Dystans108.19 km Czas06:11 Vśrednia17.50 km/h Podjazdy1253 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Rumunia 2024, dzień 22: Parcul Natural Apuseni
Nad ranem wszystko znowu jest mokre. Tym razem jest mi też zimno, po raz pierwszy od trzech tygodni, od noclegu w Bieszczadach. Na Transursoaia łączą się aż dwie zalety: dobry asfalt z niewielkim ruchem kołowym. Na więcej dobrego nie mam co liczyć, dlatego co chwilę atakują mnie psy. Wielkie, pasterskie psiska na drodze publicznej. Pasterze mają to głęboko w d... A ja nie mam nawet czym się bronić, poza dwoma nożami Opinela, które przezornie wiozę w torbie na kierownicy. Życia mi nie uratują, ale przynajmniej nie czuję się całkiem bezbronny. Zamiast terroru drogowego wybrałem ten pastwiskowy. Mówią, że nie da się przejść przez życie bez stresu, przejechać nie da się na pewno. Szczególnie przez Rumunię.
Wokół jest sporo zamarłych świerków, wieje też huragan z północy, oczywiście akurat gdy podążam na północ. Wymyśliłem sobie by jak najdłużej jechać górami. No i faktycznie, długo unikam kontaktu z drogowymi psycholami w stężeniu które zagraża życiu i zdrowiu, ale do czasu. Ostatnie miłe chwile spędzam w ruinach zamku w miejscowości Bologa. Ruiny są znakomicie zabezpieczone, liczne kładki i schodki robią wrażenie. Od drogi asfaltowej jest tu kilkaset metrów spaceru pod górkę kiepską szutrówką. W związku z tym wszyscy Rumuni o zacięciu turystycznym, katując autka, wjeżdżają aż pod mury zamku. Nawet na krótkim przejściu nie mogę uniknąć ludzi, których czeka niepełnosprawna starość, nigdy nie wyrobili w sobie nawyku aktywności fizycznej. Rumuńska służba zdrowia z pewnością nie ma świetlanej przyszłości.
Gdy w końcu docieram do drogi nr 1, co już samo w sobie brzmi złowieszczo, czeka mnie 10 km jazdy przez piekło. To raj dla rumuńskich tirów i piekło dla rowerzysty, ale nie mam alternatywy, innej drogi nie ma. Muszę oddać daninę za tę większość dnia spędzoną z dala od psycholi drogowych. Większość dnia jechałem przez rzadko zaludnione góry, syciłem się przestrzenią i pustkami osadniczymi. Przejazd rumuńską jedynką zajmuje mi poniżej pół godziny, ale przy pierwszej okazji uciekam z poczuciem wielkiej ulgi na lokalną drogę. Nocleg znajduję znów w przyjemnej scenerii zarastających dawnych pastwisk, przed wsią Tusa. Liczę na to, że to już ostatni mój nocleg w Rumunii.

Poiana Horea zagubiona wśród gór i lasów. Nie licząc zagrożenia atakami psów jest tu przyjaźnie i pięknie.

Droga 1R zwana Transursoaia czyli Transniedźwiedzią jest jedną z bardziej niezwykłych dróg Rumunii. Widok na zalew Belis, który objeżdżałem dookoła.

Cetatea Bologa. Wszystko za darmo a wkład finansowy by udostępnić ruiny warowni musiał być spory...
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49324039
Nad ranem wszystko znowu jest mokre. Tym razem jest mi też zimno, po raz pierwszy od trzech tygodni, od noclegu w Bieszczadach. Na Transursoaia łączą się aż dwie zalety: dobry asfalt z niewielkim ruchem kołowym. Na więcej dobrego nie mam co liczyć, dlatego co chwilę atakują mnie psy. Wielkie, pasterskie psiska na drodze publicznej. Pasterze mają to głęboko w d... A ja nie mam nawet czym się bronić, poza dwoma nożami Opinela, które przezornie wiozę w torbie na kierownicy. Życia mi nie uratują, ale przynajmniej nie czuję się całkiem bezbronny. Zamiast terroru drogowego wybrałem ten pastwiskowy. Mówią, że nie da się przejść przez życie bez stresu, przejechać nie da się na pewno. Szczególnie przez Rumunię.
Wokół jest sporo zamarłych świerków, wieje też huragan z północy, oczywiście akurat gdy podążam na północ. Wymyśliłem sobie by jak najdłużej jechać górami. No i faktycznie, długo unikam kontaktu z drogowymi psycholami w stężeniu które zagraża życiu i zdrowiu, ale do czasu. Ostatnie miłe chwile spędzam w ruinach zamku w miejscowości Bologa. Ruiny są znakomicie zabezpieczone, liczne kładki i schodki robią wrażenie. Od drogi asfaltowej jest tu kilkaset metrów spaceru pod górkę kiepską szutrówką. W związku z tym wszyscy Rumuni o zacięciu turystycznym, katując autka, wjeżdżają aż pod mury zamku. Nawet na krótkim przejściu nie mogę uniknąć ludzi, których czeka niepełnosprawna starość, nigdy nie wyrobili w sobie nawyku aktywności fizycznej. Rumuńska służba zdrowia z pewnością nie ma świetlanej przyszłości.
Gdy w końcu docieram do drogi nr 1, co już samo w sobie brzmi złowieszczo, czeka mnie 10 km jazdy przez piekło. To raj dla rumuńskich tirów i piekło dla rowerzysty, ale nie mam alternatywy, innej drogi nie ma. Muszę oddać daninę za tę większość dnia spędzoną z dala od psycholi drogowych. Większość dnia jechałem przez rzadko zaludnione góry, syciłem się przestrzenią i pustkami osadniczymi. Przejazd rumuńską jedynką zajmuje mi poniżej pół godziny, ale przy pierwszej okazji uciekam z poczuciem wielkiej ulgi na lokalną drogę. Nocleg znajduję znów w przyjemnej scenerii zarastających dawnych pastwisk, przed wsią Tusa. Liczę na to, że to już ostatni mój nocleg w Rumunii.

Poiana Horea zagubiona wśród gór i lasów. Nie licząc zagrożenia atakami psów jest tu przyjaźnie i pięknie.

Droga 1R zwana Transursoaia czyli Transniedźwiedzią jest jedną z bardziej niezwykłych dróg Rumunii. Widok na zalew Belis, który objeżdżałem dookoła.

Cetatea Bologa. Wszystko za darmo a wkład finansowy by udostępnić ruiny warowni musiał być spory...
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49324039
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.