Dystans125.94 km Czas08:05 Vśrednia15.58 km/h VMAX59.29 km/h Podjazdy1993 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Rumunia 2024, dzień 15: Wzdłuż Karpat Południowych
Nie wszystek umrę, najpierw muszę wszystko defekować. Tak myślą ludzie z nadwrażliwością jelit, gdy zjedzą coś czego nie powinni. Znowu zjadłem coś, czego nie powinienem. Droga 7A którą jadę jest typowa rumuńską drogą pokazową. Ma nienaganną nawierzchnię. Widoki są właściwie wzorcowo subalpejskie. Ruch samochodowy incydentalny. Większość samochodów jakie spotykam stoi na poboczu, na łąkach. To mobilne ciężarówki-ule, są nawet tiry z ulami. W pobliżu zazwyczaj zatoczka i jakaś buda z miodami. Dookoła kwitnące polany i górskie łąki. Jest przepięknie.
Niestety proza dnia niszczy mi radość z okoliczności przyrody. Cztery razy zaliczam dłuższe postoje, ból brzucha odbiera mi przez większość dnia radość z życia. No i rzecz jasna wtedy spotykam niemiecką rowerzystkę. Pobiegła za mną radośnie nad brzeg zalewu Lacul Vidra. Dopiero tam się zorientowała w jakim celu się udałem... Ja naprawdę z chęcią bym się dowiedział z jakiego była landu, trzy lata jeździłem przez Niemcy na rowerze, ale akurat w tej chwili miałem inne priorytety... Wyglądała jakby startowałą na przejażdżki z kamperu, nie miała bardzo dużo bagażu, a skądinąd wiem, że Niemcy mają zwyczaj objuczać się bagażem nawet na krótkie przejażdżki. Nie zamierzam ich zresztą wyśmiewać, sam tak nieraz robię. Mentalność użytkownika roweru trekkingowego. Jest bagażnik, to dlaczego by z niego nie korzystać?
Na ironię zakrawa fakt, że gdy odpuszcza mi złe samopoczucie, znika inspirujący krajobraz. Robi się straszno, blokowo i ponuro. Przez miasta Vulcan i Lupeni jadę jak przez jakieś poradzieckie dekoracje. Klimat jak na zdjęciach ze środkowej Azji. Typowa Rumunia: jednego dnia z europejskiej idylli zajechałem w ponurą krainę odrapanych, ciągnących się w nieskończoność blokowisk. Cudem znajduję nocleg - na bezczela, niemal w środku wsi. Jest mi już wszystko jedno, a zabudowa nie chce się skończyć...
Kluczowe jest to, że mimo wielkiej pokusy i fatalnego samopoczucia nie odbiłem na północ. Zrealizuję więc plan maksimum, bo zmierzam nad Dunaj!

Nad Lacul Vidra

Empocjonujący zjazd kanionem rzeczki Raul Jiet do Petrosani

Środkowa Azja, czyli okolice miast Vulcan i Lupeni...
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49314178
Nie wszystek umrę, najpierw muszę wszystko defekować. Tak myślą ludzie z nadwrażliwością jelit, gdy zjedzą coś czego nie powinni. Znowu zjadłem coś, czego nie powinienem. Droga 7A którą jadę jest typowa rumuńską drogą pokazową. Ma nienaganną nawierzchnię. Widoki są właściwie wzorcowo subalpejskie. Ruch samochodowy incydentalny. Większość samochodów jakie spotykam stoi na poboczu, na łąkach. To mobilne ciężarówki-ule, są nawet tiry z ulami. W pobliżu zazwyczaj zatoczka i jakaś buda z miodami. Dookoła kwitnące polany i górskie łąki. Jest przepięknie.
Niestety proza dnia niszczy mi radość z okoliczności przyrody. Cztery razy zaliczam dłuższe postoje, ból brzucha odbiera mi przez większość dnia radość z życia. No i rzecz jasna wtedy spotykam niemiecką rowerzystkę. Pobiegła za mną radośnie nad brzeg zalewu Lacul Vidra. Dopiero tam się zorientowała w jakim celu się udałem... Ja naprawdę z chęcią bym się dowiedział z jakiego była landu, trzy lata jeździłem przez Niemcy na rowerze, ale akurat w tej chwili miałem inne priorytety... Wyglądała jakby startowałą na przejażdżki z kamperu, nie miała bardzo dużo bagażu, a skądinąd wiem, że Niemcy mają zwyczaj objuczać się bagażem nawet na krótkie przejażdżki. Nie zamierzam ich zresztą wyśmiewać, sam tak nieraz robię. Mentalność użytkownika roweru trekkingowego. Jest bagażnik, to dlaczego by z niego nie korzystać?
Na ironię zakrawa fakt, że gdy odpuszcza mi złe samopoczucie, znika inspirujący krajobraz. Robi się straszno, blokowo i ponuro. Przez miasta Vulcan i Lupeni jadę jak przez jakieś poradzieckie dekoracje. Klimat jak na zdjęciach ze środkowej Azji. Typowa Rumunia: jednego dnia z europejskiej idylli zajechałem w ponurą krainę odrapanych, ciągnących się w nieskończoność blokowisk. Cudem znajduję nocleg - na bezczela, niemal w środku wsi. Jest mi już wszystko jedno, a zabudowa nie chce się skończyć...
Kluczowe jest to, że mimo wielkiej pokusy i fatalnego samopoczucia nie odbiłem na północ. Zrealizuję więc plan maksimum, bo zmierzam nad Dunaj!

Nad Lacul Vidra

Empocjonujący zjazd kanionem rzeczki Raul Jiet do Petrosani

Środkowa Azja, czyli okolice miast Vulcan i Lupeni...
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49314178
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.