Wpisy archiwalne w kategorii
>100 km
| Dystans całkowity: | 91786.73 km (w terenie 19.90 km; 0.02%) |
| Czas w ruchu: | 4307:55 |
| Średnia prędkość: | 19.07 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 78.22 km/h |
| Suma podjazdów: | 612630 m |
| Liczba aktywności: | 687 |
| Średnio na aktywność: | 133.61 km i 7h 03m |
| Więcej statystyk | |
Dystans101.14 km Czas09:31 Vśrednia10.63 km/h VMAX63.24 km/h Podjazdy1557 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzika Słowacja, dzień 4: Ekstrema Dutej skaly
Kolejny dzień zacząłem w pięknych okolicznościach przyrody. Postanowiłem od razu zaatakować główny cel dnia, jakim była pozbawiona szlaków Duta skala. Wyrazisty masyw, położony na południe od głównego grzbietu Małej Fatry. Góra okazała się poważnym wyzwaniem kondycyjnym i technicznym. Było cały czas stromo i sypko. Kopuła szczytowa zapewniała wzrost poziomu adrenaliny. Musiałem wspinać się po sypkich wapiennych graniach i wyszukiwać możliwych do przejścia trawersów. Wątła ścieżynka prowadziła jedynie do wylotu dużej jaskini z miejscem na ognisko. Wszystko co powyżej wymagało poważnej ekwilibrystyki. Na koniec odkryłem że przejście grzbietem masywu było niemożliwe ze względu na stężenie zagrożeń i zawiłą topografię terenu.
Gdy wydostałem się w końcu z pułapki Dutej skaly, reszta dnia przebiegała już stereotypowo. Z obowiązkowych Bojnic zmierzałem w stronę miasta Novaky i jak najdalej w kierunku Żarnowicy. Dzień zakończyłem na górskiej łące za Horną Wsią, na przedpolu mojego kolejnego celu - masywu Ptacznika.

Wieś Vricko - wyjątkowo ładnie położona, w bocznej dolinie luczańskiej Małej Fatry

Pobudka wśród gór

Masyw Dutej skaly

Widok z sypkiej grani grzbietowej

Krzyż na głównym wierzchołku

Grzbiet bardziej przypominał grań. Było bardzo sypko i stromo.

Jeszcze jeden widok z kopuły szczytowej

Bojnice z dołu

Zamek Bojnice z góry
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52988965
Kolejny dzień zacząłem w pięknych okolicznościach przyrody. Postanowiłem od razu zaatakować główny cel dnia, jakim była pozbawiona szlaków Duta skala. Wyrazisty masyw, położony na południe od głównego grzbietu Małej Fatry. Góra okazała się poważnym wyzwaniem kondycyjnym i technicznym. Było cały czas stromo i sypko. Kopuła szczytowa zapewniała wzrost poziomu adrenaliny. Musiałem wspinać się po sypkich wapiennych graniach i wyszukiwać możliwych do przejścia trawersów. Wątła ścieżynka prowadziła jedynie do wylotu dużej jaskini z miejscem na ognisko. Wszystko co powyżej wymagało poważnej ekwilibrystyki. Na koniec odkryłem że przejście grzbietem masywu było niemożliwe ze względu na stężenie zagrożeń i zawiłą topografię terenu.
Gdy wydostałem się w końcu z pułapki Dutej skaly, reszta dnia przebiegała już stereotypowo. Z obowiązkowych Bojnic zmierzałem w stronę miasta Novaky i jak najdalej w kierunku Żarnowicy. Dzień zakończyłem na górskiej łące za Horną Wsią, na przedpolu mojego kolejnego celu - masywu Ptacznika.

Wieś Vricko - wyjątkowo ładnie położona, w bocznej dolinie luczańskiej Małej Fatry

Pobudka wśród gór

Masyw Dutej skaly

Widok z sypkiej grani grzbietowej

Krzyż na głównym wierzchołku

Grzbiet bardziej przypominał grań. Było bardzo sypko i stromo.

Jeszcze jeden widok z kopuły szczytowej

Bojnice z dołu

Zamek Bojnice z góry
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52988965
Dystans114.76 km Czas06:29 Vśrednia17.70 km/h Podjazdy1526 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Dzika Słowacja, dzień 1: Deszczowe ze Słowakami rozmowy
Od rana towarzyszy mi ponurość i beznadzieja. W Ujsole spostrzegam starą oponę traktora. Próbując odcedzić kartofelki trafiam nad samym potokiem napis "Zakaz wysypywania śmieci" przywalony stertą śmieci... Dzieje się to w samych Ujsołach.
Ponurość aury rozjaśniają mi kolejne rozmowy ze Słowakami. W Orawskiej Leśnej, gdy rozmawiam z miejscowym Słowakiem, zatrzymuje się przy nas Czech, pytając o przejezdność przełęczy Hola. Tworzymy więc żywy trójstyk zachodniej Słowiańszczyny. W Zazrivej, gdy chronię się przed ulewą pod okapem przystanku, rozmawiam sobie z kolei z miejscową Słowaczką. Zapamiętam zwrot, że pruszy deszcz, piękne! Gdy po przejechaniu wsi staję na kolejnym przystanku (kolejna ulewa), trafiam na słowackich motocyklistów puszczających sobie radośnie muzykę.
Zanim zjeżdżam do centrum Zazrvy podejmuję ryzyko wejścia pieszo na Paracz. Próbowałem tego w 2020 roku, powstrzymały mnie wtedy potężne wiatrowały. Tym razem utrudnieniem są pola błota, a kropić zaczyna dopiero gdy schodzę do roweru. Aura sprawia, że nie spotykam nikogo.
Pod koniec dnia chmury zaczynają nabierać rozstępów. Wraz ze zmianą scenerii trafiam na znakomite miejsce noclegowe przy nieczynnej chacie "Tiesniawskiej". Mam pod ręką ujęcie wody i sławojkę. Są też ławy i stoliki, na których jem obiadokolację. Nikt mi nie zakłóca posiłku, myję więc menażkę w czystej wodzie z ujęcia i udaję się na spoczynek.

Zazriva w trakcie potopu

Glinka

Orawska Leśna

Regiel górny na Paraczu

Na samiuśkim szczycie

Przemierzając Małą Fatrę

Šíp widoczny z doliny

W dolinie rzeki Orawy

Królewiany

Krpeľany - przy Tiesňavskiej chacie
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52987419 (+ dojazd na dworzec w Kato)
Od rana towarzyszy mi ponurość i beznadzieja. W Ujsole spostrzegam starą oponę traktora. Próbując odcedzić kartofelki trafiam nad samym potokiem napis "Zakaz wysypywania śmieci" przywalony stertą śmieci... Dzieje się to w samych Ujsołach.
Ponurość aury rozjaśniają mi kolejne rozmowy ze Słowakami. W Orawskiej Leśnej, gdy rozmawiam z miejscowym Słowakiem, zatrzymuje się przy nas Czech, pytając o przejezdność przełęczy Hola. Tworzymy więc żywy trójstyk zachodniej Słowiańszczyny. W Zazrivej, gdy chronię się przed ulewą pod okapem przystanku, rozmawiam sobie z kolei z miejscową Słowaczką. Zapamiętam zwrot, że pruszy deszcz, piękne! Gdy po przejechaniu wsi staję na kolejnym przystanku (kolejna ulewa), trafiam na słowackich motocyklistów puszczających sobie radośnie muzykę.
Zanim zjeżdżam do centrum Zazrvy podejmuję ryzyko wejścia pieszo na Paracz. Próbowałem tego w 2020 roku, powstrzymały mnie wtedy potężne wiatrowały. Tym razem utrudnieniem są pola błota, a kropić zaczyna dopiero gdy schodzę do roweru. Aura sprawia, że nie spotykam nikogo.
Pod koniec dnia chmury zaczynają nabierać rozstępów. Wraz ze zmianą scenerii trafiam na znakomite miejsce noclegowe przy nieczynnej chacie "Tiesniawskiej". Mam pod ręką ujęcie wody i sławojkę. Są też ławy i stoliki, na których jem obiadokolację. Nikt mi nie zakłóca posiłku, myję więc menażkę w czystej wodzie z ujęcia i udaję się na spoczynek.

Zazriva w trakcie potopu

Glinka

Orawska Leśna

Regiel górny na Paraczu

Na samiuśkim szczycie

Przemierzając Małą Fatrę

Šíp widoczny z doliny

W dolinie rzeki Orawy

Królewiany

Krpeľany - przy Tiesňavskiej chacie
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/52987419 (+ dojazd na dworzec w Kato)
Dystans115.49 km Czas06:25 Vśrednia18.00 km/h Podjazdy860 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Morawy, dzień 6: Jiczyn, Štramberk, Hukvaldy, Ostrawa
Powrót do Polski a zarazem rowerowe pierwsze razy w Nowym Jiczynie, Štramberku i Hukvaldach. Udało mi się więc odwiedzić miejsca, które już dawno powinienem zaliczyć na rowerze. Zamek w Hukvaldach okazał się być w generalnym remoncie, niepotrzebnie się więc ładowałem na szczyt wzgórza.
Od Frydka jechałem czeskimi dedeerami i przyjemną końcówkę zwieńczyła mi potężna ulewa, którą przetrwałem pod okapem przejścia granicznego w Chałupkach. Mając czas do pociągu powrotnego dotarłem jeszcze do Olzy, by poeksplorować tutejsze ogrodnictwo (nie samym rowerem żyje człowiek).

Droga do Štramberku

Nowy Jiczyn

Štramberk - boczne uliczki

Štramberk - rynek

Hukvaldy - zamek w remoncie

Między Ostrawą a Bohuminem. Te chmury dopadną mnie w Chałupkach.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49739405
Powrót do Polski a zarazem rowerowe pierwsze razy w Nowym Jiczynie, Štramberku i Hukvaldach. Udało mi się więc odwiedzić miejsca, które już dawno powinienem zaliczyć na rowerze. Zamek w Hukvaldach okazał się być w generalnym remoncie, niepotrzebnie się więc ładowałem na szczyt wzgórza.
Od Frydka jechałem czeskimi dedeerami i przyjemną końcówkę zwieńczyła mi potężna ulewa, którą przetrwałem pod okapem przejścia granicznego w Chałupkach. Mając czas do pociągu powrotnego dotarłem jeszcze do Olzy, by poeksplorować tutejsze ogrodnictwo (nie samym rowerem żyje człowiek).

Droga do Štramberku

Nowy Jiczyn

Štramberk - boczne uliczki

Štramberk - rynek

Hukvaldy - zamek w remoncie

Między Ostrawą a Bohuminem. Te chmury dopadną mnie w Chałupkach.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49739405
Dystans103.57 km Czas06:15 Vśrednia16.57 km/h Podjazdy1165 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Morawy, dzień 5: Do Kromieryża i z Kromieryża w okolice Jiczyna
Budzi mnie ostatecznie piegża, która rozsiadła się w pobliskiej czyżni. Jest tak upierdliwa w tym swoim braku talentu wokalnego, że nie da się znieść jej popisów.
W nocy dwa razy lało, budziło mnie dudnienie o tropik. Czekał mnie jednak dość przyjemny, już lekko upalny, dzień zwieńczony zmasakrowaniem przez burzową ulewę w chwili szukania miejsca na biwak. Zlało mnie najbardziej przy samym rozkładaniu namiotu, czyli wydarzył się najgorszy możliwy scenariusz. Generalnie dzień odpoczynkowy, by nie zajechać za Jiczyn, gdzie byłby problem z noclegiem na dziko.

Widoczek na kościół w Nowych Hvezdlicach i mocno pofałdowaną okolicę. Na poboczu łany cykorii podróżnik :)

Poranek typowy dla lipca 2025 - czyli chmurny.

Trwały jakieś zawody kolarskie do Kromieryża i co chwilę mijali mnie numerowani rowerzyści

Kromieryż

Okolice Bystrzyc nad Hustynem

Oberwanie chmury przed Palacovem. Za chwilę dosięgnie i mnie.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49739405
Od noclegu na 462,4 km do noclegu na skraju lasu na 562,1 km.
Budzi mnie ostatecznie piegża, która rozsiadła się w pobliskiej czyżni. Jest tak upierdliwa w tym swoim braku talentu wokalnego, że nie da się znieść jej popisów.
W nocy dwa razy lało, budziło mnie dudnienie o tropik. Czekał mnie jednak dość przyjemny, już lekko upalny, dzień zwieńczony zmasakrowaniem przez burzową ulewę w chwili szukania miejsca na biwak. Zlało mnie najbardziej przy samym rozkładaniu namiotu, czyli wydarzył się najgorszy możliwy scenariusz. Generalnie dzień odpoczynkowy, by nie zajechać za Jiczyn, gdzie byłby problem z noclegiem na dziko.

Widoczek na kościół w Nowych Hvezdlicach i mocno pofałdowaną okolicę. Na poboczu łany cykorii podróżnik :)

Poranek typowy dla lipca 2025 - czyli chmurny.

Trwały jakieś zawody kolarskie do Kromieryża i co chwilę mijali mnie numerowani rowerzyści

Kromieryż

Okolice Bystrzyc nad Hustynem

Oberwanie chmury przed Palacovem. Za chwilę dosięgnie i mnie.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49739405
Od noclegu na 462,4 km do noclegu na skraju lasu na 562,1 km.
Dystans170.08 km Czas08:36 Vśrednia19.78 km/h Podjazdy1028 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Morawy, dzień 4: Od Znojma po Austerlitz
Dzień zaczął się idealnie, bo od porannego spaceru po znojemskiej starówce. Potem tradycyjnie było trochę uciekania przed burzami (już nie tworzącymi frontu, tylko powstającymi spontanicznie, bo wzrosłą temperatura). Po raz pierwszy na tym rajdzie pojawił się lekki upał. Krajobraz mocno skarlał i zrobiło się nieciekawie. Musiałem powtórnie zbliżyć się do Brna, bo zależało mi na tym, by wracać z Moraw nową trasą i dokonać kolejnych rowerowych odkryć.
Celem dnia był Pracky kopec, czyli kopiec upamiętniający bitwę trzech cesarzy pod Austerlitz. Miejsce błyskotliwego zwycięstwa Napoleona musiało mnie uskrzydlić, bo dotarłem aż na skraj pasma górskiego, do stóp wsi Chvalkovice. Po drodze, w okolicy Boskovic widziałem romantyczna scenę w naczepie tira (pan tirowiec i pani tirówka nie założyli obecności rowerzysty). Zatrzymało mnie błoto, gdy akurat szukałem o zmierzchu noclegu. Dosłownie mnie zatrzymało: unieruchomiło koła, gdy wjechałem radośnie w gruntówkę szukając noclegu. Czyszczenie odłożyłem na poranek.

Znojmo o poranku

Cisza i spokój w mieście

Ciąg dalszy ucieczki przed burzami - widok na Palawę znad Zalewu Dyjskiego.

Okolice Austerlitz

Pracky kopec

Slavkov u Brna
Trasa:
Od noclegu na 293,3 km po grząski nocleg na 462,4 km trasy.
Dzień zaczął się idealnie, bo od porannego spaceru po znojemskiej starówce. Potem tradycyjnie było trochę uciekania przed burzami (już nie tworzącymi frontu, tylko powstającymi spontanicznie, bo wzrosłą temperatura). Po raz pierwszy na tym rajdzie pojawił się lekki upał. Krajobraz mocno skarlał i zrobiło się nieciekawie. Musiałem powtórnie zbliżyć się do Brna, bo zależało mi na tym, by wracać z Moraw nową trasą i dokonać kolejnych rowerowych odkryć.
Celem dnia był Pracky kopec, czyli kopiec upamiętniający bitwę trzech cesarzy pod Austerlitz. Miejsce błyskotliwego zwycięstwa Napoleona musiało mnie uskrzydlić, bo dotarłem aż na skraj pasma górskiego, do stóp wsi Chvalkovice. Po drodze, w okolicy Boskovic widziałem romantyczna scenę w naczepie tira (pan tirowiec i pani tirówka nie założyli obecności rowerzysty). Zatrzymało mnie błoto, gdy akurat szukałem o zmierzchu noclegu. Dosłownie mnie zatrzymało: unieruchomiło koła, gdy wjechałem radośnie w gruntówkę szukając noclegu. Czyszczenie odłożyłem na poranek.

Znojmo o poranku

Cisza i spokój w mieście

Ciąg dalszy ucieczki przed burzami - widok na Palawę znad Zalewu Dyjskiego.

Okolice Austerlitz

Pracky kopec

Slavkov u Brna
Trasa:
Od noclegu na 293,3 km po grząski nocleg na 462,4 km trasy.
Dystans122.59 km Czas06:43 Vśrednia18.25 km/h VMAX55.27 km/h Podjazdy1596 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Morawy, dzień 3: Telcz, Slavonice, Vranov nad Dyjí
Zasłużyłem wreszcie na dzień z przewagą słońca, choć poranek był pochmurny a popołudniem musiałem chyżo uciekać przed frontem burzowym.
Towarzyszyły mi liczne zabytki, ciekawa zabudowa i feeria zapachów, od obornika po lawendę. Tej drugiej było całkiem sporo przy drogach, stała się modna na Morawach. No i słusznie. Jedynym policzkiem od losu było pocałowanie klamki zamykającej bramę do ruin zamku w parku narodowym "Podyje". Miałem stąd, w promieniach zachodzącego słońca, oglądać widok na przełom Dyi, ale przekonałem się, że niemieckość Czechów nie jest wymyślona. Bramę zamknęli o 18:00. Po co? Nie mam pojęcia. W każdym razie zapuściłem się w głąb parkowej konsystencji lasów tutejszych a przejazd po leśnych traktach z całym bagażem dostarczył mi dodatkowych emocji.
Tempo było znakomite, jak na cały dzień z pełnym obciążeniem. Wpłynęły na nie zbawiennie sprinterskie odcinki ucieczki przed frontem burz i ulew, który ścigał mnie raz po raz na tym etapie.

Telcz

Roštejn - to była pierwsza atrakcja dnia

Dopiero potem był pochmurny Telcz

Dačice - rynek

Stare Hobzi - pałac i kolejna ucieczka przed deszczem (prawie udana, zlało mnie tylko kilkanaście minut)

Slavonice. Znów przyszło uciekać przed deszczem.

Slavonice

Rancirov - skansen poniemiecki

Uherčice

Vranov nad Dyjí

Vranov nad Dyjí

Nový Hrádek u Lukova
Trasa:
Od noclegu na 172,5 km do noclegu na 293,3 km. Tym razem ślad zgodny z rzeczywistością.
Zasłużyłem wreszcie na dzień z przewagą słońca, choć poranek był pochmurny a popołudniem musiałem chyżo uciekać przed frontem burzowym.
Towarzyszyły mi liczne zabytki, ciekawa zabudowa i feeria zapachów, od obornika po lawendę. Tej drugiej było całkiem sporo przy drogach, stała się modna na Morawach. No i słusznie. Jedynym policzkiem od losu było pocałowanie klamki zamykającej bramę do ruin zamku w parku narodowym "Podyje". Miałem stąd, w promieniach zachodzącego słońca, oglądać widok na przełom Dyi, ale przekonałem się, że niemieckość Czechów nie jest wymyślona. Bramę zamknęli o 18:00. Po co? Nie mam pojęcia. W każdym razie zapuściłem się w głąb parkowej konsystencji lasów tutejszych a przejazd po leśnych traktach z całym bagażem dostarczył mi dodatkowych emocji.
Tempo było znakomite, jak na cały dzień z pełnym obciążeniem. Wpłynęły na nie zbawiennie sprinterskie odcinki ucieczki przed frontem burz i ulew, który ścigał mnie raz po raz na tym etapie.

Telcz

Roštejn - to była pierwsza atrakcja dnia

Dopiero potem był pochmurny Telcz

Dačice - rynek

Stare Hobzi - pałac i kolejna ucieczka przed deszczem (prawie udana, zlało mnie tylko kilkanaście minut)

Slavonice. Znów przyszło uciekać przed deszczem.

Slavonice

Rancirov - skansen poniemiecki

Uherčice

Vranov nad Dyjí

Vranov nad Dyjí

Nový Hrádek u Lukova
Trasa:
Od noclegu na 172,5 km do noclegu na 293,3 km. Tym razem ślad zgodny z rzeczywistością.
Dystans108.42 km Czas07:08 Vśrednia15.20 km/h Podjazdy1492 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Morawy, dzień 2: Jevišovice, Morawskie Budziejowice, Jaroměřice nad Rokytnou, Aleje
Kolejny dzień ruletki pogodowej. Cóż, lipiec nie rozpieszczał a Morawy miały być najbliższą ostoją względnej stabilności pogodowej. Obudził mnie deszcz a przez resztę dnia walczyłem z huraganem. Okolica była zazwyczaj biedna, drogi kiepskie (dziurawce lub bułowce), ale widziałem wiele ciekawych obiektów. Zachwycała liczna obecność kopciuszków i szczygłów.
Deszczem - poza porankiem - postraszyło mnie poważnie dopiero w okolicach Kniżyc, ale nie przeszkodziło mi to zwiedzić tutejszego założenia pałacowo-myśliwskiego zwanego Alejami. Na nocleg rozbiłem się nieco za miastem Třešť. Przebiegu trasy nie chciało mi się modyfikować (ślad tworzyłem w kwietniu), ale nie uwzględnia on odbicia do pałacyku myśliwskiego Aleje, co przedłużyło trasę o prawie 8 km.

Jevišovice

Jevišovice

Boskovštejn

Morawskie Budziejowice

Jaroměřice nad Rokytnou

Morawski pejzaż

Kněžice

Aleje - pałacyk myśliwski. Sam obiekt opuszczony i niszczejący, ale założenie planistyczne bardzo ciekawe, z koncentrycznie wybiegającymi z okręgu przysłowiowymi alejami, także asfaltowymi (w środku lasu, czeskim zwyczajem).
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49739405
Dzień drugi przebiegał od noclegu w okolicach 74.7 km trasy (zaplanowanej w kwietniu i na śladzie nie uwzględniającej odbić noclegowych i rzecz jasna dojazdu/powrotu pociągiem) do 172.5 km trasy gdy napotkałem ładne "tarasy noclegowe".
Kolejny dzień ruletki pogodowej. Cóż, lipiec nie rozpieszczał a Morawy miały być najbliższą ostoją względnej stabilności pogodowej. Obudził mnie deszcz a przez resztę dnia walczyłem z huraganem. Okolica była zazwyczaj biedna, drogi kiepskie (dziurawce lub bułowce), ale widziałem wiele ciekawych obiektów. Zachwycała liczna obecność kopciuszków i szczygłów.
Deszczem - poza porankiem - postraszyło mnie poważnie dopiero w okolicach Kniżyc, ale nie przeszkodziło mi to zwiedzić tutejszego założenia pałacowo-myśliwskiego zwanego Alejami. Na nocleg rozbiłem się nieco za miastem Třešť. Przebiegu trasy nie chciało mi się modyfikować (ślad tworzyłem w kwietniu), ale nie uwzględnia on odbicia do pałacyku myśliwskiego Aleje, co przedłużyło trasę o prawie 8 km.

Jevišovice

Jevišovice

Boskovštejn

Morawskie Budziejowice

Jaroměřice nad Rokytnou

Morawski pejzaż

Kněžice

Aleje - pałacyk myśliwski. Sam obiekt opuszczony i niszczejący, ale założenie planistyczne bardzo ciekawe, z koncentrycznie wybiegającymi z okręgu przysłowiowymi alejami, także asfaltowymi (w środku lasu, czeskim zwyczajem).
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49739405
Dzień drugi przebiegał od noclegu w okolicach 74.7 km trasy (zaplanowanej w kwietniu i na śladzie nie uwzględniającej odbić noclegowych i rzecz jasna dojazdu/powrotu pociągiem) do 172.5 km trasy gdy napotkałem ładne "tarasy noclegowe".
Dystans122.55 km Czas08:16 Vśrednia14.82 km/h Podjazdy1586 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Z Liptowa do Soblówki (2)
Spokojna jazda w kierunku Polski, najpierw północnymi rozłogami Niżnych Tatr a następnie wzdłuż Wagu. Potem dopiero rosnące przeszkody w postaci poszukiwania przejazdu z Komjatny na Zaskov, zwieńczone dalszym przejazdem u stóp Małej Fatry i przez przełęcz Hola. Dzień zakończony noclegiem na polu biwakowym w Soblówce.

Poranek jeszcze w Niżnych Tatrach. Biwak na pięknej łące kwietnej z bezpośrednimi widokami na Tatry i Góry Choczańskie.

Widok na Tatry Zachodnie

Kamenna Porubka - luksusowe osiedle letniskowe

Wieś Lazisko

W stronę Wagu i Gór Choczańskich

Komjatna

Osuwisko na podjeździe na Holę.

Na szczycie przełęczy Hola.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/51376761
Spokojna jazda w kierunku Polski, najpierw północnymi rozłogami Niżnych Tatr a następnie wzdłuż Wagu. Potem dopiero rosnące przeszkody w postaci poszukiwania przejazdu z Komjatny na Zaskov, zwieńczone dalszym przejazdem u stóp Małej Fatry i przez przełęcz Hola. Dzień zakończony noclegiem na polu biwakowym w Soblówce.

Poranek jeszcze w Niżnych Tatrach. Biwak na pięknej łące kwietnej z bezpośrednimi widokami na Tatry i Góry Choczańskie.

Widok na Tatry Zachodnie

Kamenna Porubka - luksusowe osiedle letniskowe

Wieś Lazisko

W stronę Wagu i Gór Choczańskich

Komjatna

Osuwisko na podjeździe na Holę.

Na szczycie przełęczy Hola.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/51376761
Dystans113.22 km Czas06:05 Vśrednia18.61 km/h VMAX55.81 km/h Podjazdy462 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Powrót z Salmopolu (3)
Ostatni dzień triduum salmopolskiego. Szczyrk da się lubić, stwierdzam to z pewnym zdziwieniem, bo nigdy go nie lubiłem. Jazda wzdłuż Wisły, przez nomen omen Wisłę i Ustroń też należała do przyjemnych. Szykował się lekki upałek, ale miałem na to wywalone. To był dla mnie dzień rozruchu i rozkosznej rekreacji, choć jechałem ze sporym bagażem to brak przewyższeń zamienił trasę w relaks. Z szaleństw pozwoliłem sobie tylko na zdobycie Góry św. Wawrzyńca :)

Trzeci dzień i trzeci Salmopol z rzędu.

Wisła

Skoczów - powrót był w pełnym rynsztunku.

Zalew Goczałkowicki

Orzesze, gotycko-renesansowy kościół św. Wawrzyńca
Ostatni dzień triduum salmopolskiego. Szczyrk da się lubić, stwierdzam to z pewnym zdziwieniem, bo nigdy go nie lubiłem. Jazda wzdłuż Wisły, przez nomen omen Wisłę i Ustroń też należała do przyjemnych. Szykował się lekki upałek, ale miałem na to wywalone. To był dla mnie dzień rozruchu i rozkosznej rekreacji, choć jechałem ze sporym bagażem to brak przewyższeń zamienił trasę w relaks. Z szaleństw pozwoliłem sobie tylko na zdobycie Góry św. Wawrzyńca :)

Trzeci dzień i trzeci Salmopol z rzędu.

Wisła

Skoczów - powrót był w pełnym rynsztunku.

Zalew Goczałkowicki

Orzesze, gotycko-renesansowy kościół św. Wawrzyńca
Dystans114.23 km Czas05:35 Vśrednia20.46 km/h Podjazdy817 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Do Krasic przez Leśniów
Do Krasic na kontrolę ogrodniczą. Wczesnym popołudniem chmurno, potem już ładniej. Tym razem wybrałem wariant przez Leśniów, Gorzków i Złoty Potok. No i droga na Okrąglik została już zrobiona, ale jurajskim zwyczajem, czyli na 2/3 długości a reszta nietknięta...

Sączów

Na Gęzyn

Żarki

Leśniów

Przewodziszowice

Trzebniów - eksploracje

jw

Nowa droga Złoty Potok - Śmiertny Dąb

Szokująca tragedia w budce sikorek na działce.
Wygląda jakby zostały porzucone i padły z głodu... Znikło gniazdo, czyli zjadły je z głodu...
Z pewnością były porzucone, bo sikory zachowują zawsze dużą czystość w budce.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/51155177
Do Krasic na kontrolę ogrodniczą. Wczesnym popołudniem chmurno, potem już ładniej. Tym razem wybrałem wariant przez Leśniów, Gorzków i Złoty Potok. No i droga na Okrąglik została już zrobiona, ale jurajskim zwyczajem, czyli na 2/3 długości a reszta nietknięta...

Sączów

Na Gęzyn

Żarki

Leśniów

Przewodziszowice

Trzebniów - eksploracje

jw

Nowa droga Złoty Potok - Śmiertny Dąb

Szokująca tragedia w budce sikorek na działce.
Wygląda jakby zostały porzucone i padły z głodu... Znikło gniazdo, czyli zjadły je z głodu...
Z pewnością były porzucone, bo sikory zachowują zawsze dużą czystość w budce.
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/51155177











