Dystans121.78 km Czas07:14 Vśrednia16.84 km/h Podjazdy1092 m
SprzętFocus Arriba 4.0
Rumunia 2024, dzień 11: Saskie ostańce Transylwanii
Poranek mam bardzo przyjemny. Czuje się wyspany pomimo faktu, że w nocy obok namiotu ganiały się dziki. Szalały rzecz jasna o 2. w nocy. Mogło być gorzej - mogły to być psiska pasterskie, wtedy tak łatwo nie dałyby mi spokoju... Budzę się oczywiście w miłych okolicach wsi Prod. Zbieram się szybko, nagli mnie upał. Wczoraj było znowu 35 stopni w cieniu, dzisiaj ma być jeszcze więcej. Mnie zaś czeka cały dzień w tzw. krajobrazie otwartym.
Dziwni tu mieszkają chrześcijanie - koszą trawę w niedzielę rano. Oczywiście w niedziele także uwielbiają wyprzedzać na podwójnej ciągłej i na zakrętach. Rumuński kod kulturowy zobowiązuje. Nad ranem jest jeszcze dość znośnie (jakieś 28 stopni w słońcu), nawet jednak o tej porze dnia nozdrza zatyka słodkawy zapach fermentujących śmieci. Fermentują też nieczystości w przydrożnych rowach i ten zapaszek jest naprawdę trudny do ignorowania... Rury bez krempacji sterczą wprost nad asfaltem i chlup, wprost do rowu zmierza kolejna kloaczna zawiesinka. Drażni też maniera stania na włączonych silnikach, zawsze i wszędzie. Tylko wróble nie w.urwiają mnie od rana. Są radośnie rozćwierkane, takie same wszędzie. Tak jak ja, nie są fanami motoryzacji.
Zwalisty monolit kościoło-twierdzy w Biertan wyłania się na horyzoncie na długo przed wsią. Robi na mnie olbrzymie wrażenie, niestety nie mam szans na zwiedzanie. Wpuszczają od 10, ja przybyłem o godz. 8:18. Koloniści przybywali tu głównie z zachodnich części Świętego Cesarstwa i w większości posługiwali się dialektami frankońskimi. Określanie ich Sasami, choć tradycyjnie, jest więc mylące. Te kościoły są ostańcami, które pozostały po europejskiej kolonizacji tej dzikiej krainy. Przybysze przywieźli ze sobą język i zachodnie wzorce kulturowe. Będę oglądał ich dzieła w Rochis, Mosnej, Valea Viilor, Medias i Sybinie.
W dalszej części trasy pozwolę sobie na dwugodzinne chłodzenie w cieniu, na rynku w Medias (saska robota). Na trasie zarośla amorfowe i robiniowe będą niestety w tej funkcji bezużyteczne. Zwrócę jednak uwagę na Rumunki chodzące dość często bez staników. Temperatura osiągnie 36,4 stopnie w cieniu (na długim cienistym postoju w Medias, tak niska temperatura była poza tym nieosiągalna). Pod koniec dnia uda mi się osiągnąć Slimnic z ruinami zamku. Spotkam tu gromadkę znów uroczych, przyjaznych, rumuńskich dzieci. Nic dziwnego że są urocze - nie jeżdżą jeszcze po drogach...
Na nocleg rozbijam się na miedzy, wysoko ponad droga nr 14. Pobliski las był tak zaśmiecony, że powstrzymując odruch wymiotny, wybrałem lokację na ubitej ziemi, osłonięty przez przyjazną kukurydzę. Do tej wyprawy uważałem Polaków za największych śmieciuchów w Europie... Tak, potrafię się domyślić, że na południe od Rumunii jest jeszcze gorzej. Nie zamierzam sobie jednak tego fundować i nie wybieram się tam. Kraje-wysypiska mnie nie pociągają.

Birthälm czy tam Biertan.

Kościół warowny w Wurmloch, znany też jako Valea Viilor

Slimnic - zamek
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49308416
Poranek mam bardzo przyjemny. Czuje się wyspany pomimo faktu, że w nocy obok namiotu ganiały się dziki. Szalały rzecz jasna o 2. w nocy. Mogło być gorzej - mogły to być psiska pasterskie, wtedy tak łatwo nie dałyby mi spokoju... Budzę się oczywiście w miłych okolicach wsi Prod. Zbieram się szybko, nagli mnie upał. Wczoraj było znowu 35 stopni w cieniu, dzisiaj ma być jeszcze więcej. Mnie zaś czeka cały dzień w tzw. krajobrazie otwartym.
Dziwni tu mieszkają chrześcijanie - koszą trawę w niedzielę rano. Oczywiście w niedziele także uwielbiają wyprzedzać na podwójnej ciągłej i na zakrętach. Rumuński kod kulturowy zobowiązuje. Nad ranem jest jeszcze dość znośnie (jakieś 28 stopni w słońcu), nawet jednak o tej porze dnia nozdrza zatyka słodkawy zapach fermentujących śmieci. Fermentują też nieczystości w przydrożnych rowach i ten zapaszek jest naprawdę trudny do ignorowania... Rury bez krempacji sterczą wprost nad asfaltem i chlup, wprost do rowu zmierza kolejna kloaczna zawiesinka. Drażni też maniera stania na włączonych silnikach, zawsze i wszędzie. Tylko wróble nie w.urwiają mnie od rana. Są radośnie rozćwierkane, takie same wszędzie. Tak jak ja, nie są fanami motoryzacji.
Zwalisty monolit kościoło-twierdzy w Biertan wyłania się na horyzoncie na długo przed wsią. Robi na mnie olbrzymie wrażenie, niestety nie mam szans na zwiedzanie. Wpuszczają od 10, ja przybyłem o godz. 8:18. Koloniści przybywali tu głównie z zachodnich części Świętego Cesarstwa i w większości posługiwali się dialektami frankońskimi. Określanie ich Sasami, choć tradycyjnie, jest więc mylące. Te kościoły są ostańcami, które pozostały po europejskiej kolonizacji tej dzikiej krainy. Przybysze przywieźli ze sobą język i zachodnie wzorce kulturowe. Będę oglądał ich dzieła w Rochis, Mosnej, Valea Viilor, Medias i Sybinie.
W dalszej części trasy pozwolę sobie na dwugodzinne chłodzenie w cieniu, na rynku w Medias (saska robota). Na trasie zarośla amorfowe i robiniowe będą niestety w tej funkcji bezużyteczne. Zwrócę jednak uwagę na Rumunki chodzące dość często bez staników. Temperatura osiągnie 36,4 stopnie w cieniu (na długim cienistym postoju w Medias, tak niska temperatura była poza tym nieosiągalna). Pod koniec dnia uda mi się osiągnąć Slimnic z ruinami zamku. Spotkam tu gromadkę znów uroczych, przyjaznych, rumuńskich dzieci. Nic dziwnego że są urocze - nie jeżdżą jeszcze po drogach...
Na nocleg rozbijam się na miedzy, wysoko ponad droga nr 14. Pobliski las był tak zaśmiecony, że powstrzymując odruch wymiotny, wybrałem lokację na ubitej ziemi, osłonięty przez przyjazną kukurydzę. Do tej wyprawy uważałem Polaków za największych śmieciuchów w Europie... Tak, potrafię się domyślić, że na południe od Rumunii jest jeszcze gorzej. Nie zamierzam sobie jednak tego fundować i nie wybieram się tam. Kraje-wysypiska mnie nie pociągają.

Birthälm czy tam Biertan.

Kościół warowny w Wurmloch, znany też jako Valea Viilor

Slimnic - zamek
Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49308416
Komentarze