Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2024

Dystans całkowity:1803.26 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:86:35
Średnia prędkość:20.83 km/h
Maksymalna prędkość:55.47 km/h
Suma podjazdów:15809 m
Liczba aktywności:28
Średnio na aktywność:64.40 km i 3h 05m
Więcej statystyk
Dystans50.92 km Czas02:27 Vśrednia20.78 km/h Podjazdy407 m
Do Krasic
Kategoria Krasice

W bantustanie dzień jak co dzień. Podpalili wysypisko. Tylko tym razem akurat na mojej trasie na działkę. Dla własnego dobra i zdrowia musiałem więc skorzystać z pociągu i lądowałem od razu w Myszkowie. Przywitała mnie - po 3 tygodniach nieobecności - piękna zieleń na Jurze.

Rondo

Przewodziszowice

Złoty Potok - rezerwat Parkowe

Trasa: Chorzów - Kato - PKP - Myszków - Żarki - Złoty Potok - Piasek - Żuraw - Krasice

Dystans66.81 km Czas03:04 Vśrednia21.79 km/h Podjazdy703 m
Płaskowyż Twardowicki
Kategoria blisko domu, trening

Bardzo ładna aura to i wypad do Góry Siewierskiej, Twardowic, Toporowic i Sączowa.

Twardowice

Dziewicza Góra - nowość, wieża obserwacyjna lotniska w Pyrzowicach.

Dystans35.33 km Czas01:22 Vśrednia25.85 km/h Podjazdy255 m
Praca
Kategoria praca


Po powrocie Park Śląski.
Dystans18.77 km Czas01:04 Vśrednia17.60 km/h Podjazdy162 m
Praca
Kategoria praca
Dystans129.19 km Czas07:13 Vśrednia17.90 km/h Podjazdy782 m
Środkowe Czechy, dzień 8: Z Jesioników do Opola

Po trzech dniach walki z wiatrem budzę się wreszcie w ciszy. Okazuje się że ciemnościach wybrałem całkiem niezłe miejsce na nocleg. Mijam po drodze ostatnich Czechów z plecaczkami na rowerach (raczej sakw już nie odkryją...) i zjeżdżam do doliny Branny. Przez niską przełęcz w Ramzowej przebijam się do miasta Jesionik i dalej do Polski. Po drodze, nad Białą Głuchołaską widzę bociana czarnego, z odległości 2-3 metrów - jak w Beskidzie Niskim. W Głuchołazach zastaję Armagedon samochodowy, niekończący się korek, remont mostu (za poł roku zmiecie go powódź) i ogólnie Circus Maximus

Pierwotnie miałem zakończyć w Głuchołazach i wracać stąd pociągiem. Atmosfera chaosu skłania mnie jednak do dalszej jazdy, tym bardziej że jest znów ciepło i bezwietrznie. Tym sposobem - przez Białą i Prószków - docieram do historycznej stolicy Górnego Śląska, Opola. Klamra tym samym została zamknięta - od stolicy Czech do stolicy Górnego Śląska. W pociągu spotykam nawet programistę z Katowic i okazuje się że mamy wspólnego znajomego... 

Razem 918,84 km (114,85 km dziennie), 10328 m przewyższenia, w tym aż 3 dni powyżej 1500 metrów różnicy wzniesień. To mnie najbardziej zaskoczyło, choć w sumie nie powinno, bo Czechy tylko na kiepskiej mapie przeglądowej wyglądają jak niewinny płaskowyż ;)


Ostatni nocleg. W Jesionikach na łące, bo nie było dla mnie miejsca w gospodzie. Znaczy, miejsce było, ale woli zabrakło. 

Trudno tego nie docenić, nawet nie będąc czechofilem. Poziom czytelnictwa i liczne wiejskie wypożyczalnie książek na świeżym powietrzu - to wzór dla świata. 

W drodze do Brannej

Głuchołazy rozkopane, zmasakrowane i zakorkowane (a będzie gorzej...)

To się nazywa "Sudety mieć za plecami"

Biała

Prószków

Kładka pieszo-rowerowa w Opolu. Mniej sławna od tej warszawskiej, ale za to przejezdna na rowerze...

Trasa: Pekarov (nocleg na łące, na 770,3 km) - Branna - Jesenik - Głuchołazy - Prudnik - Biała - Prószków - Opole
https://ridewithgps.com/routes/49145075

Dystans144.87 km Czas09:00 Vśrednia16.10 km/h Podjazdy1442 m
Środkowe Czechy, dzień 7: Na Morawach

Nad ranem dość ciepło, bo 9 stopni i całkiem przemoczony tropik namiotu. W ciągu dnia trzykrotnie złapie mnie deszcz (i tyle samo razy biegunka). Wypadało przemęczyć się przez trzeci z rzędu dzień przeciwności. Tym bardziej że długo towarzyszyły mi jeszcze "wysoczyńskie" przełomy na drogach. Są jednak zmiany, wjechałem bezsprzecznie na Morawy - biją dzwony!

Dzieci idą do szkoły, mijam ich sporo. Podobnie jak i mnie mijają na drodze różne wehikuły, najczęściej mikro-dostawczaki lub mikro-ciężaróweczki marki Robur, no i nieśmiertelne faworitki. Ich widok poprawia mi humor. Bo lepiej jak mijają cię małe auta niż monstrualne, napompowane powietrzem SUV-y. Zaskakująco często widzę też drewniane płoty i... kubki na tych płotach. Rozpogadza się z czasem i pod koniec dnia robi się ładnie. Nie dostaję jednak noclegu w Wielkich Łosinach. Kamping nieczynny, a w pensjonacie odmawiają mi wprost tej przyjemności. Kończy się szukaniem noclegu w ciemności, gdzieś na grzbiecie Jesioników. 

Rzepak morawski. W drodze do Trebovy.

Moravska Trebova

Ładny dziedziniec tutejszego zamku. Były też ławeczki w mini-parku.

Ładne pejzaże w dolinie Trebuvki

Bouzov

Trasa: Bohunov (nocleg na łące, na 626,5 km) - Moravska Trebova - Miasteczko Trnawka - Bouzov  - Nowe Zamki - Mohelnice - Szumperk - Wielkie Łosiny - Pekarov (nocleg na łące, na 770,3 km)

Trasa na mapie:
https://ridewithgps.com/routes/49145075

Dystans112.66 km Czas07:23 Vśrednia15.26 km/h Podjazdy1521 m
Środkowe Czechy, dzień 6: Wysoczyna, beznadziei kraina

Było zimno, chmurno i wietrznie. W dodatku jechałem cały czas pod silny wiatr. W dodatku nawierzchnie szybko zrobiły się koszmarne a przełomy na asfaltach były momentami szokujące. Padł mi nawet na chwilę licznik, chyba nie dzierżył też kumulacji. Ta nastąpiła w mieście Zdziar nad Sazawą, to była bolesna puenta miłych dotąd nadsazawskich wspomnień. Kolejne czeskie miasto - czarna dziura. Wszędzie brzydkie bloczki, na rynku też... Cała okolica brzydka. W dodatku dalej wiało, chmurzyło i ziębiło. 

Pomyśleć, że postanowiłem jechać w tym kierunku skuszony świetną droga rowerową poprowadzoną po linii zlikwidowanej wąskotorówki. Miłe były też złego początki, bo miasto Hawliczków Bród dysponowało całkiem ładnym rynkiem. Oczywiście po jakimś czasie ddr zanikła, ale ja pozostałem w Wysoczynie, w samym centrum beznadziei. Ładniej zrobiło się dopiero za miasteczkiem Jimramov, po 50 km na wietrznym pustkowiu pełnym fatalnych dróg (zastanawiałem się czy to była jakaś bardziej wzgórzysta Łotwa?). Naprawdę ładnie było dopiero - nomen omen - w dolinie Kretynki. Chmury jednak nie odpuściły aż do wieczora. Ten ciężki dzień zwieńczył piękny nocleg na magicznej łące obok rozszabrowanego domku letniskowego. Szabrownicy są wszędzie... :(


Do Hawliczków Brodu jechało się całkiem przyjemnie

W mieście był spodziewany ładny rynek, ale chmury gdy z niego wyjeżdżałem zrobiły się gradowe i zaczęło mocno wiać

W nagrodę miałem wspaniały ddr po dawnej wąskotorówce w kierunku miasteczka Przybysław

Krajobraz Wysoczyny rzadko przyciągał uwagę. Było chmurno, wietrznie i zimno. Tak dobre asfalty były niezwykłą rzadkością

Jimramov - austriacko

Ładna dolina Kretynki

Trasa:
Start na 515,7 km - Hawliczków Bród - Przybysław - Sazawa - Żdar nad Sazawą - Nowe Miasto na Morawach - Jimramov - Bystre - Svojanov - Bohunov (nocleg na łące, przy starym domku letniskowym na 626,5 km)

Na mapie:
https://ridewithgps.com/routes/49145075

Dystans96.25 km Czas07:52 Vśrednia12.24 km/h Podjazdy1660 m
Środkowe Czechy, dzień 5: Ekscytująca dolina Sazawy

Do zeszłej nocy jakoś nie niepokoiły mnie te zamknięte kampy. Naiwnie uznałem, że na Święto Pracy otworzą, miało być ładnie, no i majówka. Ta naiwność skończyła się zalegalizowanym pobytem na nieczynnym kampie przy nieczynnym hotelu i nieczynnej restauracji Ostende... Czynna była tylko budka z... piwem rzecz jasna. Nad ranem zebrałem się więc dość szybko i ruszyłem dalej wzdłuż Sazawy. Nie napiszę, że doliną, bo trasa była iście interwałowa i przeskakiwała boleśnie raz po raz na drugą stronę rzeki. 

Generalnie jednak jazda wzdłuż Sazawy - choć wymagająca interwałowo - była tego warta. Ciekawe widoki, liczne pokaźne zamki i malutkie, ale pełne wdzięku osady domków letniskowych.. Towarzyszyła mi cisza, wędkarze i przemykające koty. Doskwierały jednak słabe asfalty i ciągła jazda pod porywisty, coraz bardziej huraganowy wiatr. Po raz pierwszy zobaczyłem też Czechów z sakwami, na gravelach rzecz jasna. Czecha na trekkingu z sakwami jeszcze w życiu nie widziałem...

Na koniec tego bardzo wymagającego etapu czekało mnie zetknięcie z Jarosławem Haszkiem. Wisienką na torcie był potężny zamek w Lipnicach nad Sazawą oraz domek gdzie zapił się na śmierć Jarosław Haszek. Znany awanturnik i bolszewik, uwielbiany w Polsce, jak wszystko co czeskie. 


Chocerady w dolinie Sazawy. W tle zamek. 

Czeskie osadki letniskowe są cudowne - bo są niewielkie i ulokowane zawsze na wschodnich stokach (szacun). 

Sazava - klasztor w remoncie

Nad rzeką Sazawą miejscami było jak nad Berounką

Czeski Szternberk - imponujący zamek

Kacov - zamek

Zrucz nad Sazawą - zamek

Lipnice nad Sazawą - cel godny trudnego, ale bardzo ciekawego etapu podróży po czeskim śródziemiu

Najpiękniejszy, bo najbardziej autentyczny zamek dnia. 

Trasa: Chocerady - Sazava - Czeski Szternberk - Zrucz nad Sazawą - Vlastejovice - Ledecz nad Sazawą - Lipnice nad Sazawą - nocleg na 515,7 km

Trasa na mapie:
https://ridewithgps.com/routes/49145075