Wpisy archiwalne w miesiącu
Lipiec, 2026
| Dystans całkowity: | 554.25 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 31:16 |
| Średnia prędkość: | 17.73 km/h |
| Suma podjazdów: | 3296 m |
| Liczba aktywności: | 6 |
| Średnio na aktywność: | 92.38 km i 5h 12m |
| Więcej statystyk | |
Dystans25.07 km Czas01:20 Vśrednia18.80 km/h Podjazdy182 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Nowa Marchia (5): Okolice Chojny i Mętna
Wypad na obiad do Chojny i eksplorowanie okolic Mętna.

Czuchów. Zachowane średniowieczne malowidła z pięknym współczesnym kontekstem.
Wypad na obiad do Chojny i eksplorowanie okolic Mętna.

Czuchów. Zachowane średniowieczne malowidła z pięknym współczesnym kontekstem.
Dystans100.93 km Czas06:07 Vśrednia16.50 km/h Podjazdy608 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Nowa Marchia (4): Niedoszły Myślibórz
Nieudana wyprawa do Myśliborza. Powtórzyliśmy wariant przez Chojnę na Trzcińsko, ale od wsi Góralice los przestał nam sprzyjać. Przeciwny wiatr, fatalne nawierzchnie i telefon, który zostawiłem w cieniu w połozonej na środku nigdzie wsi Dobropole... Chwile potem wróciła ddr i nawierzchnie zrobiły się zdatne do użytku, zgubę odkryłem jednak dopiero w Rościnie. Zarządziłem więc wycof a wracaliśmy przez Stołeczną i okolice Morynia.

Brwice, kościół

Stołeczna - kościół

Stołeczna - pałac

Na zakończenie dnia Jezioro Morzycko.
Trasa: Mętno - Chojna - Brwice - Trzcińsko - Dobropole - Rościn - Stołeczna - Jelenin - Przyjezierze - Mętno
Nieudana wyprawa do Myśliborza. Powtórzyliśmy wariant przez Chojnę na Trzcińsko, ale od wsi Góralice los przestał nam sprzyjać. Przeciwny wiatr, fatalne nawierzchnie i telefon, który zostawiłem w cieniu w połozonej na środku nigdzie wsi Dobropole... Chwile potem wróciła ddr i nawierzchnie zrobiły się zdatne do użytku, zgubę odkryłem jednak dopiero w Rościnie. Zarządziłem więc wycof a wracaliśmy przez Stołeczną i okolice Morynia.

Brwice, kościół

Stołeczna - kościół

Stołeczna - pałac

Na zakończenie dnia Jezioro Morzycko.
Trasa: Mętno - Chojna - Brwice - Trzcińsko - Dobropole - Rościn - Stołeczna - Jelenin - Przyjezierze - Mętno
Dystans66.07 km Czas04:03 Vśrednia16.31 km/h Podjazdy346 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Nowa Marchia (3): Trzcińsko
Dzień pod patronatem Trzcińska-Zdroju. Przy okazji odwiedziliśmy Chojnę i Rurkę. Oglądaliśmy też największy żywy okaz mamutowca w Polsce (Brwice).

Trzcińsko

Rurka - kaplica
Trasa: Mętno - Chojna - Brwice - Trzcińsko - Grzybno - Rurka - Mętno
Dzień pod patronatem Trzcińska-Zdroju. Przy okazji odwiedziliśmy Chojnę i Rurkę. Oglądaliśmy też największy żywy okaz mamutowca w Polsce (Brwice).

Trzcińsko

Rurka - kaplica
Trasa: Mętno - Chojna - Brwice - Trzcińsko - Grzybno - Rurka - Mętno
Dystans81.82 km Czas05:23 Vśrednia15.20 km/h Podjazdy465 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Nowa Marchia (2): Bad Freienwalde, Cedynia i Czuchów
Wypad do właściwej Brandenburgii, tam i z porotem przez Karpaty Cedyńskie. Karpatki oferowały piękne landszafty a przejazd DDR stronę NRD (he he) zapewniał istna rozkosz. Aura była wakacyjna, jak przez cały pobyt. Niestety, droga na mentarz w Siekierkach była właśnie asfaltowana, a wiekszośc była sfrezowana do zera, musieliśmy zrezygnować.
Bad Freienwalde okazało się przyjemne (szczególnie cześć "uzdrowiskowa"), choc dość rozległe. Dłuższy popas urządziliśmy trochę wcześniej, przy zamko-pałacu Altranft. Obiad jedliśmy już po polskiej stronie, w Cedynii. Tamże bardzo przyjemnymi punktami okazały się Wieża Bismarcka i grodzisko. Na koniec tego bardzo ciekawego dnia podziwialiśmy jeszcze średniowieczne polichromie w Czuchowie. Udało mi sie w tym rejonie zobaczyć nowe atrakcje, także po polskiej stronie!

Słoneczniki na Wzgórzach Cedyńskich

Oderbruch

Zamek Altranft

Bad Ferienwalde

Cedynia
Trasa:
Mętno - Łysogórki - Bad Ferienwalde - Cedynia - Lubiechów Dolny - Czuchów - Mętno
Wypad do właściwej Brandenburgii, tam i z porotem przez Karpaty Cedyńskie. Karpatki oferowały piękne landszafty a przejazd DDR stronę NRD (he he) zapewniał istna rozkosz. Aura była wakacyjna, jak przez cały pobyt. Niestety, droga na mentarz w Siekierkach była właśnie asfaltowana, a wiekszośc była sfrezowana do zera, musieliśmy zrezygnować.
Bad Freienwalde okazało się przyjemne (szczególnie cześć "uzdrowiskowa"), choc dość rozległe. Dłuższy popas urządziliśmy trochę wcześniej, przy zamko-pałacu Altranft. Obiad jedliśmy już po polskiej stronie, w Cedynii. Tamże bardzo przyjemnymi punktami okazały się Wieża Bismarcka i grodzisko. Na koniec tego bardzo ciekawego dnia podziwialiśmy jeszcze średniowieczne polichromie w Czuchowie. Udało mi sie w tym rejonie zobaczyć nowe atrakcje, także po polskiej stronie!

Słoneczniki na Wzgórzach Cedyńskich

Oderbruch

Zamek Altranft

Bad Ferienwalde

Cedynia
Trasa:
Mętno - Łysogórki - Bad Ferienwalde - Cedynia - Lubiechów Dolny - Czuchów - Mętno
Dystans37.92 km Czas02:20 Vśrednia16.25 km/h Podjazdy184 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Nowa Marchia (1): Mieszkowice, Moryń, Mętno
Pobyt wakacyjny w Nowej Marchii Brandenburskiej. Noclegi mieliśmy w Mętnie, trzeba było więc do niego dotrzeć, rowerem do Katowic, pociągiem do Mieszkowic i potem znów rowerem. Przy okazji zjedliśmy obiad w Mieszkowicach. Przed metą - w Dolsku - słuchaliśmy opowieści o templariuszach i Panu Samochodziku :)

Mieszkowice - dalej głównie odrapane, ale też autentyczne jeśli o zabudowę chodzi

Moryń - przerwa na lody

W drodze do Mętna
Trasa: Chorzów - Katowice - PKP - Mieszkowice - Moryń - Mętno.
Pobyt wakacyjny w Nowej Marchii Brandenburskiej. Noclegi mieliśmy w Mętnie, trzeba było więc do niego dotrzeć, rowerem do Katowic, pociągiem do Mieszkowic i potem znów rowerem. Przy okazji zjedliśmy obiad w Mieszkowicach. Przed metą - w Dolsku - słuchaliśmy opowieści o templariuszach i Panu Samochodziku :)

Mieszkowice - dalej głównie odrapane, ale też autentyczne jeśli o zabudowę chodzi

Moryń - przerwa na lody

W drodze do Mętna
Trasa: Chorzów - Katowice - PKP - Mieszkowice - Moryń - Mętno.
Dystans242.44 km Czas12:03 Vśrednia20.12 km/h Podjazdy1511 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Bumerang stradowski
Jedyna w roku, ale jubileuszowa dwustetka nr 120 (w sensie: trasa pomiędzy 200 a 299 km). W lipcu 1999 roku, w czasie pierwszych licealnych wakacji, prawie 27 lat wcześniej, dotarłem po raz pierwszy do Stradowa. Ten pierwszy raz był na rowerze, na Ukrainie. Rower był toporny, ciężki (22 kg) i jednobiegowy (46-14). Pokonywanie na nim tras tak wzgórzystych jak jazda tam i z powrotem przez Garb Wodzisławski wymagało hartu ducha i siły nóg. Stradów zrobił na mnie wtedy niesamowite wrażenie. Porównanie zdjęć okolicy widzianej z grodziska w 1999 roku i tej widzianej w roku 2026, wskazuje na postępująca utratę krajobrazu, na zarastanie.
Zarastanie pejzażu poszło w parze z upowszechnieniem. Będąc w Stradowie kilkanaście razy po raz pierwszy napotkałem ludzi, takich w liczbie mnogiej. Cały czas ktoś się kręcił. Powstały tablice informacyjne, wiata, zmodyfikowano drogi, stworzono kładki i podesty. Jednocześnie nie tylko nie zwalczono zarstania, ale nawet nie wykoszono grodziska, które zaczyna zarastać nawłocią. Jakie to polskie, nawet w tak banalnej sprawie zabrakło rozwiązania systemowego...
Trasa obfitowała tradycyjnie w liczne atrakcje. Udało mi się na przykład po raz drugi w życiu dostać do wnętrza kościoła w Krzęcicach. Po raz pierwszy natknąłem się też na odpust. Odkryłem też czarnoowocowe morwy białe w Brzostku, przy OSP, bardzo smaczne, lekko kwaskowate. Przed Moskorzewem z kolei musiałem walczyć ze zmasakrowaną całkowicie nawierzchnią. Uporządkowana tam otoczenie zboru ariańskiego i dworu, zbór został odremontowany, to na plus, bo Moskorzewscy byli ważnym rodem braci polskich.
Więcje niespodzianek nie odnotowałem. Zdążyłem na pociąg Wolbrom - Szczakowa i stamtąd wracałem przez Pogorie do domu. Trasa w sumie bardziej przypomina klin pancerny niż bumerang i była w sumie bliższa szarży Guderiana. Oczywiście nie dotyczy to tempa, te było turystyczne. Chodziło o odległość i sprawdzenie wytrzymałości, odporności na przeciążenia, bo za 10 dni miałem już podróżować z bagażem po Skandynawii.

Już z daleko widac było zmiany i zarośnięcie

Wąsosz

Łysaków

Brzostek. Przerwa na brudzenie rąk morwami.

Przeorana droga na Moskorzew

Dawny zbór ariański

Nowo malowany pałac w Słupii

Odpust w Krzcięcicach

Cenne sklepienie z zachowaną więźbą dachową z XVI wieku

Wrocieryż

Na Garbie Wodzisławskim w okolicach Polichna

Okolice Orkanowa i widok na Gacki

W drodze do Stradowa. Tym razem od zachodu.

No właśnie...

Przykry widok na rzeźbę terenu pochłanianą przez drzewa a.d. 2026

Pięknie wyjedzona przez krowy trawa, stan w dniu 28 lipca 1999 roku.

Krzyż przydrożny w Kobylnikach. Byłem tu rowerem po raz pierwszy w 2000 roku.

Działoszyce. Tu pierwszy raz rowerem byłem w 1999 roku.

Wyżyna Miechowska z Kaliny

Miechów

Industrialny Wolbrom - przed skorzystaniem z pomocy pociągu

Szczakowa

Nad Przemszą - granica Imperium Romanowów

Zmierzch dopadł nad Trójką
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/55982305?via=C3FVRH...
Jedyna w roku, ale jubileuszowa dwustetka nr 120 (w sensie: trasa pomiędzy 200 a 299 km). W lipcu 1999 roku, w czasie pierwszych licealnych wakacji, prawie 27 lat wcześniej, dotarłem po raz pierwszy do Stradowa. Ten pierwszy raz był na rowerze, na Ukrainie. Rower był toporny, ciężki (22 kg) i jednobiegowy (46-14). Pokonywanie na nim tras tak wzgórzystych jak jazda tam i z powrotem przez Garb Wodzisławski wymagało hartu ducha i siły nóg. Stradów zrobił na mnie wtedy niesamowite wrażenie. Porównanie zdjęć okolicy widzianej z grodziska w 1999 roku i tej widzianej w roku 2026, wskazuje na postępująca utratę krajobrazu, na zarastanie.
Zarastanie pejzażu poszło w parze z upowszechnieniem. Będąc w Stradowie kilkanaście razy po raz pierwszy napotkałem ludzi, takich w liczbie mnogiej. Cały czas ktoś się kręcił. Powstały tablice informacyjne, wiata, zmodyfikowano drogi, stworzono kładki i podesty. Jednocześnie nie tylko nie zwalczono zarstania, ale nawet nie wykoszono grodziska, które zaczyna zarastać nawłocią. Jakie to polskie, nawet w tak banalnej sprawie zabrakło rozwiązania systemowego...
Trasa obfitowała tradycyjnie w liczne atrakcje. Udało mi się na przykład po raz drugi w życiu dostać do wnętrza kościoła w Krzęcicach. Po raz pierwszy natknąłem się też na odpust. Odkryłem też czarnoowocowe morwy białe w Brzostku, przy OSP, bardzo smaczne, lekko kwaskowate. Przed Moskorzewem z kolei musiałem walczyć ze zmasakrowaną całkowicie nawierzchnią. Uporządkowana tam otoczenie zboru ariańskiego i dworu, zbór został odremontowany, to na plus, bo Moskorzewscy byli ważnym rodem braci polskich.
Więcje niespodzianek nie odnotowałem. Zdążyłem na pociąg Wolbrom - Szczakowa i stamtąd wracałem przez Pogorie do domu. Trasa w sumie bardziej przypomina klin pancerny niż bumerang i była w sumie bliższa szarży Guderiana. Oczywiście nie dotyczy to tempa, te było turystyczne. Chodziło o odległość i sprawdzenie wytrzymałości, odporności na przeciążenia, bo za 10 dni miałem już podróżować z bagażem po Skandynawii.

Już z daleko widac było zmiany i zarośnięcie

Wąsosz

Łysaków

Brzostek. Przerwa na brudzenie rąk morwami.

Przeorana droga na Moskorzew

Dawny zbór ariański

Nowo malowany pałac w Słupii

Odpust w Krzcięcicach

Cenne sklepienie z zachowaną więźbą dachową z XVI wieku

Wrocieryż

Na Garbie Wodzisławskim w okolicach Polichna

Okolice Orkanowa i widok na Gacki

W drodze do Stradowa. Tym razem od zachodu.

No właśnie...

Przykry widok na rzeźbę terenu pochłanianą przez drzewa a.d. 2026

Pięknie wyjedzona przez krowy trawa, stan w dniu 28 lipca 1999 roku.

Krzyż przydrożny w Kobylnikach. Byłem tu rowerem po raz pierwszy w 2000 roku.

Działoszyce. Tu pierwszy raz rowerem byłem w 1999 roku.

Wyżyna Miechowska z Kaliny

Miechów

Industrialny Wolbrom - przed skorzystaniem z pomocy pociągu

Szczakowa

Nad Przemszą - granica Imperium Romanowów

Zmierzch dopadł nad Trójką
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/55982305?via=C3FVRH...











