Dystans104.31 km Czas06:33 Vśrednia15.93 km/h Podjazdy1016 m
Rumunia 2024, dzień 12: Rozpalona transylwańska sawanna

W najchłodniejszym momencie dnia - o świcie - jest 21,6 stopnia. Wycofuję się na oboczną drogę, bo ta ponad którą się ulokowałem zamienia się w rumuńskie piekiełko drogowe. Rowerzysto, patrz w lusterka! Rumuńscy kierowcy są wszędzie. Nie wyobrażam sobie jazdy przez Rumunię bez lusterka. 

Sybin - stare niemieckie miasto, kolejny ostaniec cywilizacji w morzu Wołochów. Są tu niemieckie kamienice, niemieckie rozplanowanie i niemiecka historia. Są nawet kraniki z wodą i fragment prawdziwie europejskiej drogi dla rowerów. Ten fragment urywa się jednak na środku nigdzie. Trochę tak jak starówka Sybina. Na skwerach Sybina starsi panowie grają w skrable, ale tuż za miastem rozpościera się wypalona upałem sawanna - moje przeznaczenie :( 

Przejazd przez te odsłonięte, rozgrzane do absurdu płaskowyże będzie walką o każdy kawałek cienia. Gdy oddalę się na odległość prawie 20 km od centrum Sybina zjadę z ulgą na boczne drogi. Odpadnie jedna przeciwność losu - rumuńscy rajdowcy. W zamian zyskam innego przeciwnika - koszmarne boczne drogi. Drogi - wyrwikoła i łamignaty. To jest wręcz nieprawdopodobne jak fatalne są nawierzchnie rumuńskich dróg, tych biegnących z dala od miejsc turystycznych. Droga wlecze mi się w nieskończoność. Czasem pociesza mnie widok zębatego wału na horyzoncie, to Fogarasze. Po południu całkiem nikną w burzowych chmurach. Moje marzenia o drobnym oberwaniu chmury pozostają niespełnione, wszystkie chmury są nad głównym grzbietem Karpat. Dla mnie jest tylko mordercze transylwańskie słoneczko. No i temperatura - ani chwilę poniżej 37 stopni w cieniu. 

Gdy w końcu, u schyłku dnia, dojeżdżam na przedpola Fogaraszy jestem szczęśliwy. Sięga tu cień poburzowych chmur, nareszcie nie pali mnie słońce. W dodatku na drodze transfogaraskiej dominują obcokrajowcy. Jeśli ktoś nie wyprzedza mnie na chama, na zapałkę, jest po prostu niemieckim turystą. I jeszcze jedno: po trzech dniach przerwy spotykam znów rowerowych turystów. Sakwiarzy! Pozdrawiają mnie donośnym ciao

By nie zakończyć zbyt idyllicznie, wspomnę, że na początku podjazdu znajduję ładne miejsce na nocleg. Zostawiam rower przy barierce i idę eksplorować. Zadowolony wracam po rower i właśnie wtedy omija mnie szybkim krokiem jakiś grubasek, który przed chwilą udawał że znalazł się w lesie za potrzebą (czekał tylko kiedy zejdę do roweru). Rzuca się do wnętrza jakiegoś zaparkowanego tuż przy moim rowerze grata i brum-brum, wjeżdża w sam środek lasu, prosto na moją upatrzoną polankę. Ten "dżentelmen" ma mołdawskie blachy... 

Ręce (i nie tylko one) opadają. Musze jechać dalej. Dopiero 3 kilometry dalej znajduję miejscówkę, jest gorsza, ale nikt nie wjechał tam autkiem... Wszędzie walają się śmieci i ekstrementy. Zdążyłem już jednak przywyknąć do tych leśnych uroków... 

Poranek w okolicach Slimnic

Sybin - kolejny saski ostaniec

Fogarasze z Cartisoary

Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49308483

Komentarze

Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa jacwm
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]