niż 3-krotnie dłuższe elfy na trasie Gliwice - Cz-wa... Potem kolejne miłe zaskoczenie: bardzo wygodny skład (*jakaś Pesa?) na linii Rzeszów - Kraków, tylko konduktorzy jacyś centusiowaci. Najgorzej było w Srakowie (nie mogłem się powstrzymać), zapomniano poinformować w internetowym rozkładzie (są od tego piktogramy autobusu zazwyczaj), że pociąg jedzie na Mydlniki a potem - niespodzianka! - trzeba przesiąść się do autobusu by dojechać aże do Krzeszowic. Dalej znów pociągiem. Taka drobnostka o której zapomniano wspomnieć grupie 5 osób z Orzesza (w tym dwie siostry zakonne!) gdy kupowały bilet w kasie na krakowskim dworcu. Ręce opadają. Kierowca okazał się na szczęście dobrym człowiekiem i nasze 6 rowerów upakowaliśmy w luku autobusu. Nie do wiary!
Kolejne doświadczenie i końcowy morał: rower wepchnięty na chama w całości (razem z sakwami i torbą przednią, bo czasu nie było) do luku bagażowego, przywalony kilkoma innymi rowerami nie odniósł żadnych obrażeń. Tyle w temacie jakim to grozi uszkodzeniem przewożenie rowru w całości autobusem, jakie to niemożliwe, jaka to hekatomba itd. itp.
Trasa - oczywiście bez powrotu ze stacji K-ce do domu - tutaj:











