Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2024

Dystans całkowity:1455.20 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:77:09
Średnia prędkość:18.86 km/h
Maksymalna prędkość:60.94 km/h
Suma podjazdów:13766 m
Liczba aktywności:28
Średnio na aktywność:51.97 km i 2h 45m
Więcej statystyk
Dystans118.61 km Czas07:31 Vśrednia15.78 km/h Podjazdy1331 m
Środkowe Czechy, dzień 4: Pejzaże husycko-niemieckie

W nocy mocno wiało, ale miejsce biwakowe wybrałem komfortowe więc poza odgłosem wiatru nic mi nie dolegało. Od rana widziałem wszędzie pełno drozdów, wróbli i jaskółek. Zewsząd dobiegał śpiew pierwiosnków. Po wsiach można było natknąć się na watry, grille wszelakie i gaiki. Nie zabrakło też dziwnych wehikułów oraz przyczepek. Tabor zrobił na mniejsze wrażenie niż liczyłem, daleko mu do Krumlowa, ale ogólnie jechało się dość przyjemnie, nie licząc silnego przeciwnego wiatru... Celem była siedziba sławnego arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, tego, którego widowiskowa śmierć stała się przyczyną Wielkiej Wojny. 

Była to więc wycieczka od husytów do Habsburgów, kawał dziejów Czech! Zakończyła się jednak fiaskiem poszukiwań porządnego noclegu i wylądowałem na zamkniętym kempingu nad Sazawą. Zemścił się brak doświadczenia w wyjazdach wielodniowych/majówkowych...

W drodze na Tabor

Tabor zza rzeki

Starówka

W husyckim Taborze

Borotin - zamek husycki

Między Taborem a Voticami

Zabudowa wiosek w okolicach Bistric

Typowe dla Czech piękne aleje drzew owocowych

Zamek Konopiszte - siedziba arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga

Trasa:
Czernyszowice (306,1 km) - Tabor - Borotin - Votice - Bystrice - Konopiszte - Beneszów - Chocerady (nieczynny kemping/hotel Ostende) na 424,2 km


Trasa:

Dystans123.67 km Czas07:51 Vśrednia15.75 km/h Podjazdy1438 m
Środkowe Czechy, dzień 3: Piękno czeskiego śródziemia

O poranku przywitał mnie urozmaicony krajobraz środkowych Czech. Pobudka była późna, a na noclegu wyjątkowo ciepło i przyjemnie. Przyjemny był też pierwszy etap dzienny - do Błatnej. Potem miałem w planie wariant wschodni, czyli spore odbicie na wschód do pięknie położonego nad Wełtawą zamku Zvikov i interwałową trasę wzdłuż rzeki Otavy do Piska. Emocje pojawiły się przy realizacji tego planu w dwóch miejscach: na dojeździe do zamku Zvikov (nieustanne znaki ostrzegające o remoncie drogi - jedynej drogi do celu) i na przeprawie przez rzekę Otawę. Mostek na mapie okazał się kładką dla pieszych ze schodami... Udało mi się jakość - w częściach - przenieść rower, ale ciśnienie podskoczyło mi znacznie. 

Pisek z kolei okazał się dużo mniej ciekawy niż na zdjęciach, czy z satelity, ale oferował nagrody pocieszenia: kraniki z wodą i wspaniałe Pisecke Hory ze źródełkami i  pustymi drogami asfaltowymi. Naoglądałem się rzecz jasna w ciągu dnia różnych czeskich wynalazków na drogach, trójkołowców czy hulajnóg z siodełkami (w Polszcze też nielegalne). Ostatnie nieplanowane emocje towarzyszyły mi przy pokonywaniu mostu nad rzeką Lużnice w pobliżu miasta Bechynie. Most był kolejowo-drogowy, ale bez wydzielonej części dla kolei. Pociąg sobie jechał jak tramwaj, normalnie po jezdni a cały most dudnił złowieszczo... 


Pejzaż powitalny - widok z namiotu

Widok na namiot ;)

Po niemiecku

Pastiky - mikrowioska z ładnym kościołem

Miasto Błatna

Hrad Zvikov

Nadwełtawskie letniska...

Pisek

Kapitalnie położone miasto Bechynie

I jego położenie na urwiskach nad rzeką

Trasa: skraj lasu na 183,8 km - Błatna - Mirotice - Zvikov - Pisek - Tyn nad Wełtawą - Bechynie - Czernyszowice las (306,1  km)

Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49145075


Dystans116.47 km Czas07:43 Vśrednia15.09 km/h Podjazdy1631 m
Środkowe Czechy, dzień 2: Poranek w krainie marzeń

Wstałem o 5 rano i nie jadłem awokado. Będę milionerem. Do wstania zmusiła mnie temperatura 3,2 stopnia nad ranem. Spałem specjalnie na wzgórzach otaczających dolinę rzeki, na dnie doliny był przymrozek. Gdy zjechałem w dolinę Berounki zrobiło się jednak słonecznie. Zimno i pięknie. Czekały mnie 2 godziny zachwytu w pięknym przełomie rzeki znanym jako Křivoklátsko. To zadziwiające jak blisko jest stąd do Pragi i jak bardzo się tego nie odczuwa. Křivoklátsko to prawdziwy mikrokosmos. Bajkowa oaza. 

Podziwiałem kolejnych Czechów jeżdżących hulajnogami elektrycznymi na drogach publicznych między wioskami (u nas zabronione). Był dziadek z wnuczkami - on na hulajnodze, one siłowo na rowerach pod górkę. Byli też - a jakże - wędkarze, wiozący cały sprzęt na hulajnogach. I nikomu to nie przeszkadzało. Opuszczałem dolinę tej magicznej rzeki z wielkim żalem. Czekała mnie wspinaczka na płaskowyż, jeszcze kilka zamków i nieciekawa przeszkoda - Przybram. Miasto okazało się czarną dziurą, bramą piekieł. Nie pasowało wizualnie do dotychczasowych wrażeń z majowych Czech - było tu brzydko, smutno i biednie. Niemal poradziecko. 

Dopiero gdy minąłem Przybram krajobraz zaczął znowu ładnieć. Odwiedziłem pałacyk Antoniego Dworzaka w Wysokiej oraz pokaźny zamek w Breznicach. Znalazłem też dobre miejsce biwakowe pod Drahenicami. 

Křivoklátsko

Křivoklát - zamek

Bajkowe majowe scenerie w przełomie Berounki

Wciąż było zimno, ale pejzaże rozgrzewały

Stara zabudowa w dolinie Berounki. Nezabudicki młyn - najbliższe sercu miejsce dla Oty Pavla. 

Hrad Żebrak

Pejzaż "uświęcony" przed Breznicami. Było tak uroczo, że rozmyślałem o noclegu...

Ostatecznie jednak dotarłem do Breznic i rozbiłem się dopiero dobrych kilka km na południe od miasta.

Trasa:
Las (69 km) - Krzywoklat - Nezabudice - Żebrak - Przybram - Wysoka - Brzeznice - Drahenice - skraj lasu przy drodze, na 183,8 km
https://ridewithgps.com/routes/49145075

Dystans77.12 km Czas05:07 Vśrednia15.07 km/h Podjazdy523 m
Środkowe Czechy, dzień 1: Wzdłuż Berounki

A więc Czechy! Pierwsza poważna rowerowa majówka w życiu (przez ostatnią dekadę uniemozliwiały to obowiązki zawodowe). Na powitanie dziki i nudny tłum turystów w Pradze. Musiałem nieraz prowadzić rower. Cóż, był piękny, prawie majowy, weekend. Większość ludzi postanowiła więc spędzić go sztampowo - w Pradze. Z okien pociągu widziałem morze rzepaku, zapewne od pana Babisza. W każdym razie wybranie czeskiego pociągu zamiast Intercity było bardzo dobrym pomysłem. Zyskałem prawie 2 h. 

Gdy tylko opuszczam praską starówkę trafiam do raju. Najpierw wzdłuż Wełtawy a później wzdłuż Berounki jadę w towarzystwie licznych rowerzystów. Ratuję nawet czeskie dziewczę, które nie potrafi otworzyć napoju chłodzącego :) W rycerskim czynie pomaga mi wierny towarzysz - Opinel. 

Jest bardzo idyllicznie, pogoda jest wymarzona. Mijam jakieś dziwne boiska na których Czesi grają w golfa... normalnymi piłkami (wtf?). Intrygują mnie guzikowe progi zwalniające na ddr i ta cisza, Czesi bowiem, w przeciwieństwie do Niemców, nie pozdrawiają się wcale na rowerach. Jedzie mi się tak dobrze, że biwakuje dopiero daleko za zamkiem Karlstejn, choć planowałem rozbijać się w jego bliskim sąsiedztwie. 


Praha

Nad Wełtawą

Pożegnanie z Wełtawą

Zamek Karlsztajn

Nad spokojną Berounką 

Rozkosze doliny Berounki. Czułem się jak Ota Pavel w najpiękniejszych chwilach życia. A byłem bez wędki!

Trasa: Chorzów - Katowice - PKP - Praga - Karlsztejn - Beroun - nocleg w lesie (69 km trasy licząc z Pragi)

https://ridewithgps.com/routes/49145075 

Dystans13.15 km Czas00:37 Vśrednia21.32 km/h Podjazdy 95 m
Praca
Kategoria praca
Dystans12.11 km Czas00:36 Vśrednia20.18 km/h Podjazdy 90 m
Praca
Kategoria praca
Dystans18.40 km Czas00:54 Vśrednia20.44 km/h Podjazdy164 m
Praca + sklepy
Kategoria praca
Dystans12.13 km Czas00:36 Vśrednia20.22 km/h Podjazdy 90 m
Praca
Kategoria praca
Dystans12.13 km Czas00:35 Vśrednia20.79 km/h Podjazdy 90 m
Praca
Kategoria praca
Dystans36.44 km Czas02:02 Vśrednia17.92 km/h Podjazdy470 m
Góra św. Doroty