Dystans122.78 km Czas06:47 Vśrednia18.10 km/h Podjazdy933 m
- Rumunia 2024, dzień 10: Szeklerzy, Sasi i rumuński Ganges

Od początku dnia towarzyszą mi niesamowite widoki. Nie mam na myśli pejzażu, tylko zabudowę wsi tutejszych. Zakochuję się w tych szeklerskich bramach. Obowiązkowo mają w nadprożach gołębniki. Pojawiają się pierwsi miejscowi kolarze, ba, kolarki nawet! Czym głębiej zanurzam się w tę rumuńską węgierskość tym bardziej mi się ona podoba. Székelyudvarhely zwie się oficjalnie Odorheiu Secuiesc, ale wiszą tu wszędzie węgierskie napisy, nie brak węgierskich flag. Pojawiają się poważne drogi dla rowerów, pasy dla rowerów. Jakaś inna cywilizacja. W tutejszym Lidlu półki uginają się od polskich produktów. Na drogach jest dużo starych dacii, tak jakby rumuńscy Węgrzy zostali z tyłu finansowo. Trzeba jednak podkreślić, że mentalnie są wciąż do przodu. Tutejszy ddr-y nie mają krawężników! Może to dlatego, że widziałem tu kolarzy, czyli aktywność fizyczna nie jest tylko fanaberią turystów-dziwolągów z zagranicy... 

Gdy opuszczam dolinę Tarnava Mare mogę wreszcie nasycić się spokojem. Spieszy mi się, bo upał zaczyna już się rodzić, a prognozy na najbliższe dni są bezlitosne: codziennie 37 stopni (w Bukareszcie 40) w cieniu. Jadę wśród niskich gór, przestrzenie są spore a wioski małe. Jeśli czegoś brakuje to oczywiście cienia. Darju jest największą osadą odkąd opuściłem Odorheiu Secuiesc. Wchodzę przez drzwi w dzwonnicy, bo naiwnie liczę, że dostanę się w okolice tutejszego kościoła obronnego. Nic z tego. Za to wychodząc nokautuję się o bardzo niskie nadproże. Przy okazji kasuję wszystkie zdjęcia z karty. Trzymałem palec na spuście włączonego aparatu... 

Mimo licznych prób dowołania polecenia zdjęcia z powrotem nie pokazują się na karcie. Upał staje się po tym jeszcze bardziej nieznośny a mój entuzjazm spada do zera. Z mieszanymi uczuciami oglądam więc znakomicie zachowaną wioskę Archita. Nic tu się nie zmieniło w wyglądzie domów od upadku Austro-Węgier. Potem prę już od głównego celu dnia, czyli Sighisoary. W mieście planuję nawet zostać na kampingu, ale okazuje się on głośnym cyrkiem. Wolę już spać w największych chaszczach. Zmierzając na nocleg zapędzam się do pełnych róż wsi Danes i Seleus. Nad  rzeką Tarnava Mare napotykam wielkie zgromadzenie Romów moczących się w wodzie i znajduję tym samym odpowiedź na pytanie, gdzie podziali się Romowie w tych wszystkich wioskach... Tarnava Mare to rumuński Ganges, widziałem na własne oczy. W Seleus zapędzam się zresztą niechcący do romskiej osady (części wsi). Wyróżnia się mikrodomami i zapachem. To po prostu smród fermentujących w upale śmieci. Nigdy nie przyciągały mnie Indie, te klimaty mnie więc nie zachwycają. 

W ostatniej wiosce dnia - Prod - znajduję wreszcie to czego szukam. Ładny pejzaż, ładną zabudowę i święty spokój. Rozbijam się za wsią, na ładnej polance ponad drogą. Warto było dotrzeć aż tutaj. 


Okolice Székelyudvarhely - szeklerskie bramy

Archita - wieś niczym skansen na wolnym powietrzu. Dachówki, okiennice, gzymsy - wszystko tu pamięta jeszcze nieboszczkę Austrię. 

Sighisoara

Trasa:
https://ridewithgps.com/routes/49308126

Komentarze

Stradovius
14:26 wtorek, 24 grudnia 2024
O niedźwiedziach też będzie... Spotkałem osobiście 8 sztuk. To nie jest kraj dla ludzi o słabych nerwach i kiepskim ubezpieczeniu.
tomek1973
12:48 wtorek, 24 grudnia 2024
Dzięki za opis. Świetna lektura. Szkoda zdjęć. Ciekawy i różnorodny kraj, ale te psy, i kierowcy.... A jeszcze słyszałem, że w R. jest największa populacja niedźwiedzi w UE, i lubią wałęsać się po miasteczkach i drogach.
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa jacwm
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]