Dystans140.10 km Czas07:44 Vśrednia18.12 km/h VMAX53.18 km/h Podjazdy1775 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Rumunia 2024, dzień 17: Potęga Dunaju w przełomie Żelaznej Bramy
Królewski etap, ostatni z wielkich celów. Tym ostatnim na liście wielkich celów w Rumunii był dla mnie przełom Żelaznej Bramy. Dunaj jest prawdziwym rzecznym królem Europy. Przejechałem rowerem do tego momentu wszystkie jego przełomy, poza tym właśnie. Rzeka ma tu często ponad 2 km szerokości. Skarpy i stoki są totalnie niezabezpieczone i kilka razy spadały przede mną spore odłamki i głazy. Towarzyszy mi ponownie upał, osiągnie ponad 36 stopni w legendarnym cieniu (którego nikt w Rumunii raczej po wioskach nie widział), a dzień skończy się wielkim deszczobiciem i zmianą trendu pogodowego z męczącego upału na męczącą serię burz.
Zanim jednak wymęczy mnie upał i chroniczny brak cienia będę sycił się pustkami na drodze. Zarośla tworzą tu perukowce, ajlanty, orzechy włoskie, morwy i amorfy. Widuję w ogródkach spore figowce pełne fig. Rozbrzmiewają wkoło cykady. Gdy trafiam w końcu jakiś daszek, zatrzymują się natychmiast zmotoryzowani Rumuni po to, by wyrzucić kilka worków śmieci do tutejszego przydrożnego śmietnika. Wiadomo, publiczne, to niczyje. Na szczęście po drugiej stronie drogi jest święte źródełko. Woda cudownie chłodna i krystaliczna. Uzupełniam zapasy i funduję sobie zimny prysznic, przez chwilę jest cudownie.
Upał i zaduch sprawiają, że odcinek, który miał być jednym z łatwiejszych zamienia się w umieralnię. Po 100 km wzdłuż rzeki odbijam na północ, do miejscowości Moldova Noua. Zbierają się burzowe chmury, dzwonię do Polski i... bliskość Serbii sprawia, że zżarło mi z konta 180 zł... Zostaję bez połączeń i Internetu. W dodatku zbiera się na burzę, robi się bardzo parno. Żywioł dopada mnie na grzbiecie, przed wsią Carbunari. Gdy tak stoję przy drodze pochylony jak wypalona zapałka (by mniej mnie zalewało), lituje się nade mną Rumun w wieśwagenie, ale kłamię, że mi się bardzo podoba i ogólnie wszystko OK. Gdy przestaje tak gwałtownie padać rozbijam namiot na przedpolu wsi. Zanim jeszcze skończę, lunie znowu i padać będzie przez całą noc, lekko nawet nadwyrężając tropik. Swoją drogą, jak na "płaski" odcinek ,uzbierało się sporo przewyższeń.

Orszowa i Dunaj

Żelazna Brama - w uścisku Dunaju

Piękno ostatniego przełomu Dunaju

Znów w górę. Za Mołdową Nową. Zbiera się na potężne lanie...
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49316817
Królewski etap, ostatni z wielkich celów. Tym ostatnim na liście wielkich celów w Rumunii był dla mnie przełom Żelaznej Bramy. Dunaj jest prawdziwym rzecznym królem Europy. Przejechałem rowerem do tego momentu wszystkie jego przełomy, poza tym właśnie. Rzeka ma tu często ponad 2 km szerokości. Skarpy i stoki są totalnie niezabezpieczone i kilka razy spadały przede mną spore odłamki i głazy. Towarzyszy mi ponownie upał, osiągnie ponad 36 stopni w legendarnym cieniu (którego nikt w Rumunii raczej po wioskach nie widział), a dzień skończy się wielkim deszczobiciem i zmianą trendu pogodowego z męczącego upału na męczącą serię burz.
Zanim jednak wymęczy mnie upał i chroniczny brak cienia będę sycił się pustkami na drodze. Zarośla tworzą tu perukowce, ajlanty, orzechy włoskie, morwy i amorfy. Widuję w ogródkach spore figowce pełne fig. Rozbrzmiewają wkoło cykady. Gdy trafiam w końcu jakiś daszek, zatrzymują się natychmiast zmotoryzowani Rumuni po to, by wyrzucić kilka worków śmieci do tutejszego przydrożnego śmietnika. Wiadomo, publiczne, to niczyje. Na szczęście po drugiej stronie drogi jest święte źródełko. Woda cudownie chłodna i krystaliczna. Uzupełniam zapasy i funduję sobie zimny prysznic, przez chwilę jest cudownie.
Upał i zaduch sprawiają, że odcinek, który miał być jednym z łatwiejszych zamienia się w umieralnię. Po 100 km wzdłuż rzeki odbijam na północ, do miejscowości Moldova Noua. Zbierają się burzowe chmury, dzwonię do Polski i... bliskość Serbii sprawia, że zżarło mi z konta 180 zł... Zostaję bez połączeń i Internetu. W dodatku zbiera się na burzę, robi się bardzo parno. Żywioł dopada mnie na grzbiecie, przed wsią Carbunari. Gdy tak stoję przy drodze pochylony jak wypalona zapałka (by mniej mnie zalewało), lituje się nade mną Rumun w wieśwagenie, ale kłamię, że mi się bardzo podoba i ogólnie wszystko OK. Gdy przestaje tak gwałtownie padać rozbijam namiot na przedpolu wsi. Zanim jeszcze skończę, lunie znowu i padać będzie przez całą noc, lekko nawet nadwyrężając tropik. Swoją drogą, jak na "płaski" odcinek ,uzbierało się sporo przewyższeń.

Orszowa i Dunaj

Żelazna Brama - w uścisku Dunaju

Piękno ostatniego przełomu Dunaju

Znów w górę. Za Mołdową Nową. Zbiera się na potężne lanie...
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49316817
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.