Dystans127.99 km Czas07:19 Vśrednia17.49 km/h Podjazdy1161 m
Rumunia 2024, dzień 19: Koszmar drogi nr 68

W nocy okazało się trochę padać a poranna mgła była potężna - tropik nadaje się do wykręcania. Zaczynam od zakupów w mieście Resita. Potem jadę przez niestety dość tradycyjne wsie - pustynie, pozbawione drzew. Szczęśliwie po wielkim przesileniu morderczy upał pozostał wspomnieniem, ale widząc całe wsie pozbawione cienia czuje się dalej nieswojo. Cmentarze po wioskach też są pozbawione jakiegokolwiek cienia. To co jest dziwne i nietypowe a godne odnotowania, to brak ataków psów i to przez cały dzień. Chyba pierwszy taki dzień w Rumunii. Zmierzać będę cały dzień na wschód - z powrotem do Transylwanii, chcę jeszcze zobaczyć okolice Hunedoary. 

Za Caransebes zaczyna się remont permanentny. Korek za miastem ciągnie się 6 km. Początkowo mam nawet z tego dużo radochy. Oglądanie tych wszystkich miłośników zapierdalania uwięzionych na jednym pasie ruchu daje mi silną i złośliwą satysfakcję. Przestaje mi być wesoło jak kolejne tiry próbują mnie celowo spychać z drogi. Dziś sobie przypominam, że rumuńscy tirowcy identycznie zachowują się także w Polsce. W ich towarzystwie czuję się na tych znakomitych nieraz asfaltach istotniejszych rumuńskich dróg jak zaszczute zwierzę. Gdy widzę w lusterku sylwetkę rumuńskiego tira kulę się w sobie i zaciskam zęby. Może znów mi się uda i wrócę cało do domu. Nie jest to przewodni motyw urlopu, który chciałbym w przyszłości powtarzać. Ten niepokój odbiera radość z nawet najpiękniejszych widoków. Jazda na rowerze powinna dawać radość a nie być rosyjską ruletką: trafi czy nie trafi?

Odpoczynku od psychopatów w tirach szukam aż kilka razy nad tutejszą rzeką. Zwie się Bistrita, a jak rzeka w Rumunii zwie się Bystrzyca to należy spodziewać się brązowej brei pełnej śmieci. Dokładnie tak jest też w tym przypadku. Śmieci suną sobie miarowo z nurtem, brzegi rzeki są zaś wielkim wysypiskiem i łatwiej byłoby wymienić czego tam nie widziałem, jeśli o śmieci chodzi. Zjechałem dobrze i wnikliwie francuską i niemiecką prowincję i nigdy nie trafiłem choćby na namiastkę takich widoków. Od wielu lat śpię na dziko i nigdy nie trafiłem w tych krajach na usypiska śmieci w lasach. Nawet na takie malutkie, symboliczne oazy śmieci. Nic z tych rzeczy. Stosunek do zaśmiecania otoczenia, własnej okolicy jest dla mnie najlepszą miarą europejskości. Rumuni daleko są od Europy w tym względzie, są nawet zauważalnie za Polską (a nie brak u nas dzikich wysypisk i konsekwentnego zwyczaju zaśmiecania poboczy dróg). Mają przepiękny krajobrazowo kraj i robią z niego śmietnik. 

Generalnie przejazd przez Rumunię to ciągły wybór między dżumą a cholerą. Na głównych drogach znajdziemy świetne nawierzchnie zadżumione rumuńskimi sebiksami i jeszcze gorszymi od nich tirowcami. Każdy zbliżający się pojazd będzie budził instynktownie niepokój. Lokalne drogi będą pozbawione tego rodzaju strachu, pojawi się inny: ataki wściekłych pasterskich psów i drastyczne, czasami wręcz groteskowo złe nawierzchnie. Żaden wybór nie jest dobry, dlatego nie jest kraj o którym napisałbym, że z chęcią wrócę. To nie jest dobry wybór na rozkoszną rowerową rekreację. Tu się nie da odprężyć, trzeba zachować czujność, bo zagrożenie może czaić się w wielu miejscach. Nieraz musiałem robić przerwy, by odetchnąć psychicznie. Dopiero w pewnej odległości od jezdni czułem się bezpiecznie. 

Drum in lucra - roboty drogowe i ciągły niepokój towarzyszyć będą mi dopóki nie zjadę z drogi DN68. Oczywiście będą po drodze dwa miejsca które bardzo mi się spodobają. Wieś Glimboca była pełna zieleni i drzew. Nie jest to wcale rumuński standard, warto więc ją docenić. We wsi Bautar znalazłem z kolei bardzo przyjemne schronienie przed deszczem. Była to wiata przy cerkwi. Jadłem tam sobie ciasteczka "Rom" w barwach Rumunii. Ten charakterystyczny, radosny i twórczy patriotyzm jest w Rumunii mocno obecny. To akurat zjawisko pozytywne. Rumuni uwielbiają swoje barwy narodowe i eksponują je na wiele różnych sposobów. 

Drogę 68 opuszczę dopiero za starą dacka osadą Sarmizegetusa. Będę się przyglądał z zainteresowaniem, ale bez entuzjazmu, tutejszym rekonstrukcjom. Gdy zjadę do położonej na uboczu wioski Pesteana, nagle trafię do jednej z tych rumuńskich oaz spokoju. Jednocześnie dobre asfalty i niewielki ruch. Dzieciaki grają z dorosłymi w piłkę na środku drogi. Uśmiechamy się do siebie wzajemnie. Nie gonią mnie tu psy i ogólnie nic nie chce mnie zabić. Są takie wsie w Rumunii, europejskie oazy normalności. Za tą idylliczną wioską droga się wznosi ukazując widok na piękne góry Retezat, u podnóża których jechałem przełomem Czerny. Okolica jest przepiękna. Rozbijam namiot na kawałku nieużytku osłoniętym polem kukurydzy. Z namiotu mam widok, którego nie powstydziłby się żaden kraj w Europie. Musiałem jednak sporo wycierpieć, by zasypiać w takiej scenerii. 

Miasto Carancebes

Sarmizegetusa - rekonstrukcja dackiej osady

Ponad wsią Pesteana. Widok na grań gór Retezat. Przepięknie. 

Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49319833

Komentarze

Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa acaja
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]